Lepiej jest

Lepiej cierpieć samemu niż patrzeć na cierpienie innych.

 

Jestem po tygodniu terapii …w szpitalu dziennym przy Ul. Kolegialnej w Płocku.

Trafiłam tu bo chciałam tu trafić…rzuciłam pracę ,rzuciłam marzenia…bo nic nie osiągnę będąc borderką..

strach nie opuszczał mnie od 5 miesięcy…pokonuję go z dnia na dzień…

W szpitalu jestem na razie w okresie ochronnym dwutygodniowym…nie wiele mogę stwierdzić… integracja itp..

Społeczność, treningi asertywności,behawioryzmu, psycho-rysunek, psychoedukacja itp..generalnie poznaję swoje zaburzenie od podstaw…poznaję źródło i przyczyny co zmniejsza diametralnie strach…

Czytaj więcej

Kiedy pęka serce.

Pękło mi serce.

Okazało się ,że żyłam w kłamstwie ,a moja intuicja i serce krzyczały prawdę.

Żyłam budując miłość…pokonując swoje złe cechy każdego dnia …zmieniając swój charakter…lecząc się z myślą o nim…

Cios prosto w serce !!! Okazało się, że Arti nic do mnie nie czuł…odsuwał ..zawsze  mnie odsuwał….

 

Nie ma we mnie już nic prócz nadziei..

Zabił wszystko na co ciężko pracowałam…kocham bez wzajemności..boli…ale zapomnę o nim kiedyś…i ktoś inny dostanie to na co ciężko pracuje..i mam nadzieje,że to zrozumie.

Powtarzam wciąż afirmacje czyli zdanie ,które psycholog kazał mi powtarzać tak często jak się tylko da…

Ja ( swoje imię) uczę się dbać o siebie i jestem dla Siebie najważniejsza.

Nie mając pojęcia kiedy utrwali się to zdanie w myślach …zacznie ono funkcjonować samo z siebie.

A więc… nowa Ja…skrzywdzona odbijam się od dna…

Czytaj więcej

Terapia drogą krzyżową.

PO TERAPII – MÓJ ŚWIAT ZMIENI SIĘ CAŁKOWICIE.

DLA MNIE TO SPRAWA ŻYCIA / ŚMIERCI.

JEŚLI MI SIĘ NIE UDA…JESTEM W STANIE SAMA ZAKOŃCZYĆ TO ŻYCIE. TO NIE SĄ SŁOWA RZUCONE NA WIATR…TO JEST BÓL KTÓRY ROZRYWA MNIE OD ŚRODKA…

WIERZĘ BARDZO,ŻE MI SIĘ UDA…

ALE BOJĘ SIĘ, ŻE SAMA ODBIORĘ SOBIE ŻYCIE…BO JESTEM KOMPLETNIE SAMA…NIE MAM WSPARCIA RODZINY.

NIGDY NIE MIAŁAM.NIE MAM TEŻ MIŁOŚCI…BO PRZECIEŻ TAKA „WARIATKA” NIE MOŻE JEJ STWORZYĆ… KOCHAM PO SWOJEMU..ALE TO GÓWNO KOGOŚ OBCHODZI… PRZECIEŻ WSZYSCY WIEDZĄ LEPIEJ JAK JEST…

DLATEGO JUTRO ZACZYNAM DROGĘ KRZYŻOWĄ …. I MODLĘ SIĘ ,ŻEBYM PRZEŻYŁA..

INACZEJ SAMA SIĘ UKRZYŻUJE…

3 MIESIĄCE CIĘŻKIEJ PRACY… POTEM ZNOWU 3… I TAK DO SKUTKU… WYBRAŁAM TĘ DROGĘ…BO ZASŁUGUJĘ NA MIŁOŚĆ !!! jestem wspaniałą kobietą…a mało kto w to wierzy,przez to,że mam bpd..

Biorę się również za naukę…poświęcę dużo czasu swojej szkole… chcę mieć same piątki i pracować jako grafik…nawet nie wiedziałam ,że już mogę to robić…

czytać…dużo czytać książek…. pięknych…czułych książek…robię to każdej nocy…i kocham książki… bez nich bym umarła ..

Śpiewać…znów śpiewam…. śpiew jest moją ekspresją… muszę :)

Sport… rower … rower… rower… słuchawki na uszy… i ja.

Faceci- nie istnieją dla mnie.Nie chcę ich znać… moje serce i ciało…należy do jednego…jak ciało zapomni ten dotyk… będę szczęśliwa…teraz jestem na etapie zapominania..ale nie pozwolę nikomu się do mnie zbliżyć..

Czytaj więcej

DIETA BORDERLINE

DIETA „BORDERLINE”

Każdy z typem osobowości borderline, powinien za wszelką cenę:

–        ZREZYGNOWAĆ CAŁKOWICIE Z ALKOHOLU.

ALKOHOL POWODUJE ROZDRAŻNIENIE ORGANIZMU . WYPŁUKUJE SUBSTANCJE REGULUJĄCE NASTRÓJ. POBUDZA. 

–         ZREZYGNOWAĆ CAŁKOWICIE Z KAWY, KOFEINA ZWIĘKSZA STANY LĘKOWE I RÓWNIEŻ POWODUJE ROZDRAŻNIENIE.

