Grzegorz Lament "Uniwersyteckie wizje"
No tak, na pożegnanie z Uniwersytetem mam napisać pożegnanie z Uniwersytetem... Jak by się do tego zabrać... Z pewnością musi być oryginalnie, wszak jestem pisarzem no i humanistą ze szkoły poetów. Ha, jakich poetów?! Ze szkoły słynnych wykładowców chemii w Biedronce albo nauczycieli z liceum, gdzie młodzi do drugiej klasy wypalili więcej jonitów ode mnie. Nie, nie chcę kolejnego opowiadania, jaka to nasza młodzież jest zła, brudna, pali, pije i przeklina. To wszystko już było. Teraz uczniowie są grzeczni i uczą się testów, bo trzeba maturę zdać.
Koniecznie muszę sobie przypomnieć, co ja robiłem, jak miałem jedną pieczątkę w legitymacji. Czy to w ogóle pamiętam? Jak mógłbym zapomnieć dojazdy na zajęcia − odmęty galaktyki, 3 tysiące lat świetlnych i 2 tysiące mil morskich podróży z prawego brzegu Odry na jej lewy brzeg przejeżdżałem w 1,5 godziny. Niech nikt nie odważy się powiedzieć, że Szczecin to wioska z tramwajami. Ale tak to już chyba ktoś powiedział... Nieważne! Wracając do tramwajów, czy w nich w ogóle są miejsca siedzące, bo nigdy tego nie sprawdziłem? Każda wyprawa odbywała się na ostatnim stopniu przy drzwiach − stąd wysiadałem na każdym przystanku. Widziałem twarze ludzi jadących od wcześniejszych godzin nocnych, którzy opierali czoła o szyby, zostawiając po sobie ślad. No i te kanary! Ciągle sprawdzają, czy kropka na sieciówce jest w dobrym miejscu. Uwielbiam też uliczną sygnalizację, zawsze jak potrzebne jest zielone światło, stoisz, czekasz, gapisz się na przejeżdżające samochody i okazuje się, że przycisk jest nadal „wciśnij", bo sto osiemdziesiąt siedem osób chcących przejść przez ulicę myślało, że już ktoś wcisnął.
Prawdziwym szokiem okazały się zajęcia. Kto wytrzyma 1,5 godziny wykładu na jeden temat, przecież przez 12 lat edukacji wmawiano nam, że 45 minut to maksymalny czas skupienia, a jeszcze pytanie z poprzedniej lekcji, sprawdzenie obecności. Na studiach te czynności zajmują 1/16 lekcji! Rodzi się odwieczne pytanie: co dalej? A już przepis o domniemaniu niewinności w przypadku jednej nieobecności i kara pozbawienia wolności w czwartki do godziny 21 na konsultacjach za więcej niż jedną to skandal. No tak konsultacje, czy ktoś kiedykolwiek przyszedł na nie po prostu się skonsultować, bo każda przeczytana strona książki wzbudzała taki niepokój, że bał się drzwi otwieranych do środka w autobusie? To najczęściej zwyczajna kara za brak czegokolwiek, na ławce i w głowie. Ale kto nie był, nie wie, czym są prawdziwe studia. Na konsultacjach musisz walczyć sam, ktoś cię pociesza, ktoś boi się bardziej od ciebie, parędziesiąt osób trzyma tony skserowanego papieru, siedząc na ziemi lub chodząc powtarza niewymawialne nazwiska, raz po raz zerkając w tekst, a później ku górze, żeby sprawdzić siebie. Tak robią, jak zbliża się ich moment, wcześniej, dużo wcześniej (należy liczyć w godzinach) kwitnie w pełni życie towarzyskie. A ile litrów kreatywnych pomysłów spłynęło z trzeciego piętra − przyszłe pokolenia będą mogły przeczytać tabliczkę WYJŚCIE EWAKUACYJNE, jako WYJŚCIE WAKACYJNE. Zobaczcie jak konsultacje rozwijają!
A może przygotować się do zajęć? Dobre! Pierwszego tygodnia każdego nowego roku z bibliotek znikają wszystkie potrzebne podręczniki, czyli jednak ktoś się przygotowuje. Tylko chwalić. Zostaje więc czytelnia a przekształcając słowa klasyka: „w życiu bym do czytelni nie poszedł!". Znaczy raz byłem, pamiętam, miałem chyba ze dwie pieczątki w legitymacji. Znalazłem polską książkę w tłumaczeniu niemieckim. Okazało się, że jej nie chcę! Tak twierdził pan Miły Pan z czytelni i udowodnił mi, że istnieje karteczka z tym samym tytułem po polsku. No niby jest szkolenie biblioteczne, ale w takim czasie, gdy każdy patrzy, czy ta dziewczyna jest z mojej grupy i że nawet fajnie by było, a ta − o Boże − mam nadzieję, że nie, to wynosi się z niego jedynie wiedzę z cyklu: książki leżą na półkach.
