Dziękuję , że jesteście

Chociaż jest was mało ( może to i dobrze 🙂 ) to i tak jestem bardzooo szczęśliwa, że was mam. Niektórzy tu zaglądają od czasu do czasu , inni regularnie…

Jedni zostawiają po sobie ślad ..inni nie. Te wszystkie ciepłe słowa jakie od was dostaję sprawiają, że zawsze do was zaglądam . Nie usnę jak nie zerknę co słychać na blogu..

Czuję, że jesteście częścią mojego życia bo wkradacie się do niego w postaci napisanych słów.Nie czuję się samotna z tym wszystkim i wiem, że to co robię ma sens. Mam nadzueje, że chociaż jednej osobie dałam nadzieję na wyzdrowienie , zmotywowałam, uspokoiłam i pomogłam zrozumieć z czym mamy do czynienia …

jeśli chociaż jedna osoba powie mi, że pomogłam to będzie znak, że było warto !! chociaż i tak czuję, że opłaca się tu być 🙂

Dziękuję

Czytaj więcej

Przystań dla marzeń

49144

Niedługo minie 6 lat leczenia. Chociaż trudno nazwać leczeniem ostatni rok.  Od dawna czuję się „zdrowa”

Czas tak bardzo szybko leci kiedy jest dobrze..tak wolno, kiedy jest źle .

Te emocje, które odczuwałam przed ślubem były zupełnie normalne w mojej sytuacji. Bardzo się bałam tego wszystkiego. . . i teraz śmiało mogę powiedzieć . Miałam PRAWO SIĘ BAĆ.

  1. wiem, że niepotrzebnie. Ale kto się ślubu nie obawia …;)

Mam już swoją przystań dla marzeń. Jest nią moja rodzina, którą założyłam . Teraz wiem, że tego brakowało mi od zawsze. Tej przystani… tej miłości..

Ciężko było ją wybudować, ale praca nie poszła na marne. Jestem bardzo szczęśliwa, stabilna i uzdrowiona . Dziecko odblokowuje we mnie wszystko co ściśnięte przeszłością kisło we mnie latami. Znów nieśmiało zaczynam czuć miłość…nie tylko do córki, ale i do męża. Uzdrawiam te zdruzgotane uczucia ..każdym przytuleniem córki.

teraz dopiero widzę jak bardzo byłam przez te wszystkie lata poblokowana. Nie umiałam przez to kochać…miałam zamknięte ,zranione serce ..

Odtrącałam wszystkich dookoła różnymi sposobami …byleby tylko nie angażować się w jakieś relacje. Czasami mam takie dni, że tak bardzo jestem szczęśliwa i pełna miłości, że aż mi głupio z tym. Płaczę z radości, ale i boję się tego. Wtedy pojawiają się takie standardowe myśli ' nie zasługuje na to'

Chciałabym zrobić coś aby każdy z was kto jest na początku tej drogi uwierzył w happy end.Ale co mam dla was zrobić?

jak ?

Co zrobić abyście świadomi siebie samych i swoich problemów w zgodzie z sobą i w odpowiednim tempie dla SIEBIE dążyli do zdrowego i radosnego życia ?

nie chcę abyście się poddawali

Szukajcie odpowiednich lekarzy…psychologów z powołaniem, którzy was poprowadzą przezto wszystko. Szukajcie ich do skutku. Zbudujcie relacje i działajcie .

 

Czytaj więcej

Szklana pogoda

images

Za oknem wieje niczym w nadmorskim porcie. Co chwile wstaję do okna by zmniejszyć szparę którą wiatr co chwile poszerza jakby droczył się ze mną. Nie lubię takiej pogody.  Z jednej strony miło jest odetchnąć po upałach, a z drugiej natomiast taka pogoda zwykle wpędza mnie w kiepski nastrój.

Kiedy wieje i pada za oknem nie słyszę śmiejących się dzieci, które z radością wybiegają z przedszkoli. Nie widzę ludzi w kolorowych ciuchach, japonkach i lustrzanych okularach. Nawet psy niechętnie chodzą po dworze, a co dopiero ludzie. Pada i wieje, a parasolki są z góry skazane na śmierć. Nie ma o czym mówić. Zostajemy w domu…dużo myślimy i łapiemy doła.

Jestem jakaś bardziej płaczliwa…mam dziwne myśli..napływają do mnie chyba z podmuchem wiatru .

