Świadectwo dojrzałości

♥♥♥

Wyzdrowiałam… już dawno, ale po prostu bałam się to powiedzieć na głos.

Nie da się mnie już zdiagnozować.

Przyszedł moment, kiedy moja historia z bpd dobiega końca.Chociaż w pewnych aspektach życia moje skrajne emocje dadzą znać o sobie jeszcze nie raz. Ale nie da się pozbyć zaburzeń osobowości jak niepotrzebnych przedmiotów..one są częścią nas.

Byleby nie wpływały negatywnie na nasze życie

Zdrowe zachowania często mieszają się z tymi „zaburzonymi” . Nie można całe życie myśleć „jestem chora…”

Dzisiaj pozostał syndrom DDA i trauma po tym co było i ogromna potrzeba miłości oraz troski aby z wiekiem wyciszała się we mnie. . . życie od chwili usłyszenia diagnozy zmieniło się kolosalnie. 

Najpierw była diagnoza ⇒ potem spadałam w przepaść ⇒ później kilka lat się stabilizowałam ⇒ teraz mam etap gojenia ran…

Kiedy zaczynałam drogę leczenia byłam maksymalnie autodestrukcyjna, nie chciało mi się żyć, a moim glównym zajęciem było niszczenie siebie i innych.

Dzisiaj jestem stabilna.

Mam męża i dziecko, a co najważniejsze nauczyłam się Kochać siebie i moich bliskich. Wcześniej byłam chodzącą krwawiącą raną, która sobie tylko zasypywała tę ranę solą i wyła z bólu… nie było miejsca na miłość ani spokój. Nie było na to miejsca….

Życie dzisiaj jest równie trudne jak kiedy walczyłam z sobą czy bpd.

 Dzisiaj staram się ogarnać dom, dziecko, rodzinę i problemy dorosłej codzienności. To jest bardzo trudna rola – bycie dorosłą , odpowiedzialną matką i żoną.

I dzisiaj wiem, że bez tych lat terapii mogłoby mi to nie wyjść. Mogłabym to spieprzyć i zranić swoje dzieci czy męża… bo sama byłam zranionym dzieckiem, dorosłym dzieckiem alkoholików.

Nie byłam gotowa na to by się zmierzyć z dorosłością i tymi SILNYMI EMOCJAMI jakimi jest macierzyństwo, miłość, zazdrość… problemy typu brak pracy, brak kasy… brak czasu i samotność.

Emocje przezywałam zbyt mocno i rozwalało mnie to na części… wolałam je odreagować na kimś lub na sobie niż udusić się z bólu istnienia.

Dojrzałam.

Terapia pozwoliła mi dorosnąć…i dojrzeć emocjonalnie, a leki pozwoliły mi przetrwać proces dojrzewania w dorosłym życiu bo normalnie taki proces dzieje się przy wsparciu kochających rodziców, którzy pomagają nam regulować emocje i być..po prostu dzieckiem, które powoli w bezpiecznych warunkach osiąga dorosłość. Ja musiałam dorosnąć mając 10 lat…powoli stawałam się rodzicem moich pijanych rodziców, a życia uczyłam od innych, nie zawsze właściwych osób.

Proces mojego dojrzewania był zaburzony, a więc ja byłam zaburzona.

W jednych sprawach radziłam sobie zbyt dobrze na swój wiek, a w innych fatalnie…

To terapia i dobry lekarz dają nam szanse na normalne zdrowe i pełne radości życie!!!

Proszę Cię.

Idź tą drogą co ja… nie patrz już w tył. Idź do przodu…ale już nie sam

 Znajdź terapie..znajdź wsparcie i nie czekaj ani dnia.

Każde zaburzenia psychiczne czy osobowości są do przepracowania. Borderline wyleczyło bardzooo wiele osób i żyją wśród nas.

Oni dopiero o tym zaczynają mówić….

Powodzenia !!!!

Czytaj więcej

Jestem DDA – Dużym Dzieckiem Alkoholików

„Gdzie tak pędzę? ” – Zapytałam dzisiaj siebie…

– Mojemu życiu brakuję głębi.

To uczucie powierzchowności boli

Jak zwykle leżę o 4 rano w łóżku z szeroko otwartymi oczami. Znów czuję ten strach.

