Małgorzata Wesołowska "Postrzyżyny"
„Młodość płacze inaczej niż starość. Młodość ma też całkiem inne problemy."
Blaszany bębenek, G. Grass (z rozdz. Piwnica pod Cebulą)
A więc pora na poranny rekonesans. Raz, dwa... cztery nowe pryszcze, kilkanaście starych, trzy wulkany gotowe do wybuchu, jeden zdrapany w czasie nocy. Same syfy to jednak nic. To się jeszcze mieści w granicach normalności. Żeby tak chociaż po prostu mieć zwykły trądzik. Normalni ludzie miewają trądzik. A nienormalni, tacy jak ja, zapalenie mieszków włosowych spowodowane codziennym goleniem brody. Gdybym jej nie goliła, z miejsca mogłabym dostać angaż do cyrku. Panie i panowie! Za chwilę wystąpi prawdziwy cud natury! Dziwak nie z tej ziemi! Proszę o oklaski, przed państwem Kobieta z Brodą!
To ja.
Ciemne włosy zarastają moją twarz już od skroni. Na policzkach jest najbardziej drastycznie, bo tu między włosami gnieżdżą się także wypryski. Szorstki podbródek pokrywa się co noc dłuższymi, skręconymi włoskami.
Opłukuję więc swoje zarośnięte lico ciepłą wodą, nakładam żel Palmolive, biorę do ręki maszynkę Gillette i skrobię, skrobię, skrobię. W tym skrobaniu jest całe moje życie. Muszę skrobać, bo jeśli jej nie zeskrobię, moją twarz pokryje czarny, kędzierzawy zarost. Choć wiem, że jest to skrobanie bezcelowe, bo na drugi dzień włosy odrosną, dłuższe i mocniejsze, to i tak skrobię, bo jest to mój codzienny rytuał, bo bez skrobania nie mogłabym wyjść z domu, wsiąść do pociągu Stargard − Szczecin Główny, przejść po nierównych kamieniach bruku pod górę z dworca PKP do koszar na alei Piastów, wejść na drugie piętro na wydział filologii polskiej. Więc skrobię z uporem maniaka, jak ten Syzyf bez końca próbuję osiągnąć swój cel − gładkość. I rozmyślam sobie, co mogłabym zrobić, żeby mieć jedwabiście gładką pupę niemowlaka na polikach? I po raz milionowy pytam sama siebie, dlaczego to ja muszę nosić tę brodę? Czy to jakiś znak od Boga, w którego nie wierzę? Czy ta broda, broda, broda to jakiś stygmat? Brodaty Jezus rośnie mi na twarzy? Amen.
Skrobanie na dziś zakończone. Efekt wielce niezadowalający. Podrażniłam kilka pryszczy, więc z małych wulkanów wypływa czerwona strużka magmy. Teksańska masakra maszynką ręczną.
Szkoda, że nie ma grup wsparcia dla takich dziwadeł jak ja. Czegoś na kształt AA, tyle że dla Kobiet z Brodą. AKB. Anonimowe Kobiety z Brodą. Cześć, jestem studentką III roku polonistyki i mam brodę. No super, tylko jak się jest kobietą i ma się brodę, ciężko być anonimowym.
Patrz się, gap do woli. Dziś jeszcze nie musisz za to płacić, ale jak w końcu ucieknę na Bałkany i przyłączę do wędrownej trupy cyrkowej, której główną atrakcją będzie żonglujący niedźwiedź i ja, brodata dziewica, będziesz musiał za to bulić słoną kasę. Jeśli oczywiście nasz bałkański cyrk w ogóle dotrze do Polski, bo wjazdu cyrków ze zwierzętami od dawna zabraniają kraje skandynawskie i wiele miast Wielkiej Brytanii, Australii, USA, Szwajcarii, Kanady, Chorwacji, Austrii i Węgier − wyczytałam to w ostatniej „Polityce" (zawsze coś czytam w pociągu). Najwyżej zrezygnujemy wtedy z niedźwiedzia. I wtedy ja będę główną atrakcją cyrku. Cha, cha, cha! Więc gap się gładkolicy chłopczyku póki możesz, wykorzystaj tę niewątpliwą okazję, jaką daje ci klaustrofobiczna przestrzeń przedziału pociągu osobowego relacji Stargard − Szczecin Główny. Nawet w cyrku nie pozwalają przypatrywać się swoim dziwolągom z tak bliska.
