Miłosz (nie)ułożony? – spotkanie promocyjne numeru 1/2011
W tym intensywnym świętowaniu warto wrócić na chwilę do idei ustanowionego roku. Uchwalony przez sejm, miał być okazją do przypomnienia twórczości poety w setną rocznicę jego urodzin i jednocześnie łączyć się z przypadającą również na ten czas prezydencją Polski w Unii Europejskiej. Nie dziwi zatem fakt, że mottem polskiej dyplomacji został tytuł jednej z książek Miłosza Rodzinna Europa. Zaanektowane na użytek urzędniczy hasło zawiera w sobie optymistyczne przesłanie o wielokulturowym i wielonarodowym społeczeństwie europejskim ponad podziałami. Jednak Miłosz, emigrant i wieczny wygnaniec, zmuszony do zaaklimatyzowania się w amerykańskiej rzeczywistości, pomimo całej jej mozaiki kulturowo-narodowej, do końca pozostał (jak sam się nazywał) Europejczykiem wschodnim. Na tę gwarancję, odpornej na wpływy społeczeństwa wielokulturowego, tożsamości noblisty, zupełnie nowe światło rzuca analiza recepcji krytycznej jego twórczości w krajach anglojęzycznych.
Podczas czwartkowej promocji pierwszego tegorocznego numeru „Pograniczy” w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego wykład „Miłosz amerykański. Krytyka anglojęzyczna wobec dzieła noblisty” wygłosiła profesor Bożena Karwowska (Uniwersytet Kolumbii Brytyjskiej, Vancouver). Ideą referatu było nakreślenie długiej drogi sukcesu literackiego Miłosza, od „całkowicie uformowanego artysty opierającego się amerykanizacji” (C. Stocker), do „być może najistotniejszego (wówczas) żyjącego amerykańskiego poety” ( R. Pinsky), na podstawie analizy recepcji krytycznej jego twórczości.
Poeta, aż do przyznania mu ważnej amerykańskiej nagrody literackiej Neustadt w 1978 roku, pozostawał zachodnim czytelnikom właściwie nieznany. Właściwie, ponieważ od początku jego twórczości w Stanach Zjednoczonych utożsamiano go z pisarstwem politycznym. Był autorem przede wszystkim Zniewolonego umysł i Zdobycia władzy, analizowanych w kontekście nauk politycznych i socjologicznych. Etykietka pisarza zaangażowanego doprowadzała go do szaleństwa, w związku z czym walczył, by krytyka dostrzegła w nim przede wszystkim poetę. Punktem zwrotnym okazał się pierwszy angielski przekład jego wierszy z 1973 roku Selected Poems. Jednak zanim świat amerykański dostrzegł w Miłoszu artystę słowa i poetę najwyższych lotów, jeszcze długo czytał go poprzez pryzmat biografii – doświadczenia wojny, komunizmu i emigracji. Dlatego, jak zauważa profesor Karwowska, recepcja noblisty przebiegała w dwóch wyraźnych fazach – nietekstowej (w której uwaga skupiała się na elementach nieliterackich) i właściwej, tekstowej.
Nagroda Nobla oraz wydanie w 1988 Collected Poems, pierwszego obszernego i reprezentatywnego tomiku wierszy Miłosza, utorowały drogę pełnemu amerykańskiemu sukcesowi. W analizach, recenzjach i monografiach naukowych przedstawiano go jako ważną postać ówczesnego świata poetyckiego.
Profesor Karwowska szczególnie podkreślała zależność pomiędzy sukcesem literackim Miłosza a sytuacją kulturową i historyczną w USA. Wraz ze zmianami, które dokonywały się w Ameryce, zmieniało się zainteresowanie poezją noblisty. „Społeczność interpretatorów” (określenie S. Fisha) nadawała rytm czytania Miłosza. Chodzi zarówno
o zainteresowanie poezją i literaturą Europy Wschodniej, twórczością doświadczonych przez historię ofiar totalitaryzmów XX wieku, jak i o zmiany zachodzące w społeczeństwie zachodnim, polegające na innym niż tradycyjne nastawieniu na wielokulturowość, migracje i grupy etnicznie do tej pory marginalizowane.
Profesor Karwowska podsumowała swoje wystąpienie (wyżej wspomnianym przeze mnie) stwierdzeniem Pinsky’ego, że Miłosz w pewnym momencie życia dołączył do amerykańskiego parnasu poetyckiego. Dał się zatem Miłosz w pełni wchłonąć Ameryce. Ciekawe, jak z prawdą tą poradziliby sobie wszyscy przeciwnicy (z Józefą Doboszewską i Anną Sobecką na czele) autora Doliny Issy, w końcu to już nie o jego polskość, ale o amerykańskość chodzi!
