Świadectwo dojrzałości

♥♥♥

Wyzdrowiałam… już dawno, ale po prostu bałam się to powiedzieć na głos.

Nie da się mnie już zdiagnozować.

Przyszedł moment, kiedy moja historia z bpd dobiega końca.Chociaż w pewnych aspektach życia moje skrajne emocje dadzą znać o sobie jeszcze nie raz. Ale nie da się pozbyć zaburzeń osobowości jak niepotrzebnych przedmiotów..one są częścią nas.

Byleby nie wpływały negatywnie na nasze życie

Zdrowe zachowania często mieszają się z tymi „zaburzonymi” . Nie można całe życie myśleć „jestem chora…”

Dzisiaj pozostał syndrom DDA i trauma po tym co było i ogromna potrzeba miłości oraz troski aby z wiekiem wyciszała się we mnie. . . życie od chwili usłyszenia diagnozy zmieniło się kolosalnie. 

Najpierw była diagnoza ⇒ potem spadałam w przepaść ⇒ później kilka lat się stabilizowałam ⇒ teraz mam etap gojenia ran…

Kiedy zaczynałam drogę leczenia byłam maksymalnie autodestrukcyjna, nie chciało mi się żyć, a moim glównym zajęciem było niszczenie siebie i innych.

Dzisiaj jestem stabilna.

Mam męża i dziecko, a co najważniejsze nauczyłam się Kochać siebie i moich bliskich. Wcześniej byłam chodzącą krwawiącą raną, która sobie tylko zasypywała tę ranę solą i wyła z bólu… nie było miejsca na miłość ani spokój. Nie było na to miejsca….

Życie dzisiaj jest równie trudne jak kiedy walczyłam z sobą czy bpd.

 Dzisiaj staram się ogarnać dom, dziecko, rodzinę i problemy dorosłej codzienności. To jest bardzo trudna rola – bycie dorosłą , odpowiedzialną matką i żoną.

I dzisiaj wiem, że bez tych lat terapii mogłoby mi to nie wyjść. Mogłabym to spieprzyć i zranić swoje dzieci czy męża… bo sama byłam zranionym dzieckiem, dorosłym dzieckiem alkoholików.

Nie byłam gotowa na to by się zmierzyć z dorosłością i tymi SILNYMI EMOCJAMI jakimi jest macierzyństwo, miłość, zazdrość… problemy typu brak pracy, brak kasy… brak czasu i samotność.

Emocje przezywałam zbyt mocno i rozwalało mnie to na części… wolałam je odreagować na kimś lub na sobie niż udusić się z bólu istnienia.

Dojrzałam.

Terapia pozwoliła mi dorosnąć…i dojrzeć emocjonalnie, a leki pozwoliły mi przetrwać proces dojrzewania w dorosłym życiu bo normalnie taki proces dzieje się przy wsparciu kochających rodziców, którzy pomagają nam regulować emocje i być..po prostu dzieckiem, które powoli w bezpiecznych warunkach osiąga dorosłość. Ja musiałam dorosnąć mając 10 lat…powoli stawałam się rodzicem moich pijanych rodziców, a życia uczyłam od innych, nie zawsze właściwych osób.

Proces mojego dojrzewania był zaburzony, a więc ja byłam zaburzona.

W jednych sprawach radziłam sobie zbyt dobrze na swój wiek, a w innych fatalnie…

To terapia i dobry lekarz dają nam szanse na normalne zdrowe i pełne radości życie!!!

Proszę Cię.

Idź tą drogą co ja… nie patrz już w tył. Idź do przodu…ale już nie sam

 Znajdź terapie..znajdź wsparcie i nie czekaj ani dnia.

Każde zaburzenia psychiczne czy osobowości są do przepracowania. Borderline wyleczyło bardzooo wiele osób i żyją wśród nas.

Oni dopiero o tym zaczynają mówić….

Powodzenia !!!!

Czytaj więcej

Konstruktywny Lęk

cropped-obrona2b.jpg

Lęk przed nieznanym.   Dawno go nie czułam…aż zaraz dodam, że tęskniłam ..

Po pierwsze rozpoczynam 6 miesiąc ciąży..coraz bliżej rozwiązania…i ten lęk jestem w stanie zrozumieć. Chciałabym swoją córeczkę już dzisiaj przytulić i powiedzieć jak bardzo ją kocham..

Po drugie szukamy właśnie z narzeczonym mieszkania ( na kredyt ) co wiąże się z wieloma stresami i pożyczkami. Ledwo wiążę koniec z końcem..właściwie prawie ich nie wiążę .. a muszę wziąć pożyczkę ok 50000 na wkład własny ,notariusza i podatek…trzeba kupić też jakąś lodówkę i pralkę.. resztę mamy.