–          DIETA NISKOCUKROWA TJ. UNIKAĆ SŁODYCZY, CUKIER POWODUJĘ ZMIANĘ NASTROJU. PAMIĘTAJMY ,ŻE TAKIE NAGŁE SKOKI POZIOMU CUKRU W ORGANIZMIE NIE SPRZYJAJĄ NASZEJ NIESTABILNOŚCI EMOCJONALNEJ.

–         DIETA BOGATA W KWASY TŁUSZCZOWE OMEGA-3

NALEŻY JEŚĆ DUŻÓ RYB, POLECAM  TEŻ TRAN.

( JA NP.BIORĘ 6 KAPSUŁEK DZIENNIE ,PONIEWAŻ TRAN STABILIZUJE NASTRÓJ )

UDOWODNIONO NAUKOWO, ŻE KWASY OMEGA 3 REGENERUJĄ UKŁAD NERWOWY CO JEST BARDZO WAŻNE np. w moim przypadku. Mam rozwalony traumami układ nerwowy.

–         NIE POWINNO SIĘ PALIĆ TYTONIU. UZALEŻNIENIE OD TYTONIU POWODUJE ZMIANY NASTROJU,DLATEGO RADZĘ JAK NAJSZYBCIEJ POWOLI ODSTAWIAĆ PAPIEROSY…NIE RADZĘ JEDNAK ODSTAWIAĆ ICH NAGLE, TO RÓWNIEŻ NIE JEST WSKAZANE PRZY BPD.

–         DIETA BOGATA W MG , dużo orzechów przede wszystkim” Do objawów niedoboru magnezu należą; niewydolność pracy serca, arytmia, nadciśnienie tętnicze, zahamowanie wzrostu, depresja, skłonność do płaczu, pogorszenie koncentracji, poranne zmęczenie, nawet po wielu godzinach snu, wrażenie ociężałości, bóle głowy, zawroty głowy, utrata równowagi, drgania powiek, wrażliwość na zmiany pogody, skurcze mięśni, drętwienie kończyn, drgawki, bezsenność, pocenie się w nocy, koszmarne sny, osłabienie, puchnięcie dziąseł, próchnica zębów, wypadanie włosów, łamanie się paznokci, przerwy w oddychaniu, astma” Największe ilości magnezu posiadają, kakao, orzechy,soja, niektóre owoce, kasze, nasiona roślin strączkowych, mak i pieczywo pełnoziarniste.

–         100 gramów produktów zawiera średnio, następujące ilości magnezu; mak, fasola sucha – 500 miligramów, kakao – 440 miligramów, kasza jaglana i jęczmienna – 270 do 290 miligramów, soja i mączka sojowa – 250 – 290 miligramów, orzechy ziemne – 240 miligramów, kasza gryczana prażona – 220 miligramów, orzechy włoskie i laskowe – 130 – 230 miligramów, groch – 120 – 180 miligramów, suszone owoce róży – 120 miligramów, płatki owsiane -130 miligramów, ser z mleka chudego – 100 miligramy, jeden banan – 60 miligramów, warzywa świeże – do 30 miligramów, pieczywo razowe – 20 – 80 miligramów, pieczywo pszenne białe – 10 – 20 miligramów, nać pietruszki – 20 miligramów.

–         Czarną herbatkę zastąpić meliską :)

Ja wypijam zawsze przed snem melisę z dwóch saszetek . Zdrowa alternatywa leku na sen.

–          ZIELONA HERBATKA RÓWNIEŻ WSKAZANA ;)

Czytaj więcej

Najpiękniejsze słowa-anonimowe

„jestem też człowiekiem… nie można tak!!!  gdzieś jest granica między szaleństwem a normalnym życiem.. tak wiele można zmienić odpowiednim podejściem do drugiej osoby, przede wszystkim widząc JĄ, rozmawiając współpracując. toż to nie z własnej woli ktoś sobie postanawia ok, dziś mam borderline doprowadze wszystkich do szału?! to jest niezależne od woli!!! TO WSZYSTKO wymaga bardzo ciężkiej pracy od człowieka zarówno tego dotkniętego chorobą jaki i osób bliskich, ale chyba jest coś takiego jak miłość??? tożto właśnie wtedy jest ona najpiękniejsza bowiem zweryfikowana przez życie codzienne. Nie chodzi o to, żeby ulegac kaprysom i pozwalać robić ze swojego zycia piekło,ale jeśli komuś na kimś zależy a nawet jeśli nie – to można spróbować podać drugiej osobie rękę ,spróbować ją zrozumieć.

To nie dotyczy tylko osób z osobowością borderline ale nas wszystkich!!! przykry jest tak wyrazisty brak empatii w wypowiedziach niektórych, ale jak się sama nauczyłam apatii uczymy się często dopiero po własnym upadku.

Wiecie co jest najgorsze w borderline? SWIADOMOSC! Jestes swiadoma tego, ze nie jest z toba normalnie, ze masz halo i schizy a jednoczesnie wiesz, ze to nie jest schizofrenia skoro jestes swiadomy. I nikt ci nie wierzy, ze jestes chory, skoro o tym wiesz. Bez sensu, wiem. Ale tak jest… a zycie z borderline to koszmar!

