Leczenie Borderline

Przychodzi do każdej osoby z pogranicza taka myśl, pytanie czy tak zwana refleksja

” Czy już zawsze będę musiała brać leki ? Czy już zawsze będę się leczyć „

Postaram się odpowiedzieć na to pytanie mając za sobą ładnych parę lat leczenia i grono znajomych z bpd.

Odpowiedz brzmi: Tak lub Nie 🙂

Aha… to  Ci pomogłam (^^) ale do rzeczy..

Z moich obserwacji wynika, że jak ktoś podchodzi do sprawy bardzo poważnie jak do leczenia naprawdę poważnej choroby ( bpd jest poważne ) to wygrywa walkę.. prędzej czy później, ale wygrywa. Ale nie oznacza to, że jest zdrowy w 100% i  że pozbył się bpd na dobre, ale o tym później.

Natomiast jeśli ktoś leczy się po łebkach … ciąglę zmienia lekarzy , a pod nosem szepcze  „to nie dla mnie…dam sobie radę” to rozciąga się to tak w czasie, że trwa latami i końca nie widać…a konsekwencje z „autoterapii” pod nazwą SAMO PRZEJDZIE są czasami na tyle poważne, że chcąc nie chcąc pacjent kończy na oddziale zamkniętym…bo jednak sobie rady nie dał. Takie osoby często całe życie z doskoku będą korzystały z pomocy. . i takim sposobem na zasadzie przetrwania ( nie przeżywania) minie im życie.

Jest jeszcze jeden typ pacjentów. Taki, który naprawdę sam sobie radzi…a bpd z wiekiem łagodnieje…

Problem w tym, że nigdy z góry nie wiemy co nas czeka i osobiście uważam, że NAJMNIEJ DO STRACENIA MAJĄ CI PIERWSI.

wniosek zatem nasuwa się jeden : Zakasaj rękawy i do roboty 🙂

Ja uważam, że można się tego pozbyć . Na pewno częściowo. Możecie mnie opluć za kilka..kilkanaście lat za to co teraz napiszę.

Nie jestem specjalistą w dziedzinie bpd. Jestem ofiarą moich rodziców plus mam pewnie predyspozycje…genetyczne.. w co wątpie.. ale na pewno:

  • Do mojego bpd przyczynila się obciążona stresem ciąża mojej mamy ze mną ( poród i okres niemowlęcy moim zdaniem mają ogromny wpływ na zaburzenia psychiczne z dorosłym życiu )
  • Dom alkoholowy
  • Przemoc psychiczna i fizyczna.

 

Niemniej jednak uważam, że można pozbyć się bpd. Pozbyć…brzmi jak w odnieśeniu do rzeczy, ale wyobraźmy sobie, że to taka część nas, której musimy się pozbyć jeśli chcemy żyć…taka niepotrzebna cząstka zaburzająca całą konstrukcje naszej osoby, naszego JA.

Można wyleczyć się z tego i po przykładowo 10 latach od diagnozy usiąść w gabinecie, przejść testy na to zaburzenie i nie zostać zdiagnozowanym już nigdy więcej. Nie umieram na starość aby was zapewnić, że mam rację… Ale czuję to. Pewnych rzeczy, które robiłam SOBIE  i są wpisane w  objawy bpd… nawet nie pamiętam. Nie umiałabym do tego wrócić.

Przykłady:

  • Picie alkoholu kilka dni z rzędu… – UMAR ŁABYM PO JEDNYM DNIU…kac zabiłby chęć na kolejny raz, a spustoszenie organizmu wzbudziłoby we mnie troskę o siebie i chęć regeneracji ( dla porównania podczas autodestrukcyjnych okresów bpd upijałam się na umór, urywał mi się film itp. Nie zależało mi na moim zdrowiu, życiu itp. )
  • Bezsenne noce np. przez 3 miesiące… ( Miałam taki okres, że nie mogłam kompletnie spać kiedy było epogeum bpd ) – Po dwóch nocach szukałabym sposobu aby to zmienić w ramach zadbania o siebie
  • Głodzenie się – nie ma takiej opcji.. jak nie zjem to po prostu czuję się bardzo źle fizycznie..a ja już nie chcę się tak czuć i szukam pożywienia jak tylko czuję mały głodek…kiedyś to nie miało dla mnie znaczenia – co jem..i ile..
  • Seks z nieznajomym –  Fuj fuj fuj… ohyda.
  • Okaleczanie się – nie zrobilabym sobie krzywdy, dbam o siebie .. pokochalam siebie.. z resztą wiem, że to rodzice mnie skrzywdzili …bili mnie itp. Nie chcę siebie też tak traktować.. chcę inaczej.
  • Wymiotowanie po jedzeniu – zdarza mi się.. 😉 Ale bulimicznych ataków już nie mam.. wydaje mi się to po prostu głupie…. aczkolwiek raz na pół roku, a nawet 3 miesiące potrafię zwymiotować z nerwów.
  • Trucie się lekami, samobójcze próby –  Mam córkę… męża.. brata… Jak pomyślę co by czuli gdybym się otruła to od razu mi się odechciewa, wręcz czuję ten ból jakbym była w ich skórze. Kiedyś to nie miało dla mnie znaczenia. Byłam egocentrykiem…totalnie odcięta od świata poza własnym bólem. Tylko ja się liczyłam. Może to tak wyglądało ponieważ nie byłam w stanie myśleć o innych…kiedy targały mnś tak ekstremalnie silne emocje.

 

To tak w skrócie.

Wszystko się pozmieniało.

Ja się zmieniłam za sprawą wielu wydarzeń i terapii. Prawda jest też taka, że musiałam odbić się BOLEŚNIE od dna aby poczuć gotowość to zmiany i leczenia bpd, bez tego nie było mowy abym zauważyła, że to ze mną jest problem. Wszyscy byli winni moich niepowodzeń …ale nie ja. Ja byłam pępkiem świata, który istniał tylko w mojej głowie. Świat pełen wrogów… gdzie w dodatku największym wrogiem dla siebie byłam ja sama. Czuwałam zawsze i byłam gotowa na atak. Trzymałam gardę i pomiatałam ludźmi tak jak oni mną…

Problem w tym, że oni czasami chcieli mi pomóc.. a ja traktowałam ich z uprzedzeniem.

Rodzice zasiali w mojej głowie myśl, że wszyscy są źli . Obgadywali wszystkich w mojej rodzinie i ze wszystkimi byli skłóceni. Byli toksyczni…źli… nienawidzę ich za to jaki świat mi pokazali. Wiele lat musi jeszcze minąć zanim ludzi zacznę szanować i kochać.. zanim stanę się delikatna, miłosierna i pełna pokory.

Nie mogę wyplewić tego z siebie. TEGO PODEJŚCIA DO ŻYCIA, ALE TO JUŻ NIE JEST CHOROBA. To jest charakter … to jest moja osobowość ukształtowana w rękach moich rodziców. Reszta to mój taki a nie inny charakter i temperament.

BPD to choroba… choroba osobowości i jej sposób radzenia sobie z emocjami i OGROMNYM LĘKIEM oraz BÓLEM ISTNIENIA.

Jesteśmy organizmem, który reaguje na każdy bodziec. W przypadky bpd.. reakcja jest nieadekwatna do sytuacji. My sobie po prostu nie radzimy z tą nadmierną reakcją organizmu. Jesteśmy wykończeni pracą układu nerwowego na najwyższych obrotach…..i znajdujemy różne ujścia emocji i regulacje ich poprzez okaleczanie , alkohol, seks, awantury itp..

Inaczej rozsadziło by nam głowę.

Czasami miałam wrażenie, że mój układ nerwowy był tak rozpędzony, że ciężko było go zatrzymać przez co w chwili spokoju „nosiło mnie” i wzbudzałam fale na spokojnym morzu prowokując awantury itp.

Są dni…kiedy zbiera się we mnie mnóstwo myśli, emocji i „niezałatwionych” spraw… nie umiem jeszcze do końca wyregulować tego w głowie i prędzej czy później dochodzi do eksplozji. Mój organizm tej eksplozji potrzebuje aby ustawić się na dobrze znaną mu z dzieciństwa częstotliwość. . . i zaczyna zmuszać mnie do regulacji emocji w sposoby destrukcyjne. Tak działa bpd. Jesteśmy odcięci czasami od racjonalnego myślenia. Kompletnie.

Jesteśmy świadomi – owszem. Ale odcięci od racjonalności w postępowaniu. Organizm sam „wymusza” na nas regulację emocji.