Dziecko w brzuchu…przeżywa to co ja. I myślę sobie..że takie dziecko przeżywa problemy rodziców do końca ich życia. Ja też byłam takim dzieckiem..

Nie wiem ile jeszcze czeka mnie stresów, ale taka jest dorosłość. Chciałabym o tym nie myśleć. . . ale podświadomie pojawia się lęk. Bezwarunkowo.

Dodatkowo dzisiaj zadzwonił mój 33 letni brat.Najpierw coś zagadał jak zawsze, a potem przeszedł do sedna, że nie ma kasy..bo nie ma pracy…itp..Mija już rok jak nie zdołał się ustabilizować i iść do pracy..Strasznie mnie to stresuje.. Jak można w tym wieku stąpać po kruchym lodzie i nie chcieć żyć bezpiecznie.. Jak można? W dodatku ostatnio obwinił mnie za swoją sytuacje i wpędził mnie w wyrzuty sumienia co jest typowe dla osobowości narcystycznej. A takiej jest mi najbliższy..

(Opis poniżej w odnośniku :

Osobowość narcystyczna. )  Zaczął manipulować moimi emocjami,atakować moją indywidualność oraz grozić mi, że odrzuci mnie za poglądy polityczne.W jakim świecie marzeń trzeba być? Jak można  rezygnować z różnych prac nie mając innych dochodów i żyć w świecie fantastycznym… jak to jest możliwe? Skąd biorą się tacy nieulękli ludzie, którzy tego zdrowego lęku nie mają ? Którzy tak mocno skupieni są tylko na wyższości swojego ego. Bardzo takim osobom współczuje, tak nieświadomie marnują swoje życie… Często to są zdolni ludzie, którzy mogli osiągnąć naprawde wiele..

Tak sobie pomyślałam, że lęk czasami pełni dobrą funkcje. Kształtuje nasz charakter.

Pełni również bardzo ważną funkcje – ochronną.

Dzięki Lękowi nigdy nie siedziałam na bezrobociu ( tylko na czas Terapii ) byłam zdolna przez lęk mimo płaczu i bólu iść do pracy i funkcjonować.Dzięki lękowi, nauczyłam się wielu rzeczy, wytrwałości.Dzięki lękowi leczę się z BPD …dzięki lękowi – żyję !

Wracając do braku lęku.Przeczytałam też również ostatnio jedną ciekawą rzecz. To właśnie w borderline osoba często czuje, że nie jest sobą i cierpi.. dlatego też szuka pomocy i leczy się. Są niebezpieczne zaburzenia np. osobowość narcystyczna, gdzie osoba nie jest świadoma swoich problemów i latami toczy się na dno nie wiedząc o tym.Boje się takich osób.. wywołują u mnie niechęć.. i wiele obaw.Nikt nie jest w stanie takim osobom przetłumaczyć i pomóc. Ja sama waliłam głową w mur próbując zmienić ojca..niedawno i brata.Takie osoby kulają się na dół i każdego kto im coś tłumaczy mają za wroga.. to bardzo bolesne dla bliskich takich narcystycznych osób. Wiem coś o tym . Sama kiedyś byłam w takim zaślepieniu..sama kiedyś byłam narcystyczna..bo i bpd ma sporo takich cech.. ale nie miałam siły dłużej żyć tak dzielnie..musiałam się poddać i upaść przed samą sobą.. i tu znowu dziękuję, że poczułam lęk przed przyszłością bez terapii. Zaczęłam się bać, że sama nie dam rady, nie jestem taka super i może się coś stać. Teraz boje się kiedy patrzę na swojego brata. Ojciec miał w oczach to samo. Głupia odwaga.. jakby byli poza systemem. Nie odpowiada im społeczeństwo, polityka i zasady . Nic im nie odpowiada.. są poza tym wszystkim. Każdego dnia żyją nadzieją, że to pokonają..zmienią. Cały świat jest dla nich wrogiem.. oni są wszechmocni…NIEUSTRASZENI !! A wszyscy wokół są krótko mówiąc-zjebani.

No i kolejny bodziec. Zadzwonił dzisiaj telefon… nieznany mi numer. Ręce zaczęły mi dygotać ..pomyślałam : ” Ojcu skończyły się pieniądze i pewnie wywalili go z wynajmu na ulice… i teraz dzwonią.. że gdzieś leży ” Poczułam strach.. poczułam, że nie chcę tego teraz i może już nigdy. Chcę aby umarł. Przynajmniej dla mnie.

To była moja koleżanka.. nie zapisałam jej numeru..

Ale te momenty strachu wystarczyły abym dzisiaj płakałam pisząc to ..wystarczyło bym bała się usnąć ..

Znowu będę miała koszmary . Boże.. tak bardzo chciałabym zacząć żyć swoim życiem. Nie martwić się o brata, który pewny siebie,odcięty od uczuć..żyje w swoim świecie i ojca,który od dawna żyje swoim życiem o level wyżej niż brat. Czyli już kompletnie pozbył sie bliskich zapewne obwiniając o to ich. Przecież oni zawsze szukają winnych swojego losu..