Czytaj więcej

Stwór chorej wyobraźni

Ataki nasilają się w momencie kiedy moje życie przejmuje małe odtrącone kiedyś dziecko…które każdy karcił…i kochał…..kochał i karcił… mój eks…dzisiaj pierwszy raz jakoś tak prawdziwie powiedział ,że nie jestem i nie byłam mu obojętna… i właśnie tego potrzebowałam…tego poczucia…że ktoś mnie nie skrzywdził i nie oszukał….dobrze zrobił otwierając się znowu…poczułam się bezpiecznie..kiedy się otworzył…w końcu uwierzyłam w jego słowa… bo były „prawdziwe” a nie zawistne… dało mi  to dużo siły i wiary …nie w nas…bo nas już nie będzie…ale w to, że nie każdy krzywdzi….

TYLKO MI SIĘ TAK WYDAJE….. chcę wszystko zmienić…przeprogramować….i chyba nikt tego nie zrozumie i nie pokocha mnie takiej…muszę sama….SAMA TO OSIĄGNĄĆ …nie mogę wymagać od innych by kochali mnie mimo wszystko…tak się nie da…

NA POCZĄTEK JA CHCĘ KOCHAĆ…SIEBIE!!! lecz czeka mnie dużoooo pracy..co do związków. Nie chcę już żadnego.Przysięgam, że chce być sama…zbyt wiele przeżyłam…obiecałam sobie i Artowi, że po nim już nikogo nie będzie….to nie oznacza, że go nie kocham…to najwspanialszy facet jakiego w życiu poznałam…chociaż niesamowicie ciężki charakter…zamknięty…trudny…uparty…przy mojej zmienności i elastyczności.. ta różnica powodowała,że bardzo się kłóciliśmy.Niby przeciwieństwa się przyciągają…jednak myślę ,że ani on do końca nie był sobą…ani ja. Tak na prawdę nie wiadomo….o co chodziło…jedno jest pewne..odkąd go poznałam…rozwijam się…TAK CHOLERNIE GO SZANUJE, że robię wszystko dla niego..fascynuje mnie on…chociaż on myśli inaczej…egoista…od którego uczę się egoizmu…. zimny od którego uczę się być mniej wrażliwa…z czasem czułam jak moje cechy nabierały jego cech…jak stawałam się nim..dziwna relacja…choć się skończyła…trwa nadal w moim umyśle…dalej rozwijam to co widziałam u niego…SIŁĘ I EGOIZM!! nie chcę być jednak nigdy zimną kobietą. Chcę dalej płakać, wzruszać,śmiać się i krzyczeć. Chcę zachować wszystko co dobre.Niektóre moje cechy są DUŻO LEPSZE NIŻ U LUDZI ,którzy nie mają żadnego schorzenia…

PAMIĘTAJMY O TYM,ŻE TA CHOROBA MA WIELE WSPANIAŁYCH STRON…Inteligencja…niesamowita empatia, zdolność przetrwania w każdej sytuacji….pracowitość…twórczość….

BORDERZY ŚWIETNIE SOBIE RADZĄ SAMI… mimo wszystko…rozwijają się bardzo szybko…posiadają wiele talentów… wiele perspektyw spojrzenia na świat… ciekawszy umysł…NO I NAJWAŻNIEJSZA CECHA-NIESAMOWITA POMYSŁOWOŚĆ !!!!

Jak tu teraz się wyleczyć i te cechy rozwinąć??

Za kilka lat kochać i nie krzywdzić?? Nie bać się bliskości i straty!!! ????

Trzeba dużo siły i odwagi…DOBREGO LECZENIA I WSPARCIA PRZEDE WSZYSTKIM!!! szczególnie kiedy terapia potrafi rozłożyć na łopatki… wsparcia…którego ja nie mam niestety…ale spróbuje…jak mi się nie uda…to wezmę kredyt i polecę do Londynu na leczenie :) ZAWSZE SĄ JAKIEŚ WYJŚCIA.. … podstawą TERAPII JEST ODPOWIEDNIE DOPASOWANIE SYSTEMU : SYSTEM ,SWÓJ WŁASNY SYSTEM TWORZYMY MY SAMI…każdy ma swój system…ja właśnie dopiero go buduję….JUTRO WYPISZĘ NA CZYM ON BĘDZIE POLEGAŁ :)

Czytaj więcej

Kolejny atak za mną.

Tak dobrze sobie radziłam..i nagle atak…

Lęk..

