SPOŁECZNOŚĆ

Z racji tego,że stanęłam sama na nogi …i czuję się silniejsza wiedząc ,że najgorsze gówno już za mną, dołączyłam do społeczności GRMG, aby pomagać innym przy czym dalej rozwijać siebie.

„Na imię mam Anna.To,że wiele doświadczyłam sprawiło,że rozwój mojego JA był nieco zaburzony. Teraz zaczęłam myśleć, pracować na sobą,a przede wszystkim nad swoją świadomością. Cieszę się ,że mogę sama decydować o swoim życiu, zagłębiać się w swoją osobowość i wydobywać z niej same szlachetne brylanty…zaczynam dzięki różnym zajęciom terapeutycznym i psychologii walczyć z różnymi mechanizmami wykreowanymi w mojej osobowości podczas rozwoju.
Wierzę w to, każdego dnia pracuję nad sobą, rozwijam inteligencje ,dojrzewam i widzę efekty.Moim największym mentorem jest Erich Fromm.Wierzę w Boga, rozwijam swoją duchowość i świadomość,przede mną wiele lat ciężkiej pracy. Bloguję, prowadzę dzienniki..Kocham siebie,kocham życie i wszystkie istoty żywe i naturę.
Chętnie pomogę i dam sobie pomóc. Tematy które ogarniam najbardziej to DDA,DDD,BPD…..”

Czytaj więcej

DZIŚ MNIEJ NIŻ JUTRO.

Jestem chora…tfu tfu ZABURZONA.

Zależy mi na Artim…ale nie mogę myśleć tylko o sobie.

BĘDZIE W MOIM SERCU ZAWSZE…BO DZIĘKI NIEMU ZACZĘŁAM LECZENIE…

Jakie mam problemy:

 

Manipuluję ludźmi…

okropnie tego u siebie nienawidzę….ale to włącza się automatycznie…i nie umiem nad tym zapanować…to błędne koło…

i Czuje w sobie konflikt osobowości!!!!

Gdzieś w głębi wiem co chcę ,a nie umiem tego odpowiednio przekazać….

I TO MNIE TAK DENERWUJE…TEN KOCIOŁ WE MNIE….który przechodzi za chwile…od dziecka rodzice mnie wyzywali i chlali…i od dziecka robiłam takie histerie..żeby zwrócić na siebie uwagę…bo wtedy czułam się kochana…i nie byłam bita…tylko martwili się o mnie..i to samo robię teraz….KOCHAM TYCH CO RANIĘ…

Art nie rozumie ,że właśnie te objawy symbolizują u mnie miłość…nie wierzy ,że go kocham…a kocham go bardzo…

Ani razu mu nie ubliżyłam…ani razu nie zrobiłam mu krzywdy…ale wykończyłam go psychicznie…i mam takie wielkie wyrzuty sumienia…ze mam ochotę paść na kolana i błagać o przebaczenie..takie słowa jakie od niego usłyszałam ranią mnie najbardziej ” TWOJA PRAWDA TRWA JEDEN DZIEŃ ” ” SPIERDALAJ” ” ZACHOWUJESZ SIĘ JAK ZDZIRA” „WYPIERDALAJ Z MOJEGO ŻYCIA” ” NIE MOGĘ NA CIEBIE PATRZEĆ” ” PO TYM CO ZROBIŁAŚ JUŻ NIGDY W ŻYCIU Z TOBĄ NIE CHCĘ ROZMAWIAĆ”…

JA SOBIĘ Z TYM NIE RADZĘ…Mówi dokładnie to samo co moi rodzice…wszyscy tak mówią… tylko mama mnie kochała..taką jaką jestem ..ale już jej nie ma…

boję się wszystkiego… Artur zabrał mi całą nadzieje..ale to nie znaczy ,że nie mogę go kochać..chcę kiedyś spojrzeć mu w twarz i być pewna,że kocham go nadal.

to właśnie ludzi których kocham najbardziej ranie…z lęku przed odrzuceniem…przed stratą…ja panicznie boję się straty…nie radzę sobie z nią…zawsze jakoś radziłam…ale od śmierci matki…już na samą myśl ,że mój pies kiedyś zdechnie się boje… nie chcę już nikogo stracić…i tak bardzo się tego boje..że wariuje..

MANIPULACJA…TO JEST MOJA CZARNA STRONA…ludzie myślą,że taka jestem…nie wiedząc ,że mam taki problem…

Jeszcze go w pełni nie czuję by nad nim zapanować…ale już przynajmniej wiem,że jest we mnie ta ość !!!

Druga sprawa…Strach przed stratą…paniczny wręcz …. zbyt wiele w życiu straciłam…nie wiem jak się zabrać do tego,żeby nad tym pracować…nad manipulacją wiem…ale na razie to tylko ćwiczenia…podejście do ćwiczeń….

