PUSTKA

kobieta-umiera_19-132393

Dzisiaj o pustce. Tej w nas, w naszym życiu.

O tej wyimaginowanej pustce ,która pustką często nie jest.

Przez cały proces zdrowienia. Przez cały okres trwania choroby..czułam pustkę. W momencie, kiedy ją czułam – bałam się. Wywoływała ona u mnie lęk przed unicestwieniem, brakiem sensu, zagładą mojej osobowości. Nie czułam aby we mnie było kilka osobowości, czułam ,że nie mam ani jednej. Toteż zawsze kiedy ta owa pustka mnie dopadała uważałam, że „nic” nie czuję . Dopiero po 3 latach leczenia wiem, że taki stan nie istnieje. Skąd więc czułam jakbym nic nie czuła? i czy nie powinnam być szczęśliwa, że te 3 lata cierpienia pozwoliły mi radzić sobie z pustką?? Powinnam. Może i w końcu jestem.

Uczucia nadają znaczenie naszemu życiu, zdarzeniom, sytuacjom i kierują naszymi działaniami. Dzięki nim odróżniamy dobro od zła. Co więc jeśli, nasza osobowość np.rozwijała się w „trudnych” warunkach? zapewne sprawiło to, że nie posiadamy umiejętności regulowania tych uczuć, kierowania ich w dobrym kierunku. Kiedy myślę sobie o tym całym mechanizmie to wyobrażam sobie go następująco:

Jest uczucie.. rodzi się.. rośnie, rośnie, rośnie.. staje się silniejsze..pobudza nasz umysł i ciało. Jeśli go nie uwolnimy, zamienia się w inne. Jeśli je ukierunkujemy w dobrą stronę, zostanie ono twórczo wykorzystane.

Przykład. Czuję złość do swojego chłopaka. Bo na przykład olał mnie dzisiaj i poszedł sobie na siłownie nie rozmawiając ze mną, może miał zły dzień. Poczułam najpierw smutek, że tak samotnie mi przy nim, że nie wiem o co chodzi, może też poczułam ,że się o niego martwię, ale takich rzeczy mu na pewno nie powiem bo jestem uparta i silna. Nie dla mnie te delikatne uczucia i czułości. Chodzę więc z fochem..czując w głębi serca smutek i zmartwienie jednocześnie udając złą i obrażoną. Oczywiście mój chłopak to olewa i wychodzi. Co więc dalej?? zaczynam żałować ,że nie zapytałam go co się dzieje, obrażona ,że nie zainteresował się mną..nie zapytał mnie dlaczego chodzę zła…wręcz wkurzona.. Jak mógł się nie domyśleć o co mi chodzi.. ?? no tak.. zawsze to samo.. to facet.. oni robią wszystko prosto i na temat.  A ja zamiast wyrazić uczucie.. chowam je, jak już urośnie to zamieniam je w inne. A jak jest już inne i dużo silniejsze od np. smutku to czuję ,że żyję !! Ale jak już mogę wytrzymać tego dłużej ,że on się nie domyśla robię awanturę.. oczywiście najpierw wychodzę za złość z domu ,żeby mu pokazać ,że ja też może mam zły dzień, ale bez niego dam sobie radę !!! i idę sama na obiad..podczas którego jestem samotna..piszę mu smsy z wyrzutami ,że go tu nie ma…. i tak ciągle..tak często.. jedyne co nasuwa mi się na myśl to to,że zawsze mam wyrzuty sumienia ,że nie zatrzymam tego na samym początku tylko się nakręcam. Dlaczego?? bo może kiedyś nie było mowy o wyrażaniu..tych delikatnych uczuć.

Ehs.. to błędne koło.

W bpd jest o tyle gorzej ,że te uczucia są cholernie silne. I zdrowa niezaburzona osoba rozpoznaje je i umie je regulować, kierować nimi tak ,żeby nie działały na nas destrukcyjnie . Czyli na przykład jak zdrowa osoba czuje się smutna.. to nie idzie się schlać ,żeby nie czuć smutku tylko będzie potrafiła wyregulować to w jakiś inny sposób. Wyrazi uczucia zanim uczucia z niego wykipią..

Ja kiedy czułam pustkę, myślałam,że nic nie czuję… więc robiłam coś ,żeby poczuć coś silnego i nie czuć tej pustki, której się bałam najbardziej na świecie.

No bo jak to?? nie czuję lęku.. tak więc nie czuję popędu.. nie czuję złości.. więc nie mam energii.. nie czuję  !!! miłości..namiętności.. smutku..adrenaliny.. nic nie czuję !!! umrę…zniknę..

Gdzie było miejsce w tym patologicznym dzieciństwie pełnym przemocy na spokój?? nie było.. jak był spokój.. nie było co robić !! wtedy się szukało wrażeń.. bo kiedy był ten spokój zaczynało docierać do mnie jak mi źle.. zaczynałam żyć..czuć.. i to były takie silne uczucia, których wolałam nie czuć. Były straszne. Czułam tylko jak bardzo się boję. Jak brakuje mi mamy, która leży obok w pokoju pijana.. czułam nieustannie lęk. Czuwałam całą dobę nasłuchując czy tata nie bije właśnie mamy. Musiałam chronić mamę. Nie było miejsca na to, aby docierało do mnie jak cierpię. Musiałam nie czuć. Musiałam być silna !!! Musiałam odciąć się od siebie i swoich uczuć ,żeby przetrwać i uratować mamę.

Nie mogłam byś smutna, kiedy byłam smutna i nic się działo – znowu czułam pustkę. A to wywoływało lęk,że jak odpuszczę to nie dam rady. Czasami mnie to przerastało, ta bezradność, że nie mogę nic zrobić. Miałam okropne wyrzuty sumienia, że nie obroniłam matki kiedy ją bił. Kochałam ją..ale miałam dość krytyki. Dość tego, że pod wpływem alkoholu wyzywała mnie od kurw.. i kazała ojcu mnie bić. Jak płakałam to słyszałam ,że tylko płaczę. Że mam się wziąć za naukę, odrabiać lekcje a nie się mazać.Odrabiałam matematykę.. słuchając co dzieje się w pokoju obok..czy nie słychać pięści ojca odbijających się od ciała mamy..Kim byłam..

Skręca mnie jak to piszę. Płyną łzy.. bardzo głębokie..

Ale to właśnie daje mi odpowiedź . Pustki nie ma. Pustka to spokój..odcięcie się od uczuć. Kiedyś mechanizm obronny, żeby przetrwać ..żeby odpocząć. Kiedyś nie mogłam sobie na spokój, radość i brak silnych uczuć. Miałam deficyt dobrych uczuć… teraz jak one są ..nie wiem co z nimi robić… są zablokowane.

Pustka to miejsce na dobre uczucia..to czas na utworzenie się czegoś dobrego..Pustka to inspiracja..

Dajmy sobie czas..i nauczmy się przeżywać chwilowe pustki.. są często pozostałością po traumach.. ale nic złego nam nie zrobią. Są przecież częścią nas.

2 myśli na temat “PUSTKA

  1. w tym, że wstaję po takich atakach i idę dalej przez życie. Z nadzieją, że kiedyś tych ataków będzie coraz mniej.

  2. „jestem uparta i silna”

    a gdzie Ty te siłę widzisz? W atakach lęku bez podstaw, w robieniu jazd? Jesteś słaba, a ośli upór, ataki furii to broń słabych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.