Aleksandra Kosuda - "Wprowadzić literaturę w szerszy kontekst, czyli rzecz nie tylko o zaufaniu"


Istnieją książki, które czyta się wdzięcznie i istnieją te drugie, których lektura - z wielu względów - może być trudna w odbiorze. Kiedy następnie należy o książkach tych coś napisać, dużo łatwiejszym zadaniem okazuje się recenzować ten pierwszy rodzaj lektury. Tym razem jednak stoję przed nieco nietypowym zadaniem - oto pisać mi przychodzi o książce Piotra Sztompki - Zaufanie fundament społeczeństwa, książce, która w czytaniu przyniosła wiele przyjemności i nauki, a jednak niełatwo mi jednoznacznie ją ocenić.

Wstępna wątpliwość pojawia się już wówczas, gdy poznaję treść krótkiej reklamowej recenzji książki -„pierwsze w polskiej literaturze socjologicznej całościowe opracowanie problematyki zaufania". Wykłady profesora socjologii nie wydają mi się jednak socjologicznymi w pełnej rozciągłości tegoż słowa. Książka, którą czytać z różnych punktów widzenia i stawiając różnorakie pytania, ma nie tylko społeczną, ale i literacką nośność. Krótko mówiąc, jest to lektura, której nie da się zamknąć w obrębie jednej dyscypliny, co jest dobrym znakiem, bo interdyscyplinarność wpisana jest bardzo wyraźnie w poetykę kultury, która w mojej pracy wciąż ma o sobie przypominać.

Sztompka w swojej głębokiej analizie zaufania przedstawia jego trzy podstawowe filary: zaufanie jako orientację opartą na kalkulacji, jako skłonność psychologiczną oraz jako regułę kulturową. To właśnie tej ostatniej kwestii poświęcę w swej pracy najwięcej miejsca, próbując pokazać zaufanie jako fenomen kulturowy.

Zanim jednak to uczynię, za niezbędne uważam sformułowanie kilku podstawowych uwag. Pojęciem kluczowym dla zrozumienia książki jest „kultura zaufania" i „syndrom nieufności". By zapoznanie się z tą problematyką było klarowne, tekst podzielony jest na trzy części - Kontekst, Teorię i Aplikację, każda z nich zawiera kolejne rozdziały rozdrobnione na punkty i podpunkty.
Po skończonym rozdziale natrafiamy na słownik pojęć, które zostały w nim wprowadzone. Lektura jest tym przystępniejsza, że po każdej tezie autor mnoży przykłady potwierdzającą ją. Przykładów jest tak wiele, że czasami ich liczba staje się nieco uciążliwa. Bywa jednak i tak, że egzemplifikacje oparte są na anegdocie, która jest znakomitym środkiem do uatrakcyjnienia każdego tekstu. Myślę, że w przypadku Zaufania... najciekawsza jest krótka opowieść o przygodzie samego profesora Sztompki, który kilka lat temu na próżno zaufał jednej ze swoich amerykańskich studentek. Ponieważ dziewczyna była w ciężkiej sytuacji życiowej, profesor zgodził się zaliczyć jej niezdany egzamin w zamian za co miała na jego polski domowy adres przesłać esej własnego autorstwa (napisany na podstawie unikatowej, pożyczonej przez samego profesora książki, która również miała być zwrócona). Tak się jednak nigdy nie stało.

Całość to bardzo bogata lektura, krążąca po orbicie wielu tematów, w centrum których zawsze stoi kwestia zaufania społecznego. Bo „aby żyć i funkcjonować w społeczeństwie, musimy ciągle podejmować skoki w niepewność. Testować bez przerwy otaczający nas świat w poszukiwaniu tych osób, urządzeń, produktów, instytucji, idei - które będą dla nas potrzebne, korzystne, niezbędne. I tu z pomocą przychodzi właśnie zaufanie, ludzki pomost nad przepaścią niepewności" (podkreślenie moje) (
str. 21).