Już miałam wrażenie, że wszystko zaczyna się układać ,aż tu nagle dostaję ataku…uczyłam się cały dzień…poszłam sobie do byłej pracy po rzeczy…wychodzę…a tu jego znajomi.. nie odwracając głowy- wpadłam w stan lękowy,że jest tam ten ,którego pragnę…uciekłam do samochodu…jechałam za nimi…bo jechali tam gdzie ja..z tyłu myślałam siedział on…zaczęłam się trząść i bać… ryczeć…zadzwoniłam do niego…załamana…chociaż sama nie wiem po co…bałam się ,że coś mi się stanie…chciałam,żeby mnie przytulił i powiedział…że tak musi być…a nie traktował jak trendowatą…bałam się…bałam się siebie..jechałam samochodem jak pijana…jadąc do domu ze sklepu…zobaczyłam jak wyjeżdża…zaczęłam jechać za nim..żeby go złapać i porozmawiać…nie udało mi się…pojechałam więc do miasta…chciałam tylko,żeby mnie uspokoił…wiedziałam już, że zbliża się to czego nie lubię najbardziej…ból..ale on dalej mnie odtrącał…wpadłam w PANIKĘ !!!! Już wtedy miał inną … trzęsłam się….wróciłam do samochodu…

I TAM DOSTAŁAM OGROMNEGO ATAKU..już prawie się pocięłam…nie umiałam sobie z tym poradzić…to tak jakby ta Ania prawdziwa…chciała się przedostać przez te osobowości ,które mają nade mną władzę…on tego nie wie…ja wiem…wymagałam od niego by mnie rozumiał…ale nie mógł…bo jest zdrowy…z normalnej rodziny…jak miał mnie rozumieć..bałam się…bardzo…ON TO JESZCZE POGARSZAŁ…potrzebowałam 5 minut..by wrócić do siebie…ale wpadłam w taki atak…że zwymiotowałam…zadzwoniłam po brata…zabrał mnie…on to rozumie..ale Artur..śmieje się ze mnie na głos..gardzi mną..a ja błagam o uczucie….

On nie musi już o mnie dbać…ma swoje życie…które bym mu zniszczyła swoją chorobą… Tak bardzo go kocham ..że z jednej strony się cieszę ,że jest szczęśliwy. Ja nie jestem..ale już w czwartek idę na oddział…zaliczyłam sesje na studiach ..i mimo wszystko IDĘ DO PRZODU!!!!

CHCIAŁABYM,ŻEBY KIEDYŚ MNIE WYSŁUCHAŁ NA SPOKOJNIE… i wybaczył te moje ataki..

jak nabiorę siły….POKOCHAM SIEBIE…i będę po terapii pójdę tam…i przeprosze za swoje „jazdy”.

Nie będę błagać o szanse…ale o przebaczenie..gdyby był w mojej głowie…zrozumiałby to na pewno.

Czytaj więcej

Tak mało znaczę . Bo jestem „chora”

Tak mało znaczę,bo jestem „chora”

Mało znaczę …gdy jestem chora.

Pokochałby mnie.

Nie potrafił – bo jestem chora.

To nic.

Ważne ,że ja kocham.

Że potrafię czuć…tęsknić za jego ciałem..jego męskością, solidną radą..Pamiętam nasze wspólne chwile…przed terapią…jacy byliśmy szczęśliwi…tylko my…wszystko moja choroba zniszczyła…CHCĘ SIĘ DALEJ LECZYĆ…BY MIEĆ KIEDYŚ SZANSĘ NA MIŁOŚĆ-ODWZAJEMNIONĄ.

Czytaj więcej

Rozgrzebanie 12.10.2012

Rozgrzebanie

 

Ja. Czyli klatka pełna demonów przeszłości.

23 lata. 168 cm. wysokości..56 kg. ciężkości …

brunetka o dzikim zwierzęcym spojrzeniu.

Od razu widać, że wiele przeszła.

Samica

Syndrom DDA

Osobowość typu borderline

Właściwie nie wiem co z czego wynika.

Myślę, że jedno z drugim ma wiele wspólnego.

DDA przez rodziców.

Borderline przez traumatyczne dzieciństwo.

Rodzice – Rodziców się nie wybiera

Partner- Partnera się wybiera… a przy właśnie tym wyborze kierujemy się pewnymi schematami, w moim wypadku złymi schematami, zakodowanymi w mojej głowie przez rodziców alkoholików.

Ja – współuzależniona z uszkodzoną wolą. Mimo tego -Walczę!! i co ciekawe…widzę zmiany na lepsze.

I tę historię właśnie tworzę dla wszystkich z osobowością chwiejną emocjonalnie, typem borderline czy syndromem DDA .Po to aby uwierzyli, że życie nie może.. ale BĘDZIE NA PEWNO piękne jeśli sami będziemy o nie walczyć !! tak jak ja…

 

Będę opisywać wszystko.

-Zmiany, działania , upadki i wzloty.

-Będę popełniać błędy: gramatyczne, ortograficzne, stylowe..i może wiele innych.

– Będę opisywać uczucia.. Bo czuję tego zbyt wiele, ale jeszcze nie wiem co.

Nie wymagam jak zawsze od siebie zbyt wiele, tym razem jestem świadoma, że nie jestem idealna i popełniam błędy.

Jestem nieświadoma tego co czuję i właśnie nad tym między innymi tutaj  pracuję.

Zachęcam do zmian…do ćwiczeń..zachęcam do wiary w siebie.

Zachęcam do WALKI o lepsze jutro! Zachęcam bo mam dość pesymistycznych informacji na te tematy.

Chcę pokazać wam, że czuję to co wy, że się leczę i zaczynam sobie układać życie. Patrzcie na moje rany, ułomności i porażki, patrzcie na ten cały proces. Możecie oceniać, ale po co?? Chodzi o to , abyście na żywym przykładnie zobaczyli, że można.