NIE KŁAMIĘ…nie umiem kłamać…problem mam raczej z mówieniem przykrych rzeczy,bo boję się odrzucenia…albo krytyki…ale nie kłamię …zawsze prędzej czy później i tak mówię wszystko co we mnie siedzi….

lenistwo…nie umiem się do niczego zmotywować…moją najwiekszą wadą jest uszkodzona wola…bez silniejszej woli i motywacji ciężko mi radzić sobie z resztą…więc nad tym przede wszystkim muszę popracować..

Lubię być sama…bliskość mnie niesamowicie męczy… a z drugiej strony osoby które kocham chciałabym,by było blisko…kłócę się sama z sobą..ale akurat z tym radzę sobie coraz lepiej…

Lęki przed społecznością i wyjściami  już minęły…wzięłam się za to juz dawno i jest coraz to lepiej…

 

JAK TU DOBRZE TO ROZEGRAĆ… żeby za parę lat móc powiedzieć…

tak,

jestem gotowa na miłość …

Czytaj więcej

Mój związek.

Tak bardzo wierzyłam i tak się starałam…
Uważam ,że walczyłam z całych sił…uwierzyłam nawet już, że ze mną jest na prawdę coś nie tak..że nie nadaje się do związku… bo mam borderline, bo mam to, bo mam tamto…ale nie!! ZWIĄZAŁAM SIĘ Z NIM…zaczęłam się leczyć…z dnia na dzień stawałam się spokojniejsza… ale nie da rady zbudować niczego z egoistą.On sam nie wie tego ,że nim jest…

Mój facet bez wątpienia miał narcystyczne zachowania…

Chciałam, żeby Kochał…a nie wypominał mi wiecznie, że coś zrobił dla mnie ..nie odkładał słuchawki słowami: ” życzę Ci  takiego faceta jak ja” …

nie ma zycia z egoistka ani egoista dbaja tylko o wlasne 4 litery stale sa pokrzywdzone przez los stale cierpia i klamia by ich pocieszac ich przepraszac w sobie nigdy winy nie znajduja, egoisci klamia i beda klamac to ich natura ponoc mowia ze prawdziwa milosc zmieni czlowieka nie wierzcie w to wilk zrzuca siersc ale nigdy charakteru nie zmieni zawsze zostanie wilczy charakter kto z takim charakterem sie urodzi egoisty nie wierzcie w zadna zmiane i nie wybaczajcie bo pozniej bedzie jeszszcze gorzej sie pogodzic wiem to na wlasnym przykladzie by ostrzec innych przed egoista w nich szczescia nie znajdziecie co najwyzej zwiazek na klamstwach poustych obietniach i pustych slowach moze ktos kiedys to przeczyta i bedacy w takiej samej sytuacji lub bijacy sie z myslami czy mozna byc z egoista jesli to znajdziecie w partnerze lub partnerce to ceche zastanowcie sie dobrze 10 razy

Ale skąd mam wiedzieć, że on na pewno się nie zmieni, fakt… kłamie, obiecuje i później tego nie pamięta albo nie chce pamiętać, widzi tylko własne potrzeby i absolutnie nie zamierza z niczego rezygnować mimo że to koliduje z NASZYMI sprawami….

Jest tego dużo więcej. Za każdym razem jak już nie wytrzymuje i zaczynamy się sprzeczać to on przyznaje się do winy i przeprasza … ja wierze w kolejne obietnice i wybaczam, czekam na zmianę… za parę dni wszystko od początku. Pewnie jestem głupia , ale wierze że to kiedyś się zmieni, że on zrozumie…tyle ,że już nie ze mną.

 

Ciągle mówił ,że krzyczę…ale ile można znosić uczucie, że jest się niepotrzebną i winną . Znowu te same uczucia co w domu. Powrót emocjami do przeszłości.

Wmawiał mi ,że to przez borderline…miał ze mną z tym dobrze bo na wszystko borderline było wymówką…ale nie ..to nie to…

Pan egoista robił coś odrażająco samolubnego, a ja zwyczajnie reagowałam, płakałam, umoralniałam, prosiłam, odwoływałam się do uczuć, a tym samym stawałam się winna awantury, bo on zawsze był spokojny, potem czułam się winna i wybaczałam wszystko bo przecież on taki by nie był gdyby nie ja….

Myślę więc:

Walczyć o związek??? kiedy jest się w terapii?? Trzeba wiedzieć czy warto dla osoby, która po pierwsze nie umie tego docenić, zrozumieć i za jakiś czas to wyśmieje… już dawno miał teksty w stylu :”chciałbym mieć dziewczynę która też jest egoistka”…albo ”jak nie pasuje to sobie znajdź innego”… to mój ulubiony tekst, który wiele razy słyszałam… ale chyba trzeba wziąć taki w końcu na poważnie i znaleźć innego :)
Ja uważam, że lepiej być naiwną altruistką i dostać parę razy po tyłku. W końcu się trafi na takich ludzi którzy to docenią . Borderline to żadna wada i nie oznacza że jest coś nie tak z taką osobą. To zaburzenie, choroba..i chyba lepsze to niż być egositą i żyć nie dla siebie tylko tak jak im wygodnie…a przy tym ranić wielu ludzi…

A co ważne – mówił, że mnie kocha i się bardzo martwi. Ale to tylko słowa. Jest osobą uczciwą, więc na pewno tak myślał, tylko gorzej z robieniem tego!

