Ciąża

Nie mogło zabraknąć trudnego wpisu na temat okresu ciąży przy zaburzeniu osobowości typu borderline.

To już moja druga ciąża w niekrótkim odstępie czasowym i chciałabym to podsumować dla was kochane kobiety, a może i dla waszych partnerów..dla których to również bardzo trudny okres.

 

Zacznijmy od ciąży pierwszej.

 

Leki odstawione były ok 4 miesiące przed planowaną ciążą. Nie brałam żadnych lekarstw w trakcie ciąży.

Początki ciąży czyli pierwsze tygodnie to był dla mnie KOSZMAR.

Dlaczego ?

Absolutny skok hormonów i totalne rozregulowanie całej gospodarki hormonalnej w organizmie kobiety w czasie ciąży sprzyja rozchwianiu emocjonalnemu i nasileniu objawów borderline.

Po pierwsze tarczyca . Do 14 tyg ciąży tarczyca kompletnie wariuje pod wpływem hormonów kobiecych.

Należy kontrolować ją przez całą ciążę…gdyż ponad 80 procent poronień jest właśnie przez tarczycę.

Pierwsze tygodnie są o tyle ciezkie, że lekarze czekają do 14 tyg kiedy to hormony się uspokajają i tarczyca również wraca do prawidłowej pracy…do tego czasu.. odczuwamy objawy.

Np. ja mam  aktualnie NADCZYNNOŚĆ

czego objawem jest między innymi stan depresyjny, senność..nerwowość…drżenie rąk..

Gonadotropina kosmówkowa (hCG) – hormon utrzymujący ciążę

Również pojawia się w pierwszym trymestrze i powoduje przykre objawy takie jak nudności, wymioty…

To właśnie przez hCG tarczyca wariuje.

Kolejne hormony..

Jeśli źle znoszą kobiety PMSa to dlatego, że przed miesiączką wzrasta poziom progesteronu..

A w ciąży jego poziom nagle wzrasta STUKROTNIE ! Mało tego… Dopóki łóżysko nie przejmie produkcji hormonów i nie zacznie działać jako oddzielna jednostka…to właśnie kobieta, a raczej jej jajniki muszą wyprodukować ogromne ilości hormonów… A taki wzrost wpływa na niestabilność emocjonalną.

 

Czyli : Nasilają się WAHANIA NASTROJU

-główny objaw BPD

 

Estrogeny…akurat dzięki nim czujemy się piękne, kobiece… Gorzej jest po porodzie, kiedy notowany jest nagły ogromny spadek, który wywołuje tzw BABY BLUESA ( czy też depresję poporodową )

 

Podsumowując : TO BARDZOOO TRUDNY OKRES DLA KOBIETY W CIĄŻY i bliskich.

Rady dla bliskich:

nie brać do siebie humorów kobiety w ciąży.

Dużo przytulać, zapewniać o swoich uczuciach

Robić kanapki, gotować i dbać o kobiete w ciąży bardziej dużo bardziej niż zazwyczaj 🙂

Najedzona kobieta w ciąży jest w lepszym nastroju

Pytać często o samopoczuciei troszczyć się.

Nie obrażać się za ataki słowne..to nie jest dobry okres na rywalizację…może to nasilać wyrzuty sumienia kobiety, powodować płaczliwość, depresje..itp.

Kobieta w ciąży naprawde nie radzi sobie z emocjami…a szczególnie kobieta z bpd w ciąży.

Dla dobra dziecka…bądźmy w tym okresie maksymalnie wyrozumiali i za przeproszeniem bierzmy na klatę te humory.

Jeśli objawy są naprawdę ciężkie, w ciąży możliwa jest psychoterapia. Spotkanie z psychologiem może pomóc kobiecie uporać się z trudnymi emocjami.

 

 

W drugim trymestrze powinno się wszystko uspokoić.

Osobiście byłam bardzo spokojna i mało kłótliwa. Dobrze się czułam psychicznie …jedyne z czym miałam problem to:

BEZSENNOŚĆ

KOSZMARY SENNE

NERWICA NATRĘCTW MYŚLOWYCH

 

do porodu wszystko było super. Potem uratowało mnie karmienie piersią.

Karmiłam 26 miesięcy między innymi dlatego, że choruje na bpd..

Karmienie piersią mnie stabilizowało oraz moja relacje z córką.

Hormon o nazwie oksytocyna działał na mnie bardzo kojąco.

 

 

 

Druga ciąża..

 

Aktualnie jestem w 14 tc

Tarczyca pracuje nadmiernie

Ja choruje na depresję…

 

 

Chodzę do psychiatry, oczekuję na wizytę u psychologa. Leków brać nie chcę.