Biochemia mózgu również w przypadku bpd jest inna. Dlatego tak bardzo ważne jest dostarczanie mu tego czego potrzebuje aby móc poradzić sobie z lękiem, złością czy smutkiem.

Protezujmy te deficyty. Po prostu.

Tak jak cukrzyk insuliną. … czy epileptyk depakiną..

DUŻOO KWASÓW OMEGA 3.

STABILIZATORY JEŚLI TRZEBA

Leki przeciwdepresyjne JEŚLI TRZEBA

na-czym-polega-leczenie-farmakologiczne-miazdzycy-1579908

Co to znaczy trzeba ? moim zdaniem, kiedy trzeba złapać równowagę , a nie ma się na to siły.

  • Kiedy potrzeby fizjologiczne są zaniedbane. To są : sen, pożywienie, zdrowy wygląd czyt. ogólna kondycja organizmu.
  • Nasilają się myśli samobójcze.
  • Kiedy lekarz tak zadecyduje, a my mu ufamy .

 

 

To tyle na dzisiaj.

Sam decydujesz zatem …

po raz sedny napiszę :

Masz taką diagnozę ? to postaraj się zakotwiczyć w jednym miejscu u dobrego specjalisty i na wszelkie sposoby pokonywać powolutku i na spokojnie borderline ( czy też inne zaburzenia)

A co masz co do stracenia?? …. no właśnie…nie daj Boże wiele ..i co wtedy? Czasu nie cofniesz.

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.

 

Mark Twain

Borderline to nie jest wyrok – To choroba/zaburzenie osobowości, które da się wyleczyć. Nie dziś..nie jutro..ale może kiedyś. Zależy to TYLKO OD CIEBIE.

 

15 myśli na temat “Leczenie Borderline

  1. Zazdroszczę wam tych możliwości leczenia, terapii. Mieszkam w małym miasteczku, w którym nie ma specjalistów, a jeżdżenie do miasta wojewódzkiego 50 km od domu – przeraża mnie. Niby tylko raz w tygodniu, ale będę musiała w tym dniu zrezygnować z pracy, a znając mnie, to będzie pretekst do przerwania ;/
    Ośrodek Profilaktyki Alkoholowej (bo jestem też DDA, moja matka zapiła się na śmierć, chociaż zaburzona była już wcześniej…) prowadzony jest przez terapeutkę, do której trafiłam 20 lat temu, kiedy jeszcze można było coś zrobić z moją psychiką, ale spaprała sprawę projektując na mnie własne problemy z dzieciństwa. W zeszłym roku trafiłam tam znów szukając pomocy, w głębokiej depresji, z której nie widziałam wyjścia. Ta sama pani stwierdziła, że skoro przerywam terapię, to najpierw mam odbyć serię spotkań z psychologiem klinicznym, który odesłał mnie na 3-miesięczną terapię grupową 50 km od domu. kupiłam bilet kwartalny, dostałam L4, przeszłam całą terapię, wyszłam z depresji, mam zalecenie indywidualnej DBT. I nie wiem jak teraz znaleźć dla siebie terapeutę, jak szukać. Umówiłam się w ośrodku na spotkanie z panią psycholog, która dostała zakaz terapii, dopóki nie spotkam się z panią kierownik. Idę do niej w czwartek, ale jak zobaczyłam jak zadziałała na mnie ta informacja, to aż się boję… Od miesiąca, po terapii, czuję się wspaniale, chcę nad sobą pracować a informacja o jej decyzjach mnie załamała, rozkleiła i strasznie rozbujała emocjonalnie ;/

  2. Przeczytałam całego Twojego bloga,baaardzo mi pomógł.jestem zdiagnozowana od kilku lat,ale dopiero teraz coś się we mnie zmieniło.mam ogromny problem na tle seksualnym i to chyba jest mój najgorszy problem…chodzę na terapię regularnie i do psychiatry.