– I co z tego, że mówił, że mnie kocha??? Miłość to czyny, słowa są mniej ważne,wolałabym być z facetem, który ma kłopoty z powiedzeniem „kocham”, ale jego zachowanie  i czyny  by o tym świadczyły, niż być z kimś kto to mówi, a w chorobie zostawi, a potem sie obraża, że nie masz sił i humoru bawić się, tak jakby był głupkiem, który nie pojmuje, jak jestem chora. Nie rozumie nawet, że można się czuć źle po lekach epileptycznych.

W świetle tej całej sytuacji słowo „kocham” traci swoje znaczenie 🙁 Wiem że w głębi duszy kocha tylko siebie i NIGDY się nie zmieni!

Nie wiem co na to powiedziec..jestem zalamana. Wszystkie moje starania poszły  na marne. Myślę, że on po prostu już dawno mnie nie kochał, i szukał byle powodu aby zerwać.

..ale ja teraz czuje sie wykorzystana i poniżona..on musiał już dawno o tym zdecydoważ, ale jego egoizm spowodował ze mi o tym nie powiedział.

Nie potrafił mi nic mówić…

Choruję…ciężko pracuje…nad wszystkim…a własnego chłopaka muszę się sama prosić o wszystko…bo albo się spóźniał,albo zapominał, albo wypominał….po czym jak mu mówiłam ,że jestem z tym nieszczęśliwa bo czuje się niepotrzebna to mówił „Ja cie do niczego nie zmuszam” Nigdy nic do mnie nie czuł. Usunęłam go już ze swoich planów…za kłamstwa…za odkładanie mnie na wolną chwile… za to ,że wybrał dumę.

Mam nadzieje,że już nigdy nie zwiąże się z egoistą.

„Miłość to umiejętność dzielenia egoizmu na pół”

Gdyby wiedział ile dla niego zmieniałam…on nawet nie wie co to znaczy….Zakończyłam to.

Raz na zawsze…chociaż jest mi ciężko. Wiem,że żyłam w kłamstwie…

Jestem borderką…a on tracił do mnie szacunek bo krzyczałam, po czym mówił ze kocha i rozumie… kłamał kłamał…a ja wierzyłam…na sam koniec usłyszałam jedynie „dziękuję za współpracę” i „sama sobie otwórz drzwi” … nigdy w życiu nie spotkałam takiego faceta. ..chociaż boli…nie będę mu dłużej tłumaczyć…

Czytaj więcej

Uratuj siebie

MUSZĘ ZROZUMIEĆ ,ŻE  TO CZEGO DOŚWIADCZYŁAM TO SĄ TYLKO WSPOMNIENIA z przeszłości…

To prawda. Wstydzę się ich, ale one same w sobie nie są wstydliwe.

Moi rodzice powinni się tego wstydzić ,że tak mnie traktowali.

 

TERAZ JESTEM DOROSŁA !!!! I NIE MOGĄ MNIE JUŻ SKRZYWDZIĆ, JUŻ DO NICH NIE NALEŻĘ…

 

TO CO PRZEŻYŁAM WTEDY I TERAZ ..WYMAGAŁO WIELKIEJ ODWAGI!!!!!

PRZETRWAŁAM.

UDAŁO MI SIĘ.

STAŁAM SIĘ DOROSŁA.

I POWINNAM BYĆ Z TEGO DUMNA .
MÓJ CHWIEJNY NASTRÓJ WYNIKA ZE STANU ROZCZEPIENIA. SĄ WE MNIE TAK JAKBY 3 OSOBOWOŚCI.KTÓRE PRZEJMUJĄ INICJATYWĘ W ODPOWIEDNICH SYTUACJACH…ALE TE WSZYSTKIE 3 OSOBOWOŚCI ŁĄCZĄ SIĘ W JEDNĄ CAŁOŚĆ – WE MNIE… W OSOBOWOŚĆ chwiejną.