Leki ogólnie w ciąży są ZABRONIONE – CHODZI mi tu szczególnie o I trymestr. Mają one wpływ na rozwój płodu . W późniejszych mjesiącach jeśli matka jest w ciężkiej depresji lekarz może wprowadzić leki.

Trudniej jest być w ciąży mając depresję i dwuletnie dziecko. Nie panuje kompletnie nad emocjami . Objawy jakie mam:

*Napadowe ataki płaczu ( np cały dzień, co chwilę…bez powodu )

* Stan depresyjny, senność…brak chęci na wyjście z domu, kąpiel, posiłki …

* Zamknięcie się w sobie, izolacja od ludzi

* Wybuchy nerwów.. ataki słowne, rzucanie przedmiotami, histerie

* Problemy ze snem…niespokojny sen, koszmary

* Drżenie rąk, ucisk w klatce piersiowej

 

 

To tak podsumowując.

Źle znoszę II ciąże…źle mój organizm to znosi…

 

Czego potrzebuje ? Spokoju i dużo miłości. Niestety czasami to niemożliwe

Nie mam rodziców. Mąż niezbyt rozumie…córka ma bunt dwulatka i ząbkuje….

 

Jestem sama. To bardzo smutne być w ciąży, męczyć się w sobie z emocjami…nie mieć wsparcia. Mam myśli samobójcze, apatię..

Ja jestem sama. Ja i moje hormony…moje BPD…moja ciąża…mój cały ten bajzel. Siedzę w tym po uszy.

Jeśli nie jesteś z tym SAMA doceniaj to.

Aha i po raz kolejny podkreślam: jeśli czujesz, że targają Tobą skrajne emocje.. odwiedzaj częściej psychologa.

 

Jest to naprawdę bardzo ciężki okres w życiu kobiety. Oczekuje tych późniejszych tygodni ciąży…z nadzieją na poprawę.

Życzę wszystkim dużo miłości i spokoju w ciąży.

 

Na koniec dodam tylko, że

 

MELISA w ciąży musi być 🙂 u mnie już stygnie z 3 torebek.. 😉

 

Pijecie meliskę przed snem bo już w drugim trymestrze mogą zacząć się problemy ze snem.

 

 

 

Powodzenia

Czytaj więcej

Być rodzicem osoby z pogranicza

Nie wiem co gorsze. Być chorą na borderline czy być rodzicem chorego dziecka na Bordeline.

Dla mnie to jest koszmar… Teraz kiedy jestem mamą wiem, że gdyby ( może tak być w przyszłości) moje dziecko chciało odebrać sobie życie to chyba bym tego nie zniosła . . Nawet mi to przez myśl nie chce przejść.

Dziecko które tnie sobie ręcę,

Dziecko, które nigdy nie wiadomo czy wróci do domu…

Dzieko, które odmawia leczenia i które wywozi karetka w kaftanie…

Dziecko, które nie chce nas znać…

Dziecko, które pragnie śmierci mając przed sobą całe życie…

Więcej nie wymienię bo nie jestem w stanie.

Cierpienie jest ogromne.

A znam to z autopsji bo niestety ja na norsborder zaczęłam chorować również będąc dzieckiem.

Jeśli cierpisz na zaburzenie osobowości borderline i widzisz łzy swoich rodziców..widzisz łzy swoich bliskich.. to uwierz mi.. cokolwiek złego by Ci nie zrobili w przeszłości to nie ma to teraz znaczenia.

W BORDERLINE wina NIE MA ZNACZENIA.

NIEISTOTNE JEST SKĄD TO I DLACZEGO.

 

Ocal swoje życie i wszystkich dookoła.

Bordeline niszczy nie tylko nas chorych …niestety niszczy też wszystkie relacje dookoła…niszczy związki…małżeństwa, przyjaźnie, RODZINNOŚĆ itd.

Wyleczone bordeline wygląda trochę jakby w końcu otworzyli nam okna w pokoju, jakby odsłonili głaz w jaskini i powiedzieli „zobacz…teraz możesz zacząć żyć..teraz możesz kochać i być kochanym bez lęku, możesz marzyć i spełniać marzenia..teraz możesz wszystko „

Proszę Cię. Nie rań siebie i bliskich – zdecyduj się na leczenie. Bez zastanowienia.

Nie ma żadnych strat… Spróbuj !!! Po prostu spróbuj….

 

 

Rodziców zapraszam na FORUM.

Jest tam specjalne miejsce dla was.

Forum znajdziecie  wyżej na pasku menu.

 

Rodzice – wspierajcie się i wymieniajcie doświadczeniami.

 

TikTak

Czytaj więcej

Wsparcie dla rodziców osób z pogranicza

Drodzy rodzice.