Dzisiaj pierwszy raz poczułam co czuła moja matka.. i bardzo za nią tęsknie. Teraz rozumiem.. dlaczego upadła..i jak to stopniowo mogło ją zabić..

Pracowała na nas mając nowotwór piersi..bo inaczej byśmy nie mieli na jedzenie.

Poświęciła się. Jakże głupie to było.Zawsze zależało jej na stabilności. Robiła opłaty…kiedy ojca wywalali z różnych firm za alkohol…kiedy ją bił i poniżał . Na drugi dzień szła do pracy pobita, żeby zarobić na nasze jedzenie. A taki mój brat..turla się z boku na bok.. żyjąc marzeniami.Ojciec żyje na koszt 90 letniej matki.Nc sobie z tego nie robią. Cały czas czekają na jakiś cud…

Mam wrażenie, że kobieca wrażliwość potrafi wykończyć samoistnie…

Gdybym podchodziła do tego na zimno – byłabym może zdrowa, spałabym i nie miała lęków..

Będąc małą dziewczynką martwiłam się o dorosłych rodziców. Chciałam zrobić wszystko, żeby przestali pić..ale oni nie byli świadomi. Sprzątałam w domu, żeby zmyć ten syf..błagałam by nie pili..

A oni? Nic sobie z tego nie robili. To ja byłam winna tej sytuacji. Nic nie warta..

I teraz mam.. koszmary…i setki godzin terapii za sobą..

Ja BPD i DDA.

Dziękuję bardzo.

Już wiem przynajmniej czego moim dzieciom robić nie mogę. Jestem tego świadoma.

Tylko jakim kosztem…

Usypiam zapłakana.. Naprawde.

 

Czytaj więcej

Dlaczego warto się leczyć ?

„Przebudzenie to duchowość.

Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrążeni we śnie. Żyją, śniąc. Nie budząc się, zawierają małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się ani razu. Pozbawiają się tym samym możliwości zrozumienia niezwykłości i piękna ludzkiej egzystencji. 

 

Wszystko co nas otacza jest takie, jakie być powinno !! Wszystko. Cóż za prawdziwy paradoks. Najtragiczniejsze jest to, że większość ludzi nie jest w stanie tego zrozumieć…bo są pogrążeni we śnie. „

Przebudzenie – Anthony de Mello , str. 7

 

I tymi słowami staram się Tobie przekazać czym może, a nawet na pewno jest Borderline, DDA, DDD..

To najstraszniejszy koszmar. Jeżeli nie chcesz się z niego wybudzić – proszę bardzo.. ale nie miej pretensji do innych, nie narzekaj na swoją pracę, na brak kasy, przyjaciół czy politykę. Wszystko co Ciebie otacza jest takie jak być powinno. Każdy jednak dostrzega otoczenie inaczej. Jedni się nim cieszą, inni są pogrążeni w swoim smutku do śmierci. Żeby jednak coś zmienić trzeba po pierwsze zrozumieć, że zaburzenia osobowości czy inne pozostałości po traumatycznym dzieciństwie to nie MY. Tzn..chm… trochę MY..ale nie w czystej odsłonie. Nie czujemy się sobą i cierpimy..a cierpienie jak wspominałam we wcześniejszych postach jest oznaką istnienia zdrowego JA. Dalej droga jest już, a raczej powinna być Ci dobrze znana.

Bierzesz telefon i szukasz psychologów, psychiatrów, grup.. albo wklepujesz swoje miasto w google, a po spacji borderline, terapia, poradnia zdrowia psychicznego…itp… iiii teeeee deeee…

Idziesz…próbujesz…

nie pasuje? zmieniasz.Masz prawo ! Płacisz te cholerne składki na NFZ i należy Ci się! Aha..znowu pomyślałaś/eś „nie będę czekała pół roku w kolejce !! ” no jasne…za pół roku zadzwonisz znowu jak będzie bardzo źle i powiesz to samo !! ( a mogłeś już być w gabinecie )

Czas i tak leci. Nie zatrzymasz go – nawet jakbyś chciał ! Więc w czym jest problem??  a no właśnie…. Głupio Ci ?

Problem jest w Tobie. Boisz się .. a co jeśli się uda? Kim ja będę !! ????????????

Ciągle źle i źle … do dupy leki…do dupy psycholog… do dupy to i tamto..no bo przecież ja nie potrafię się dostosować do społeczeństwa…przecież do mnie to przyjdzie zbawiciel…i wszystkie moje męki znikną – od tak ! Ha !