UKRYWAM UCZUCIA,BOLESNE I PRZERAŻAJĄCE…

Tak mnie to czasami przerasta ,że wole je ukryć, wolę cierpieć bez końca.. umrzeć by te uczucia odkryć. W terapii chodzi o to, żeby te uczucia odkrywać co jest tak niesamowicie bolesne , że dochodzi do szału…napadów lęku…trzęsienia ciałem…braku sił…do tego właśnie dąży ta osoba ,która ostatnio walczy…dorosła wrażliwa kobieta..która chce być szczęśliwa!!!
Ale to tylko ta jedna część mnie.Ta druga tak się boi,że zrobi wszystko ,żeby uciec…żeby nie odkrywać tych bolesnych uczuć…znajduje różne miejsca pod którymi może schować swoje uczucia, jak karaluchy które szukają kamieni,żeby się pod nimi schować…moimi kamieniami są : kamień gniewu, kamień obojętności, kamień nienawiści, kamień wulgarnego odrzucania, kamień pragnienia samobójstwa.. są to słowa wzięte z książki „URATUJ MNIE” RACHEL REILAND KTÓRĄ POLECAM KAŻDEMU KTO MA TEN TYP OSOBOWOŚCI !!! każdy wers pomaga zrozumieć istotę choroby… leczy…koi…daje nadzieje !!!

 

TERAPIA NIE JEST ŁATWA – WRĘCZ PRZECIWNIE.NIE KAŻDY MA ODWAGĘ BY WALCZYĆ I PRZEŻYWAĆ TAKIE CIERPIENIA. Robisz krok wprzód i dwa do tyłu, ale wciąż wierzysz, że się uda…Rzeczywiście jest bardzo bardzo ciężko i tylko wiara pomaga..

Mieć w sobie kilka części osobowości, a nie jedną to ciężar… ale do powalenia…

DYSOCJACJA!! dzielenie się osobowości na parę części..w zależności od sytuacji pewien fragment osobowości dochodzi do głosu i mnie niszczy…

 

POD WPŁYWEM STRACHU POJAWIA SIĘ SILNA,MĘSKA I CHĘTNA DO WALKI OSOBOWOŚĆ,KTÓRA MA ODEPRZEĆ ZAGROŻENIE I ZMNIEJSZYĆ POCZUCIE BEZSILNOŚCI.

KIEDY ZAGŁUSZA JĄ POTRZEBA BLISKOŚCI JEJ MIEJSCE ZAJMUJE MAŁA ,BEZBRONNA DZIEWCZYNKA….

W WIELU SYTUACJACH TOWARZYSZY MI DOROSŁA WRAŻLIWOŚĆ I RACJONALNOŚĆ WÓWCZAS UDAJE MI SIĘ UJARZMIĆ TE OSOBOWOŚCI..ALE KIEDY EMOCJE SĄ ZBYT INTENSYWNE … JEDNA Z TYCH DWÓCH PIERWSZYCH OSOBOWOŚCI PRZEJMUJE INICJATYWĘ… NAD CZYM NIE PANUJE… i cierpię…

Nie jest to jednak choroba kliniczna. Zawsze jestem do pewnego stopnia świadoma co mówię i robię…chyba ,że właśnie CHORUJĘ NA DEPRESJĘ

Z PSYCHOTYCZNYMI OBJAWAMI. Tylko raz miałam tak głęboką depresję , właśnie podczas terapii…ale to naturalny mechanizm w terapii..musi się to zdarzyć -wtedy znaczy,że terapia działa .

Jest to przenikliwy, silny konflikt we mnie..kiedy dwie persony wewnętrznego dziecka walczą z sobą …Jedna część jest żeńka, druga męska.. jest to scheda po znęcaniu się nade mną..przez rodziców..chciałam zadowolić ojca i matkę…walczyłam Z OJCEM . WALCZYŁAM z matką !!!!

Niezupełnie jestem TYM DZIECKIEM !! niektóre części mojej osobowości dojrzały bardziej niż inne..

DLATEGO MUSZE JE OCALIĆ…I WALCZYĆ !!! BY STAĆ SIĘ JEDNOŚCIĄ!!

jeżeli pozwolę ,aby któraś z tych person z dzieciństwa zapanowała nade mną – skutki będą nieobliczalne !!! LECZENIE BORDERLINE JEST SPRAWĄ ŻYCIA I ŚMIERCI !! Wygram z tym…albo umrę..

życzę sobie wytrwałości i każdemu kto podjął się leczenia…

Czytaj więcej

Padłaś ? Powstań !

Padłam, ale Dostałam szansę …jest zupełnie inaczej… chociaż nie jestem zadowolona z tego,że wypiłam alkohol…i zdycham już drugi dzień…Wczorajsza sesja Psychologa dała mi odpowiedź na wiele pytań…zmieniłam zasady bycia w związku. Przede wszystkim jestem zadowolona z tego,że w końcu w krew mi wchodzi dbanie o siebie i z tego najbardziej jestem szczęśliwa :)

Już za parę dni ..wchodzę na dzienny oddział psychiatryczny i zaczynam leczenie… szczerze-na samą myśl robi mi się słabo bo wiem,że łatwo nie będzie…

Sypie mi się związek.