Do dziś nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo cierpicie będąc matką czy ojcem dziecka, któremu właśnie zdiagnozowano borderline.

Do dziś…,

Właśnie dostałam kolejny list od pewnej mamy, która bardzo cierpi i po przeczytaniu go po prostu w oczach zebrały mi się łzy..a w gardle poczułam ucisk i ogromny smutek.

Ból.. poczułam ból …taki egzystencjalny.

Nie rozumiałam tego bo dopiero dotarło do mnie po wielu latach jak bardzo raniłam swoich rodziców . . . a to dlatego, że ja miałam rodziców alkoholików, którzy nie przekazali mi dobrych wartości. Raczej przyczynili się do powstania moich zaburzeń.

Dlatego nigdy nie zdawałam sobie z tego sprawy bo nie byłam rodzicem…

Po przeczytaniu tego listu wyobraziłam sobie, że moje dziecko jest chore..że tnie sobie ręce… grozi mi, że już nigdy nie wróci do domu itp.. 

Zaczęłam płakać…Bo teraz ja też jestem matką i teraz wiem, że mojej matce kiedy byłam chora PĘKAŁO SERCE !!!

Była bardzo silna ! BARDZO !!!

Z myślą o was powstał pokój wsparcia. Zachęcam do rejestracji na forum i wzajemne wspieranie się w tym trudnym temacie.

Tak jak nam łatwiej być w grupie tak i wam łatwiej będzie pokonywać razem trudy codzienności.

Kliknij na poniższy link  i zarejestruj się.

http://www.forum.pogranicza.pl/index.php

Forum jest bezpłatne.

Nie wysyłam spamu i nie wykorzystuje Twojego adresu e-mail do innych celów niż kontakt  z Tobą , kiedy np. zapomnisz hasła.

TIKtak

Czytaj więcej

Świadectwo dojrzałości

♥♥♥

Wyzdrowiałam… już dawno, ale po prostu bałam się to powiedzieć na głos.

Nie da się mnie już zdiagnozować.

Przyszedł moment, kiedy moja historia z bpd dobiega końca.Chociaż w pewnych aspektach życia moje skrajne emocje dadzą znać o sobie jeszcze nie raz. Ale nie da się pozbyć zaburzeń osobowości jak niepotrzebnych przedmiotów..one są częścią nas.

Byleby nie wpływały negatywnie na nasze życie

Zdrowe zachowania często mieszają się z tymi „zaburzonymi” . Nie można całe życie myśleć „jestem chora…”

Dzisiaj pozostał syndrom DDA i trauma po tym co było i ogromna potrzeba miłości oraz troski aby z wiekiem wyciszała się we mnie. . . życie od chwili usłyszenia diagnozy zmieniło się kolosalnie. 

Najpierw była diagnoza ⇒ potem spadałam w przepaść ⇒ później kilka lat się stabilizowałam ⇒ teraz mam etap gojenia ran…

Kiedy zaczynałam drogę leczenia byłam maksymalnie autodestrukcyjna, nie chciało mi się żyć, a moim glównym zajęciem było niszczenie siebie i innych.

Dzisiaj jestem stabilna.

Mam męża i dziecko, a co najważniejsze nauczyłam się Kochać siebie i moich bliskich. Wcześniej byłam chodzącą krwawiącą raną, która sobie tylko zasypywała tę ranę solą i wyła z bólu… nie było miejsca na miłość ani spokój. Nie było na to miejsca….

Życie dzisiaj jest równie trudne jak kiedy walczyłam z sobą czy bpd.

 Dzisiaj staram się ogarnać dom, dziecko, rodzinę i problemy dorosłej codzienności. To jest bardzo trudna rola – bycie dorosłą , odpowiedzialną matką i żoną.

I dzisiaj wiem, że bez tych lat terapii mogłoby mi to nie wyjść. Mogłabym to spieprzyć i zranić swoje dzieci czy męża… bo sama byłam zranionym dzieckiem, dorosłym dzieckiem alkoholików.

Nie byłam gotowa na to by się zmierzyć z dorosłością i tymi SILNYMI EMOCJAMI jakimi jest macierzyństwo, miłość, zazdrość… problemy typu brak pracy, brak kasy… brak czasu i samotność.

Emocje przezywałam zbyt mocno i rozwalało mnie to na części… wolałam je odreagować na kimś lub na sobie niż udusić się z bólu istnienia.

Dojrzałam.

Terapia pozwoliła mi dorosnąć…i dojrzeć emocjonalnie, a leki pozwoliły mi przetrwać proces dojrzewania w dorosłym życiu bo normalnie taki proces dzieje się przy wsparciu kochających rodziców, którzy pomagają nam regulować emocje i być..po prostu dzieckiem, które powoli w bezpiecznych warunkach osiąga dorosłość. Ja musiałam dorosnąć mając 10 lat…powoli stawałam się rodzicem moich pijanych rodziców, a życia uczyłam od innych, nie zawsze właściwych osób.