***

Ja korzystam z NFZ i prywatnie… jak mi się podoba. Co tydzień mam psychologa na NFZ w Warszawie..znalazłam … poczekałam.. i mam już swoje miejsce. Doceniam to.. szanuję .. w końcu godzina prywatnie z psychologiem to koszt ok. 120-150 zł w Warszawie… a tu? wspaniały psycholog..z powołania.. dla mnie – godzinę w tygodniu, na nfz. Wspaniale..

Korzystałam ze szpitali, terapii w zakładzie zamkniętym i dziennym. Na NFZ. Dobrze było. Też czekałam.. warto było.

Prywatnie chodzę do mojej Pani Dr  raz na dwa-trzy miesiące..pogadać ..spotkać się..przytulić i czuć się częścią jej życia.. niech widzi jak sobie radzę i niech ja widzę, że zawsze mogę na nią liczyć.

 

I chociaż nie jest łatwo mi dalej.

Nigdy życie nie będzie łatwe..beztroskie ..to cieszę się nim jak tylko potrafię . Czy nadal walczę ? NIE

To już nie jest walka. To jest codzienność.. troski, radość..problemy… to wszystko ma jakiś sens, którego nigdy wcześniej nie czułam..bo czułam tylko lęk.

 

Czytaj więcej

Ot tak!

Dlaczego nie piszę tak często jak jest ” normalnie ” pięknie ? Tak często, jak często piszę jak jest źle i beznadziejnie…

af894c04002368db50b3831e

Upadki i przeciwności losu również nadają życiu sens. .. gdyby nie one nie zdrowiałabym . Ot tak !

    Myślałaś ,że terapia daje Ci urlop od życia?? Oj ! ja tak myślałam !! Cholera , zapomniałam przez to wszystko jak się żyję. Zapomniałam przez liczne traumy, koszmary itp. Pogodzona z faktem, że czekają mnie lata leczenia i przekonana o porażce na jaką idzie mi ciężko pracować zrezygnowałam z życia i stałam się tylko wojownikiem.

     A teraz chcę pisać o powrotach. O tym jak trudno jest zostać i wywiesić białą flagę. O to opowieść o tym jak z oporami jest żyć po terapiach albo po prostu mając świadomość. Świadome życie jest niezmącone, bo mało w nim dzieje się już bez naszej wiedzy. Wszystko jest świadomą decyzją – naszą. Stajemy się odpowiedzialni za to, kiedy jest źle albo i dobrze. Zaczynamy decydować o tym jak możemy się czuć. Niekoniecznie musimy być gotowi na niektóre uczucia.Trudniejsze jest to co nieznane. Czyli w moim przypadku spokój, harmonia,uczucie zakochania czy radości. Jestem w stanie ułożyć sobie tak życie, dzień czy chwile aby to poczuć. Ale nie potrafię sterczeć w tym. Nie potrafię cieszyć się tym. Automatycznie budzi się we mnie niepokój, że zaraz to stracę albo, że to wszystko jest takie „nie moje”. Odsuwam się od tego co dobre i zaczynam siebie karać.. przywracać do pionu. Robię to już niestety świadomie co mnie śmieszy.Momentami wzrusza. Nie wiedzieć ciężko się odzwyczaić. Takich schematów jest wiele, zbyt wiele. Uzmysłowiłam sobie, że nie ma to po prostu sensu i z niektórych z nich już zrezygnowałam drogą wyboru. Dzieje się to we mnie na zasadzie schematu obronnego. Teraz już nie ma potrzeby aby owe schematy się włączały.

..

Dzięki temu działaniu w moim związku panuje większy spokój, zrozumienie.. kłótnie przerywam z trudem wywieszając białą flagę. Mówię ” Chciałabym żebyś ….. i dlatego tak się zachowuję „

„nie wiem po co się kłócę i co chcę osiągnąć.. po prostu mnie przytul”

” czuję od kilku dni to i to… i mam tego dość!! jest mi źle..i dlatego mam takie jazdy”

Te przykłady są banalne. Jednakże to przykłady jak przerwać TZW NAKRĘCANIE SIĘ.

To trzeba przerywać tak szybko jak się da – na siłę!! TO NAKRĘCANIE WYZWALA W NAS SKRAJNE EMOCJE do których dąży BPD, DDD i DDA ..  to takie poczucie normy.. kryzysu…

Jak się przyjrzymy temu schematowi z boku.. kilka razy a nawet setki razy.. to sami zobaczymy, że sami świadomie odgrywamy ten sam schemat w różnej postaci PO COŚ !! po to, żeby sobie dojebać wrażeń i zgnoić siebie tak jak robiono to w domu. Przynajmniej moim.

..

Uwielbiam po tym wszystkich tonąć w wyrzutach sumienia. To jest to co wdychałam w moim domu..wyrzut sumienia.. brzmi jak moje imię i nazwisko. Jak go nie ma..zrobię tak aby był. I teraz jak na to patrzę z boku to widzę..że robię to w  pełni świadomie ..po to ŻEBY POCZUĆ SWOJE ISTNIENIE.

