Paweł Jakubowski - "John Rambo po Freudzie" - NOWY PRZEMYTNIK Studencki Kwartalnik Krytycznoliteracki

Paweł Jakubowski - "John Rambo po Freudzie"



Brak cyfry w tytule sugeruje, że być może twórcy chcieli odciąć się od poprzednich części filmu (Rambo pierwsza krew, Rambo II i Rambo III). Jednak tak jak nie da się prawidłowo zdiagnozować pacjenta, nie poznając jego biografii, tak nie da się dokonać właściwiej analizy w oderwaniu od wcześniejszych obrazów z tym samym bohaterem w roli tytułowej. Przypomnijmy więc informacje, których dowiadujemy się, oglądając kolejne części. John Rambo urodził się w 1947 roku w Stanach Zjednoczonych, dokładniej w Arizonie. Niewiele wiadomo o jego rodzinie i dzieciństwie. Kluczowe znaczenie w jego życiu miał udział w wojnie w Wietnamie. Został tam wysłany w 1966 roku, w 1967 wrócił do kraju, gdzie przeszedł szkolenie na komandosa. Pod koniec lat sześćdziesiątych został odesłany z powrotem do Wietnamu. W 1971 roku trafił do obozu jenieckiego, w którym przez wiele miesięcy był torturowany, udało mu się jednak stamtąd zbiec. Po powrocie do kraju nie potrafił się przystosować i popadł w konflikt z prawem, wskutek czego trafił do więzienia (pierwsza część filmu). Trzy lata później dostał propozycję uwolnienia amerykańskich jeńców z rąk Wietkongu, za co miała mu zostać zwrócona wolność. Przystał na tę propozycję. Podczas wykonywania zadania znów trafił do obozu dla schwytanych. Ponownie jednak udało mu się uciec i wykonał powierzone mu zadanie (druga część filmu). Żeby uniknąć kolejnych wojennych przeżyć i dojść do równowagi, wyjechał do Tajlandii, gdzie pomagał tamtejszym mnichom w budowie klasztoru. Ale i tym razem wojna go doścignęła. Dawny dowódca Rambo - pułkownik Trautman - odnalazł go, aby powierzyć mu kolejną misję. Rambo z początku odmawia, ale wkrótce na wieść, że jego dowódca dostał się do rosyjskiej niewoli, ruszył mu z pomocą (trzecia część).

Po ostatnich wydarzeniach bohater znowu ucieka w odległe miejsce, aby zapomnieć o swojej przeszłości. Tym razem jest to pogranicze Birmy. Nietrudno zauważyć, że tym sposobem Rambo powiela schemat pozornej ucieczki od wojennych doświadczeń. Kryjąc się przed kulturą i jej opresywnym wpływem, przybywa do miejsc dzikich - bliższych naturze. Paradoksalnie są to jednocześnie miejsca, w pobliżu których toczą się jakieś konflikty zbrojne. Próbując oddalić się od tego, co wydaje mu się źródłem jego cierpień, jednocześnie cały czas do tego dąży. Konflikt jest bowiem w nim samym. Kluczem do tego może być niedowartościowanie. W każdej kolejnej części Rambo dostaje do wykonania jakieś zadania. Za każdym razem były komandos podejmuje się go, jednak wcześniej zawsze odmawia, zmuszając zleceniodawcę do aktu „poproszenia". Obie strony wiedzą, że żołnierz ostatecznie się zgodzi, więc pozorna odmowa to gra mająca na celu odwrócenie ról. Dzięki temu to Rambo jest w pozycji dominującej i okazuje drugiej osobie łaskę. I to pomimo faktu że to, co będzie robił później, będzie robił tak naprawdę nie dla kogoś drugiego tylko
dla siebie.