* * *


Już na pierwszych stronach swej pracy Sztompka stawia tezę, że zaufanie jest tematem kulturalistycznej socjologii życia codziennego. Dochodzi do takiego wniosku, dokonując podziału socjologii działań wychodząc od społecznych kategorii „twardych" w stronę „miękkich". Zachowania „twarde" są utylitarne, zmierzając ku pozytywizmowi nastawione są na racjonalne analizowanie świata. Koncepcja „miękka" natomiast pozwala sobie na więcej irracjonalności, skupia się na interakcjonizmie symbolicznym w duchu fenomenologii czy też hermeneutyki; ludzkie działania ocenia poprzez pryzmat humanizmu. Gdyby profesor Sztompka był teoretykiem literatury, być może, czyniąc powyższe rozróżnienie, posłużyłby się terminami: mit apoliński i dionizyjski.

Tymczasem autor zauważa coś innego. Stwierdza mianowicie, że po okresie, w którym życiu społecznemu można by przypisać racjonalność i rzeczowość, obecnie na nowo odkrywa się (i docenia) obszar „miękkich" więzi moralnych. Słowo „moralny" jest tu o tyle adekwatne, o ile „opisuje sposoby postępowania wobec innych i określa, jak powinny przebiegać właściwe, stosowne, czy wymagane relacje z innymi" (s. 36). Przestrzeń moralna oparta jest bowiem na trzech filarach - lojalności, solidarności i zaufaniu. To ono właśnie wraz z takimi cechami, jak: przyjaźń, miłość, patriotyzm, stanowią podwaliny postępowania „miękkiego". Ale do tego typu zachowań należą także: utrzymanie dobrej kondycji, samorealizacja, zdrowie czy harmonia z naturą.

Zdecydowanie jednak nie tym ostatnim zagadnieniom Sztompka poświęca najwięcej uwagi, bo oparte są one na działalności jednostki podejmowanych w samotności. A cały środek ciężkości Zaufania... sytuuje się - powtarzam kolejny raz - na opisaniu zintegrowanego zaufania w grupie, środowisku, wreszcie - społeczeństwie. To oznacza, że gdy zatrudniam murarza, wierzę, że ten postawi mi solidny, wytrzymały dom, a kiedy wchodzę rano do piekarni, ufam, że ktoś w nocy wstał, by upiec tam chleb, który teraz będę mogła kupić. Natomiast przy zawieraniu transakcji biznesowych, wierzę, że ludzie, z którymi nawiązuję współpracę, nie oszukają mnie.

Jak jednak mobilizować impuls ufności wobec ciemnych stron nowoczesności, takich jak samotność w tłumie, umasowienie kultury, globalizacja? Jak odnaleźć się w świecie, którego zasady funkcjonowania i wewnętrzna organizacja stają się coraz trudniejsze do ogarnięcia? Czy wierzyć światu, w którym ludzi jest coraz więcej, choć są coraz dalej ode mnie? Otóż zaufanie jest kwestią pewnej postawy moralnej wypracowanej przez prawidłową socjalizację. Ale nie tylko w polu socjologii, a również u źródeł kulturalizmu leży odpowiedź na pytanie o to, jak ocalić zaufanie w chaosie współczesnego świata. Zabezpieczeniem dla nas mają być postawy i cechy, które wynosimy z rodzinnego domu; wiedza, jaką od najwcześniejszych lat nabywamy w szkole; tym samym cały zsumowany dobytek kwalifikacji, który spowoduje, że oczekując od innych etycznego postępowania, sami również będziemy zachowywać się w ten sposób. Innymi czynnikami wpływającymi na poziom naszego zaufania są chociażby wnioski płynące z naszych doświadczeń interpersonalnych (na wstępnym etapie socjalizacji w grupach rówieśniczych, a następnie w dorosłym życiu) czy też szeroko rozumiana intuicja bądź emocje. Te dwa ostatnie czynniki profesor Sztompka łączy - by się tak wyrazić - ze sferą działań humanistycznych - „Emocje dyktujące zaufanie i wywołujące ogromnie silne przekonanie o wiarygodności partnera są typowe dla zakochania. Ufamy wtedy ślepo, bezwarunkowo [...] Spora część literatury pięknej, sztuki filmowej czy teatralnej demonstruje, jak bardzo złym doradcą mogą być emocje i jak bardzo zwodnicza może być ślepa miłość, zakochanie, zauroczenie" (s. 221). Jako studentka polonistyki może nieco żałuję, że mowa o literaturze pięknej pojawia się w tak mało wdzięcznym kontekście. Niejeden tekst literacki mógłby przecież ambitnie posłużyć za przykład tego, co autor mówi o uwikłaniu jednostki w kulturę zaufania.

