na wykład prof. Bożeny Karwowskiej
Vancouver zostało nazwane na cześć brytyjskiego odkrywcy i badacza otaczającego regionu, który dotarł tam w 1792 roku. Prawa miejskie otrzymało dziewięćdziesiąt cztery lata później. Początkowo odczuwalna była dominacja liczebna Anglików, jednak z czasem najliczniejszą grupą okazali się Azjaci. Wykładowczyni zwróciła uwagę na jeden z praktycznych wymiarów tego stanu rzeczy. Podobno można zaobserwować różnicę w numeracji odzieży, zaniżonej zgodnie z azjatyckimi standardami. Zainteresowanie wzbudziła wiadomość o używaniu określenia „banan" (ponoć nieobraźliwego) w stosunku do osób czujących się Kanadyjczykami, lecz mających azjatyckie korzenie.
W Vancouver mieszka wielu emigrantów z Indii, Chin i równie odległych zakątków świata. Losy mieszkańców są często nieprawdopodobne i bardzo skomplikowane. Czy można pochodzić z Kambodży, będąc wychowanym w kręgu kultury francuskiej, mieszkać w Vancouver i mieć wnuka półkrwi Meksykanina? Okazuje się, że tak, a to z pewnością tylko fragment historii jednego z bohaterów wykładu. Wielość narodów oznacza występowanie w przestrzeni miasta wielu grup wyznaniowych.
Rozmaitość współistniejących kultur jawi się jeszcze ciekawiej na tle historii potomków rdzennych mieszkańców terenów obecnego Vancouver. Dawne przemieszczanie się Indian widoczne jest na wybrzeżach, na których zalegają muszle po spożytych owocach morza. Obecnie Indianie zamieszkują rezerwaty, jednym z przywilejów „pierwszego narodu" jest prawo do bezpłatnych studiów.
Profesor Karwowska opowiadała o różnicach w statusie materialnym mieszkańców Vancouver. Widać tam podział na biedny wschód i bogaty zachód, przy czym światy te wydają się od bardzo dalekie od siebie i nieprzenikalne. W przestrzeni występują jednak bardzo blisko siebie, niejednokrotnie dzieli je tylko jezdnia.
Wielokulturowość widać wśród studentów Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej. Odczuwają oni silną tożsamość narodową, co uniemożliwia jakąkolwiek wspólną narrację. Szczególnie, że vancouverczycy nie przywiązują wagi do historii swojego miejsca zamieszkania.
Znaczący wydaje się fakt, iż budynek uniwersytetu umiejscowiony jest poza granicami miasta. Goście zgromadzeni na Uniwersytecie Szczecińskim z niedowierzaniem słuchali o grozie kanadyjskiej natury. Częstymi gośćmi campusu są bowiem kojoty, borsuki i chętnie atakujące kuchenne zapasy wiewiórki. Informacja o nich nie zniechęciła uczestników wykładu do zadawania pytań pogłębiających wiedzę nie tylko o Vancouver i uniwersytet, lecz także o nawyki lekturowe studentów oraz odbiór literatury polskiej na innym kontynencie.
Wiktoria Klera
Strony: « Poprzednia 1 2