Obudziła mnie córka, która walczy z dolegliwościami brzuszka. Widzę jak ją to męczy.. ma niecałe 11 miesięcy i nie ma pojęcia jak sobie radzić z bólem. . . siada w końcu na łóżku i błaga mnie wzrokiem abym jej pomogła. Zaczęłam masować jej brzuszek i przytuliłam mocno, a ta po chwili słodko usnęła niczym aniołek.

Patrzyłam tak na nią i nagle do oczu napłynęły mi łzy.. łzy za moją mamą, którą już dawno wykreśliłam z pamięci. Nie chcę jej pamiętać chociaż bardzo ją kochałam.

Jej alkoholizm zniszczył mi dobre wspomnienia …ale ja wiem, że ona bardzo się starała… tylko jakoś nie mogę jej tego wszystkiego wybaczyć i poukładać sobie tego w głowie. Jestem z tym wszystkim sama…czuję, że nikt tego nie zrozumie. Mój obraz matki jest opluty i zamazany….chociaż bardzo tęsknie za mamą to wciąż czuję ten jej zapach po alkoholu. Zabiła wszystko. Zabiła we mnie wszystko co mogłam dobrze z nią wspominać… zapiła to… zalała…

Dzisiaj sama jestem matką. Bez autorytetu i wsparcia. Jestem matką , która kieruje się instynktem macierzyńskim i miłością… jedyne co mnie przygotowało do tej roli to szkoła rodzenia. Bo jeśli chodzi o moich rodziców to owszem, nauczyli mnie – NAUCZYLI MNIE JAKA MAM NIE BYĆ.

Jakże bolesny jest fakt, kiedy wiemy, że nie mamy i nigdy nie mieliśmy autorytetu w swoich rodzicach lub że autorytetem jest czasami ktoś obcy, dziadek…albo po prostu nikt. Kiedy uświadamiamy sobie, że tak naprawdę musimy odnaleźć swoją osobowość czy ukształtować ją sami , niestety często poprzez popełnianie błędów….. jesteśmy nikim wchodząc w dorosłe życie. . . nikim ważnym..no name lat naście…czy dwadzieścia kilka. . w dodatku nasze imię i nazwisko rozszerza się o nazwy diagnoz z działu psychologii i psychiatrii.

Ale takie jest życie. Mam 29 lat.

Jestem matką.
Żoną…
Pracownikiem korpo…
Kiedyś byłam bardzo zaburzona…

Dzisiaj jestem kimś na kogo długo i ciężko pracowałam. I jestem z siebie bardzo dumna.
Mogę śmiało powiedzieć, że mi się jako tako udało pokonać ciężką chorobę…ale kiedy zamykam oczy wciąż czuję zapach alkoholu.
Czasami boje się usnąć z obawy przed koszmarami.

Ostatnio kiedy leżałam tak w łóżku i wspominałam mame to później ujrzałam ją we śnie pijaną…

Kopałam ją…i wyzywałam od kurw. Była pijana jak świnia. Obok stał tata, który daj jej buzi. Mama mówiła, że daje tacie jeszcze jedną szanse… ale ja kazałam jej wypier… po czym kopałam ją do zabicia jej.. czułam przez sen tę złość…ten zapach alkoholu. Nienawidzę ich za to, że pili.

Borderline z domu alkoholowego pełnego przemocy to taki demon, który zamieszkał w moim ciele…

Pamiętam jak siedziałam na lekcjach i ciągle słyszałam krzyki w swojej głowie. Trwało to kilka, może kilkanaście lat.

Krzyki w głowie…albo jeden długi krzyk, wrzask czy pisk… to były początki mojej nerwicy. Była to pewnego rodzaju nerwica natręctw..

W stanie kiedy słyszałam te krzyki miałam ochotę porwać na sobie bluzkę…rzucić krzesełkiem czy pobić kogoś…albo właśnie pociąć siebie…żeby TYLKO POCZUĆ ULGĘ.

Byłam bardzo chora psychicznie. W domu było bardzo źle plus pewnie okres dorastania….

Tak zaczęły się moje problemy . Ten krzyk … odszedł ode mnie po terapii i nigdy nie wrócił.Mam za to inne natręctwa myślowe…ale nie zwracam na nie uwagi inaczej one rosną w siłę.

***

I to tak…

Takie wspominki bardzo mnie bolą.

Musiałam tak na chwilę się zatrzymać. . . pomyśleć…odpocząć.Napisać.

Zapominam czasami o tym, że niedawno borderline chciało mnie zabić..