Nie inaczej jest w ostatniej części. Jak nie trudno przewidzieć, okazja do zaangażowania się w konflikt zbrojny pojawia się bardzo szybko. Do bohatera zgłaszają się członkowie pokojowej misji. Chcą przewieźć lekarstwa i służyć pomocą mieszkańcom birmańskich wiosek, brutalnie represjonowanych przez armię rządzącej hunty wojskowej. Misjonarze potrzebują przewoźnika, który dobrze zna okolicę. Były komandos oczywiście odmawia, tłumacząc, że podróż tam to pewna śmierć, a próba zmiany losu tamtejszych ludzi to strata czasu. Ostatecznej próby przekonania bohatera podejmuje się Sarah Miller - jedyna kobieta uczestnicząca w misji. Płeć proszącej nie pozostaje oczywiście bez znaczenia. Nie od razu, ale jednak Rambo ulega jej perswazji.

Podczas podróży dochodzi do konfliktów. Uczestnicy misji to głównie lekarze, ludzie wykształceni, a więc emisariusze kultury. Nigdy nie znajdowali się w ekstremalnych sytuacjach i nie są w stanie zrozumieć Johna, który niejednokrotnie musiał walczyć o życie. Nić porozumienia nawiązuje się tylko między bohaterem a Sarah. Kobieta, podczas konfrontacji z pozostałymi członkami wyprawy, staje w obronie weterana. Później wykazuje zainteresowanie jego osobą, pyta, czy nie ma w Ameryce rodziny. W odpowiedzi pada bardzo ważne zdanie: „Nie wiem. Może ojca". Te na pozór od niechcenia wypowiedziane słowa wskazują, gdzie należy doszukiwać się podłoża wewnętrznych konfliktów targających tytułową postacią.

Rambo przywozi łodzią misjonarzy na miejsce i wraca. Następuje rozdzielenie.
Na krótko, gdyż Sarah Miller i jej towarzysze trafiają w ręce birmańskiego dowódcy, który cechuje się niezwykłą brutalnością. Jego sylwetka nie jest bez znaczenia w kontekście całego filmu. Główny oponent Rambo jest ukazany nie tylko jako mordujący niewinnych ludzi brutal, ale także jako seksualny wykolejeniec, a dokładnie pedofil - w jednej ze scen bierze on do swojej kwatery na noc młodego chłopca. Ma to na celu skontrastowanie jego sylwetki
z sylwetką głównego bohatera, który morduje przecież tylko w słusznej sprawie, pozostaje więc w zgodzie z kulturą.

Wkrótce do Johna zgłasza się człowiek, który prosi o uwolnienie Amerykanów.
W podjęciu decyzji (chociaż już i tak z góry wiadomo, jaka ona będzie) pomaga bohaterowi sen. W marzeniu sennym zmontowanym z krótkich fragmentów poprzednich części filmu widzimy makabryczne sceny mordów, wybuchy oraz słyszymy górujący nad wszystkim głos Trautmana: „Zabijasz nie dla kraju, ale dla siebie". Po śnie przychodzi moment, w którym Rambo dokładnie zdaje sobie sprawę z tego, czego tak naprawdę chce. Przestaje się wahać, nawet nie daje się już więcej prosić, tylko przygotowuje się do drugiej wyprawy. Sen mówi o jeszcze jednej ważnej rzeczy - śniący nie ma (lub nie ma pozornie) żadnych pragnień seksualnych, a jeśli nawet, to są one zupełnie podporządkowane lub kojarzone z pragnieniami związanymi z siłą zniszczenia - Tanatosem. We śnie brak seksu jest zbyt wyraźny, żeby można go było zignorować - dlatego wątek ten zostanie podjęty w dalszej części pracy.

Dalej Rambo wraz z grupką najemników sprawnie odbija pozostałych przy życiu misjonarzy - w tym Sarah Miller - pozostaje jeszcze uciec z terenu wroga. W birmańskiej dżungli były komandos czuje się doskonale. Umie bezszelestnie podkraść się do każdego przeciwnika i wykorzystać przeciwko niemu każdą okoliczność. Dżungla jest jak dom, jak łono matki. Teren objęty działaniami wojennymi daje pełną swobodę, uwalnia go od krępujących więzów kultury. Wojna to przecież czas, w którym zawieszone zostają wszelkie zakazy, wojna daje wolną drogę. Rambo świetnie się w tych warunkach odnajduje.