Istnieje pięć struktur szczególnie sprzyjających zaufaniu: normy oparte na zwyczaju, moralności i prawie; trwałość porządku społecznego (np. tradycja, wszelkiego rodzaju cykliczność); przejrzystość organizacji społecznej (tj. dostęp do informacji); odpowiedzialność innych ludzi i instytucji. Piątym czynnikiem natomiast jest swojskość. Mówi o niej Sztompka nie tylko w tym jednym miejscu, i nie tylko swoim głosem. Wielokrotnie przytacza sądy wybitnych historiozofów, teoretyków literatury, filozofów czy socjologów (m. in.
Giddensa, Fukuyamę, Barbera, Greenblatta), natomiast, gdy mowa o kwestii swojskości i obcości, zauważyć można większą częstotliwość występowania tego typu cytatów. To kolejny dowód na to, że sprawa zaufania związana jest nieodłącznie z wieloma innymi dziedzinami nauki, nie tylko z socjologią. Od tego stwierdzenia już niedaleko do tezy, że literatura jest częścią systemu znaków tworzących kulturę (bo chociażby właśnie „swojskość" nie jest zagadnieniem stricte literackim). W tym kontekście można połączyć to, co estetyczne z tym, co poznawcze, pochylając się nad kwestią orientalizmu zgodną z ujęciem E. W. Saida.

O ile Said próbuje przełamać liczne stereotypy, na podstawie których rodzi się podział „my" - „wy" czy „islam" - „Zachód"
(E.W. Said, Orientalizm, przeł. M. Wyrwas-Wiśniewska, Poznań 2005), o tyle Sztompka dowodzi, że tego typu bariery przełamać można, uruchamiając w sobie właśnie mechanizm zaufania. Oczywiście nie jest łatwo przestać myśleć schematami, a jeszcze większą sztuką jest umiejętność zaufania. Tym bardziej zatem zgadzam się z Saidem, który przekonuje, że współcześnie humanistyka staje się synonimem misji. Kategoria obcości i jej oswajanie są szczególnie ciekawa zwłaszcza teraz, kiedy „nieznany i niepokojący świat globalny powoli przekształca się w przyjazne globalne sąsiedztwo" (s. 396). Siłą rzeczy w swej analizie Sztompka wiele miejsca poświęca zagadnieniu zaufania (albo może lepiej powiedzieć - nieufności) we współczesnych realiach, o czym wspominałam wcześniej.