Naprawdę walczyłam o życie.

Zapominam też o tym co stało się w moim domu i że w ogóle go miałam.

Bardziej czuję jakbym była uciekinierką z getto.

Nie wiem co to znaczy mieć mamę czy tatę.. nie wiem. Czuję się dzisiaj jakbym ich nigdy nie miała.. jakby podrzucił mnie gdzieś bocian i tak wyrosłam gdzieś samotnie… Jestem taka , a nie inna.

Mój organizm odcina się w celu obronnym od wspomnień i każe mi funkcjonować jakby mechanicznie. Rób to i tamto i nie myśl za dużo. Żyj…idź do przodu.

Jest dobrze…nie patrz na siebie…!!!

Jest dobrze… przyśpiesz.. dasz radę !!

Ale ja czasami naprawdę muszę odsapnąć – i kiedy przycupnę na moment od razu zalewa mnie fala traumatycznych wspomnień i wywala mnie na brzeg jak zdechłego wieloryba..

Jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholików – z tego nie da się wyleczyć. Z tym trzeba i da się żyć.

Idę spać…

( ciekawe co dzisiaj mi się przyśni… )

Czytaj więcej

Nostalgia

….
Bardzo lubię pisać na poddaszu, kiedy pada deszcz i wieje. Faktem jest to, że wtedy zazwyczaj mam doła…a jak mam doła to więcej refleksji i czasu na skupienie.

 

Tak w ogóle wydaję mi się, że mój organizm od czasu do czasu musi popaść w taką nostalgie aby odsapnąć. W tym stanie zwalniam i przyglądam się życiu klatka po klatce.

Nie jest dobrze, ale też nie jest źle. Dyndam nad przepaścią na gumowej lince. Czekam aż się urwie i spadnę gdzieś w kąt gdzie nikt mnie nie zauważy. Moje dni ostatnio są bardzo powtarzalne…Czuję w powietrzu zapach przedwiośnia

– Nie dobrze – Myślę na głos…

– Przedwiośnie zawsze wywołuje u mnie skoki ciśnienia, bóle głowy i niepokój…przedwiośnie zawsze sprzyja nawrotom bpd….

I tak przelewam z pustego w próżnię swój czas. Kompletna nostalgia.

Borykam się z okropnym bólem pleców co mnie lekko mówiąc wykańcza. Karmię piersią plus dźwigam dziecko, a co za tym idzie na poprawę nie liczę. Jednakże marzy mi się porzucić ten świat na kilka godzin i odpocząć…ah marzenia są właśnie po to By sobie mózg odpoczął .

Nie da się wziąć wolnego od macierzyństwa.

Borderline też mnie męczy. To taki mój kręgosłup…który od czasu do czasu boli jak cholera. Dużo czytam o tym znowu i o innych którzy dopiero rozpoczynają tę drogę. Jestem tym wszystkim przytłoczona. Mam tego zwyczajnie dość, dzisiaj chciałabym zapomnieć o borderline.
Ale nie da się.
Tak się czasami zastanawiam czy ten mój krzyż muszę dźwigać codziennie? Czy nie mogłabym go odłożyć na jakiś czas…

I ta nostalgia, która mnie tak właśnie dopada jest po to aby sobie ponarzekać… aby usiąść i pogapić się na siebie z litością…przytulić do siebie… zwolnić..

Dzisiaj naprawdę czuję się taka z krwi i kości. Normalna…ludzka…

Czuję ten cały pęd i smród wokół siebie…i to, że Tylko ja się w tym wszystim..na chwilę zatrzymałam.

Wypiłam meliskę i łyknęłam 1 tabletkę kozłka lekarskiego. Pozbyłam się poduszek aby spać na płasko…
Nogi rozłożyłam tak szeroko jak cyrkiel .
Leżę jak rozwałkowany placek.. obok córka i mąż…

Idę spać.

Wiem, że moje życie to aktualnie jeden wielki pierdolnik ( jak ten wpis )
I ten nostalgiczny czas to taki przedsionek zmian..

Dobranoc

Czytaj więcej

Leczenie Borderline

Przychodzi do każdej osoby z pogranicza taka myśl, pytanie czy tak zwana refleksja

” Czy już zawsze będę musiała brać leki ? Czy już zawsze będę się leczyć „

Postaram się odpowiedzieć na to pytanie mając za sobą ładnych parę lat leczenia i grono znajomych z bpd.