  3. u mnie na poczatku bylo przerazenie ( zwlaszcza ze internet nie byl laskawy np blog odtrutki na toksycznych), niewiele pamietam z tego okresu, tzn co wlasciwie sobie myslalam, chyba cos w stylu: jak to sie nie da? nie ma czegos takiego jak „nie da sie z tego wyjsc” to nie AIDS to nie wscieklizna, ze nie ma na to lekarstwa, dlatego szukalam dalej i nabieralam coraz wiecej nadzieii (bardzo szybko znalazlam Ciebie min).
    Zaraz potem przyszlo pytanie „ok wszystko pieknie ladnie, ale czy co to za zycie kiedy ciagle bede musiala stawiac czola samej sobie?” bez sensu, to jakas masakra…
    Terapie zaczela bardzo szybko, wogole wszystko szybko sie dzialo, lacznie z postepami! i co ciekawe czulam sie po raz pierwszy w zyciu dobrze bedac sama. To bylo fascynujace! niesamowite! Podejrzewam, ze spora role odegralo tutaj to, ze w koncu po sporym czasie marazmu w pracy intelektualnej, znow sie czegos uczylam, dowiadywalam sie, znow bylam ciekawa i efektem byla nagroda w postaci lepszego samopoczucia i zachowania.
    Ja funkcjonuje wtedy najlepiej, kiedy sie ucze, kiedy cos robie cos osiagam, kiedy przeskakuje jakas przeszkode. Jak to moja terapeutka mawia: Mozg osoby tak inteligentnej, kiedy nie dostaje odpowiedniej pozywki zaczyna szalec i myslec o czyms, o czym wcale nie musi, zaczyna rozpamietywac przeszlosc, bledz, nakrecac sie w negatywna strone, a stad juz maly krok do wszelkiego rodzaju dolkow, depresji itp
    W kazdym razie delektowalam sie zyciem w pojedynke, bylam z siebie dumna. poznawalam wielu ludzi owszem wdawalam sie w flirty, bo sexi i kobieco tez lubilam sie czuc, wiadomo. Natomiast trzymalam dystans i nawet do jako takiej randki nie dochodzilo. No ale jak to zycie jest przewrotne przekonalam sie dokladnie rok temu, kiedy po 3 miesiecznych rozmowach do 4 nad ranem postanowilam sie spotkac z moja 2 polowka. Nie chcialam nikogo conajmniej rok a wyszlo inaczej, ale to juz inna historia.
    On tez jest osoba zaburzona i bywalo ciezko, ale moglabym spokojnie powiedziec, ze to byly epizody. 2 razu zdarzylo nam sie na prawde przekroczyc wszystkie mozliwe granice, nawet nie bede opisywac, kazdy kto ma bpd lub stycznosc z taka osoba wie jak moze wygladac klotnia, raz zainicjowalam to ja, raz on (smiejemy sie ze jestesmy kwita), no nie udalo sie aby jedno z nas przejelo stery i poprowadzilo konflikt w dobra strone. On byl zalamany, wiecie jak to jest; jedna porazka = wszystko stracone, nie wyjdzie, wszystko zle, albo idealnie albo wcale. Czasem jeszcze mu sie to wlacza. Mi juz nie tak czesto. Jestem silniejsza.
    Za to on wie wiecej, jest bardziej rzeczowy, swietny analityk, czesciej mysli chlodno a nie emocjami. To on nauczyl mnie jak mozna ze soba rozmawiac, jak mozna prowadzic wewnetrzny dialog aby sie uspokoic, jak sie wylaczac, jak byc niezalezna i wiele innych przydantych rzeczy. Jest moim przyjacielem, doradca, wsparciem, partnerem, ale zyjemy „sami dla siebie”, nie wisimy na sobie, kazde z nas zalatwia swoje sprawy, a po pomoc przychodzimy jesli juz na prawde nie ma innego wyjscia.
    Co mnie w sylwestra po prostu rozwalilo na lopatki i prawie peklam z dumy?
    Przegadal spora czesc czasu z dziewczyna, ktora byla powiedzmy obca w naszym towarzystwie, a on lubi nawijac, jak zacznie to konca nie widac, pewnie, ze mnie gdzies tam klulo, pewnie ze bylam troszke zazdrosna i poboczylam sie przez chwile, ale pomyslalam ” aaa w doopie to mam”i bawilam sie dalej z reszta towarzystwa, Totalnie wylaczylam funkcje „zazdrosc, afera, wyrzuty” i zajebiscie mi z tym bylo!
    Cos takiego jeszcze z pol roku temu byloby niemozliwe.
    Troszke zboczylam z tematu, wybaczcie 😀
    Jezeli chodzi o terapeute, to niestety z powodow niezaleznych ode mnie oraz finansowych musialam, na jakis czas zrezygnowac z mojej wspaniales terapetki. Znalazlam kogos innego, kto rowniez mi pomogl, ale po jakims czasie doszlismy do etapu kiedy juz nie pomagalo. Kiedy sie zgubil, dal sie porwac mojej silnej osobowosci i niestety tym samym stracil autorytet w moich oczach. Fajny, madry facet, ale moja glowa juz mu nie wierzyla. U mnie musi byc dystans, musi byc autorytet, terapeuta ma byc kims quasi wyzej, ponad mna, jezeli da sie wciagnac moje bezwiedne male manipulacja, pozwoli sobie na hahaha ihihihi to przestaje traktowac sprawe powaznie. Ja mam duzo kolegow, w terapeucie go nie potrzebuje. Na szczecie moja sytuacja powoli sie unormowala i wracam do mojej terapeutki.
    A jak moge podsumowac ten rok? pomimo zawirowan, pomimo wielu depresyjnych i ciezkich momentow, pomimo ciagle zmieniajacej sie sytuacji, a to mieszkanie, a to praca, a to babcia z guzem, a to nie moge na terapie, a to te slynne „niezalatwione nawarstwiajace sie sprawy”, trzymalam sie tego czego sie nauczylam i robilam wiele zeby przez to przejsc nie wyrzadzajac jeszcze wiekszych szkod. Stosowalam sie do rad, rozmawialam ze soba i wciaz mialam w glowie cel jaki sobie obralam. Cieszylam sie kiedy cos poszlo po mojej mysli, docenialam kazdy najmniejszy sukces. To jest bardzo wazne.
    Nie cisnelam na zlamanie karku ( moja najwieksza wada, chce wszystko na juz zaraz). I pomimo braku stalego wsparcia terapeuty, nie zrobilam kroku w tyl, a 10 do przodu, dlatego tym bardziej wiem, ze teraz moze byc tylko lepiej.
    Pewnie ze nie raz mam ochote wybuchnac, pewnie, ze nie raz jest mi ciezko zwlec sie z lozka, ale teraz wiem po co to robie i ze mi sie to oplaci. Jeszcze wiele przede mna. Ale absolutnie nie zamierzam przestac walczyc o sobie i tego kazdemu zycze-takiego wlasnie podejscia, choby nie wiem jak ciezko bylo! To sie po prostu oplaca 🙂