Osuwa mi się wszystko pod nogami….ale ja się nie sypie..może to brzmi niedorzecznie.. ale tak jest :)

Czytaj więcej

Czy warto walczyć o miłość.

Czy warto walczyć o miłość???

Wierzę w to, że warto dać szansę miłości. Warto walczyć, mimo niesprzyjających okoliczności.Warto walczyć, jeśli ta miłość jest prawdziwa. Nie można nikogo zmusić, ale można komuś otworzyć oczy, przekonać.Czasami ktoś jest zamknięty na miłość przez przeszłość…
Wycofać należy się wtedy, gdy zahacza to o żebranie, błaganie, a z drugiej strony dominuje egoizm.
Walczyć do upadłego powinny osoby, które spotkały na swojej drodze człowieka wrażliwego, bardzo ostrożnego, nieśmiałego, takiego który boi się swoich uczuć, boi się otworzyć na miłość, boi się zranienia i odrzucenia.

Niestety ja spotkałam…osobę ,która nie pozwoliła mi walczyć i doprowadziła do stanu, że zostałam zeszmacona. Nieistotne było to, że spaliśmy razem w jednym łóżku. Moje kłótnie odebrane zostały jako atak ,a nie o wołanie o pomoc czy zmianę. Jestem załamana. Mimo tego wiem, że nie mogę niczego żałować…Chciałam zmian…on nie wiedział czy da rade…już samo to..świadczy o tym, że mu na mnie nie zależało…jak chce się kochać..ROBI SIĘ WSZYSTKO nie patrząc na jutro.. bez zastanowienia..bez wątpliwości…Kiedy go poznałam nie chciałam znowu za kimś tęsknić…byłam jak skała…rozkochał mnie, potem zostawił jak szmatę nazywając mnie nią… nie rozumiejąc jednej podstawowej rzeczy TRZEBA BYĆ OSOBĄ ODPOWIEDZIALNĄ !! nie tylko za siebie, ale i za innych… jezeli się martwilam o niego…miał to gdzieś…wszystko było atakiem…nie rozumiał, że mi zależało,tylko nie umiałam wtedy jeszcze tego odpowiednio wyrazić,ale to nie negowało moich UCZUĆ.

EMOCJE I UCZUCIA SĄ U KAŻDEGO TAKIE SAME

Trzeba zawsze walczyc. nawet jak wyjdzie z tego klops 🙂

Przynajmniej wiem, że zrobiłam wszystko co mogłam. Plułabym sobie bardziej w twarz gdybym nic nie zrobiła. Powiedziałam Kocham i nie żałuję. Bo wiem, że nie pozwoliłabym na to…co  on mi zrobił.. wiedząc jakie mam lęki.

Świadomie myśląc tylko o sobie-okłamał mnie…przeliczył się co do swoich obietnic…  jest mi smutno bardzo, ale lepiej odpuścić. Miłość to takie uczucie, kiedy dobro i szczęście drugiej osoby liczy się bardziej niż Twoje własne. Jestem pewna ,że nic do mnie nie czuł… wiedząc,że jestem szczęśliwa przy nim, wyzywał mnie i obwiniał za borderline. Przez co ja obwiniałam siebie za wszystko.

PS – ” Pamiętaj, żałuj tylko tego czego nie zrobiłeś ”

 

Trzeba iść do przodu…a nie stać w miejscu i użalać się nad sobą. Wiem,że spotkam kiedyś kogoś kto zauważy we mnie również kobietę..która chce kochać..i być kochaną…a nie tylko borderkę z jazdami…jakbym była jakaś  wypaczona…i nieuleczalna…. kiedy wiem,że tak nie jest!!!

Czytaj więcej

3%

3%

Na terapię trafiłam , bo los tak chciał… Plątałam się latami po poradniach zdrowia psychicznego… po prywatnych gabinetach.. Zawsze było jedno i to samo.

Recepta i DO WIDZENIA !

Ale to nic nie dawało..śmierć mamy,rozstanie z facetem..śmierć dziadka…potem rok pijaństwa, zabawy…przypadkowe romanse zazwyczaj nie kończące się w łóżku ,pomijając jeden , który miałam nadzieje,że się rozwinie…niestety naiwność moja i dziecięca słabość poniosła mnie do tego, że spotykałam się z tym mężczyzną sporo…byłam zmęczona tym wszystkim i nieświadoma tego czego szukam. Było mi zwyczajnie obojętnie jak spędzam czas.

Nigdy nie wiedziałam,czego chcę..brałam tylko to na co miałam ochotę bez myślenia o jutrze…bez zastanowienia…odrzucałam to ,kiedy już mi się nudziło… W rzeczywistości SZUKAŁAM SIEBIE!!!! ale nie dawałam sobie sama pomóc, odpychałam to by DOPUŚCIĆ DO SIEBIE PRZYNAJMNIEJ CZĘŚĆ INFORMACJI O SOBIE… nie każdego na to znać..to nie jest miłe..wręcz okropne przeżycie…dowiedzieć się kim się jest na prawdę..jakie ma się ułomności i braki . Zderzenie z prawdą doprowadza do fatalnego stanu wegetacji…przetrawienia…i nagle ogromnego rozwoju…trzeba to TYLKO przetrwać !!