Odpowiedz brzmi: Tak lub Nie 🙂

Aha… to  Ci pomogłam (^^) ale do rzeczy..

Z moich obserwacji wynika, że jak ktoś podchodzi do sprawy bardzo poważnie jak do leczenia naprawdę poważnej choroby ( bpd jest poważne ) to wygrywa walkę.. prędzej czy później, ale wygrywa. Ale nie oznacza to, że jest zdrowy w 100% i  że pozbył się bpd na dobre, ale o tym później.

Natomiast jeśli ktoś leczy się po łebkach … ciąglę zmienia lekarzy , a pod nosem szepcze  „to nie dla mnie…dam sobie radę” to rozciąga się to tak w czasie, że trwa latami i końca nie widać…a konsekwencje z „autoterapii” pod nazwą SAMO PRZEJDZIE są czasami na tyle poważne, że chcąc nie chcąc pacjent kończy na oddziale zamkniętym…bo jednak sobie rady nie dał. Takie osoby często całe życie z doskoku będą korzystały z pomocy. . i takim sposobem na zasadzie przetrwania ( nie przeżywania) minie im życie.

Jest jeszcze jeden typ pacjentów. Taki, który naprawdę sam sobie radzi…a bpd z wiekiem łagodnieje…

Problem w tym, że nigdy z góry nie wiemy co nas czeka i osobiście uważam, że NAJMNIEJ DO STRACENIA MAJĄ CI PIERWSI.

wniosek zatem nasuwa się jeden : Zakasaj rękawy i do roboty 🙂

Ja uważam, że można się tego pozbyć . Na pewno częściowo. Możecie mnie opluć za kilka..kilkanaście lat za to co teraz napiszę.

Nie jestem specjalistą w dziedzinie bpd. Jestem ofiarą moich rodziców plus mam pewnie predyspozycje…genetyczne.. w co wątpie.. ale na pewno:

  • Do mojego bpd przyczynila się obciążona stresem ciąża mojej mamy ze mną ( poród i okres niemowlęcy moim zdaniem mają ogromny wpływ na zaburzenia psychiczne z dorosłym życiu )
  • Dom alkoholowy
  • Przemoc psychiczna i fizyczna.

 

Niemniej jednak uważam, że można pozbyć się bpd. Pozbyć…brzmi jak w odnieśeniu do rzeczy, ale wyobraźmy sobie, że to taka część nas, której musimy się pozbyć jeśli chcemy żyć…taka niepotrzebna cząstka zaburzająca całą konstrukcje naszej osoby, naszego JA.

Można wyleczyć się z tego i po przykładowo 10 latach od diagnozy usiąść w gabinecie, przejść testy na to zaburzenie i nie zostać zdiagnozowanym już nigdy więcej. Nie umieram na starość aby was zapewnić, że mam rację… Ale czuję to. Pewnych rzeczy, które robiłam SOBIE  i są wpisane w  objawy bpd… nawet nie pamiętam. Nie umiałabym do tego wrócić.

Przykłady:

  • Picie alkoholu kilka dni z rzędu… – UMAR ŁABYM PO JEDNYM DNIU…kac zabiłby chęć na kolejny raz, a spustoszenie organizmu wzbudziłoby we mnie troskę o siebie i chęć regeneracji ( dla porównania podczas autodestrukcyjnych okresów bpd upijałam się na umór, urywał mi się film itp. Nie zależało mi na moim zdrowiu, życiu itp. )
  • Bezsenne noce np. przez 3 miesiące… ( Miałam taki okres, że nie mogłam kompletnie spać kiedy było epogeum bpd ) – Po dwóch nocach szukałabym sposobu aby to zmienić w ramach zadbania o siebie
  • Głodzenie się – nie ma takiej opcji.. jak nie zjem to po prostu czuję się bardzo źle fizycznie..a ja już nie chcę się tak czuć i szukam pożywienia jak tylko czuję mały głodek…kiedyś to nie miało dla mnie znaczenia – co jem..i ile..
  • Seks z nieznajomym –  Fuj fuj fuj… ohyda.
  • Okaleczanie się – nie zrobilabym sobie krzywdy, dbam o siebie .. pokochalam siebie.. z resztą wiem, że to rodzice mnie skrzywdzili …bili mnie itp. Nie chcę siebie też tak traktować.. chcę inaczej.
  • Wymiotowanie po jedzeniu – zdarza mi się.. 😉 Ale bulimicznych ataków już nie mam.. wydaje mi się to po prostu głupie…. aczkolwiek raz na pół roku, a nawet 3 miesiące potrafię zwymiotować z nerwów.
  • Trucie się lekami, samobójcze próby –  Mam córkę… męża.. brata… Jak pomyślę co by czuli gdybym się otruła to od razu mi się odechciewa, wręcz czuję ten ból jakbym była w ich skórze. Kiedyś to nie miało dla mnie znaczenia. Byłam egocentrykiem…totalnie odcięta od świata poza własnym bólem. Tylko ja się liczyłam. Może to tak wyglądało ponieważ nie byłam w stanie myśleć o innych…kiedy targały mnś tak ekstremalnie silne emocje.