Proces mojego dojrzewania był zaburzony, a więc ja byłam zaburzona.

W jednych sprawach radziłam sobie zbyt dobrze na swój wiek, a w innych fatalnie…

To terapia i dobry lekarz dają nam szanse na normalne zdrowe i pełne radości życie!!!

Proszę Cię.

Idź tą drogą co ja… nie patrz już w tył. Idź do przodu…ale już nie sam

 Znajdź terapie..znajdź wsparcie i nie czekaj ani dnia.

Każde zaburzenia psychiczne czy osobowości są do przepracowania. Borderline wyleczyło bardzooo wiele osób i żyją wśród nas.

Oni dopiero o tym zaczynają mówić….

Powodzenia !!!!

Czytaj więcej

Jestem DDA – Dużym Dzieckiem Alkoholików

„Gdzie tak pędzę? ” – Zapytałam dzisiaj siebie…

– Mojemu życiu brakuję głębi.

To uczucie powierzchowności boli

Jak zwykle leżę o 4 rano w łóżku z szeroko otwartymi oczami. Znów czuję ten strach.

Obudziła mnie córka, która walczy z dolegliwościami brzuszka. Widzę jak ją to męczy.. ma niecałe 11 miesięcy i nie ma pojęcia jak sobie radzić z bólem. . . siada w końcu na łóżku i błaga mnie wzrokiem abym jej pomogła. Zaczęłam masować jej brzuszek i przytuliłam mocno, a ta po chwili słodko usnęła niczym aniołek.

Patrzyłam tak na nią i nagle do oczu napłynęły mi łzy.. łzy za moją mamą, którą już dawno wykreśliłam z pamięci. Nie chcę jej pamiętać chociaż bardzo ją kochałam.

Jej alkoholizm zniszczył mi dobre wspomnienia …ale ja wiem, że ona bardzo się starała… tylko jakoś nie mogę jej tego wszystkiego wybaczyć i poukładać sobie tego w głowie. Jestem z tym wszystkim sama…czuję, że nikt tego nie zrozumie. Mój obraz matki jest opluty i zamazany….chociaż bardzo tęsknie za mamą to wciąż czuję ten jej zapach po alkoholu. Zabiła wszystko. Zabiła we mnie wszystko co mogłam dobrze z nią wspominać… zapiła to… zalała…

Dzisiaj sama jestem matką. Bez autorytetu i wsparcia. Jestem matką , która kieruje się instynktem macierzyńskim i miłością… jedyne co mnie przygotowało do tej roli to szkoła rodzenia. Bo jeśli chodzi o moich rodziców to owszem, nauczyli mnie – NAUCZYLI MNIE JAKA MAM NIE BYĆ.

Jakże bolesny jest fakt, kiedy wiemy, że nie mamy i nigdy nie mieliśmy autorytetu w swoich rodzicach lub że autorytetem jest czasami ktoś obcy, dziadek…albo po prostu nikt. Kiedy uświadamiamy sobie, że tak naprawdę musimy odnaleźć swoją osobowość czy ukształtować ją sami , niestety często poprzez popełnianie błędów….. jesteśmy nikim wchodząc w dorosłe życie. . . nikim ważnym..no name lat naście…czy dwadzieścia kilka. . w dodatku nasze imię i nazwisko rozszerza się o nazwy diagnoz z działu psychologii i psychiatrii.

Ale takie jest życie. Mam 29 lat.

Jestem matką.
Żoną…
Pracownikiem korpo…
Kiedyś byłam bardzo zaburzona…

Dzisiaj jestem kimś na kogo długo i ciężko pracowałam. I jestem z siebie bardzo dumna.
Mogę śmiało powiedzieć, że mi się jako tako udało pokonać ciężką chorobę…ale kiedy zamykam oczy wciąż czuję zapach alkoholu.
Czasami boje się usnąć z obawy przed koszmarami.

Ostatnio kiedy leżałam tak w łóżku i wspominałam mame to później ujrzałam ją we śnie pijaną…

Kopałam ją…i wyzywałam od kurw. Była pijana jak świnia. Obok stał tata, który daj jej buzi. Mama mówiła, że daje tacie jeszcze jedną szanse… ale ja kazałam jej wypier… po czym kopałam ją do zabicia jej.. czułam przez sen tę złość…ten zapach alkoholu. Nienawidzę ich za to, że pili.

Borderline z domu alkoholowego pełnego przemocy to taki demon, który zamieszkał w moim ciele…

Pamiętam jak siedziałam na lekcjach i ciągle słyszałam krzyki w swojej głowie. Trwało to kilka, może kilkanaście lat.