Zaczęło się zwyczajnie pięknie…zakochałam się w mężczyźnie…który był bardzo podobny do mnie..ze schematu mojego świata..człowiek z DDA..wpadający w paranoje.Kłamca kłamca.…wolał kłamać niż dopuścić prawdę o sobie…człowiek z NIETYPOWYM GROŹNYM DLA OTOCZENIA destrukcyjnym zaburzeniu … nieświadomy… krzywdzący nie tylko siebie, ale i innych… Związałam się z nim i „pokochałam”.

Pokochałam go tą chorą miłością. Tzn. po dwóch miesiącach byłam pewna, że to ten jedyny i będę z nim do końca życia…teraz jak to piszę chcę mi się śmiać .. stwór mojej chorej wyobraźni.Oczywiście w danym wtedy momencie bardzo mi na nim zależało mimo tego, że mnie tak rujnował psychicznie.Byłam ciągle odrzucana i przyciągana, gdzie ja pragnęłam normalnego związku, bo tylko takie budowałam dotychczas. Zostawił mnie…wrócił do byłej..po czym brał i odrzucał mnie kiedy chciał..nie wiedziałam kim jestem…zaczęłam robić to co on..brałam i odrzucałam go kiedy chciałam..wyidealizowałam go sobie…był w moim oczach ideałem mimo tego ,że okropnie mnie ranił bo byłam tą drugą… tą zbędną…tą z którą nie mógł być bo nie umiałam być mimo wszystko..umiałam wpaść w złość i go odepchnąć…chciałam by był tylko mój…co jest zdrowe, ale on chciał mieć dwie na raz. Wpadał w paranoje jak mnie tracił. Już nie chciałam tego ciągnąć z lęku przed kolejnym odrzuceniem i mam wrażenie, że to właśnie go mnie ciągnęło!!! Mimo tego cierpienia w tej relacji, doświadczyłam ogromnej traumy po stracie… przeżyłam lęki…związane ze śledzeniem mnie przez niego…czułam ,że może być wszędzie..miałam z nim koszmary…bałam się go..że znów zrujnuje mi życie…widząc go mdlałam …dostawałam ataków lękowych… nie umiałam żyć mając świadomość, że on stąpa po tej samej planecie co ja.

Wiem ,że przed nim normalnie podchodziłam do życia, do związków,normalnie funkcjonowałam, a po związku z nim byłam w takich stanach lękowych ,że bałam się wyjść z psem,ale mimo wszystko chciałam go mieć tylko i wyłącznie dlatego ,że nie mogłam go mieć… kiedy już miałam nie mogłam z nim być…bo miałam lęki, że znowu pójdzie do innej… schizy,że kiedy wychodzi jest z nią… ZNISZCZYŁAM SIEBIE NA WŁASNE ŻYCZENIE!! wiedziałam ,że potrzebuję czegoś innego..nie wiedziałam jak z tego wyjść… Nie umiałam przestawić się na normalny tryb życia…leżałam, nie jadłam…chudłam.. płakałam…miałam lęki…wpadłam w straszne kleszcze …doprowadziłam się do samodestrukcji …zabiłam szczęście…spokój…zabiłam siebie..NIE ZDAJĄC SOBIE SPRAWY Z UZALEŻNIENIA od narkotyku jaki MI WSTRZYKIWAŁ KAŻDEGO JEBANEGO DNIA !!! tym narkotykiem był ON.

Patrząc na to wszystko z boku, wiem, że w tej relacji rozwinęły się wszystkie dotychczas nieujawnione objawy zaburzenia osobowości typu bpd, zachowania typowe dla DDD, DDA.. i wszystkie inne tzw. przeze mnie „loty”

Padłam wykończona po tej straszliwej styczności z tym człowiekiem. Pewnie trwałoby to krócej, ale te zasrane DDA tłumaczyło go w każdej sytuacji..

„jemu też jest trudno,nie wie która wybrać, nie wie jak się rozstać..miał przecież ciężkie dzieciństwo”

” jak mi przykro, że musi się z nią męczyć, na pewno źle go traktuje skoro nie może się od niej uwolnić”

” jest smutny..przez to ,że nie może ze mną być..przez nią ”

„na pewno mnie nie okłamuje.. mnie by nie okłamał”

Co za bon mot !!! nie mogę teraz tego czytać..ale tak było, niestety.

 

 

Po trudnych miesiącach odstawiennictwa narkotycznej miłości….zobaczyłam JEGO.

Faceta z moich marzeń…od którego emanowała dobroć i niesamowita męskość..