Moja HISTORIA ma dawać nadzieje wszystkim, którzy nie wierzą w to, że mogą być szczęśliwi z tym zaburzeniem czy innym ..bez nogi ,ręki ze wszystkimi brakami ,które możemy sami wypełnić miłością i wiarą.

 

Wstęp.

Rocznik 88’

Nie dużo-wiem.

Ale wystarczająco by przeżyć piekło o którym chce się napisać książkę i  chce się wyrzucić to z siebie i  nigdy więcej do tego nie wracać.

Będę ją pisać tutaj i  przeżywać wszystko jeszcze raz…rozmyślając nad tym za co „przestałam” kochać swoich rodziców.

Bo można przestać kochać rodziców.

Wcale nie trzeba ich kochać, czasami po prostu nie ma się za co. Albo jak jest za co, to już cierpienia to zagłuszają.

Zaczynając to pisać nie mam zielonego pojęcia od czego mam rozpocząć.

Zacznę po prostu od początku, od tego co pamiętam.

A bardzo mało pamiętam, bo pamięć mam bardzo słabą…

Na początek o miłości, której zabrakło u moich rodziców w małżeństwie.

Myślę ,że może nie było jej wcale . A jeśli była to właśnie ta „zła” oparta na przemocy i kłamstwie, ta nieprawdziwa. Nie chcę już docierać do ich dzieciństw ,ale myślę, że wiele bym tam znalazła ,natomiast nie mam zamiaru tracić energii potrzebnej mi teraz bardziej na pracę nad sobą. Myślę ,że ogromną zmianą w ojca postępowaniu wywołała śmierć jego ojca w  młodym wieku, a może wcześniejsze jego alkoholowe przeboje tj. bicie, awantury itp.

Mama? – o mamie nie wiele wiem. Wiem, że wszystko było z nią w porządku. Na początku.

Okazało się jednak ,że spotkała na swojej drodze paranoika.

Człowieka o zaburzonej osobowości ,który myśląc ,że kocha matkę z lęku ,że ja straci potrafił ją śledzić i bić. Matka czując lęk pokochała kogoś innego. Ale straciła i to. Pozostała dla nas.  Zapominając o sobie- co było jej największym błędem. Nauczyła tym nas – nie dbania o siebie.

Myślę jednak ,że bardzo często popełnianym błędem przez matki, jest poświęcenie siebie w imię czegoś, albo kogoś co potem i tak odbija się na dzieciach.

Z drugiej strony jak tu nie poświęcić swojego życia dzieciom, nie mając wsparcia własnych rodziców. O i może tutaj wyłoniła się podstawa zaburzeń mojej mamy. Nie została by z tatą. Tylko w nas miała miłość bezwarunkową i tylko w nas mogła ją odnaleźć . To chyba logiczne ,że brak czasu i determinacja przyczynia się do zaniedbania siebie ,a matczyny instynkt tylko do tego popycha…

Wiele lat cierpień matki przez co straciła pamięć i zdrowy rozsądek, bardzo niekorzystnie wpłynęło na wychowanie dzieci, ale o tym później.

Jedyne o czym JA marzę to metoda z mechanicznej pomarańczy.

Chciałabym, żeby podłączyli mnie do prądu i  doprowadzili do totalnej amnezji….

Lecz tak niestety się nie da.

Trudne dzieciństwo zobowiązuje do odpowiedzialności za to w dorosłości .

I tu jest pies pogrzebany.

 

W wieku 15 czy tam 16,17…lat, i ja zaczęłam sięgać po wódkę,piwo. Zaczęłam imprezować i znikać na noce..jednym słowem tonąć na same dno, ale też jak inaczej mogło się dziać, kiedy rodzice nawet o tym nie wiedzieli bo leżeli pijani jak świnie. Robiłam co chciałam. Nie mówili mi nic . Jedynie bili .Tak naprawdę robiłam wszystko by mieć wyrzuty sumienia i by zrobić wszystko, czego nie powinnam ,żeby ktoś zwrócił w końcu na mnie uwagę, martwił się o mnie.

Dostawałam za wszystko. Począwszy od niewyniesienia śmieci, kończywszy na zbyt głośnym śmiechu. Po twarzy, po głowie, kopanie – było wszystko. Ileż można wytrzymać mając w domu taki syf… trzeba było wyjść do starszych facetów u których wtedy szukałam bezpieczeństwa ,którego nie dawał mi ojciec, szukałam wsparcia u  przyjaciół, chciałam poznać tego „lepszego” życia. Poznać smak miłości, nie wiedząc co to miłość, poznać smak alkoholu, narkotyków, seksu, bez nadzoru rodziców…bez tłumaczenia mi co dobre, a co złe. Ktoś jednak musiał nade mną czuwać- bo mimo tego wszystkiego dziś piszę książkę ,a nie leżę zaćpana .

Zaczęłam palić papierosy, uciekać ze szkoły, pić, zakochiwać się w facetach niedostępnych dla mnie i wywołujących u mnie adrenalinę…czyli podobne emocje jakie wywoływali u mnie rodzice, wieczny niepokój i lęk.