Nic zatem dziwnego, że towarzyszący bohaterowi najemnicy szybko wpadają w ręce wroga, natomiast on sam pozostaje nadal nieuchwytny. Wraz z najemnikami ponownie schwytani zostają członkowie misji. Sytuację może uratować tylko John. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem powinien on jednak tego zaniechać, próbując ocalić siebie. Z wcześniejszych wzmianek wiemy, że nieprzyjaciół jest około stu - wszelka próba odbicia pojmanych wydaje się graniczyć z samobójstwem. Były komandos oczywiście taką próbę podejmie. Motywacją będzie oczywiście zdobycie Sarah Miller. Dla niej Rambo podkrada się do stojącego na dżipie ciężkiego karabinu maszynowego. Sprawnie likwiduje wartownika i otwiera ogień do birmańskich żołnierzy.

Kolejne bardzo sugestywne sceny to sprawnie ukazane apogeum Tanatosa. Przeciwnicy są masakrowani. Duży kaliber użytej broni sprawia, że ich ciała są odrzucane na kilka metrów, zanim spadną po trafieniu na ziemię. Rambo umiejętnie kieruje ogień tam, gdzie znajduje się najwięcej nieprzyjaciół. Wystrzeliwane przez niego serie mają niszczycielską siłę - ofiary są niemal zmiatane z powierzchni ziemi. Wyswobodzeni najemnicy reagują błyskawicznie. Chwytają za broń uśmierconych wrogów i, jak mogą, pomagają w walce. Na odsiecz przybywają też koreańscy partyzanci, którzy od dawna walczą z armią Birmy. Jednak widać wyraźnie, że pomoc najemników i partyzantów nie była właściwie konieczna - komandos mógłby poradzić sobie zupełnie sam. Nawet kiedy trzeba przeładować karabin, a chaotyczne strzały przerażonych żołnierzy sprawiają, że bohater filmu spada na ziemię, poważnie raniąc sobie rękę, zaraz się podniesie i będzie kontynuował dzieło zniszczenia. W sytuacji zagrożenia i wszechobecnego pandemonium, Tanatos bierze górę nawet nad jednym z misjonarzy. Tego, który wcześniej najbardziej sprzeciwiał się poczynaniom Rambo. Mężczyzna chwyta za kamień i rozbija głowę jednemu ze swoich wcześniejszych oprawców. Widząc, co zrobił, płacze, ale jest już za późno. Wreszcie nieliczni pozostali przy życiu Birmańczycy uciekają do dżungli - w tym także ich przywódca. Tego ostatniego jednak główny bohater wypatruje, dościga i w spektakularny sposób zabija nożem. Przybyli partyzanci pomagają rannym, widać miejsce bitwy i masę trupów. Sarah Miller podbiega do zrozpaczonego mężczyzny - tego, który w ferworze walki zabił jednego z napastników. Wpada w jego ramiona - widz może się domyślać, że jest to jej narzeczony. Kobieta na chwilę odwraca się, żeby zobaczyć górującą nad spustoszonym krajobrazem sylwetkę Johna. Jego spojrzenie mówi wszystko - „te trupy są dla ciebie". W oczach Miller jest wdzięczność, ale nic więcej - wkrótce odwraca się z powrotem do swojego mężczyzny.