Istnieje bo wyrzuty sumienia są moich jestestwem.

..

Piszę bo chcę wam pokazać, że pewnie robicie to samo. Piszę bo pragnę abyście ćwiczyli zatrzymywać świadomie ten schemat i „wyczuli” to czego brakuje wam do szczęścia. To taki moment, że czuje się do siebie szacunek i zwyczajnie nie chce się z sobą walczyć.. marnować czasu..

powiedz po prostu przestań i daj sobie spokój.

..

4 rok mija …od początku terapii. Jestem stabilna. I coraz częściej udaje mi się TO zatrzymać. Pozwalam sobie na bycie szczęśliwą.

Przyjrzyj się sobie. Niech Twoje JA zobaczy siebie z boku.. pomyśli PO CO TO ROBI i próbuje nauczyć się MYŚLEĆ NA NOWO i DZIAŁAĆ INACZEJ..

Odstawiłam leki i próbuję pożegnać lęk przed odstawieniem i nawrotem choroby.

Strach. Udaję cały czas, że go nie ma. A jest. Po odstawieniu leków boje się czegoś co może nawet się już nie pojawić. . .  biorę ten lek prawie dwa lata. Na tę chwilę muszę odstawić aby zobaczyć jak będzie. Wrócę do leków jak tylko będę musiała. O ile jeśli. To również była moja świadoma decyzja skonsultowana z lekarzem. Ufam mojemu lekarzowi, ale muszę też nauczyć się ufać sobie.Leki też niestety dawały mi pewien margines na jazdy. Nie zatrzymywałam niektórych „jazd” bo przecież robiły to leki..

Czytaj więcej

Myśli samobójcze

8a091fee00213e9a50ba919d

Mam dzisiaj fatalny dzień. Ty też skoro tu jesteś. No ale dobrze..że jesteś tutaj..

 

Opowiem Ci co ja teraz czuę… I proszę pamiętaj, że to minie i będzie dobrze. Musisz mieć tego świadomość.

 

Brak empatii, brak hamulców.. doprowadza mnie do tego,że mam ochotę zabić mojego chłopaka, a potem siebie. Mega silna agresja..jakaś dzika bestia we mnie wstępuje. O to kim jestem po przemocowym domu.

Niedorozwinięta.

Niedojrzała emocjonalnie.

W momencie odcięcia od empatii popełniam zło którego w danym momencie nie postrzegam.

NA TYM WŁAŚNIE POLEGA BPD czy inne zaburzenia psychiczne powstałe w wyniku wychowania w agresywnym środowisku.

To co dla mnie jest złe..dla innych jest dobre. I na odwrót. Dzisiaj wyzwiska, a za 20 lat będę może biła dzieci. Dzisiaj może powinnam to zatrzymać? nie niszczyć życia innym. Cały dzień męczę się z myślami „jak się zabić” nie wiem…skoczyć z mostu do Wisły? a jak przeżyję..?? skoczyć z Pałacu Kultury? najlepiej skoczę pod metro..ale zawsze byłam zła na tych co to zrobili bo spóźniałam się przez to do pracy..otruć się..nie wiem… i tak cały dzień … I wiem..że terapie leczą..ale zapominam czasami o swojej chorobie ..dzisiaj wróciła

Imahinacja o popełnieniu samobójstwa przynosi mi ulgę…

Poważnie myślę nad rozstaniem z moim chłopakiem.Niech idzie w świat i układa sobie życie z normalną. Jestem na etapie przygotowania się do rozstania..jednakże trudne to..bo dopiero co na prawdę mu zaufałam..i pokochałam. Ale nie mogę dłużej ranić. Mniej inwazyjnie będzie jeśli sama z sobą stworze związek…

 

Dzisiaj jestem zmęczona życiem. Czuję ból istnienia. Ale wiem, że to choroba.

….

Czytaj więcej

Sekret

Jestem tak spiąca, a mimo tego lubię tu coś nabazgrać. Robię to bo lubię i mimo małego zainteresowania blogiem jakoś systematycznie aktualizuje swoje nastroje. Piję właśnie meliskę, z dwóch saszetek. Piję taką herbatkę codziennie od prawie roku. Śpię po niej jak zabita. Melisa ma działanie rozkurczające, co bardzo potrzebne jest mojemu organizmowi. Ponieważ bpd, dda i inne są przyczyną stresów, odczuwam wiele dolegliwości somatycznych, takich jak zaparcia i nerwobóle, bóle kończyn oraz kręgosłupa. Otóż zaparcia pojawiły się chwilę potem jak rzuciłam palenie, a wraz z zaparciami bóle głowy i wzdęcia. Czułam jak toksyny siedziały we mnie nawet i tydzień, a wszystko przez nerwy, które znalazły swoją kryjówkę w jelicie grubym. Cieszę się, że po tylu latach dbam o zdrowie, zaczęłam szanować siebie częściej niż niszczyć.