Po prostu jak małe dziecko parząc się wrzątkiem, odczuwałam ból, sama na własnych przeżyciach uczyłam się życia. Bo kto miał mnie nauczyć? Jedynymi osobami, które uczyły mnie zdrowych schematów był mój brat i dziadek. Ale byłam zbyt młoda i zbuntowana by ich słuchać…musiałam wszystko sama PRZEŻYĆ…

 

Pamiętam ostatni dzień wakacji…kiedy leżałam w nocy na trawie  z moją „pierwszą miłością ”..którego myślałam ,że będę kochać do końca życia  ( nie wiedząc co to miłość ) Wydawało mi się ,że jestem bardzo szczęśliwa, ale jeszcze nie wiedziałam, że ktoś może mnie skrzywdzić prócz rodziców…myślałam, że poza domem jest lepiej…że mój luby mnie uratuje… jednak jedyną rzeczą o jakiej myślał o mnie tamtej nocy i zawsze..było mnie rozdziewiczyć. Co zauważyłam..i w porę mu się nie udało. Wtedy wróciłam do domu z płaczem, zawiedziona….oszukana i następnego dnia zaczęło się Liceum. Te 3 lata były bardzo dziwne ..spokojne w sprawach sercowych..ktoś zabiegał, ktoś mi się podobał…ale to wszystko. Zakochana byłam w Nim. Żyłam wierszami ,piosenkami i swoimi rodzicami ,chciałam to wszystko przetrwać i uciec. W domu działo się coraz gorzej…wiele mężczyzn chciało mnie mieć, wiele uratować, ale nikt nie mógł.

Nie chciałam kochać…nie wiedziałam co to jest!! tęskniłam za tym pierwszym uczuciem,bo jestem dda…nie umiałam odejść myślami od jego wywołujących u mnie lęki ramion. Czas mijał. W domu…zaczynałam przejmować obowiązki dorosłych.. opiekować się rodzicami.. dostawać za to po ryju.. wymiotować, objadać się i znów wymiotować, żeby się tym zmęczyć i nie myśleć. Płakać co noc….pisać wiersze…rozwijać swoje cierpienia. Nie uczyłam się w szkole, chociaż byłam od dziecka bardzo zdolna. Nie miałam koncentracji i pamięci , bo jak było można mieć, mając takie stresy w domu?? tylko jak już musiałam…jak już wiedziałam ,że mogę nie zdać i tak mam do dziś.. bo zakodowane miałam ,że po szkole trzeba było zrobić wszystko ,żeby zakamuflować patologiczny dom i uciec z niego…gdzieś… do koleżanek, do kolegów…uciec… wrócić i dostać po ryju. Nie spać do rana i iść do szkoły. Wrócić i zająć się domem, bo nie sobą.

Na to nigdy nie było czasu.

Moim obowiązkiem było wracać i być karaną za dobro, chwaloną za zło. Być na granicy…stąpać po cienkiej lini , między nienawiścią / miłością…skakać po szczeblach emocji po czym wpadać w  euforie… cieszyć się sztucznie, płakać w ukryciu… Tym żyłam…

Wtedy poznałam pierwszego chłopaka. On jedyny znosił mnie taką jaką jestem. Pokochałam go. Ale zniszczyłam .Bo będąc z nim przeżywałam najgorsze momenty w moim domu…Byłam wciąż bita przez rodziców, szarpałam się z matką…wpadałam w szał…ryczałam ,bluźniłam ,krzyczałam…biłam się, płakałam i tak się męczyłam ,że zaczynałam się śmiać. I to właśnie wywołało u mnie borderową postawę. Zmienność.

Silny stres…szał…i nagle zmęczenie…i tak cały czas…emocje dusiłam często w sobie…wyładowując na nim… odtrącałam go ..dając mu szansę na spokojniejsze życie… wracał, walczył., ale nie było z czym…bo ja wtedy sama nie walczyłam…nie byłam kompletnie świadoma jakiego potwora hoduję w sobie…

NIE ZNOSZĘ KŁAMSTWA!!

kłamstwo powoduję u mnie nienawiść. Tata zawsze mnie okłamywał. Potem już oboje. Pewnego dnia okłamał mnie też mój facet. Co wywołało u mnie poczucie ,że jestem śmieciem…że wszyscy mnie okłamują…chciałam się zabić. Nie udało mi się. Pogotowie, skierowanie do szpitala psychiatrycznego…ale w końcu szansa i Obietnica poprawy.

W tym całym wciągającym mnie bagnie moja Mama chorowała na raka…a tata mieszkał ze swoją matką od dawna, chlał tam ,a do nas przychodził czasami nas prześladować, nachodzić, śledzić ,grozić i wywoływać u nas lęki, przy czym dać komuś w ryj.

Zdałam maturę. Dosyć dobrze jak na totalny brak szarych komórek…które pewnie od stresu i uderzeń zdechły w większości.

Po odebraniu wyników ,zadowolona bo i mama po chemii nie miała w sobie komórek rakowych, mogłam uciec na trochę, żeby odpocząć.

Wyjechałam więc z chłopakiem do brata , zza granicę.

I tam poczułam strach, poczucie pustki, braku sensu życia…agresję do bliskości, powiedziałam chłopakowi ,żeby odszedł, bo go nie kocham. Choć było inaczej.