 

To tak w skrócie.

Wszystko się pozmieniało.

Ja się zmieniłam za sprawą wielu wydarzeń i terapii. Prawda jest też taka, że musiałam odbić się BOLEŚNIE od dna aby poczuć gotowość to zmiany i leczenia bpd, bez tego nie było mowy abym zauważyła, że to ze mną jest problem. Wszyscy byli winni moich niepowodzeń …ale nie ja. Ja byłam pępkiem świata, który istniał tylko w mojej głowie. Świat pełen wrogów… gdzie w dodatku największym wrogiem dla siebie byłam ja sama. Czuwałam zawsze i byłam gotowa na atak. Trzymałam gardę i pomiatałam ludźmi tak jak oni mną…

Problem w tym, że oni czasami chcieli mi pomóc.. a ja traktowałam ich z uprzedzeniem.

Rodzice zasiali w mojej głowie myśl, że wszyscy są źli . Obgadywali wszystkich w mojej rodzinie i ze wszystkimi byli skłóceni. Byli toksyczni…źli… nienawidzę ich za to jaki świat mi pokazali. Wiele lat musi jeszcze minąć zanim ludzi zacznę szanować i kochać.. zanim stanę się delikatna, miłosierna i pełna pokory.

Nie mogę wyplewić tego z siebie. TEGO PODEJŚCIA DO ŻYCIA, ALE TO JUŻ NIE JEST CHOROBA. To jest charakter … to jest moja osobowość ukształtowana w rękach moich rodziców. Reszta to mój taki a nie inny charakter i temperament.

BPD to choroba… choroba osobowości i jej sposób radzenia sobie z emocjami i OGROMNYM LĘKIEM oraz BÓLEM ISTNIENIA.

Jesteśmy organizmem, który reaguje na każdy bodziec. W przypadky bpd.. reakcja jest nieadekwatna do sytuacji. My sobie po prostu nie radzimy z tą nadmierną reakcją organizmu. Jesteśmy wykończeni pracą układu nerwowego na najwyższych obrotach…..i znajdujemy różne ujścia emocji i regulacje ich poprzez okaleczanie , alkohol, seks, awantury itp..

Inaczej rozsadziło by nam głowę.

Czasami miałam wrażenie, że mój układ nerwowy był tak rozpędzony, że ciężko było go zatrzymać przez co w chwili spokoju „nosiło mnie” i wzbudzałam fale na spokojnym morzu prowokując awantury itp.

Są dni…kiedy zbiera się we mnie mnóstwo myśli, emocji i „niezałatwionych” spraw… nie umiem jeszcze do końca wyregulować tego w głowie i prędzej czy później dochodzi do eksplozji. Mój organizm tej eksplozji potrzebuje aby ustawić się na dobrze znaną mu z dzieciństwa częstotliwość. . . i zaczyna zmuszać mnie do regulacji emocji w sposoby destrukcyjne. Tak działa bpd. Jesteśmy odcięci czasami od racjonalnego myślenia. Kompletnie.

Jesteśmy świadomi – owszem. Ale odcięci od racjonalności w postępowaniu. Organizm sam „wymusza” na nas regulację emocji.

Biochemia mózgu również w przypadku bpd jest inna. Dlatego tak bardzo ważne jest dostarczanie mu tego czego potrzebuje aby móc poradzić sobie z lękiem, złością czy smutkiem.

Protezujmy te deficyty. Po prostu.

Tak jak cukrzyk insuliną. … czy epileptyk depakiną..

DUŻOO KWASÓW OMEGA 3.