Relacja seksualna między kobietą a Rambo jest niemożliwa - wybiera ona równowagę między kulturą i żądzami uosobioną w lekarzu. Wprawdzie i w jego ostatnim czynie wyzwolił się Tanatos, było to jednak spowodowane ekstremalnymi warunkami i właściwie świadczy o względnej równowadze, która jak się okazuje, jest bardziej skuteczna w zdobyciu kobiety. U Johna Rambo równowaga jest wyraźnie zachwiana, o czym mówi wspomniane marzenie senne - stłumił on w sobie Erosa, na rzecz zafiksowania się w Tanatosie. Dlatego bohater nie umie ofiarować kobiecie nic poza dziełem zniszczenia i stosem trupów. Skąd się wzięła w Rambo ta nierównowaga, powie nam odpowiednio zinterpretowana ostatnia scena filmu.

Po wydarzeniach w Birmie bohater wraca do domu w Arizonie. Idzie polną drogą, niedaleko pasą się konie. Na skrzynce pocztowej u progu gospodarstwa widać napis: R. Rambo. Weteran się uśmiecha. Na początku można odnieść wrażenie, że błąkający się po świecie komandos wreszcie zazna spokoju i pojedna się z ojcem. Film jednak w tym momencie dobiega końca, a postać ojca się nie pojawia. Jedynym jego śladem jest wspomniany napis, który przypomina nagrobne epitafium. Jak wspomniałem, niewiele wiadomo o dzieciństwie Johna. Możemy się jednak domyślać, że kontakty z ojcem miały decydujący wpływ na jego późniejsze życie. Prawdopodobnie był on względem bohatera bardzo wymagający i jednocześnie bardzo oszczędny w okazywaniu akceptacji i aprobaty. To zrodziło w synu wielką ambiwalencję uczuć wobec ojca, a później wobec tego co było w oczach Rambo ojca reprezentacją. Zaciągnięcie się do wojska - ochotniczo czy też pod przymusem - było wpadnięciem z deszczu pod rynnę. Armia jest bowiem strukturą silnie patriarchalną. Do tego dochodzi wymóg rezygnacji z siebie na rzecz wyższych celów - czyli poniekąd na rzecz kultury. Przeniesienie uczuć z ojca na dowódcę jest w takich warunkach rzeczą naturalną i nieuniknioną. Tym bardziej że Rambo boi się samodzielności, do tego stopnia jest uzależniony od wywierającej na niego duży nacisk sylwetki rodzica. To dlatego po skończonej wojnie nie jest w stanie ułożyć sobie życia, zachowuje się agresywnie i natychmiast popada w konflikt z prawem.

Brak podstawowych informacji o dzieciństwie bohatera może być spowodowany mechanizmem wyparcia. Można snuć domysły, że powtórzeniem sytuacji rodzinnej bohatera jest w jakimś sensie doświadczenie obozu dla jeńców. Zostaje on tam ubezwłasnowolniony i poddany torturom. Udaje mu się uciec, ale nie uporać z tym, co go tam spotkało. Wojsko i obóz były czynnikami, które dodatkowo spotęgowały przeżytą w dzieciństwie traumę. Rambo uciekając od ojca, darzy go ambiwalentnymi uczuciami, ponieważ w swoim mniemaniu nie umie sobie bez niego poradzić. Czy nie dlatego po otrzymaniu wiadomości o schwytaniu swojego dowódcy, natychmiast decyduje się wyruszyć mu na pomoc?