Wchodzę pod prysznic.

Nagle nachodzą mnie jak grom z jasnego nieba takie klatki wycięte ze wspomnień z domu. Ojciec wchodzi do łazienki nawalony i krzyczy do matki pod prysznicem ' ty kurwo..' i wyciaga ją gołą za włosy i napierd… Ot tak!! Taki obraz w głowie…

Ale to jest nic. Bo uczucia jakie sie pojawiaja po takiej imaginacji są straszniejsze niż widoki w mojej wyobraźni. Ucisk w glowie i silne napięcie. Ogromny lęk…jak nad przepaścią…robi mi się duszno i ciasno we własnym ciele. Zaczynam chwilę płakać…hamuje to i zatrzymuję lot w dół…

Biorę jakiś stary szampon z szafki..tym samym myłam mojego psa…przypominam go sobie..odszedl ode mnie niedawno po 19 latach. Przypominam, ale z trudnością…bo bardzo przeżyłam śmierć mojej małej przyjaciolki. Tak bardzo, ze wspominajac ją czuje gniecenie w klatce piersiowej na samo małe przypomnienie sobie jej słodkiego pyszczka. Nie przepracowałam żałoby po niej.. Nie było na to czasu bo urodziłam zaraz córkę.. A bardzo chciałabym się z tą stratą pogodzić. Nie tęsknić już tak bardzo za jej zapachem ( smrodkiem 🙂 ) jej tupaniem i spojrzeniem…

Takie retrospekcje w mojej wyobraźni są objawem ptsd lub po prostu skutkiem traum.

Odcięłam się od tego…a jednak powraca.

Katuję się nimi żeby poczuć, że żyję. Czasami po prostu muszę się mocno przebodźcować żeby rozładować napięcie. Nie wiem czy ktoś z was wie o co mi chodzi, ale nie cieszę się jeśli jest nas więcej.

Trauma trauma..i jeszcze raz trauma. Ileż przemocy było w moim domu…ileż znęcania i bólu.

Nawet nie wiem ile wyparłam z pamięci. Ile tam tego syfu kiśnie na zapleczu pamięci…

Zmęczona wychodzę spod prysznica. Przytulam swoje maleństwo …i słucham w lęku wiatru.

Dobranoc

Czytaj więcej

Koszmary

8a091fee00213e9a50ba919d

Mam pytanie do was. Szczególnie do osób po przemocowym dzieciństwie.

Miewacie koszmary?

Jeśli tak, to jakie najczęściej?

Koszmary SENNE często wpływają na nasz dzień. Przynajmniej u mnie.

Mam bardzo przemocowe „chore” koszmary..niczym teledyski Marlin Manson…gdybym nakręciła film z klatek moim koszmarów…to nikt nie byłby w stanie wysiedzieć w kinie 5 minut….

A ja muszę w tym kinie siedzieć czasami całą noc. Budzę się roztrzęsiona i pełna lęku. Po otwarciu oczu mam te swoje 5 minut, kiedy muszę dosłownie trzymać się prześcieradła, żeby nie iść do kuchni i nie podciąć sobie żył. Jestem wtedy tak zmęczona tymi obrazami, że śmierć staje mi się naprawde jedynym zerwaniem z łańcucha traumatycznych scen..

Męczyłam sie z koszmarami w ciąży każdej nocy. A teraz co jakiś czas… Nie wiem jak się z tego oczyścić.

Czytaj więcej

Past.

Jeszcze niedawno stałam pod gmachem liceum na „zajarze”.Trzymając w ręku szluga starałam się wtopić w tłum tak aby nikt nie poznał po mnie, że wczoraj szarpałam się z matką i przepłakałam całą noc. Miałam nie być dopuszczona do matury..nikt nie wierzył, że ją zdam. Miałam udupić rok i powtarzać klasę .. ale zlitowali się nade mną . Do dziś patrzę na swoje świadectwo dojrzałości ze wstydem. Od góry do dołu same dwóje..tylko po to abym mogła maturę pisać. A Szkoda..bo np. z Francuskiego miałam szóstki.. ale , że nie byłam na klasówkach i nie miałam kiedy ich poprawić – jedynki z automatu wpadały do dziennika rzędami. Nie chodziłam do szkoły często…w domu była moja chora mama na raka, po chemioterapii i w dodatku mająca problem z alkoholem. . .