Wróciłam po półtora roku, do matki ,która już była w hospicjum i straciła pamięć.

To nie były przeżuty, Była podczas naszej nieobecności bita, gwałcona i piła ogromne ilości wódki, dlatego straciła pamięć…do tego nawrót choroby…ciągły lęk i stres…

Wróciliśmy…i to był najpiękniejszy rok w moim życiu…dom…pełen miłości…bo mama wyszła z hospicjum i nie piła…jeździła znowu na chemie, a tata nie robił już jej krzywdy…ale rak nie dawał za wygraną.Zjadał ją całą…i nagle w 2009 dostała wylewu i umarła ..umarła moja mamusia…w jej oczach już jej nie było, to były głupie oczy, oczy małego dziecka…moja mamusia czyli osoba która nadawała sens mojemu życiu-już wtedy odeszła…moja mamusia, którą się opiekowałam. Nie sobą. Tylko nią.

Miała afazję, straciła pamięć. Zamieniła się w warzywo.

Po 4 miesiącach zmarła. Zmarło jej ciało. Odeszła. Ja przeżyłam traumę .

3 miesiące później zmarł mój ukochany dziadek. Przeżyłam kolejną traumę..

i Wtedy się zaczęło kolejne piekło…ale już dzisiaj nie mam siły o tym pisać. Muszę się teraz przespać bo przypominanie sobie tego wywołuje u mnie duże napięcie .

Pocieszę was. Że w obecnej chwili moje życie wygląda zupełnie inaczej.

A jak pomyślę jak będzie piękniejsze za jeszcze parę lat… to nabieram podwójnej siły.

Dlatego nie poddawajcie się ..a jeśli się poddacie.. to natychmiast wracajcie do walki. .bo przegrana bitwa…TO NIE PRZEGRANA WOJNA !!

O mnie

JESTEM…

  • jestem dla siebie najsurowszym krytykiem
  • zbyt szybko się osądzam
  • jestem swoim najgorszym wrogiem!!!!

 

JA..

  • mam skłonność do poczucia odpowiedzialności za wszystko
  • jeżeli trzeba wykonać jakąś dodatkową pracę, zgłaszam się na ochotnika
  • trudno mi odmówić, kiedy ktoś prosi mnie o pomoc
  • pomagałam wszystkim i troszczyłam się o wszystko w mojej rodzinie
  • w mojej rodzinie chwalono mnie, gdy zachowywałem się jak dorosła
  • to ja w mojej rodzinie fizycznie i emocjonalnie troszczyłam się o mojego ojca/matkę

dlatego..

  • Tak Trudno mi wyrażać uczucia
  • często nie jestem świadoma swoich uczuć
  • czasami myślę, że uczucia są wyłącznie ciężarem
  • przeraża mnie, czego mógłabym się dowiedzieć, gdybym pozwoliła sobie na jakiekolwiek uczucia
  • często czuję się bezradna
  • mam wrażenie, że cokolwiek bym nie zrobił, niczego to nie zmieni
  • zawsze sprzątną mi sprzed nosa to, czego potrzebuję
  • czuję się winna za odczuwanie jakichkolwiek własnych potrzeb
  • często czuje się winna za bycie ciężarem dla innych
  • ciągle za wszystko przepraszam
  • przepraszam za rzeczy, które nie wymagają przeprosin
  • w mojej rodzinie ktoś zawsze był obwiniany
  • w mojej rodzinie to właśnie mnie obciążano odpowiedzialnością za rzeczy, za które nie powinnam odpowiadać

Mam nałogowy (obsesyjny) stosunek do: jedzenia, alkoholu, pracy, robienia zakupów, korzystania z podręczników autoterapeutycznych, przyciągają mnie ludzie, którym mogę pomóc lub których mogę wyleczyć

  • mam skłonność do nawiązywania bliższych znajomości z osobami, które zostały zranione lub są trudno dostępne
  • największą bliskość odczuwam wówczas, gdy komuś pomagam
  • odejście jest dla mnie niezwykle trudne
  • nienawidzę mówić „żegnaj”
  • pozostawałam w bliskich związkach o wiele za długo, niż powinnnam
  • kiedy ktoś bliski wyjeżdża, boję się, że nigdy więcej go/jej nie zobaczę
  • gdy staję wobec jakiegoś problemu, trudno mi wymyśleć więcej niż jedno rozwiązanie
  • mam skłonność do myślenia w kategoriach dobro-zło
  • zawsze wydaje mi się, że tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa
  • jeżeli ty masz rację, to ja na pewno się mylę
  • często myślę „przeszłość jest już zamknięta, nie warto się nią zajmować”
  • tak bardzo próbuję nie myśleć o przeszłości, a wciąż mnie ona prześladuje
  • często czuję się jak bojownik, któremu udało się przetrwać
  • często mam wrażenie, że po tym, co przetrwałam w  dzieciństwie dam sobie radę z każdą sprawą

dla Mnie…

  • zabawa jest dla mnie trudnym zadaniem
  • kiedy ludzie śmieją się zbyt głośno, zaczynam odczuwać niepokój
  • w znacznej mierze jestem samotnikiem

w mojej rodzinie…

w mojej rodzinie nie należało wyrażać uczuć takich jak: wina, skrucha, wstyd, lęk, radość, ból, miłość, złość, smutek