Krzyki w głowie…albo jeden długi krzyk, wrzask czy pisk… to były początki mojej nerwicy. Była to pewnego rodzaju nerwica natręctw..

W stanie kiedy słyszałam te krzyki miałam ochotę porwać na sobie bluzkę…rzucić krzesełkiem czy pobić kogoś…albo właśnie pociąć siebie…żeby TYLKO POCZUĆ ULGĘ.

Byłam bardzo chora psychicznie. W domu było bardzo źle plus pewnie okres dorastania….

Tak zaczęły się moje problemy . Ten krzyk … odszedł ode mnie po terapii i nigdy nie wrócił.Mam za to inne natręctwa myślowe…ale nie zwracam na nie uwagi inaczej one rosną w siłę.

***

I to tak…

Takie wspominki bardzo mnie bolą.

Musiałam tak na chwilę się zatrzymać. . . pomyśleć…odpocząć.Napisać.

Zapominam czasami o tym, że niedawno borderline chciało mnie zabić..

Naprawdę walczyłam o życie.

Zapominam też o tym co stało się w moim domu i że w ogóle go miałam.

Bardziej czuję jakbym była uciekinierką z getto.

Nie wiem co to znaczy mieć mamę czy tatę.. nie wiem. Czuję się dzisiaj jakbym ich nigdy nie miała.. jakby podrzucił mnie gdzieś bocian i tak wyrosłam gdzieś samotnie… Jestem taka , a nie inna.

Mój organizm odcina się w celu obronnym od wspomnień i każe mi funkcjonować jakby mechanicznie. Rób to i tamto i nie myśl za dużo. Żyj…idź do przodu.

Jest dobrze…nie patrz na siebie…!!!

Jest dobrze… przyśpiesz.. dasz radę !!

Ale ja czasami naprawdę muszę odsapnąć – i kiedy przycupnę na moment od razu zalewa mnie fala traumatycznych wspomnień i wywala mnie na brzeg jak zdechłego wieloryba..

Jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholików – z tego nie da się wyleczyć. Z tym trzeba i da się żyć.

Idę spać…

( ciekawe co dzisiaj mi się przyśni… )

Czytaj więcej

Nostalgia

….
Bardzo lubię pisać na poddaszu, kiedy pada deszcz i wieje. Faktem jest to, że wtedy zazwyczaj mam doła…a jak mam doła to więcej refleksji i czasu na skupienie.

 

Tak w ogóle wydaję mi się, że mój organizm od czasu do czasu musi popaść w taką nostalgie aby odsapnąć. W tym stanie zwalniam i przyglądam się życiu klatka po klatce.

Nie jest dobrze, ale też nie jest źle. Dyndam nad przepaścią na gumowej lince. Czekam aż się urwie i spadnę gdzieś w kąt gdzie nikt mnie nie zauważy. Moje dni ostatnio są bardzo powtarzalne…Czuję w powietrzu zapach przedwiośnia

– Nie dobrze – Myślę na głos…

– Przedwiośnie zawsze wywołuje u mnie skoki ciśnienia, bóle głowy i niepokój…przedwiośnie zawsze sprzyja nawrotom bpd….

I tak przelewam z pustego w próżnię swój czas. Kompletna nostalgia.

Borykam się z okropnym bólem pleców co mnie lekko mówiąc wykańcza. Karmię piersią plus dźwigam dziecko, a co za tym idzie na poprawę nie liczę. Jednakże marzy mi się porzucić ten świat na kilka godzin i odpocząć…ah marzenia są właśnie po to By sobie mózg odpoczął .

Nie da się wziąć wolnego od macierzyństwa.

Borderline też mnie męczy. To taki mój kręgosłup…który od czasu do czasu boli jak cholera. Dużo czytam o tym znowu i o innych którzy dopiero rozpoczynają tę drogę. Jestem tym wszystkim przytłoczona. Mam tego zwyczajnie dość, dzisiaj chciałabym zapomnieć o borderline.
Ale nie da się.
Tak się czasami zastanawiam czy ten mój krzyż muszę dźwigać codziennie? Czy nie mogłabym go odłożyć na jakiś czas…

I ta nostalgia, która mnie tak właśnie dopada jest po to aby sobie ponarzekać… aby usiąść i pogapić się na siebie z litością…przytulić do siebie… zwolnić..

Dzisiaj naprawdę czuję się taka z krwi i kości. Normalna…ludzka…

Czuję ten cały pęd i smród wokół siebie…i to, że Tylko ja się w tym wszystim..na chwilę zatrzymałam.