O właśnie, pamiętam też kobiety. Tu są same kobiety, miasto kobiet! Nawet męska toaleta jest damska! Dla prawdziwego faceta to raj? Nie, bo prawdziwi faceci idą trzy kroki dalej i przez pięć lat wychowują się fizyczne. Dlaczego nie skręcają na polonistykę? Bo tu trzeba umieć myśleć, trzeba porozmawiać! Tak! Dla nich to reguły nie do przyjęcia, „a w ogóle to te dziewczyny są dziwne" − tak mówią. Faceci też są, nie dziwni, tylko w ogóle zdarzają się. Ale jeżeli spotkasz pięciu na jedną grupę to zagraj w lotka, bo masz fart.
Był ostatnio Międzynarodowy Dzień Bez Papierosa. Czy na polonistyce? Nie! Jeżeli do tej pory byłeś abstynentem nikotynowym, tu się nie uchowasz. Palą nawet ci, których nigdy byś o to nie podejrzewał. Zdarzają się oczywiście wyjątki, ale i one wychodzą na papierosa, tylko biernego, bo zostać samemu w murach pruskich koszar nie jest specjalnie miło. I kawa! O ósmej rano to jak pocałunek bogów, nawet nie wybrzydzasz, że z automatu. Ja wiem, cappuccino od mokki czy czarna od z mlekiem niczym się nie różni, ale można uzyskać efekt placebo. W czasie zapełniania przeze mnie legitymacji pieczątkami poznałem dwa automaty, jeden był wcieleniem Chemicznego Alego − kawę robił z czarnego piasku, drugi miał być firmowy, ale okazał się kolejnym wcieleniem. Furorę zrobił sprzęt do kanapek. Ach, to były czasy. Miałem chyba pięć pieczątek. Kanapki miały cechy najbardziej pożądane przez studenta − duże za mało. Krążą plotki, że sanepidowi nie spodobała się ta maszyna i zginęła gdzieś w nocy ze środy na czwartek. Wstawili pewnego dnia maszynę ze wszystkim, ale była radość. Po wrzuceniu monet, wyobraź sobie, woda mineralna! W okresie grzewczym niezbędna, przy mrozach za oknem w środku Hawaje, tylko drinków z parasolką brak.
Pół życia w ksero. Niezmarnowane. Trochę lasów tropikalnych szkoda, ale czasu w różnych punktach ksero nie. Ileż to życia człowiek się nauczył. Ileż to plot, plotek, ploteczek się nasłuchał. Jakaż to wspaniała rodzina się tworzyła. A kseruje się wszystko, skoro tylko jedna osoba ma podręcznik, to trzeba od niej kopiować. Przy tych wylatujących kartkach umawiano się na imprezy, na kserowanie kolejnego ksero, omawiano co to na następne zajęcia, no i czy w ogóle iść na nie. A bo te nudne, a te ciekawe, a bo ona tak powiedziała, a on inaczej. Kserowałem w różnych miejscach, najczęściej tam, gdzie było najtaniej. Ważnym elementem jest muzyka proponowana przez człowieka kserującego, którego imię poznaje się z czasem przybywania pieczątek w legitymacji. Tak, to cecha doświadczonych kserujących.
Nieprawdopodobnie długo utrzymuje się papierowy system załatwiania spraw studenckich. Od podbijania pieczątek po wypełnianie długopisem indeksu i karty z przedmiotami. Tyle lat i nikt nie wpadł na pomysł, żeby we wspomnianej karcie w pierwszej rubryce było nazwisko wykładowcy, a w drugiej nazwa przedmiotu tak jak w indeksie, nie na odwrót. Dla potomnych zostaną opieczętowane rubryki słowem UNIEWAŻNIONO przez wpisywanie z rozpędu w miejscu nazwiska prowadzącego − nazwy przedmiotu. Nigdy złego słowa nie dam powiedzieć natomiast o paniach pracujących w dziekanacie. Jak można mówić, że ktoś jest niemiły, skoro przecież w ogóle się nie odzywa i nie patrzy w twoją stronę, te plotki szerzą pewnie zwykli zazdrośnicy.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że uczymy się kompletnie niepotrzebnych rzeczy, że tylko czytamy, czytamy i potem o tym dyskutujemy. Ale jak czytamy! Tylko u nas całkowicie gratis dowiesz się, że Pan Tadeusz wciskany na dwóch szczeblach szkolnych jako epopeja narodowa jest książką kucharską, a św. Aleksy miał zboczenia sadomasochistyczne. Tego nie przeczytasz w ściądze! A ile pięknej poezji podważa poznana dopiero tu przeszłość poety. Dobrze, literatura wzbogaca język i przez to humanista potrafi się ładnie wysławiać. Tak. A co z gramatyką? Kto przypuszczał, że czytanie fonetyczne pozwoli zorientować się, iż nazwę naszego miasta mamy czytać od teraz szcze-CIN.
Podobno jak człowiek umiera, przed oczami przelatują mu obrazy z całego życia. Mnie takie uniwerysteckie wizje przeleciały, gdy w dziekanacie dostałem dziesiątą pieczątkę w legitymacji. Teraz sentymentalne zakończenie. Tak umarłem prawdziwie akademicko.
O już wyszły mi trzy strony, myślę, że tyle wystarczy, przecież nikt nie pisze na ilość, tylko na jakość, prawda?