2011.03.22 Kurier Szczeciński: Czyj błąd, czyja wina? (felieton)
Źródło: 24kurier.pl
W sferze kultury szczecińscy radni działają z wdziękiem słonia w składzie porcelany. Jeśli nie stanie się cud i minister Zdrojewski nie podejmie decyzji innej niż sugerowanej przez jego biuro prawne, przy okazji likwidacji nielubianej przez miejskich rajców instytucji, miasto straci ponad 200 tysięcy złotych i – być może – liczący się literacki dwumiesięcznik. Słowa „nielubianej” używam z rozmysłem - jeśli ktoś słuchał wystąpienia przewodniczącego klubu PO podczas budżetowej sesji i uczestniczył tuż po niej w posiedzeniu komisji kultury, to wie, iż nie działalność „Szczecina 2016” budziła największe emocje, a stojący na jej czele dyrektor.
Likwidacja instytucji pociągnęła za sobą widmo utraty ministerialnych dotacji na zadania przez nią realizowane: wydawanie czasopisma „Pogranicza”, kulturalno-społeczny projekt „Alternatywa” oraz sesję poświęconą 20-leciu Anny Augustynowicz w Teatrze Współczesnym. Szum medialny, jaki się w związku z tą sprawą podniósł, nieco chyba państwa radnych przestraszył. W efekcie postanowili pokazać, że sprawy kultury i pieniędzy na nią przeznaczanych są im bardzo bliskie. Okazją stała się ostatnia komisja kultury i rozpatrywany na niej problem konkursu na dotacje, przeprowadzonego przez magistrat.
Wnioski o budżetowe środki na realizację zadań w sferze kultury złożyło 27 stowarzyszeń i organizacji pozarządowych, 17 z nich zostało rozpatrzonych pozytywnie, dziesięć odrzucono ze względu na błędy formalne. Burza rozpętała się właśnie o te ostatnie. Przedstawiciele odrzuconych wnioskodawców żalili się na urzędników, którzy nie zadzwonili do nich z prośbą o dokonanie poprawek, radni dzielnie im przyklaskiwali, tłumacząc dyrektorom odpowiednich wydziałów, iż telefonowanie i mailowanie do osób składających formularze z błędami to ich podstawowy obowiązek, dyrektorzy i wiceprezydent kajali się i obiecywali poprawę, a całość widowiska robiła wrażenie okrutnie przygnębiające. Tak, miasto powinno wspierać imprezy Klubu Storrady, Festiwal Muzyki Dawnej czy działalność portalu Sedina. Szukanie jednak na zewnątrz winy w tym, że samemu się coś zawaliło, jest – eufemistycznie rzecz ujmując – nieporozumieniem, zwłaszcza w sytuacji, gdy organizowane przez magistrat szkolenia z pisania wniosków zawieszono z powodu braku chętnych. „Nie mamy czasu na szkolenia”, „nie doczytaliśmy”, „formularz się zmienił”, „mieliśmy wątpliwości” – mimo takich głosów radni komisji kultury winą za całą sytuację obarczyli urzędników, a konkretnie bezduszne procedury. A że te i w większych polskich miastach, i w Unii odrzucają możliwość poprawiania złożonych dokumentów? Nic to, radni doszli do wniosku, iż Szczecin powinien kierować się własnymi standardami.
Poza dyskusją jest obowiązek wszechstronnego dbania o kulturę przez władze miasta, szczególnie zaś pomaganie pasjonatom i społecznikom. Poza dyskusją jest też konieczność patrzenia władzom na ręce przez radnych. Dlaczego jednak te dwie proste sprawy muszą w Szczecinie tonąć w odmętach hipokryzji, populizmu i bylejakości?
Jedynym pozytywnym aspektem ostatniego posiedzenia komisji pozostaje fakt zmiany stanowiska Małgorzaty Jacyny-Witt (radna niezrzeszona) do szczecińskich organizacji pozarządowych: niedawno twierdziła, że nie ma w mieście takich, które wykazywałyby się profesjonalizmem. Teraz takie zauważyła. To te, które nie umiały poprawnie złożyć konkursowego wniosku o dotację.
Katarzyna Stróżyk, 22 marca 2011