Wypiłam meliskę i łyknęłam 1 tabletkę kozłka lekarskiego. Pozbyłam się poduszek aby spać na płasko…
Nogi rozłożyłam tak szeroko jak cyrkiel .
Leżę jak rozwałkowany placek.. obok córka i mąż…

Idę spać.

Wiem, że moje życie to aktualnie jeden wielki pierdolnik ( jak ten wpis )
I ten nostalgiczny czas to taki przedsionek zmian..

Dobranoc

Czytaj więcej

Leczenie Borderline

Przychodzi do każdej osoby z pogranicza taka myśl, pytanie czy tak zwana refleksja

” Czy już zawsze będę musiała brać leki ? Czy już zawsze będę się leczyć „

Postaram się odpowiedzieć na to pytanie mając za sobą ładnych parę lat leczenia i grono znajomych z bpd.

Odpowiedz brzmi: Tak lub Nie 🙂

Aha… to  Ci pomogłam (^^) ale do rzeczy..

Z moich obserwacji wynika, że jak ktoś podchodzi do sprawy bardzo poważnie jak do leczenia naprawdę poważnej choroby ( bpd jest poważne ) to wygrywa walkę.. prędzej czy później, ale wygrywa. Ale nie oznacza to, że jest zdrowy w 100% i  że pozbył się bpd na dobre, ale o tym później.

Natomiast jeśli ktoś leczy się po łebkach … ciąglę zmienia lekarzy , a pod nosem szepcze  „to nie dla mnie…dam sobie radę” to rozciąga się to tak w czasie, że trwa latami i końca nie widać…a konsekwencje z „autoterapii” pod nazwą SAMO PRZEJDZIE są czasami na tyle poważne, że chcąc nie chcąc pacjent kończy na oddziale zamkniętym…bo jednak sobie rady nie dał. Takie osoby często całe życie z doskoku będą korzystały z pomocy. . i takim sposobem na zasadzie przetrwania ( nie przeżywania) minie im życie.

Jest jeszcze jeden typ pacjentów. Taki, który naprawdę sam sobie radzi…a bpd z wiekiem łagodnieje…

Problem w tym, że nigdy z góry nie wiemy co nas czeka i osobiście uważam, że NAJMNIEJ DO STRACENIA MAJĄ CI PIERWSI.

wniosek zatem nasuwa się jeden : Zakasaj rękawy i do roboty 🙂

Ja uważam, że można się tego pozbyć . Na pewno częściowo. Możecie mnie opluć za kilka..kilkanaście lat za to co teraz napiszę.

Nie jestem specjalistą w dziedzinie bpd. Jestem ofiarą moich rodziców plus mam pewnie predyspozycje…genetyczne.. w co wątpie.. ale na pewno:

  • Do mojego bpd przyczynila się obciążona stresem ciąża mojej mamy ze mną ( poród i okres niemowlęcy moim zdaniem mają ogromny wpływ na zaburzenia psychiczne z dorosłym życiu )
  • Dom alkoholowy
  • Przemoc psychiczna i fizyczna.

 

Niemniej jednak uważam, że można pozbyć się bpd. Pozbyć…brzmi jak w odnieśeniu do rzeczy, ale wyobraźmy sobie, że to taka część nas, której musimy się pozbyć jeśli chcemy żyć…taka niepotrzebna cząstka zaburzająca całą konstrukcje naszej osoby, naszego JA.

Można wyleczyć się z tego i po przykładowo 10 latach od diagnozy usiąść w gabinecie, przejść testy na to zaburzenie i nie zostać zdiagnozowanym już nigdy więcej. Nie umieram na starość aby was zapewnić, że mam rację… Ale czuję to. Pewnych rzeczy, które robiłam SOBIE  i są wpisane w  objawy bpd… nawet nie pamiętam. Nie umiałabym do tego wrócić.

Przykłady:

  • Picie alkoholu kilka dni z rzędu… – UMAR ŁABYM PO JEDNYM DNIU…kac zabiłby chęć na kolejny raz, a spustoszenie organizmu wzbudziłoby we mnie troskę o siebie i chęć regeneracji ( dla porównania podczas autodestrukcyjnych okresów bpd upijałam się na umór, urywał mi się film itp. Nie zależało mi na moim zdrowiu, życiu itp. )
  • Bezsenne noce np. przez 3 miesiące… ( Miałam taki okres, że nie mogłam kompletnie spać kiedy było epogeum bpd ) – Po dwóch nocach szukałabym sposobu aby to zmienić w ramach zadbania o siebie
  • Głodzenie się – nie ma takiej opcji.. jak nie zjem to po prostu czuję się bardzo źle fizycznie..a ja już nie chcę się tak czuć i szukam pożywienia jak tylko czuję mały głodek…kiedyś to nie miało dla mnie znaczenia – co jem..i ile..
  • Seks z nieznajomym –  Fuj fuj fuj… ohyda.
  • Okaleczanie się – nie zrobilabym sobie krzywdy, dbam o siebie .. pokochalam siebie.. z resztą wiem, że to rodzice mnie skrzywdzili …bili mnie itp. Nie chcę siebie też tak traktować.. chcę inaczej.
  • Wymiotowanie po jedzeniu – zdarza mi się.. 😉 Ale bulimicznych ataków już nie mam.. wydaje mi się to po prostu głupie…. aczkolwiek raz na pół roku, a nawet 3 miesiące potrafię zwymiotować z nerwów.
  • Trucie się lekami, samobójcze próby –  Mam córkę… męża.. brata… Jak pomyślę co by czuli gdybym się otruła to od razu mi się odechciewa, wręcz czuję ten ból jakbym była w ich skórze. Kiedyś to nie miało dla mnie znaczenia. Byłam egocentrykiem…totalnie odcięta od świata poza własnym bólem. Tylko ja się liczyłam. Może to tak wyglądało ponieważ nie byłam w stanie myśleć o innych…kiedy targały mnś tak ekstremalnie silne emocje.

 

To tak w skrócie.

Wszystko się pozmieniało.

Ja się zmieniłam za sprawą wielu wydarzeń i terapii. Prawda jest też taka, że musiałam odbić się BOLEŚNIE od dna aby poczuć gotowość to zmiany i leczenia bpd, bez tego nie było mowy abym zauważyła, że to ze mną jest problem. Wszyscy byli winni moich niepowodzeń …ale nie ja. Ja byłam pępkiem świata, który istniał tylko w mojej głowie. Świat pełen wrogów… gdzie w dodatku największym wrogiem dla siebie byłam ja sama. Czuwałam zawsze i byłam gotowa na atak. Trzymałam gardę i pomiatałam ludźmi tak jak oni mną…

Problem w tym, że oni czasami chcieli mi pomóc.. a ja traktowałam ich z uprzedzeniem.

Rodzice zasiali w mojej głowie myśl, że wszyscy są źli . Obgadywali wszystkich w mojej rodzinie i ze wszystkimi byli skłóceni. Byli toksyczni…źli… nienawidzę ich za to jaki świat mi pokazali. Wiele lat musi jeszcze minąć zanim ludzi zacznę szanować i kochać.. zanim stanę się delikatna, miłosierna i pełna pokory.

Nie mogę wyplewić tego z siebie. TEGO PODEJŚCIA DO ŻYCIA, ALE TO JUŻ NIE JEST CHOROBA. To jest charakter … to jest moja osobowość ukształtowana w rękach moich rodziców. Reszta to mój taki a nie inny charakter i temperament.

BPD to choroba… choroba osobowości i jej sposób radzenia sobie z emocjami i OGROMNYM LĘKIEM oraz BÓLEM ISTNIENIA.

Jesteśmy organizmem, który reaguje na każdy bodziec. W przypadky bpd.. reakcja jest nieadekwatna do sytuacji. My sobie po prostu nie radzimy z tą nadmierną reakcją organizmu. Jesteśmy wykończeni pracą układu nerwowego na najwyższych obrotach…..i znajdujemy różne ujścia emocji i regulacje ich poprzez okaleczanie , alkohol, seks, awantury itp..

Inaczej rozsadziło by nam głowę.

Czasami miałam wrażenie, że mój układ nerwowy był tak rozpędzony, że ciężko było go zatrzymać przez co w chwili spokoju „nosiło mnie” i wzbudzałam fale na spokojnym morzu prowokując awantury itp.

Są dni…kiedy zbiera się we mnie mnóstwo myśli, emocji i „niezałatwionych” spraw… nie umiem jeszcze do końca wyregulować tego w głowie i prędzej czy później dochodzi do eksplozji. Mój organizm tej eksplozji potrzebuje aby ustawić się na dobrze znaną mu z dzieciństwa częstotliwość. . . i zaczyna zmuszać mnie do regulacji emocji w sposoby destrukcyjne. Tak działa bpd. Jesteśmy odcięci czasami od racjonalnego myślenia. Kompletnie.

Jesteśmy świadomi – owszem. Ale odcięci od racjonalności w postępowaniu. Organizm sam „wymusza” na nas regulację emocji.

Biochemia mózgu również w przypadku bpd jest inna. Dlatego tak bardzo ważne jest dostarczanie mu tego czego potrzebuje aby móc poradzić sobie z lękiem, złością czy smutkiem.

Protezujmy te deficyty. Po prostu.

Tak jak cukrzyk insuliną. … czy epileptyk depakiną..

DUŻOO KWASÓW OMEGA 3.