Do dziś nie zapomnę jak wychodząc do szkoły mijałam kuchnie, w której siedziała łysa i jadła śniadanie.Z awsze dawała mi buziaka przed wyjściem i uśmiechała się. Wiem, że później płakała cały dzień. Była taka samotna…w dodatku bita i uzależniona od alkoholu. Traciłam ją każdego dnia. Nic więc dziwnego, że w szkole nie byłam skupiona… przed oczami miałam widok matki.

Ku zaskoczeniu nauczycieli maturę zdałam dobrze. Studia zaczęłam jedne…potem drugie… potem trzecie…i w końcu uzyskałam dyplom. Dwa lata temu stałam pod gmachem szkoły wyższej w Łodzi . Na zajarze… i modliłam się o dobry stopień z obrony.

Dzisiaj jestem mamą miesięcznej córki. Mam wspaniałego męża i całe życie przed sobą. Mam dobrą pracę i wspaniałych w niej ludzi. Jeszcze niedawno byłam w szpitalu na oddziale zamkniętym na terapii.. dzisiaj moje życie jest zanadto otwarte i pełne nowych wyzwań.

Prawda nieumiejętnie wypowiedziana może zabić. Czasami prawdy nie powinno się mówić, a jeśli już to tak aby nie zrobić nią krzywdy sobie i innym. Moment w którym  jesteśmy gotowi się z nią zmierzyć przychodzi sam. Nie trzeba go gonić na siłę i szukać do upadłego. Nadejdzie ot tak. Ale to bardzo ważne kto i kiedy mówi nam prawdę o nas samych…dlatego lekarz,ksiądz,psycholog…ktokolwiek nam ją mówi staję się nam bliski od chwili zetknięcia się z nią. Dlatego w leczeniu bardzo ważne jest na kogo się trafi na swojej drodze.Baaa… a jeszcze ważniejsze jest aby dostrzec te osoby. To wcale nie muszą być lekarz czy psycholog. To może być partner,przyjaciel itp. Ja miałam wiele szczęścia !! Prawda na początku próbuje nas zniszczyć, zniewolić jak tylko się da. Jest naprawdę trudna do oswojenia, ale z czasem zapominamy o niej gdyż tak mocno wtapia się ona w codzienność, że przestaje istnieć. . .

Rodzisz się wtedy od nowa i znów lub dopiero cieszysz się  pełnią życia 🙂

Pamiętaj o jednej ważnej rzeczy. Wszystko przemija..czas płynie. To, że właśnie jest źle nie oznacza, że nie będzie dobrze…musisz być tego świadomy.

Świadomy zmian i tego, że życie to sinusoida. Raz lepiej, raz gorzej. I sztuką życia jest umiejętnie cieszyć się nim w każdym okresie i mieć właśnie świadomość, że te gorsze momenty mijają..a kiedy jest dobrze, wiedzieć , że może być i gorzej, ale nie bać się tego i uznać to za normalną kolej rzeczy.

To, że dzisiaj usłyszałeś, że cierpisz na bpd, dda itp..NIE OZNACZA, że odstajesz od społeczeństwa, Twoje życie jest inne i nie da się go 'naprostować' . Jak sobie wmówisz najgorsze i staniesz miejscu, w tym gorszym okresie ' To po Tobie'. Dlatego staraj się patrzeć w przyszłość wierząc , że za jakiś czas…czasami kwestia kilku miesięcy..dni…lat..patrząc wstecz..nie będziesz rozpamiętywał tych złych chwil..bo i po co 🙂 czasami spotkanie na swojej drodze osoby, która odmieni nasze życie wystarczy. Ja tak miałam z moim mężem.. serce podpowiadało mi, że powinnam go dostrzec i uszanować… a borderline aby uciekać. Posłuchałam głosu serca…borderline zaczęło przegrywać z miłością…i ucichło może na zawsze.

Jak dla mnie.

Każda choroba czy zaburzenie słabnie, przemija…jak do walki staje z miłością. Tylko jedno ważna sugestia.

Ty też musisz w końcu nauczyć się kochać, nawet jeśli kalecznie Ci to idzie.