Mam jutro terapie i to będzie kolejne spotkanie na którym wyleję trochę z siebie. DOBRZE,że zachowuję w tym temacie pewną regularność. To sprawia, że jestem stabilniejsza. Jutro chciałabym poruszyć temat właśnie tego szacunku do siebie, który właściwie od niedawna buduję. W tym temacie staram się być powściągliwa co może mi szkodzić. Pewne myśli o sobie są tylko moje, ale to również nie jest dobre. Ubliżam sobie co do wyglądu i obsesyjnie wyyzwam się od grubasów i brzydali. Nie było w życiu dnia, abym przestała się martwić kilogramami. Martwi mnie również to, że objadanie się jest największym kalibrem broni przeciwko sobie. Kiedy tylko wpadam autodestrukcje potrafię się tak objeść, że z przepełnienia wymiotuję. Jem sporo, tak aby mieć wyrzuty sumienia. Czuję się uwięziona i jednocześnie zmęczona myślami o wadze.

Poruszam ten temat bo to jeden z moich sekretów, pozostałości po bpd. Niewiele już mi pozostało do przeżycia w terapii. Czasami myślę, że bronie się w ten sposób przed wyzdrowieniem.

TT

Czytaj więcej

widzę piękno

cropped-migdałowiec-biały-2

Ah jak pięknie może być, jeśli chcemy zanurzyć się w tym pięknie. To bardzo trudne, bo my ofiary wojny jaką toczyliśmy często zbyt długo i za wcześnie, nie pozwalamy sobie na chwilę zapomnienia, odczuwanie radości, uśmiech i spontaniczność. I co to w ogóle jest pytam siebie czując, że to wszystko wydaje mi się takie obce. Ale kiedy pogrążamy się w tym pięknie z wiarą, że je ujrzymy to czas sam sprawi, że tak się właśnie stanie. To cudowne, że istnieje takie coś jak świadomość, która nas uspokaja i daje nadzieje. Im większa tym łatwiej jest znosić np chwilowe odrętwienie emocjonalne czy beznamiętność. Tak bywa, tak mamy i nie ma się czego bać..czas sprawia ,że wszystko co złe wraz z nim przemija i wygasa na zawsze przepracowane i odpuszczone.

Gdyby nie terapie, lamitrin na który w końcu sie zgodziłam i wiara w sens tego całego wysiłku- nie udało by się ujrzeć piękna. Poczuć go i pozwolić sobie na nie.

Z tym mam największy problem i nawet teraz czuję pisząc to, że jutro tak nie będzie…boje się, że tak nie będzie.

 

A może będzie

??

głupio się przyznać, że to ode mnie zależy i może to ja wygrywam z demonami przeszłości..

 

 

Czytaj więcej

Forgetting All My Troubles

Co się dzieje kiedy wpadam w ten stan wściekłości ?

Taki chwiejny dzień rozpoznaję po tym,że chce mi się płakać..jestem taka rozczulona ..wzruszam się itp.

To niedobry stan. Chłonę wtedy wszystko jak sucha gąbka.  Muszę wtedy szybko stać się tą niedotykalską Anią !!

Przykład z dzisiaj :

 

Dzisiaj poszłam na spacer z moim chłopakiem. Siedziałam na ławce i patrzyłam jak mama buja dziecko ze swoim mężem. Zaczęłam ryczeć bo przypomniała mi się mama (pisząc to ryczę..)

Moja mama. Której mi cholernie brak..ta tęsknota mnie rozrywa na strzępy. Mam płakać..powiedział psycholog..mam płakać i przeżyć to wszystko, ale to trudne w miejscach publicznych. Ten cholerny smutek musiałam zdusić w sobie aby iść dalej .. zdusiłam go..ale on we mnie był. Za zasłoną z uśmiechu i odcięcia od emocji kryła się dziecięca rozpacz. To taki jakby mechanizm obronny,który zaczyna funkcjonować, kiedy pojawia się jakieś silnie ukryte uczucie, które chowałam każdego dnia przed rodzicami. Nie mogłam wiecznie czuć jak bardzo brakuje mi mamy. Musiałam się od tego odciąć aby przeżyć. Kiedy to teraz poczuję jest takie silne jak wtedy, kiedy odeszła….też kiedy odchodziła ode mnie każdego dnia popadając w nałóg alkoholowy . Traciłam ją.. błagając Boga aby nie robiła tego..walczyłam z alkoholem w domu przykrywając ten wstydliwy problem porywczym sprzątaniem..szorowaniem blatów, łazienki..żeby nie było czuć tego smrodu wódki i piwa. I właśnie dzisiaj zauważyłam, że jak mnie coś wkurwia to nerwowo zaczynam sprzątać i wkur..się, że jest taki syf !! Zamiast się zrelaksować bo jest po prostu niedziela, zabieram się za porządki i cały dzień gotuję tylko po to, żeby sobie dowalić zmęczenia.