STABILIZATORY JEŚLI TRZEBA

Leki przeciwdepresyjne JEŚLI TRZEBA

na-czym-polega-leczenie-farmakologiczne-miazdzycy-1579908

Co to znaczy trzeba ? moim zdaniem, kiedy trzeba złapać równowagę , a nie ma się na to siły.

  • Kiedy potrzeby fizjologiczne są zaniedbane. To są : sen, pożywienie, zdrowy wygląd czyt. ogólna kondycja organizmu.
  • Nasilają się myśli samobójcze.
  • Kiedy lekarz tak zadecyduje, a my mu ufamy .

 

 

To tyle na dzisiaj.

Sam decydujesz zatem …

po raz sedny napiszę :

Masz taką diagnozę ? to postaraj się zakotwiczyć w jednym miejscu u dobrego specjalisty i na wszelkie sposoby pokonywać powolutku i na spokojnie borderline ( czy też inne zaburzenia)

A co masz co do stracenia?? …. no właśnie…nie daj Boże wiele ..i co wtedy? Czasu nie cofniesz.

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.

 

Mark Twain

Borderline to nie jest wyrok – To choroba/zaburzenie osobowości, które da się wyleczyć. Nie dziś..nie jutro..ale może kiedyś. Zależy to TYLKO OD CIEBIE.

 

Czytaj więcej

Po Świętach…

bokeh-balls_lKochani,

Swięta, święta… bardzo trudny dla niektórych okres minał.

Jak się czujecie ?  Czy oprócz przejedzenia odczuwacie jakieś napięcie? zmęczenie emocjonalne?

Ja tak. Jestem zmarnowana tym wszystkim. . leżę dzisiaj i odpoczywam. . . mam dość ludzi, jedzenia… i rozmów.. chwilami sztucznego uśmiechania. . Mam teraz ogromną potrzebę bycia samej..

Czytaj więcej

Lawina emocji – Przedświąteczny pierdolnik

Nie mogę spać, kiedy księżyc oświetla moją sypialnie. Nie tylko ja tak niespokojnie śpię podczas pełni..chodzę też taka podenerwowana, a moją głowę zalewa lawina emocji. Od pewnego czasu czuję się mocno przebodźcowana, dosłownie kładę się do łóżka i czuję jak we mnie wszystko wrze.. 3 melisy nie pomagają w ogóle.

Kotłuje się to wszystko co za dnia mnie męczy. Mam dość ludzi, facebooka, telewizji…seriali…wiadomości…hałasu…Mam dosyć wędlin, mięsa… gotowania…jedzenia…mam wrażenie, że codziennie jem to samo. Wszystko mnie drażni..ten świat mnie drażni. To chyba od siedzenia w domu z dzieckiem. . . nie wiem. Nie chcę wiedzieć…i chyba ta wiedza nic nie da. Jest jak jest, a jest do dupy. Źle sypiam, źle mi ogólnie źle…. Okres przedświąteczny to dla mnie zawsze koszmarny czas….ten czar wisi w powietrzu.  Wiele razy pisałam o tym na blogu. Nie chcę się powtarzać,

ale ja świąt nienawidzę.

Tej nadętej sztucznej atmosfery i tej gry przy stole w przedstawieniu ” idealna rodzinka „.. Próbuję zorganizować święta po swojemu…mam dziecko i męża i chcę zmienić ten okres na taki abym nie miała z nim złych skojarzeń. . .ale jak ? Jak to odczarować…jak się za to zabrać ? jak powinny wyglądać święta?? nie da się ich niestety przeskoczyć… 🙁 W moim domu w święta zawsze była najebka.. nie ukrywam , że poza obżarstwem nic dobrego nie pamiętam.  .  . Starzy byli nachlani . .brat gdzieś tam w swoim pokoju przeżarty leżał przed kompem. . ( jak zawsze…do dziś leży całe dnie przed kompem ) … o psie nikt nie pamiętał. …  wszyscy się tak tylko przypadkiem mijali… rodzice może i się starali…ale i tak kończyli ten dzień zataczając się. Mam nerwy na samą myśl o tym.. Człowiek odpoczywał od alkoholizmu w szkole… a w Święta…tylko się męczył.

Dzisiaj jak widzę, te pier… zapełnione ludźmi galerie handlowe…mam wrażenie, że ludzie po to marnują tyle czasu na to wszystko, żeby się właśnie ze sobą nie męczyć. Zapomnieliśmy czy są święta… po co są… i jak je spędzać… Ja do dziś nie wiem. Postaram się nad tym mocno zastanowić…może macie jakieś swoje sposoby jak spędzić święta mając we wspomnieniach Tylko patologiczne chwile…

?

 

Czytaj więcej