Małymi kroczkami…

Nie można tylko brać i oczekiwać… samo nic nie przejdzie,przyjdzie i nie zniknie. Pamiętaj o tym. Każdego dnia staraj się dawać miłość..najpierw sobie ( bez tego porażka ) Jak nauczysz się dawać sobie miłość..dawaj ją też innym. Nauczyć się miłości od innych też można, ale jak się ma zamknięte, pyszne serce – NIC Z TEGO. (więcej…)

Czytaj więcej

Borderline Jak żyć z osobą o skrajnych emocjach

IMG_20160326_082051

To moje drugie podejście do tej książki. Tym razem czytam ją dokładniej. Dwa, trzy razy fragment, który wydaje się być odpowiedzią na moje zachowania. Ta książka mimo tego, że ma trudną dla cierpiących na bpd treść bardzo uspokaja. A dzieje się tak dlatego, że pewne 'demony' jak to ja nazywam..są po prostu albo i aż objawami tego zaburzenia. To tak jakbyś miała kaszel…i gorączkę i bałabyś się, że umierasz…gdzie tymczasem lekarz mówi Ci po prostu, że to normalne objawy grypy i leczone..ah głupio napisać – po prostu przeminą .

Przynajmniej wiem co się ze mną dzieje i nie boję się tego tak bardzo jakbym nie wiedziała. Kiedy nabywamy wiedzę żyje nam się łatwiej. I właśnie dlatego polecam wszystkim tę pozycję do przeczytania jako lekturę obowiązkową.

Czy ktoś z was czytał tę książkę i może śmiało polecić innym?

 

Czytaj więcej

Lęk przed przyszłością.

cropped-sennik_cierpienie.jpg

O to stoję przed najważniejszym momentem w życiu. Narodzenie się mojej córki i ślub z moim mężczyzną. Kilka tygodni temu byłam bardzo z tych powodów szczęśliwa, dzisiaj staję w obliczu lęku.Tak silnego, że mam ochotę uciec na marsa..i nigdy nie wracać. . . . 

Odcięłam się kompletnie od uczuć. Nie mogę czuć bo jestem bpd…dda..ddd…cokolwiek .

Jakkolwiek by tego nie nazwał..to rozwala mi życie. Kocham…nie kocham…tęsknie i nienawidzę…chcę być jego żoną..ale i nie chcę..u mnie to się nię łączy w jedność. U mnie uczucia są nieintegralne… Niespójne.

Albo Kocham albo nie. Na tym polega bpd….

Często wlasnie przyczyną takiego rozczepienia uczuć jest lęk albo ( uwaga! Ciężko odróżnić ) napięcie.

Duszony lęk może też napięcie wywołać . Jestem bardzo świadoma swojej choroby z którą zmagam się może i kilkanaście lat. Dawniej, kiedy czułam to ogromne napięcie czy lęk rozładowywałam go alkoholem..seksem czy inną..bardziej ohydną autodestrukcją. To musiała być tak okropna autodestrukcja abym nie mogła spojrzeć na siebie i napluć w lustro po czym wyzwać siebie od kurw..ale to pomgało . Na jakiś czas…

Teraz kiedy wychodzę za mąż bardzo boje się, że kiedyś to napięcie rozładuję w takie sposoby…gdybym wcześniej tego nie robiła byloby gorzej bo mogłoby się to prędzej stać..Ale boję się, że rozładuję napięcie i lęk poprzez alkohol i seks np. Z innym facetem. I w sumie wiem, że nie zrobię tego…to jakoś mnie tak ciągnie do zniszczenia siebie. Tak jakby chcę tego !!

Uzależnienie od autodestrukcji.

Czasami wiję się w pościeli i wyciskam łzy.. Męcząc sie sama w sobie. Wyobrażam sobie wtedy, że go zdradzam..on mnie wyzywa od kurw..a ja się zabijam.. I takie obrazy dają mi ulgę  . Często zadaję sobie ból wyobraźnią…tylko po to aby sobie ułżyć.

Boże jak bardzo jestem pokrzywiona !!

Dziwie się sobie samej..że mam czelność żyć. Nie ranie mojego narzeczonego.. Nie umiem..ale boje się..że kiedyś to zrobię przez ten ból..i popełnie np. Samobójstwo. Mam świadomość czym jest depresja..nerwica… Bpd..dda…

Czuję miłość do zadawania sobie bólu. Czy powinnam zakładać rodzinę..???

Dalej wierzyć? Co powinnam…kim jestem..i dlaczego nie chcę żyć..  Czy to ten okropny lęk powoduje to wszystko..

Nie wiem..nie znam odpowiedzi. Znam tylko swoje problemy…znam bpd. A i tak jeszcze się go boje…

 

Czytaj więcej