Zmęczenie nie sprzyja bpd.. jakby rozchwiewa nastrój i daje ujście nerwom . Poczułam takie silne nerwy i zaczęłam bluźnić.. głośno oczywiście i z takim chamski akcentem.. 

(do brata)

-Musisz kurwa palić w pokoju, rzuciłam palenie a ty tu Kurwa palisz !! Mam dość tego smrodu..
(mój brat boi się tego stanu..zazwyczaj nie odzywa się i ucieka gdzieś w niewidoczne miejsce)
<Wietrze nerwowo pokój i zaczynam wkurwiona gadać do siebie>
- Za dużo mam kurwa ciuchów !! nie mam na nie miejsca.. już w dupie to mam, niech leżą gdzieś sobie. Po co ja je kupowałam !! ?? i tak w nich nie chodzę bo jestem gruba i brzydka !! (zaczynam nimi rzucać i pieniacko sobie ubliżać ..)
Co wtedy czuję ?
„mam tego wszystkiego kurwa dość, tylko ja tu sprzątam..jestem taką zjebaną kurą domową i najgorsze, że sama do tego doprowadzam..
Czuję, że jak odpuszczę ten PIERDOLONY ŚWIAT PRZESTANIE SIĘ KRĘCIĆ. Wszystko funkcjonuje bo ja funkcjonuje i mam dość !! Dość udawania.. chcę płakać.. być sama !! mam dość tego pierdolonego życia, które codziennie wygląda tak samo !!
Znowu biorę tę lamitrynę jak kaleka jakaś .. ?? ile to jeszcze lat potrwa??
Gdzie się mogę schować, żebyście mnie nie widzieli..  nienawidzę was bo jesteście normalni !! jednocześnie bardzo wam zazdroszczę i dlatego wrzucam wam, że nie ma porządku..  tylko ja coś robię ..ale zazdroszczę wam, że możecie sobie usiąść i porobić coś co lubicie nie przejmując się niczym.. !! Też tak chcę !!! nie potrafię bo jestem zjebana..”
..założyłam słuchawki i zaczęłam krzyczeć do brata ,
-Pierdolę !! nie jestem kurą ! mam wszystko w dupie!

Puściłam sobie Katie Melua „Miss about You” i zaczęłam pisać. A ta złość we mnie siedzi.. czuję, że będę płakać .. godzinę przed snem. Boje się tego !!

A wiecie o co chodzi?? cały czas o tę tęsknotę za mamą ..którą wyparłam kilka godzin temu.. nie przeżyłam jej .. nie wypłakałam do końca.. schowałam i wybuchła w formie wściekłości . Na nic.

O co chodzi w tym borderline? Czasami myślę, że w potrzebie zniszczenia. Uczucia niszczenia siebie i wszystkiego dookoła tylko dlatego, żeby odreagować te schowane uczucia.. te delikatne..ckliwe.

 

Taka mimozowata idę do łóżka..popłakać.

Oh gooood..

Forgetting All My Troubles

Czytaj więcej

Alkohol

2b6c7a2600082f085105b058

 

3 lata , 5 miesiecy terapii..

Wbrew pozorom jest bardzo dobrze. Mam tylko nowe polecenie Pani Dr..

Robimy teraz test z alkoholem.  Od poprzedniej niedzieli nie wypiłam alkoholu . Brzmi jak nałóg 🙂

Ale nie..chodzi mi o to ,że nie mogę pić w ogóle. Dotychczas spożywałam alkohol okazyjnie, a że tych okazji było sporo..to i wypitych kufli piwa również..

A to grzane wino z mamą chłopaka..a to piwo ze znajomymi, a to piwo z chłopakiem w mieście.. i tak co weekend. Podsumowując swój ostatni rok..każdy atak był wywołany albo ALKOHOLEM DNIA POPRZEDNIEGO ,NAPIĘCIEM PRZEDMIESIĄCZKOWYM ALBO NIEWYSPANIEM .

.. Niewyspanie i zmęczenie wywołuje u mnie nawroty BPD.Stresy w pracy również. Jednakże mogę pewne rzeczy wyeliminować i poobserwować rezultaty. PMS wpływa na mnie fatalnie.. tydzień przed miesiączką mam napady złości,rozdrażnienie..czuję wewnętrzny niepokój..śmieje się i płaczę na zmianę.. mam jakieś lęki..i wyjadam wszystko co tylko mam w domu.

