Bardzo krótki komentarz do sympozjum...
Niebawem numer 3/2009 wyjdzie z drukarni, sympozjum za nami, „Pogranicza” zaprosiły tym razem do Książnicy Pomorskiej, gdzie bywaliśmy już niejednokrotnie, a ja nie mogę przestać myśleć o tym, kim jest dziś badacz literatury, a zwłaszcza badaczka. Jerzy Madejski w swoim wystąpieniu/tekście odtworzył także te referaty, których nie było, w tej grupie mój, hipotetycznie feministyczny, a więc rewindykacyjny, tymczasem wcale nie myślę o kobiecych tematach i zaniechaniach w projekcie Henryka Markiewicza, ale o niemożności podtrzymywania modelu biografii, której przedstawicieli nazywamy Mistrzami.
Krótko mówiąc, dziś nie istnieje zakon profesorski. Może i dobrze, musimy przebywać bliżej życia, zmagać się z codziennością. To wygnanie nas z hierarchicznie zorganizowanej gildii wybranych ma skutek dezorganizujący życie intelektualne: skoro wszyscy przebywamy w tej przestrzeni profanum, w zurzędniczonym i urynkowionym środowisku, w którym mawia się o studentach „klienci”, a o nauce „usługi”, trudno nam zbudować relacje. Kogo wybrać na duchowego, intelektualnego przywódcę, skoro wszyscy podają e-maila do publicznej wiadomości? Komu ufać, jeśli nikt nie ma okazałego gabinetu, a ci, którzy takie budują, wydają się uzurpatorami? Kto przejdzie do historii, w sytuacji, gdy wszyscy piszą tak dużo?
Doprawdy, feminizacja zawodu jest tylko jednym z wyzwań stojących przed nami. Poza tym wszyscy potrzebujemy odpowiedzi na pytanie, dokąd zmierzamy.
Inga Iwasiów
