dr hab. prof. US Piotr Michałowski - "Osobowość w fabryce absolwentów, czyli Marsz, marsz Bolonia"

 

Kiedy przejrzałem hasła przemytniczej ankiety, pomyślałem, że nasuwają one reakcje nazbyt łatwe, rzekłbym - dyżurne odpowiedzi na dyżurne pytania. Można bowiem zgadnąć, że relacja „mistrz - uczeń" jest niespełnionym postulatem a „prestiż studiowania" - powodem do krytyki i narzekań. Takie automatyzmy skojarzeniowe trochę mnie zniechęciły do jakiejkolwiek wypowiedzi na te tematy, choć z drugiej strony wielokrotnie doświadczyłem tego, że to, co wydawało mi się banałem i oczywistością, często okazywało się sądem kontrowersyjnym. Z kolei wypowiadanie swej opinii o studentach na forum studenckim odczuwam jako pewien dyskomfort, choć ufam, że nie jest to żadna pułapka ani prowokacja. Dlatego podejmę ryzyko szczerości i nie zamierzam się nikomu podlizywać.

Nie będzie rewelacją twierdzenie, że prestiż spada, zarówno studenta jak absolwenta wyższej uczelni, a powodem jest polityka stosowana wobec polskiej nauki. Operując wielkimi liczbami próbuje się nas przekonać, że oznaczają one „rozwój". Tymczasem rozumowanie w kategoriach ilościowych zamiast jakościowych przekształca uniwersytety w fabryki, które broniąc się przed ekonomiczną upadłością wypuszczają masowo półprodukty i braki. Mówi się również o użyteczności nauki dla gospodarki, głównie w kontekście samofinansowania uczelni i wprawdzie żaden minister dotychczas nie odważył się wyrazić tego wprost, coraz wyraźniej można odczuć, że z punktu widzenia państwa i Unii humanistyka straciła rację bytu w systemie nauk.

Spada prestiż wykształcenia wyższego (które wkrótce przestanie być synonimem „magisterskiego"), a tym samym prestiż naukowca. Podnoszona dziś modna kwestia relacji „mistrz - uczeń" wprawdzie nie jest problemem zastępczym, ale rozpatrywana w takim kontekście brzmi absurdalnie. Mistrz i uczeń słusznie wymieniani są w liczbie pojedynczej, która wskazuje na podmiotowość obu stron i bliski kontakt dwóch indywidualnych osobowości. Niestety, jest to albo wizja przejęta z dawnego układu dydaktycznego, albo nigdy niespełniony w polskich warunkach ideał, od którego dziś raczej się oddalamy. Obrany kierunek przemian w uczelniach wyższych bynajmniej nie sprzyja indywidualizacji kontaktów profesora ze studentem a jedynymi ich formami stają się konsultacje i seminaria. Wiadomo, że w programach studiów zaczynają dominować wykłady nad ćwiczeniami i konwersatoriami, a te ostatnie formy dydaktyczne prowadzone są w grupach około trzydziestoosobowych. Próba powiązania tego stanu rzeczy z ideą wprowadzenia instytucji „tutora" (wzorem zachodnich uniwersytetów) jest - mówiąc eufemistycznie - kosmicznym nieporozumieniem.

Słyszałem dziwną reklamę jednej z wyższych uczelni: „Studiuj u nas. Jest nas 30 tysięcy!" Nie wiem, czy tłok w salach dydaktycznych i czytelniach może świadczyć o poziomie uniwersytetu, ale nie sądzę, by mógł być skuteczną zachętą do studiowania. Argument liczebności może dotyczyć wiecu, partii politycznej albo armii, ale nie szkoły. Liczby przemawiają raczej na niekorzyść. Nadprodukcja dyplomów nie oznacza wzrostu poziomu wykształcenia - w skali globalnej, a tym bardziej indywidualnej. Wybór kierunku studiów coraz częściej wynika nie z zainteresowań, ale z braku lepszego pomysłu. Niestety, trudno mówić o korzyściach intelektualnych w sytuacjach, gdy na zajęciach trzeba uwzględniać niekiedy przerażające braki wiedzy (ogólnej i lekturowej), wynikające z zaniedbań kształcenia gimnazjalnego i licealnego. Tracą na tym ci, którzy są chyba w mniejszości: studenci ambitni, oczytani, z którymi można byłoby prowadzić dialog na znacznie wyższym poziomie. Mistrz powinien być dla ucznia jakimś autorytetem, ale przede wszystkim inspiracją, a nie tylko korepetytorem. Zapewne zdarza się to jednak dość rzadko, a z pewnością nie jest codziennością dydaktyki akademickiej. Oczywiście, można powiedzieć, że wszystko zależy od osobowości twórczej naukowca i jego talentu dydaktycznego, a nie od organizacji studiów. Niestety, nie tylko. Obserwowane tendencje w transformacji uniwersytetu nie pozwalają na optymizm w tej mierze.