Chęć chociaż popatrzenia na niego, tak wspaniale mnie wtedy rozczulała,

serce mocniej biło, a po nocach myślałam już tylko o tym kiedy znowu go zobaczę.

Nie umiałam przestać myśleć kim jest cudowny nieznajomy..popytałam o niego..zaczęłam chodzić za nim..żeby tylko widział ,że istnieję.. jakimiś sposobami…zdobyłam go..

Nagle poczułam ogromny lęk…Lęk przed kolejną utratą.. chęć wrócenia do poprzedniego syfu…porównywanie do poprzedniego „związku” ,

szukanie tych emocji w tym …które przeżyłam tam…lęki.. napady….

Bałam się,że tu będzie to samo..zrywałam ,przepraszałam..

Czułam jak z dnia na dzień coraz bardziej mi zależy ..ale tak cholernie się bałam.

płacz…cierpienie…mimo tego coś mówiło mi nie trać szansy…coś mnie ciągnęło do obecnego .. nie umiałam tego nazwać…to była miłość. Z mojej strony na pewno..uczucie mocne i trzymające mnie w ryzach.

Byłam w stanie cierpieć dla niego,poświęcać się z tą nadzieją ,że zrobię wszystko,żeby było normalnie.

Dlatego, że widziałam, że bardzo źle się zachowuję .

To on uświadomił mi..że jestem zrujnowana przez tamtego syfa… obiecał ,że nauczy mnie miłości..zależy mu na mnie…bardzo… mi na nim też…ale początki wspominam jako bardzo bolesne dla mnie… I WTEDY POCZUŁAM TEŻ COŚ DZIWNEGO….nadzieje, żę minie stan zmarnowania po tamtym związku…bo przecież nie trwa on wiecznie…a stracę faceta ,którego kiedyś mogę pokochać i być z nim szczęśliwa…zaryzykowałam…pierwszy raz…wzięłam się za siebie ,a nie oddałam szczęście walkoverem..  DLATEGO WŁAŚNIE poszłam do psychologa…

tym razem do świetnej terapeutki w Płocku.

Moim zdaniem najlepszej na świecie…bo dzięki niej poznałam siebie.

Przy niej mogłam czołowo zderzyć się z sobą…

ZAMKNĘŁAM OCZY I POSZŁO.

wypłynęło ze mnie emocjonalne szambo..śmierdziało jak nigdy…chciało mi się wymiotować od tych emocji szarpiących mój umysł!!

Nie mogłam na siebie patrzeć…widziałam w odbiciu potwora,którego lepiej nie denerwować.

Potwór nie kontroluje już samego siebie. Widziałam demona ,który na siłę chcę wydostać się z klatki i zniszczyć wszystko co go otacza….

 

Tylko przy niej mogłam upaść na samo dno, przetrawić prawdę o sobie, przetrwać najgorsze..

Początki terapii są bardzo trudne.

W moim przypadku to była czarna rozpacz.Upadłam na podłogę w kuchni i zaczęłam płakać…płakałam ciągle miesiąc…nawet dwa…zaczęłam miewać napady lękowe…lęki przed samą sobą…przed jutrem…ciężar świadomości ,że czeka mnie tyle pracy i walki był tak wielki, że przygniatał mnie każdego dnia do wyra…

Obecny facet…był przy mnie…to on we mnie wierzył…choć sama nie wierzyłam w siebie…nie wierzyłam w nas. Nie umiałam go pokochać – bo nie umiałam kochać..nadal nie umiem..miłość nie przychodzi i jest…miłości trzeba się uczyć każdego dnia….i to kolejny krzyż który dźwignęłam..dla Niego- dla nas…czułam, że warto…nie wiedząc czemu.. kiedy już skonałam…i przestałam wychodzić z domu…trafiłam do najlepszego psychiatry.. „Dr. P” to ona właśnie odkryła wraz z moją terapeutką kim jestem. Że jestem nie tylko DDA ,ale mam cechy osobowości borderline…poprosiłam o leki… bo już fizycznie nie dawałam rady…dostałam ORFIRIL który usłyszałam będę brała przez jakieś 30 lat…wtedy myślałam ,że to tragedia..teraz z perspektywy czasu wiem,że dzięki nim …normalnie żyję..”normalnie” znaczy bez tych chorych ucisków w głowie…mogę działać…świadomie.

Mijają miesiące…tak na prawdę dopiero 4ty miesiąc jak chodzę na terapie…2gi jak biorę leki…

jest o niebo lepiej…zaczynam kroczek po kroczku, pomalutku się zmieniać, zaczynam odczuwać ciepło tuląc się do mojego mężczyzny. Jestem mu wdzięczna ,że był przy mnie…chociaż nadal robię mu jazdy bo DDA zmusza mnie być niesłuchaną, niepotrzebną… jest mi czasami źle…ale jak już pisałam ostatnio to nie grypa….każdy ma prawo mieć gorsze dni…a moje gorsze dni są właśnie takie…kiedy znowu czuję się odepchnięta…Kiedy tracę siłę. Tłumaczę sobie, że upada każdy- trzeba nauczyć się szybko powstawać i dalej walczyć…ucząc się na poprzednim upadku… skoro po 4 miesiącach osiągnęłam jakieś 3 % do przodu…myślę ,że parę lat będzie o niebo lepiej…będę SOBĄ .