W dyskusji po referacie pojawiły się pytania o miejsce Miłosza w aktualnej amerykańskiej rzeczywistości i o jego stosunek do współczesnych zagadnień płci, rasy czy orientacji seksualnej. Okazuje się nieszczęśliwie, co zauważyła profesor Marta Skwara, że dzisiaj w największej księgarni w Chicago Miłosza na księgarskich półkach nie uświadczymy. Za to świetnie sprzedaje się tam poezja Wisławy Szymborskiej. Być może nie chodzi tylko o to, że poezja Szymborskiej jest dla Amerykanów mniejszym wyzwaniem czytelniczym niż poezja Miłosza, ale o inną smutną prawdę… Zacytuję na koniec profesor Karwowską (Angloamerykańskie aspekty czytania poezji Miłosza):
Na Miłosza, wyobcowanego i nieprzynależnego emigranta, otworzył się amerykański, wielokulturowy i wielonarodowy współczesny świat, ale sam poeta nigdy nie podjął, moim zdaniem, podobnego trudu. Wiek XXI wymaga poszanowania i zrozumienia inności, odmienności (płciowych, rasowych, etnicznych) i międzyludzkich różnic. Twórca nie respektujący tych zasad, pozostający „głuchy” na głośne wołanie współczesnych czytelników, skazany jest/będzie na rychłe zapomnienie. A nawet jeśli ocaleje, to tylko na akademiach i w teoretycznych rozważaniach, ale niestety bez oddanego i wiernego młodego, nowoczesnego czytelnika.
Pierwszy tegoroczny numer „Pograniczy” zaprasza nas do „Układania Miłosza”. Słownik języka polskiego definiuje słowo „układać”, jako: doprowadzać coś do porządku, tworzyć całość z określonych elementów, komponować/tworzyć utwór. O ile Miłosz, autor Zniewolonego umysłu czy Ziemi Ulro, „układa się” autorce tego szkicu w jedną, godną podziwu, o cechach autorytetu, całość, o tyle Miłosz piszący: „Wychowano mnie tak a nie inaczej, więc zapewne świńskie męskie reakcje na feminizm stały się moją drugą naturą” (W stronę kobiet) czy: „Co do służby, to nie wiadomo, czy nawet opłaca się mieć przychodzącą Murzynkę, bo z nich słaba korzyść, nawet dorośli Murzyni są jak dzieci (Zaraz po wojnie. Korespondencja z pisarzami 1945–1950) – rozpada się i nie tworzy przydatnej naszym czytelnikowi całości.
I sobie, i Państwu, nie tylko biorącym udział w promocji numeru 1/2011 „Pograniczy”, życzę by Rok Miłosza skłaniał również do krytycznych uwag i analiz, poszukiwania nowych, rewolucyjnych interpretacji i kontekstów jego dzieła.
Podczas czwartkowej promocji pierwszego tegorocznego numeru „Pograniczy” w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego wykład „Miłosz amerykański. Krytyka anglojęzyczna wobec dzieła noblisty” wygłosiła profesor Bożena Karwowska (Uniwersytet Kolumbii Brytyjskiej, Vancouver). Ideą referatu było nakreślenie długiej drogi sukcesu literackiego Miłosza, od „całkowicie uformowanego artysty opierającego się amerykanizacji” (C. Stocker), do „być może najistotniejszego (wówczas) żyjącego amerykańskiego poety” ( R. Pinsky), na podstawie analizy recepcji krytycznej jego twórczości.
Poeta, aż do przyznania mu ważnej amerykańskiej nagrody literackiej Neustadt w 1978 roku, pozostawał zachodnim czytelnikom właściwie nieznany. Właściwie, ponieważ od początku jego twórczości w Stanach Zjednoczonych utożsamiano go z pisarstwem politycznym. Był autorem przede wszystkim Zniewolonego umysł i Zdobycia władzy, analizowanych w kontekście nauk politycznych i socjologicznych. Etykietka pisarza zaangażowanego doprowadzała go do szaleństwa, w związku z czym walczył, by krytyka dostrzegła w nim przede wszystkim poetę. Punktem zwrotnym okazał się pierwszy angielski przekład jego wierszy z 1973 roku Selected Poems. Jednak zanim świat amerykański dostrzegł w Miłoszu artystę słowa i poetę najwyższych lotów, jeszcze długo czytał go poprzez pryzmat biografii – doświadczenia wojny, komunizmu i emigracji. Dlatego, jak zauważa profesor Karwowska, recepcja noblisty przebiegała w dwóch wyraźnych fazach – nietekstowej (w której uwaga skupiała się na elementach nieliterackich) i właściwej, tekstowej.
Nagroda Nobla oraz wydanie w 1988 Collected Poems, pierwszego obszernego i reprezentatywnego tomiku wierszy Miłosza, utorowały drogę pełnemu amerykańskiemu sukcesowi. W analizach, recenzjach i monografiach naukowych przedstawiano go jako ważną postać ówczesnego świata poetyckiego.