  4. Nikt za mnie nigdy nic cie ciągnął.

    I mój mąż nie pod takim względem jest aniołem… jakbym nie pracowała nad sobą to nie wiem czy bylibyśmy razem.

    W związku ze zdrową osobą też tak jest. Nie powinno się ciągnąć za dwie osoby związku..tak uważam..

    Pomagać, wspierać… a ciągnąć za dwie osoby ..to ogromna różnica. Mój mąż niczego za mnie nie robił.

    Mi zależało i jemu.

  5. UMCK Ty jesteś zaburzony ?Tik Tak dużo już o sobie napisała ,wysil się proszę o przeczytaj blog od poczatku.????

  6. Bo jestem w związku z taką osobą i chciałem mieć ogląd jak ciąża i okres po ciąży wpłynął na Twoja psychikę, choć z drugiej strony nie wiem czy jestem takim aniołek jak Twój mąż/partner żeby ewentualnie ciągnąć wszystko nie za dwóch ale za 1,5 osoby. Przepraszam za ciekawość i tym bardziej dziękuję za odpowiedzi.

  7. OUN ???

    W ciąży czulam sie cudownie…stabilny nastroj, mega spokojna.

    Bycie matką wplywa na moj nastroj tak samo jak u innyvch matek. Są chwile piękne i są trudne.. nie widzę, aby bpd miało tu jakiś udział.

    Jedyne co po porodzie miałam nerwice i nerwice natręctw…ale minela sama po kilku miesiącach…

    Ataki tez czasami mam, ale jak jestem wymęczona. Z tym , ze trwają krotko…i żyję normalnie z tym… jest jak jest i tyle. Dla dziecka łatwiej się pokonuje trudności.

  8. A jak ciąża i teraz bycie matką wpływa na Twoje brd, na Twój nastrój i OUN?
    Borderzy to ludzie empatyczni ale czy są empatami tzn czy mają w sobie zdolność czucia tego co czuje druga osoba, nieraz nieświadoma tego co sama czuje myląc uczucia swoje z uczuciami innych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.