Ale ok.. będę o tym myślała później bo na pewno są na to jakieś sposoby.  W końcu PMS to nic takiego .. ;P

ALkohol.. to cholerstwo destabilizuje mój nastrój. Osłabia moją świadomość przez to uwalnia nieświadomość.. a moja nieświadomość to BORDERLINE  w całej okazałości.. i tylko ja mogę nad tym panować.. nikt inny.

 

Zobaczymy…jak na tę chwile 7 dzien bez „jazdy”

Czytaj więcej

Jutro.

Kim jestem?

Co czuję? Po co żyję ? Czego się boję ?

Nieustannie zadaję sobie te pytania. Może nie ja sobie je zadaje, a ta druga Anna,która we mnie jest.

Codziennie kurwa JUTRO.

Żyję karmiąc się jedynie nadzieją, że odpowiedzi..nadejdą jutro..

Nie potrafię dzisiaj odpowiedzieć sobie na żadne z tych pytań. Nie potrafię czuć własnego istnienia.

Ileż bólu w sobie przetrzymuję i w jakim celu? Dlaczego rodzice wyrządzili mi taką krzywdę i dlaczego nie wzięli tego bólu na siebie. Mama odeszła zaburzona,zniszczona przez ojca i raka.. .. Co takiego zaatakowało jej duszę, że pozwoliło jej krzywdzić własne dzieci ? Boże.. dlaczego wraz z jej śmiercią odeszły moje uczucia. Otępiałam. Jedyną miłością jaką znałam była miłość do rodziców. Żadnej innej nikt mi nie pozwolił doznać. Sama również nie mogłam sobie na nią pozwolić bo czułabym, że zdradzam samą siebie i przestanę mieć czas na ratowanie domu. Moja nadzieja na lepsze życie umarła. Wykonuję wszystkie obowiązki i gesty z pozoru zwyczajnie puste i formalne. Jednakże wciąż wierzę, że to jest lepsze niż każdy mój dzień wytargany siłą rzeczy wspomnień z życia. Nie czuję kompletnie nic poza bólem istnienia i to właśnie sprawia, że męczę się w każdej przestrzeni swojego życia. W związku,pracy i domu. Rano,w południe i wieczorem. Nie ma kurwa dnia i godziny bym nie czuła, że nie istnieja. Że po prostu jestem.

Zaburzona osobowość. Trauma.. poharatany układ nerwowy. Brak nadziei.. Jest mi tak cholernie trudno patrzeć mojemu chłopakowi w oczy i mówić mu, że nic nie czuję. Bo nie umiem…

Pęka mi serce bo mój każdy związek dotychczas kończył się toksycznie i zaraz po tym jak kończyło się zakochanie. Nie umiem go kochać..nie umiem żyć bez niego. Moja istność to bycie z nim. Bez zastanowienia chcę się budzić zawsze przy nim. Czując lęk i otępienie. Są dni kiedy jego uśmiech maluje na mojej twarzy jeszcze większy..Są dni kiedy nie chcę z nim być bo wstydzę się nic nie czuć. Wstydzę się powiedzieć, że wolę być sama. Nie pozwalam sobie na te uczucia.Od lat słyszałam, że jestem „zimną suką” bez uczuć. I tym siebie gnębię.

Boję się czasami..że to nie są lęki..a na prawdę go nie kocham. Boje się, że oszukuję samą siebie i jego.. Że powinnam to zakończyć, ale nie potrafię. Nigdy się z nim nie rozstałam..a z poprzednimi robiłam to codziennie. Mam wrażenie,że wręcz prowokuję rozstanie aby poczuć to „coś”

Jestem zmęczona wszystkim i nie wiem dlaczego wciąż nie wiem jak żyć dalej. I czy warto..

Znowu te pytania.. Znowu ta moja niewyraźna mina..smutek..lęk w oczach .i ścisk w gardle.

 

Myślę sobie, że i tak umrę bo przyjdzie dzień kiedy sobie już po prostu nie poradzę.

Leczę się 3 rok.. mam wiele terapii za sobą.. biorę leki.. mam super pracę i wspaniałego faceta w swoim życiu. Zaczęłam kolejną terapię i czuję jakbym traciła swoją tożsamość i przestawała istnieć. Coraz częściej myślę aby opisać ostatnią wolę na kartce papieru, zakleić..wysłać do brata i pojechać nad morze..wziąć garść leków i usnąć na plaży na zawsze.. słuchając przed snem szumu morza..

Tymczasem znów zapłakana idę spać.

I znowu KURWA JUTRO , znowu pójdę do pracy i wykonam swoje obowiązki na pełnym odcięciu emocjonalnym..potem zrobię kilkanaście długości na basenie..zważę się i pójdę spać..znowu zapłakana.

Mechanicznie.. tak bezdusznie.. jak zawsze..

Boję się. Na prawdę bardzo się tego wszystkiego boję.

Czytaj więcej