Maria Moczulska-Szponar - Wiersze
Raz
Powiedział jej że tak już będzie
zawsze
nikt nie szeptał
Raz
Ostatni
w swej naiwnej mądrości
z pewnością na ustach
przesycona goryczą
testamentem łez tych co wiedzieli
oplatała go nogami
mocno przyciśnięty do piersi
w zdradzieckim pocałunku
on jeden wiedział
chłód się odbijał
szyby od zewnątrz zaparowane
oddechem ćmy nocnej
wanna już wodą przepełniona
cierpliwa
czekająca
nóź ostry
On ją ostatni do snu przytuli
ciało jej lekko się wodzie układa
czerwienią przesiąka
noc całą
gdy ona ciepło oddaje
chłód się odbijał
szyby od zewnątrz zaparowane
oddechem ćmy
***
Jak prosto jest zamarznąć
jak łatwo jest
być zimnym
fioletem
i błękitem przesycona
cała
jestem Niebieska
po latach w przestrzeni powróciłam
na skrzydłach śnieżnego
kormorana
sztywne mam ręce i nogi
nie mogę już nimi poruszać
sparaliżowana
duchowo
dźwięki odbijają się
od moich myśli
jak od ściany
nic do mnie nie dociera
nikt
nie jest nawet obok
oczy mi mróz
zamienił na białe
wkłady
lękliwe upośledzone
nie pamiętające
już słońca
słów twoich nie mogę pamiętać
twarz twoja
niewidzialna
dotyk jak obojętny podmuch wiatru
bez
różnicy
pretensjonalny gatunek
kobiety
niepotrzebnej
nieopłacalnej
bzdurnej bezwarunkowo
myślącej
ale bezdomnej
maszyna losująca
wytwórnia
od produkcji
do produkcji
Fabryka sennych
myśli
spełnienia
Marzenia na sprzedaż
niekoniecznie
codzienny handel nadzieja
fortuna zbita
na złudzeniu
chęć osiągnięcia celu
karnet
na przyjaźń
karnet na
pocieszenie
automaty ust
ze słowem
Jestem
Kaloryfer
Takie chwile są najlepsze
ciche bezdenne złudzenie otwartej przestrzeni
myślę
przykuta do kaloryfera
w pokoju 2 na 2
lubię spacery
często zabieram mój domowy przedmiot
trudno się tak podróżuje
czasem zarzucam kaloryfer na plecy
kiedy jestem znużona
łapie go pod rękę
i biegnę do domu aby rzucić go w kąt
i spać obok niego
jest w brew pozorom pomocny
na ulicy siadam na nim
kiedy brak miejsca by usiąść
łatwo się go myje i
nie potrzeba mu dużo uwagi
raz na rok go maluje
aby nie było widać
śladów rdzy
wygląda jak nowy
gdy jest zimno wydziela ciepło
pożyteczny tak
taki właśnie jest uciążliwy
ciężar
posiadania
ale nie wiem
może nie pamiętam jak to
jest nie będąc przykutym
urodziłam się z tym
Przemytnik miasta
Mam 22 lata
Jestem już stara
wyschnięte mam
ręce nogi
chude i śmieszne
lepki kurz przez
skórę wchłonięty
uderza do mózgu
jak krew
setki żył wbijam
w uliczny bruk
poszukując skrawka ziemi
głęboko oddycham
korzeniami pamięci
pocięte na plasterki
ciało
rzucone między
nogi przechodniów
Strach przed zdeptaniem
Bóg mnie nie chroni
odcisk buta
bezdomnego
wbił moje serce w
Szczecin
Jednym krokiem oddzielił
skórę od mięśni
mięśnie od kości
mnie od siebie
ślad niewymazany
zlepiam krwią
jego ze mną
kość z mięśniami
mięśnie ze skórą
ratując tożsamość
dotykając strupów
nie znam
tego
ciała