Bo chyba nie ma nic gorszego jak uczucie ,że swoje uczucia i emocje wyrażamy nieprawidłowo mimo tego, że bardzo bardzo tego pragniemy. Bardzo bolesne jest też, że nasze wyrażane uczucia są niezrozumiane przez otocznie .Mechanizmy obronne niszczą nasze JA, to które jest tak ważne dla nas samych…

Terapia to walka o to , by JA było spójne.

Czytaj więcej

Definicja miłości

Czy można mieć miłość? Gdyby mogło to być możliwe, wówczas miłość powinna być substancją, rzeczą, którą można mieć, posiadać, którą można owładnąć. Prawda jest jednak taka, że nie istnieje rzecz zwana „miłością”. „Miłość” ogólnie rozumiana jest abstrakcją, rodzajem bogini, z którą kłopot polega na tym, że nikt jej jeszcze nigdy nie widział. W rzeczywistości istnieje tylko akt kochania. Miłość jest twórczą aktywnością. Zakłada troskę, wiedzę, reagowanie, afirmację i radość – nakierowane na osobę, drzewo, obraz, ideę. Kochać oznacza powoływać do życia, powiększać jej lub jego życiową aktywność. Jest to proces samoodnawiający się i samonapędzający.

Czynny charakter miłości – poza elementem dawania – ujawnia się w tym, że zawsze występują w niej pewne podstawowe składniki wspólne dla wszystkich jej form. Są to: troska, poczucie odpowiedzialności, poszanowanie i poznanie.

Prawdziwa miłość to nie związek idealny, bo taki nie istnieje,

ale pełen kłótni i godzenia, łez i uśmiechów. I mimo, że jest ciężko
i ma się dość, nie poddajesz się, bo wiesz,
że z tą osobą jesteś szczęśliwszy, niż z kimkolwiek innym.

Nie wyobrażam sobie innej miłości jak tak ,którą kocham…nie zostawiam…walczę ze wszystkich sił…by co dzień to od nowa docierać się na wszelkie sposoby..nie znam innej drogi do spokojnego szczęścia…

Podstawowymi czynnikami dla wszystkich form miłości są: troska, poczucie odpowiedzialności, poszanowanie i poznanie. . . . nie miałam ostatnio kompletnie nic z tych rzeczy…NIE MIAŁAM NIGDY NIC Z TYCH RZECZY.

Kochać oznacza powierzyć się komuś bez żadnych zastrzeżeń, oddać się całkowicie w nadziei, że nasza miłość wywoła miłość człowieka, którego kochamy. Miłość jest aktem wiary; każdy, kto ma mało wiary, ma mało miłości.

Muszę obiektywnie poznać drugiego człowieka i siebie po to, aby móc wiedzieć, jaki jest naprawdę, albo raczej aby przezwyciężyć złudzenia, irracjonalnie zniekształcony obraz, jaki sobie o nim wyrobiłem. Jedynie wtedy jeśli znam  obiektywnie jakiegoś człowieka, mogę poznać w akcie miłości jego najgłębszą istotę.

Dzięki miłości człowiek może rozwiązać ogólny problem swego istnienia – przezwyciężyć uczucie osamotnienia….czułam ją zawsze w moim związku…zawsze czułam się samotnie…bo brakowało mu poczucia zainteresowania mną…troski itp.. tak w niego wierzyłam…tak bardzo kocham go… i na nic moje starania…

Miłość traktuję i zawsze będę traktowała jak Fromm…dla mnie miłość jest sztuką. Jeżeli chcemy nauczyć się kochać, musimy postępować w taki sam sposób jak wówczas, gdy chcemy nauczyć się jakiejkowlwiek innej sztuki: opanować jej teorię i praktykę…jednak do tego potrzebne są dwie osoby…obydwie muszą się jej uczyć…a nie unikać lekcji…

Zawsze szczęście nie jest ani dziełem przypadku, ani darem bogów. Szczęście to coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie…wiem ,że droga do szczęścia jest długa i ciężka…wierzyłam w jego…w jego wnętrze…wszystkie jego słowa były kłamstwem…wierzyłam w to ,że będziemy szczęśliwi…razem…ale on nie chciał tego budować…chciał ,żebym sama budowała bez niego…żyć- to myśleć. NIE TYLKO O SOBIE….I TYM KOŃCZE MONOLOG MOJEGO ZRANIONEGO „JA”.

Czytaj więcej