Już ją kiedyś widziałem... W pociągu? Na uczelni? I tu i tu. Nie jest z V roku, bo na pewno bym ją znał. Omotała się wielkim szalikiem i myśli, że nie widać. A gówno. Pryszczate biedactwo. I coś tam ma pod nosem, włoski małe, puszku trochę. Oho. Zarost. Ona go ma, a ja nie. Jakie to dziwne, że nadmiar czegoś u jednych i niedobór tego samego u drugich powoduje podobne niedogodności.
Jestem gładki jak niemowlęcy tyłek.
Mam dwadzieścia cztery lata i nigdy w życiu nie użyłem maszynki do golenia. Rzadkie włosy pokrywają jedynie moją głowę i genitalia. Pod pachami wiją się pojedyncze, prawie niewidoczne włoskowe robaczki. Kiedy miałem trzynaście lat, dostrzegłem czarny włos, wyrastający z mojej lewej piersi. Odtańczyłem wtedy taniec zwycięstwa, pochwaliłem się nim moim owłosionym braciom, którzy wyśmiali moją przedwczesną radość. Mam go do dzisiaj. Jest jedyny. Dbam o niego bardzo. Kiedyś przez przypadek go sobie wyrwałem. Byłem załamany. Cienka nitka łącząca mnie ze światem mężczyzn została przerwana. Mojra nawinęła go sobie na długi paznokieć i nagłym ruchem przecięła moją męskość (wydarzyło się to na pierwszym roku, gdy zaliczałem literaturę antyczną). Przez dwa wieczory szlochałem w ciemnym pokoju, nim wreszcie wziąłem się w garść. Po paru tygodniach włos odrósł. Dłuższy i mocniejszy. To dało mi nadzieję, że pewnego dnia pojawią się inne.
A tu i teraz ona. Siedzi sobie naprzeciwko mnie w przedziale i zerka ukradkiem znad książki. Pewnie śmieszą ją moje przezroczyste oczy albinosa − bez brwi, z ledwo widocznymi rzęsami. Twarz, która wygląda, jakbym dopiero co zrobił sobie depilację laserową. Czy patrzy na moje dłonie? Czy dostrzega ich beznadziejną gładkość? Do czego mnie porównuje? Pewnie do białego szczura laboratoryjnego. Ale takiego już wygolonego, do którego za chwilę podłączą elektrody i będą sprawdzać czy szczur z bólu mrugnie prawym okiem, czy podniesie lewą łapkę, a później wpuszczą go do przemyślnie skonstruowanego labiryntu, i jak wycieńczony i skołowany szczurek cudem odnajdzie drogę do celu, to stwierdzą, że metoda wstrząsów elektrycznych z powodzeniem może służyć jako sposób znieczulania przed borowaniem zęba. Czy tak myśli?
Chyba nie. Zaczytała się. Tak miło zmarszczyła brwi (tak cudownie gęste!). Przygryzła dolną wargę. Ma zabójcze rzęsy. Co chwilę prycha i sarka. Oho. E-liz-a Orzeszkowa Marta. Przerabiają pozytywizm, biedaki. Jej też chyba nie przypadło to do gustu. O co tam chodziło? Sponiewierana Marta nie mogła znaleźć pracy i w końcu wpadła pod tramwaj. Taa. Bardzo życiowe.
− Głupia pipa!
Słyszał to? Cały czas się gapi. A może on po prostu nigdy w życiu nie widział brody? Sam jest cholernie gładziutki. Ma buźkę jak porcelanowa lala. A więc tu po prostu chodzi o moją brodę, a nie o kobietę, która jest do niej przyczepiona. Ten łysol po prostu pożąda mojej brody! Paranoja. Gdyby ktoś teraz wszedł do przedziału i zobaczył w nim kobietę z brodą, a naprzeciw niej niedoowłosionego chłopaczka z gładziusieńkim licem, które nigdy nie zostało zbrukane ostrzem golarki, pomyślałby zapewne, że w życiu nie widział bardziej groteskowego obrazka. Viva la grotesque! Niech żyją dziwadła! Dajcie nam tu jeszcze jakiegoś karła z blaszanym bębenkiem! „Przyjechał cyrk, cyrk wita was..." pośpiewam sobie w myślach razem z Majką Jeżowską.