Profesor Karwowska szczególnie podkreślała zależność pomiędzy sukcesem literackim Miłosza a sytuacją kulturową i historyczną w USA. Wraz ze zmianami, które dokonywały się w Ameryce, zmieniało się zainteresowanie poezją noblisty. „Społeczność interpretatorów” (określenie S. Fisha) nadawała rytm czytania Miłosza. Chodzi zarówno
o zainteresowanie poezją i literaturą Europy Wschodniej, twórczością doświadczonych przez historię ofiar totalitaryzmów XX wieku, jak i o zmiany zachodzące w społeczeństwie zachodnim, polegające na innym niż tradycyjne nastawieniu na wielokulturowość, migracje i grupy etnicznie do tej pory marginalizowane.
Profesor Karwowska podsumowała swoje wystąpienie (wyżej wspomnianym przeze mnie) stwierdzeniem Pinsky’ego, że Miłosz w pewnym momencie życia dołączył do amerykańskiego parnasu poetyckiego. Dał się zatem Miłosz w pełni wchłonąć Ameryce. Ciekawe, jak z prawdą tą poradziliby sobie wszyscy przeciwnicy (z Józefą Doboszewską i Anną Sobecką na czele) autora Doliny Issy, w końcu to już nie o jego polskość, ale o amerykańskość chodzi!
W dyskusji po referacie pojawiły się pytania o miejsce Miłosza w aktualnej amerykańskiej rzeczywistości i o jego stosunek do współczesnych zagadnień płci, rasy czy orientacji seksualnej. Okazuje się nieszczęśliwie, co zauważyła profesor Marta Skwara, że dzisiaj w największej księgarni w Chicago Miłosza na księgarskich półkach nie uświadczymy. Za to świetnie sprzedaje się tam poezja Wisławy Szymborskiej. Być może nie chodzi tylko o to, że poezja Szymborskiej jest dla Amerykanów mniejszym wyzwaniem czytelniczym niż poezja Miłosza, ale o inną smutną prawdę… Zacytuję na koniec profesor Karwowską (Angloamerykańskie aspekty czytania poezji Miłosza):
Najistotniejsze zmiany w patrzeniu na współczesne społeczeństwo wprowadził jednak dopiero nurt postkolonialny. Modyfikując tradycyjne patrzenie na wygnanie jako źródło czy temat literacki, Edward Said, jeden z najciekawszych przedstawicieli tego kierunku, zauważył, że emigracja to przede wszystkim samotność, brak przynależności, wyobcowanie […] ciągłe poczucie własnej inności, nieprzystawalności do otaczającej kultury i obyczajów.
Na Miłosza, wyobcowanego i nieprzynależnego emigranta, otworzył się amerykański, wielokulturowy i wielonarodowy współczesny świat, ale sam poeta nigdy nie podjął, moim zdaniem, podobnego trudu. Wiek XXI wymaga poszanowania i zrozumienia inności, odmienności (płciowych, rasowych, etnicznych) i międzyludzkich różnic. Twórca nie respektujący tych zasad, pozostający „głuchy” na głośne wołanie współczesnych czytelników, skazany jest/będzie na rychłe zapomnienie. A nawet jeśli ocaleje, to tylko na akademiach i w teoretycznych rozważaniach, ale niestety bez oddanego i wiernego młodego, nowoczesnego czytelnika.
Pierwszy tegoroczny numer „Pograniczy” zaprasza nas do „Układania Miłosza”. Słownik języka polskiego definiuje słowo „układać”, jako: doprowadzać coś do porządku, tworzyć całość z określonych elementów, komponować/tworzyć utwór. O ile Miłosz, autor Zniewolonego umysłu czy Ziemi Ulro, „układa się” autorce tego szkicu w jedną, godną podziwu, o cechach autorytetu, całość, o tyle Miłosz piszący: „Wychowano mnie tak a nie inaczej, więc zapewne świńskie męskie reakcje na feminizm stały się moją drugą naturą” (W stronę kobiet) czy: „Co do służby, to nie wiadomo, czy nawet opłaca się mieć przychodzącą Murzynkę, bo z nich słaba korzyść, nawet dorośli Murzyni są jak dzieci (Zaraz po wojnie. Korespondencja z pisarzami 1945–1950) – rozpada się i nie tworzy przydatnej naszym czytelnikowi całości.
I sobie, i Państwu, nie tylko biorącym udział w promocji numeru 1/2011 „Pograniczy”, życzę by Rok Miłosza skłaniał również do krytycznych uwag i analiz, poszukiwania nowych, rewolucyjnych interpretacji i kontekstów jego dzieła.
Joanna Brewińska