STABILIZATORY JEŚLI TRZEBA

Leki przeciwdepresyjne JEŚLI TRZEBA

na-czym-polega-leczenie-farmakologiczne-miazdzycy-1579908

Co to znaczy trzeba ? moim zdaniem, kiedy trzeba złapać równowagę , a nie ma się na to siły.

  • Kiedy potrzeby fizjologiczne są zaniedbane. To są : sen, pożywienie, zdrowy wygląd czyt. ogólna kondycja organizmu.
  • Nasilają się myśli samobójcze.
  • Kiedy lekarz tak zadecyduje, a my mu ufamy .

 

 

To tyle na dzisiaj.

Sam decydujesz zatem …

po raz sedny napiszę :

Masz taką diagnozę ? to postaraj się zakotwiczyć w jednym miejscu u dobrego specjalisty i na wszelkie sposoby pokonywać powolutku i na spokojnie borderline ( czy też inne zaburzenia)

A co masz co do stracenia?? …. no właśnie…nie daj Boże wiele ..i co wtedy? Czasu nie cofniesz.

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.

 

Mark Twain

Borderline to nie jest wyrok – To choroba/zaburzenie osobowości, które da się wyleczyć. Nie dziś..nie jutro..ale może kiedyś. Zależy to TYLKO OD CIEBIE.

 

Czytaj więcej

Po Świętach…

bokeh-balls_lKochani,

Swięta, święta… bardzo trudny dla niektórych okres minał.

Jak się czujecie ?  Czy oprócz przejedzenia odczuwacie jakieś napięcie? zmęczenie emocjonalne?

Ja tak. Jestem zmarnowana tym wszystkim. . leżę dzisiaj i odpoczywam. . . mam dość ludzi, jedzenia… i rozmów.. chwilami sztucznego uśmiechania. . Mam teraz ogromną potrzebę bycia samej..

Czytaj więcej

Lawina emocji – Przedświąteczny pierdolnik

Nie mogę spać, kiedy księżyc oświetla moją sypialnie. Nie tylko ja tak niespokojnie śpię podczas pełni..chodzę też taka podenerwowana, a moją głowę zalewa lawina emocji. Od pewnego czasu czuję się mocno przebodźcowana, dosłownie kładę się do łóżka i czuję jak we mnie wszystko wrze.. 3 melisy nie pomagają w ogóle.

Kotłuje się to wszystko co za dnia mnie męczy. Mam dość ludzi, facebooka, telewizji…seriali…wiadomości…hałasu…Mam dosyć wędlin, mięsa… gotowania…jedzenia…mam wrażenie, że codziennie jem to samo. Wszystko mnie drażni..ten świat mnie drażni. To chyba od siedzenia w domu z dzieckiem. . . nie wiem. Nie chcę wiedzieć…i chyba ta wiedza nic nie da. Jest jak jest, a jest do dupy. Źle sypiam, źle mi ogólnie źle…. Okres przedświąteczny to dla mnie zawsze koszmarny czas….ten czar wisi w powietrzu.  Wiele razy pisałam o tym na blogu. Nie chcę się powtarzać,

ale ja świąt nienawidzę.

Tej nadętej sztucznej atmosfery i tej gry przy stole w przedstawieniu ” idealna rodzinka „.. Próbuję zorganizować święta po swojemu…mam dziecko i męża i chcę zmienić ten okres na taki abym nie miała z nim złych skojarzeń. . .ale jak ? Jak to odczarować…jak się za to zabrać ? jak powinny wyglądać święta?? nie da się ich niestety przeskoczyć… 🙁 W moim domu w święta zawsze była najebka.. nie ukrywam , że poza obżarstwem nic dobrego nie pamiętam.  .  . Starzy byli nachlani . .brat gdzieś tam w swoim pokoju przeżarty leżał przed kompem. . ( jak zawsze…do dziś leży całe dnie przed kompem ) … o psie nikt nie pamiętał. …  wszyscy się tak tylko przypadkiem mijali… rodzice może i się starali…ale i tak kończyli ten dzień zataczając się. Mam nerwy na samą myśl o tym.. Człowiek odpoczywał od alkoholizmu w szkole… a w Święta…tylko się męczył.

Dzisiaj jak widzę, te pier… zapełnione ludźmi galerie handlowe…mam wrażenie, że ludzie po to marnują tyle czasu na to wszystko, żeby się właśnie ze sobą nie męczyć. Zapomnieliśmy czy są święta… po co są… i jak je spędzać… Ja do dziś nie wiem. Postaram się nad tym mocno zastanowić…może macie jakieś swoje sposoby jak spędzić święta mając we wspomnieniach Tylko patologiczne chwile…

?