Słyszałem to, co tam sobie wysarkałaś pod nosem. He, he. Marta cię troszkę wkurza? Nie ciebie jedną dziewczynko z zarostem. Coś czuję, że gdybym wydał z siebie głos, a ty byś mi odpowiedziała, to by nam się nawet całkiem miło gawędziło. A tak to ty sobie czytasz o Marcie, którą nazywasz pipą, a ja sobie wodzę wzrokiem po twojej postaci i choć mam wielką ochotę przemówić w twoim kierunku, to jednak tego nie zrobię, no chyba że nadarzy się jakaś sprzyjająca okoliczność... Na przykład do przedziału wtargnie jakiś napastnik i zażąda od ciebie telefonu komórkowego i portfela, a wtedy ja stanę w twojej obronie, osłaniając cię swoją nieowłosioną klatą. Albo sama stwierdzisz, że masz ochotę na kogoś napaść i wtedy ja bez wahania zaoferuję ci swoją skromną, gładką osobę w charakterze współtowarzysza zbrodni... Ale póki co, wcale do mnie nie przemawiasz, więc raczej skupię się na bacznym omiataniu cię wzrokiem. Urocze masz nóżki dziewczyno. Nawet jeśli cokolwiek włochate pod tymi rajstopkami. A co to za teczka się wysuwa z twej nieco sfatygowanej studenckiej torby? Dy-da-kty-ka...
− O, jesteś na specjalności nauczycielskiej? Macie ciągle zajęcia z tą straszną gościówą
od dydaktyki?
Z relacji ofiary:
Wieczorem około godziny dziewiętnastej, w czwartek piątego marca zostałam napadnięta i oskalpowana przez szajkę zakapturzonych wyrostków. Do napaści doszło, gdy wracałam z zajęć na Uniwersytecie Szczecińskim, gdzie wykładam przedmiot: dydaktyka literatury i języka polskiego. Do twarzy została mi przyciśnięta brudna szmata nasączona jakąś substancją. Nie pamiętam, co działo się dalej. Obudziłam się na ławce w Parku Kasprowicza z ogoloną głową. Podejrzewam, że przyczyną napaści była chęć grabieży, gdy jednak okazało się, że nie mam przy sobie żadnych cennych przedmiotów, napastnicy postanowili się zemścić. Uważam, że jest to sprawka jakiegoś gangu, którego znakiem rozpoznawczym jest golenie głowy. Po tym wydarzeniu nie będę mogła zapewne powrócić czynnie do zawodu. Czuję się głęboko dotknięta i zraniona psychicznie.
− A pamięta pani, pani Kasiu, tę panią, co to na naszym wydziale miała zajęcia ze studentami, co to jej w zeszłym roku chuligani ogolili głowę? No tę, tę. To ją widziałam ostatnio. Już jej te włosy odrosły. Szkoda mi było kobiety, choć jak oddawała płaszcz do szatni, to mi się wydawała taka niby elegantka, co to nie ona, wielka pani. A tu taka historia, no nie? W gazetach pisali, nawet na TVN24 było, że to chyba reaktywacja gangu Oczki, tylko że jakaś młodzieżówka z ulicy Żabiej. A ja tam na Kruczej, niedaleko, mam rodzinę, więc się bałam, że ich też zbiry dopadną i głowy ogolą, ale gdzie tam. To był, jak to się mówi, jednorazowy incydent. Policja się chwali, że to dzięki ich prewencji już się teraz zbiry boją. Ech, mówię pani, to ta dzisiejsza młodzież. Internet, pornografia, piwo, a potem do gangu osiedlowego. Ci studenci to też nie lepsi. Wczoraj chciałam sprzątnąć męski na drugim piętrze, a tam się obściskuje jakiś chłopak z taką rudą brodą, że ho! ho! Jak rumcajs jakiś! Ja mam pamięć do twarzy to wiem, że, on się u nas wcześniej uczył, ale brody jeszcze nie nosił. I to z kim! Z jedną ze studentek, co to kiedyś taka cicha, skromna była, zawsze się jakimiś szalikami owijała, a teraz to nawet nie powiem, jakoś dobrze jej bez tych szalików, bo taką ładną, gładką cerę ma...