Mówienie o globalizacji łączy się bezpośrednio z takimi tematami, jak demokracja, kraje wysokiego i niskiego zaufania, organizacje międzynarodowe czy kwestia nauki. Może o niej teraz słów kilka. Paradoksalne jest to, że obecnie, gdy zaufanie jest tak bardzo niezbędne w nauce, która zatacza coraz szersze kręgi (ze względu na multidyscyplinarny charakter wielu badań), zauważalna jest erozja tegoż zaufania. Źródeł „nauki postakademickiej" (bo tak profesor nazywa to, co dzieje się z edukacją od drugiej połowy XX wieku) należy doszukiwać się w kilku czynnikach. Po pierwsze zagrożona jest niezawisłość nauki w związku z tym, że naukowcy coraz częściej podejmują prace w prywatnych instytucjach, w których wysoka pensja może okazać się dużo bardziej kusząca aniżeli uznanie za wybitne osiągnięcia w nauce. Bardzo niepożądanym zjawiskiem okazuje się także komercjalizacja i sprywatyzowanie nauki, co zawsze decyduje o przewadze ilości nad jakością. To z kolei dopuszcza do nauki - nie bójmy się tego powiedzieć - ludzi, dla których nie jest to odpowiednie miejsce. „Do wspólnoty naukowej przenikają politycy, administratorzy, eksperci marketingowi, lobbyści, a wszyscy oni kierują się interesami i wartościami różniącymi się od bezinteresownego dążenia do prawdy" (s. 357). Widać wszędzie tam, gdzie pojawia się marketing, pojawia się i pauperyzacja.

Jeszcze ciekawszy i budzący więcej refleksji jest podział na cztery aspekty, które w nauce powinny przynosić zaufanie. Należą do nich: zasoby wiedzy uznanej za naukową w danym momencie w historii; metoda naukowa; instytucje naukowe odpowiedzialne za funkcjonowanie nauki. „I wreszcie pokładamy zaufanie w społeczności naukowej - populacji badaczy pełniących role naukowe: badaczy empirycznych, eksperymentatorów, teoretyków" (s. 357). W zespole osób, którym powinniśmy ufać na polu nauki, brakuje mi zdecydowanie jeszcze jednej grupy - studentów. Kształt i późniejsze wykorzystanie wiedzy zależą od nich nie w mniejszym stopniu niż od badaczy, metod czy instytucji. Niestety studenci nie stanowią już dziś tak mocnej, jak kiedyś, elitarnej grupy, której można ufać ze względu na czynnik, jakim jest wykształcenie. Najlepiej dowodzi tego chociażby opowiedziana przeze mnie historia z nieuczciwą studentką, która przydarzyła się profesorowi Sztompce. Garnących się na uczelnie jest coraz więcej, natomiast spadają wymagania względem nich. Sytuacji nie ułatwia też rzekoma łatwość zdobywania wiedzy, czyli fragmentaryczne uczenie się np. przy pomocy Internetu. Najbardziej niepokojący jest fakt, że studenci nie ufają także sami sobie, nie wierzą, że zdobyta przez nich wiedza jest na tyle rzetelna i ugruntowana by zapewnić dobrą przyszłość.
Zaryzykuję stwierdzenie, iż stąd właśnie biorą się decyzje o podejmowaniu drugiego, czasem trzeciego kierunku studiów równocześnie. W okresie nauki akademickiej (a nie „postakademickiej") coś podobnego było rzadkością, bo student po całym dniu wytężonej pracy w bibliotece nie miał sposobności pomyśleć nawet o czymś dodatkowym.

Dziś jednak jest inaczej i, chcąc nie chcąc, musimy wciąż stawiać czoła współczesnemu, nowoczesnemu światu. Jego pęd i „nieumiarkowanie" przynosić powinny także pozytywne skojarzenia. Jedno z nich - gdyby nie ciągła pasja odkrywania przez naukowców czegoś nowego, gdyby nie potrzeba wchodzenia w dyskurs z rozmaitymi dziedzinami nauki, pewnie nigdy nie powstałby nowy historyzm. A ten przecież rozszerza model naszej wrażliwości literackiej na badanie innych fenomenów kultury. Odnalezienie w sobie tej wrażliwości jest być może jednym ze składników, które składają się na tzw. globalną wspólnotę, do wiary w którą nakłania nas profesor Sztompka.

(Piotr Sztompka
Zaufanie. Fundament społeczeństwa
Kraków: Znak, 2007. - s. 420)