Anna Wasyńczuk "Wspomnienia" - NOWY PRZEMYTNIK Studencki Kwartalnik Krytycznoliteracki

Anna Wasyńczuk "Wspomnienia"

1 października 2003 − mało kto pamięta tę datę. Ja jednak nie mogę pozbyć się jej z pamięci. W tym oto dniu dostąpiłam wielkiego zaszczytu: zostałam studentką I roku filologii polskiej! To był także pierwszy dzień w murach Uniwersytetu. Nie ukrywam, bałam się nowych znajomości, ale i tego czy ja, dziewczyna z małego miasteczka, odnajdę się w tej wielkiej społeczności. Ciągle towarzyszyła mi niepewność. Jednak moje obawy okazały się być na wyrost. Choć były i konflikty. Atmosfera w grupie początkowo była przyjazna. Ale dobrą aurę łatwo popsuć. Wystarczy, że pojawi się osoba, która miesza, a wszystko zmienia się w jednej chwili. Nina była intrygantką, teraz z perspektywy czasu mogę to stwierdzić. Kiedy pojawiła się w naszej grupie powietrze stało się ciężkie od napięć. Wszyscy chodzili podminowani. Siedząc na zajęciach, odliczałam godziny do końca dnia. Nawet nie zauważyłam, kiedy to się zaczęło. Z dnia na dzień atmosfera w grupie jakby się zagęściła. Ludzie, z którymi do tej pory lubiłam rozmawiać, stali się bardziej nerwowi, jakby obrażeni. Maciek, który zwykle wyciągał mnie na obiad, zaczął do stołówki chodzić sam. Pomyślałam, że to musi być sprawka Niny. To ona roznosi plotki, podszeptuje. Podlizuje się do wszystkich wykładowców. Myśli, że w ten sposób uda się jej zdobyć zwolnienie z egzaminu. Nic z tego! Nasz wykładowca był nieugięty a egzamin z oświecenia i tak zdawała. Pewnego dnia podeszła do mnie. Miła, uprzejma, prosiła o pomoc. Lecz nagle miedzy wierszami przekazała mi informację, że koleżanka, z którą siedzę kolejny rok, uważa, że nie radzę sobie i to nie tylko z łaciną. Pięknie, wszyscy już wiedzą, że mam problem z łaciną. Zaczynam być zła na Kaśkę, w końcu po co mówi takie rzeczy. Jesteśmy przecież przyjaciółkami. Jak się okazało, wszystkich w jakimś stopniu dotknęły działania Niny. Dlatego zaczęliśmy ją ignorować. Kiedy wyskakiwała z kolejnymi rewelacjami, usłyszała, że nikogo to nie interesuje. Wszyscy byliśmy solidarni, nikt się nie wyłamał, więc chora sytuacja umarła śmiercią naturalną.

Kolejne miesiące upływały leniwie na uczelni. Na studiach nie miałam na nic czasu, nie interesowałam się modą, tak jak inne dziewczyny w moim wieku. Na szczęście na polonistyce każdy miał swój styl, czasem aż nadto rzucający się w oczy, więc ciuchy dla mnie nie stanowiły problemu. Patrzyłam tylko, jak ten styl co kilka miesięcy przechodzi w inny: to ze sportowego w hip-hopowy, z hip-hopowego w hipisowski. Nie spodziewałam się, że na polonistyce dziewczyny tak się zmieniają. Ja po prostu wkładałam to, w czym było mi wygodnie. Na ogół dżinsy, T-shirt, sweter. W spokojnych kolorach. Buty na płaskich obcasach, ażeby pokonać uczelniane schody. I żadnych dodatków. Pierwsze trzy lata były okropne. Codziennie spędzałam 12 godzin w szkole. Najpierw zajęcia, potem czytelnia (miejsce to do dziś wspominam bez entuzjazmu, z wyjątkiem czasów Pana Janka), biblioteka i przygotowanie do kolejnego dnia. Do domu wracałam późnym wieczorem. Na bieganie po sklepach nie miałam czasu. Na śledzenie, co się właśnie nosi, a co jest już passe także nie. Nawet nie zastanawiałam się, w czym naprawdę dobrze się czuję. Moim światem były: scs, literatura staropolska, wspomniana wcześniej łacina. Wśród osób, z którymi przebywałam dzień w dzień, siedząc trzecią noc nad gramatyką opisową języka polskiego, z biegiem czasu narodziły się bliższe znajomości, a nawet przyjaźnie. Teraz, kiedy siedzę w ten czerwcowy słoneczny poranek przed murami uczelni, kiedy słońce delikatnie muska moją twarz, zastanawiam się czy czegoś będzie mi żal. Bo na pewno nie będę tęsknić za zimnymi salami albo tymi z telewizorem, do których dostępu bronili ich właściciele, asekurując się jeszcze pięcioma zamkami, ażeby przypadkiem nikt nie uszkodził, a nie daj Boże ukradł, ten cenny, „nowy" sprzęt. Za wykładowcami też raczej nie. Większość z nich tylko utrudniała nam życie. Choć były i ciekawe przypadki, jak nasz turysta z Egiptu. Opalenizna w środku zimy robiła wrażenie! Więc czego będzie mi żal  myślałam głośno. Przecież te 5 lat nauki na uniwersytecie to był mój świadomy wybór, kolejny etap w życiu, który czegoś mnie nauczył. I choć były chwile zwątpienia w cały ten system, to jednak wspomnienia zostają. Poznałam wielu ciekawych ludzi, zdobyłam nowych przyjaciół. To przecież tak dużo. Rozpoczynam kolejny etap swojego życia, ale bogatsza o nowe doświadczenia. Teraz wiem, że wszystkie chwile tu spędzone, dobre i złe, były mi przeznaczone.

Wieczorem spotkaliśmy się ze znajomymi z roku. Powspominaliśmy stare czasy, ponarzekałyśmy jak to źle nas traktowano, ale i śmialiśmy się do łez, wspominając niektóre sytuacje. Nawet działania intrygantki Niny nie popsuły nam humoru. Mimo że nie zawsze było dobrze, to czas spędzony tutaj nie był czasem straconym. Wszyscy zgodnie pokiwali głową i dalej do rana słuchaliśmy zabawnych historyjek studentów 5 roku filologii polskiej.