Trudne emocje spowodowane panującymi w wojsku warunkami, jednostka może skanalizować w tylko jeden zalegalizowany sposób - poprzez Tanatosa. Cała organizacja i perswazja armii jest skierowana na to, aby przekonać wcielonego w jej szeregi rekruta, że zabijanie wroga nie jest objęte zakazem kultury. W tym wyjątkowym przypadku dochodzi do przewartościowania i zabijanie jest wręcz nakazem. Nienawiść do ojca zostaje przekierowana na wroga, ale zamiast słabnąć, rośnie. To tak jakby Rambo w kolejnych uśmierconych przez siebie ofiarach chciał zobaczyć ojca, ale zdając sobie sprawę, że to cały czas nie on, usiłował zabić go kolejny raz. Jednocześnie strach przed rodzicem sprawia, że nie podniesie ręki na niego samego czy na dowódcę, który go reprezentuje. Wreszcie przychodzą chwile opamiętania. Zdając sobie sprawę, że jego działania nie prowadzą do celu, Rambo próbuje przestać zabijać. Ucieka. Ale jak zostało wspomniane wcześniej, zawsze ucieka w takie miejsca, żeby zbyt długo nie pozostawać w spokoju. Zabijanie jest bowiem jedyną rzeczą, która potrafi jemu sprawić przyjemność i z której czerpie poczucie własnej wartości, czy wręcz wyższości - z pogardą odnosi się do towarzyszących mu najemników, których uznaje za mniej doświadczonych i wobec tego gorszych od niego. „Zabijanie jest tak łatwe, jak oddychanie" słychać w przytoczonym już wcześniej śnie. Oddychanie jest potrzebne do życia - a w przypadku Rambo również zabijanie. Trudny kontakt z ojcem miał jeszcze jedną konsekwencję - tłumienie swoich potrzeb, uznawanych przez bohatera za oznakę słabości. Stąd zupełna nierównowaga pomiędzy Erosem i Tanatosem. Ten pierwszy został zupełnie podporządkowany drugiemu. Potrzeby seksualne Rambo realizuje również poprzez Tanatosa i mylnie odczytuje sprawność mordowania z atrakcyjnością seksualną, przez co nie umie zdobyć kobiety. Nie bez znaczenia jest fakt, że w scenie finałowej bitwy, czy może raczej masakry, komandos strzela z karabinu o największym kalibrze. Przyjmując symbolikę falliczną, karabin jest znakiem męskości. Używając go, Rambo manifestuje swoją męskość i dominację nad przeciwnikiem uzbrojonym znacznie skromniej. Jest to jednocześnie kolejny dowód na to, że utożsamia on męskość wyłącznie ze zniszczeniem, zapominając o drugiej sile popędowej, która pozostaje niezaspokojona.

Wróćmy do symbolicznego napisu. John nie potrafi być samodzielny. Wobec niemożności poradzenia sobie z widmem ojca, epitafium będzie symbolizować życzenie Rambo, aby ojciec odszedł sam. Umarł z daleka od bohatera, zostawiając go wreszcie w spokoju. Marzenie jest jednak nie do zrealizowania - po śmierci ojca nieumiejętność samodzielnej egzystencji sprawi, że Rambo albo znowu dokona przeniesienia swoich uczuć na kogoś lub na coś, co będzie mu się kojarzyło z ojcem, albo znowu ucieknie w poszukiwaniu wojny, która odwróci nakazy i zakazy kultury na jego korzyść.

Rozwiązanie problemu jest dwojakie. Pierwszy sposób to przyznanie przed samym sobą, że nie chce się unikać wojny, tylko się do niej dąży - zmieniłoby to nieświadomą ucieczkę w świadome dążenie i mogłoby przerwać błędne koło. Rambo mógłby zostać najemnikiem i działać w zgodzie z tym, co potrafi najlepiej. Przyjmując wynagrodzenie za swoje czyny, poczułby satysfakcję i być może wyzbyłby się ambiwalencji wobec tego, co robi i zaczął świadomie kierować swoim losem. Drugim rozwiązaniem byłby symboliczny bunt przeciwko ojcu, ale nie na drodze Tanatosa - to jest podniesieniu ręki na swojego dowódcę, który prawdopodobnie już i tak nie żyje - tylko na drodze werbalnego uzewnętrznienia swoich emocji. Niestety bohater jest już zaawansowany wiekiem, a jego napięcia są głęboko w nim zakorzenione i nieuświadomione. To sprawia, że sam, bez pomocy specjalisty, zupełnie nie ma szans dojść do istoty swoich problemów i zrozumieć swoich poczynań. Zatem prędzej czy później możemy spodziewać się kolejnego filmu z udziałem byłego komandosa, o ile ten wcześniej nie umrze.