 

Czytaj więcej

Badania naukowe dot. Borderline

Nazywam się Maria Kulesza i jestem studentką 5 roku psychologii UW. Do naukowego projektu poszukuję kobiet 23-35 lat z diagnozą Osobowości Borderline. Badanie składa się z dwóch spotkań i dotyczy rozpoznawania emocji, odbędzie się na wydziale psychologii na ul. Stawki 5/7 w Warszawie. Pierwsze spotkanie to kilka kwestionariuszy, trwa około 40min. Drugie to parę zadań i krótka prezentacja, max.60min. Badanie jest w pełni anonimowe, a zebrane informacje poufne. Poprzez udział w badaniu przyczynią się Panie do postepu wiedzy dotyczącej tego zaburzenia. W zamian za udział mogą Panie otrzymać informację zwrotną na temat swoich wyników.
Proszę o kontakt każdą zainteresowaną osobę na maria.kulesza@student.uw.edu.pl lub przekazanie informacji swoim znajomym.

Z góry bardzo dziękuję i pozdrawiam,
Maria Kulesza

Kochani moi … to ja TikTak. Otóż brałam udział w takich badaniach organizowanych przez emocje.pro i powiem szczerze, że to bardzo fajne doświadczenie oraz pomoc innym w przyszłości. Bardzo was zachęcam. Jeśli tylko macie ochotę przyjechać do Warszawy.. to czemu nie 🙂

Czytaj więcej

Piękne słowa Joanny -słowa wsparcia

Joanno wybacz , ale musiałam 🙂 poprawiłam tylko niektóre błędy…

O to piękne słowa, które są wszystkimi radami w pigułce jak poradzić sobie ze wstydem związanym z zachowaniami podczas nasilonych objawów ZO borderline. ( zaburzenie osobowości borderline,osobowość z pogranicza )


Proszę je czytać …i czytać…aż trafią tam gdzie powinny 🙂
Ja zawsze mówię ze cierpiałam tak bardzo, że się obudziłam ,w dno które trafiłam było podłoże i się od niego odbilam. Kilka miesięcy zajęło mi przyznanie się samej do siebie ze to jest choroba.Wcześniej kierowała mną chora część mojej osobowosci, a teraz kieruje mną ZDROWA.Dzięki diagnozie i świadomości choroby mogłam zacząć proces zdrowienia.Powiedziałam STOP i zaczęłam pracować nad soba☺Strach ,leki pozostały, ale nie panikuje tylko szukam rozwiązań jak sobie pomóc. Myślę że to jest to o czym mówi psychologia ,trzeba najpierw polubić siebie i dbać żeby nie dopuszczać do większych kryzysów zaburzonego myślenia.

Joanna


i kolejne piękne słowa….

Przebaczenie piękne słowo☺myślę że od niego też zaczyna się proces zdrowienia i akceptacji siebie.W trakcie psychoterapii mówiłam o sobie ze to co się stało było wynikiem choroby , że mam dobre serce i chce to wszystko zmienić ,naprawić relację.I tak się stało , przebaczyłam sobie i innym .Wynikiem tego jest brak nienawiści ,ogromnej złości ..To oczyszczenie …….wtedy nie mogłam nic zrobić bo nie wiedziałam, a teraz wiem i staram się nie brnąć w coś co niszczy mnie i moich bliskich.

Naprawdę kochani trzeba to zrobić , przeprosić i nie powtarzać wyrządzonych krzywd.. bo często to nie te osoby nas skrzywdziły tylko nasi rodzice .

Joanna


I to jest właśnie to o czym piszę niemalże w każdym poście.

Te kilka kroków aby wyzdrowieć 🙂

jest tu ponad 200 postów.. a Joanna streściła to niemalże w pigułce 🙂 Dziękuję, że jesteście…i dajecie siłę i wsparcie innym. Teraz to wydaję się być bezcenne, ale za kilka lat osoby, które między innymi dzięki tym wpisom wyzdrowiały będą was ciepło wspominać i może sami przyczynią się pomocy innym 🙂

Znalezione obrazy dla zapytania serce

Tu  na tej stronie rodzi się ogromna moc…która rośnie w siłę dzięki WAM . Czujecie to ?

Czytaj więcej