Miłość moja..

To prawda. miłość to miłość. Kiedyś potrafiłam kochać i czuję ,że to we mnie jakby umarło…przez przeżycia.  Muszę się właśnie sobą zaopiekować . Nauczyć się kochać od nowa…siebie i mojego chłopaka. Którego wiem,że kocham…tyle,że chorą miłością..dokładnie „chorą” miłością . Zaopiekuje się tym „chorym” uczuciem i powolutku bede  uczyć kochać „zdrowo”

Co do zdrowia. Ostatnio mialam kilka kryzysów emocjonalnych. Trudno mi opisać stany „borderowania” Zauważyłam ,że stany „chorobowe” wywołuje przede wszystkim zmęczenie i alkohol. Wystarczy ,że się przepracuje , dużo stresów, zawalona noc i od razu mam atak. Ostatnio nawet zaliczyłam lekką psychoze. Rozmawiałam również z moją Dr . Doradziła mi własnie abym odpoczywała,że w tych stanach to jest najważniejsze ,abym o siebie zadbała. Najadła się , wziela kąpiel i przede wszystkim nie oceniała siebie. Podobno to jest sukces do stabilizacji.

NIE oceniać siebie podczas tych faz i nigdy . Traktować siebie w tych momentach z troską. Jeżeli chodzi o otoczenie ,rodzine i bliskich to również należy przygotować ich teoretycznie na ten temat – tzn . wytlumaczyc im ,aby podczas tego stanu otulili nas troska i nie oceniali nas . Wiem ,ze to trudne,ale pomaga.

Czy to nie jest tak kochani,że gdyby nie bylo cierpienia to nie czulibyśmy ,że to nie nasze uczucia podczas ataku? to wlasnie dzieki cierpieniu czujemy normę, tzn ze te zaburzone uczucia nie są nasze..i wciąż czujemy swoje zdrowe ja. Odrózniamy…dzięki cierpieniu. Nie cierpi się jak się czuje ,że to prawda.

Coś jeszcze nasmaruje…

Zastanawiam się co jest szczęściem. I chyba w końcu znam odpowiedź….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.