  • w mojej rodzinie głośny śmiech oznaczał, że sprawy wymykają się spod kontroli
  • w mojej rodzinie, kiedy tylko odprężyłam się zawsze zdarzało się coś złego
  • w mojej rodzinie zabawa zawsze oznaczała picie
  • ktoś w mojej rodzinie nie panował nad sobą
  • w mojej rodzinie miała miejsce przemoc fizyczna
  • w mojej rodzinie chaos wybuchał zupełnie niespodziewanie
  • w mojej rodzinie zawsze ktoś miał kłopoty
  • w mojej rodzinie byłem dla wszystkich powiernikiem
  • w mojej rodzinie być blisko kogoś, oznaczało pomagać mu
  • w mojej rodzinie ojciec/matka odeszli prawie bez słowa
  • członkowie mojej rodziny pojawiali się i znikali bez specjalnego uprzedzenia, a ja musiałem się jakoś dostosowywać
  • w mojej rodzinie byłem pozostawiony sam sobie
  • życie w mojej rodzinie było albo martwą ciszą, albo piekielnym sztormem
  • w mojej rodzinie stale posługiwaliśmy się takimi terminami, jak: zawsze, nigdy, bezwzględnie, całkowicie
  • pamiętam jak mówiono mi „nie denerwuj się”
  • w mojej rodzinie smutek był zabroniony
  • w mojej rodzinie smutek był uważany za przejaw słabości
  • w mojej rodzinie wróg był w domu
  • przetrwanie umożliwiła mi moja niezależność
  • nauczyłem się, że nie mogę na nikim polegać
  • pomimo moich gorących modlitw, nikt w mojej rodzinie nie przyszedł mi z pomocą

 

 

Dalej…

Wszystko zaczęło się bardzo powoli.. już za dzieciaka miałam przeróżne napady histerii ,z płaczu do śmiechu potrafiłam przejść w mgnieniu oka..

z nienawiści do miłości też…potrafiłam leżeć z dołem, a potem przeżywać stany euforii ..wszystko działo się jak na karuzeli… w kółko to samo.. nie byłam jednak świadoma jak interpretować swoje uczucia, jak interpretować dni kiedy wstępowała we mnie złość…kiedy płacz…nienawiść ogarniała każdą część mojego ciała i umysłu.. nienawidziłam całego świata…odreagowywałam na innych, a przede wszystkim na sobie, już wtedy myślę objawiało się moja zmienność nastrojów.Teraz kiedy jestem już troszkę świadoma…wciąż sobie nie radzę ,ale jest o niebo łatwiej.. WIEDZĄC Z CZYM SIĘ WALCZY.

ŻYJĄC w domu pełnym przemocy kilkanaście lat… nie można być zdrowym … jest to niemożliwe!! ale można żyć zdrowo  trzeba wziąć też pod uwagę jedną najważniejszą rzecz !!! DDA, BORDERLINE TO NIE GRYPA !!! nie można wziąć antybiotyku i wyzdrowieć… tu trzeba lat..lat… i ciężkiej pracy każdego dnia…MY LUDZIE Z SYNDROMEM DDA, DDD, BORDERLINE ITP… rodzimy się każdego dnia na NOWO !! u nas walka trwa każdego dnia od nowa.. o lepsze chwile.. i WIERZĘ Z CAŁEGO SERCA.. że wszystko co w życiu straciłam – zostanie mi wynagrodzone !! A WSZYSTKO TO ZALEŻY TYLKO ODE MNIE SAMEJ !!! nikt tego za mnie nie załatwi.
WSZYSTKO MIJA !!!
Nic nie trwa wiecznie…

I WSZYSTKO CO DOBRE LUB ZŁE ZROBIMY- WRÓCI DO NAS!! musimy o tym zawsze pamiętać!!!
Prawo do słabości, do krzyku, płaczu, gorszego dnia ma każdy
Jedyną rzeczą , której musimy się moooocnooo trzymać to świadomość, że to minie.

Bo to zawsze mija!! przytoczę tu piękne słowa anonimowej dla mnie osoby ,która kiedyś wypowiedziała się na którymś z blogów.

„Jest lepiej, z dnia na dzień praca którą wykonujesz z terapeutą owocuje – mniejszym krzykiem, szybszym opanowaniem złości, mniejszymi dołkami. Warto walczyć. To nas wzbogaca a im więcej w sobie mamy tym więcej damy 2giej osobie”

I wierzyłam w to, całym sercem ..wierzyłam ,że dam Arturowi to co najpiękniejsze, to co noszę w sobie pod skórą płaszczem ochronnym…. wierzyłam..w niego,w nas…

Ale usłyszałam ,że jestem fikcją . A to nie prawda,gdybym nią nie była,zapewne nic bym dla niego nie zrobiła i zostawiła go.Mam uczucia,żadne zaburzenia nie pozbawiają uczuć.Jedynie zaburzają okazywanie…i ja tak mocno kochałam….tak bardzo,że w momencie terapii wariowałam… ale nie dlatego,że nic nie czułam..właśnie dlatego ,że bardzo kochałam.Nie ukrywam ,że kocham do dziś.

Czytaj więcej