Świadectwo dojrzałości

♥♥♥

Wyzdrowiałam… już dawno, ale po prostu bałam się to powiedzieć na głos.

Nie da się mnie już zdiagnozować.

Przyszedł moment, kiedy moja historia z bpd dobiega końca.Chociaż w pewnych aspektach życia moje skrajne emocje dadzą znać o sobie jeszcze nie raz. Ale nie da się pozbyć zaburzeń osobowości jak niepotrzebnych przedmiotów..one są częścią nas.

Byleby nie wpływały negatywnie na nasze życie

Zdrowe zachowania często mieszają się z tymi „zaburzonymi” . Nie można całe życie myśleć „jestem chora…”

Dzisiaj pozostał syndrom DDA i trauma po tym co było i ogromna potrzeba miłości oraz troski aby z wiekiem wyciszała się we mnie. . . życie od chwili usłyszenia diagnozy zmieniło się kolosalnie. 

Najpierw była diagnoza ⇒ potem spadałam w przepaść ⇒ później kilka lat się stabilizowałam ⇒ teraz mam etap gojenia ran…

Kiedy zaczynałam drogę leczenia byłam maksymalnie autodestrukcyjna, nie chciało mi się żyć, a moim glównym zajęciem było niszczenie siebie i innych.

Dzisiaj jestem stabilna.

Mam męża i dziecko, a co najważniejsze nauczyłam się Kochać siebie i moich bliskich. Wcześniej byłam chodzącą krwawiącą raną, która sobie tylko zasypywała tę ranę solą i wyła z bólu… nie było miejsca na miłość ani spokój. Nie było na to miejsca….

Życie dzisiaj jest równie trudne jak kiedy walczyłam z sobą czy bpd.

 Dzisiaj staram się ogarnać dom, dziecko, rodzinę i problemy dorosłej codzienności. To jest bardzo trudna rola – bycie dorosłą , odpowiedzialną matką i żoną.

I dzisiaj wiem, że bez tych lat terapii mogłoby mi to nie wyjść. Mogłabym to spieprzyć i zranić swoje dzieci czy męża… bo sama byłam zranionym dzieckiem, dorosłym dzieckiem alkoholików.

Nie byłam gotowa na to by się zmierzyć z dorosłością i tymi SILNYMI EMOCJAMI jakimi jest macierzyństwo, miłość, zazdrość… problemy typu brak pracy, brak kasy… brak czasu i samotność.

Emocje przezywałam zbyt mocno i rozwalało mnie to na części… wolałam je odreagować na kimś lub na sobie niż udusić się z bólu istnienia.

Dojrzałam.

Terapia pozwoliła mi dorosnąć…i dojrzeć emocjonalnie, a leki pozwoliły mi przetrwać proces dojrzewania w dorosłym życiu bo normalnie taki proces dzieje się przy wsparciu kochających rodziców, którzy pomagają nam regulować emocje i być..po prostu dzieckiem, które powoli w bezpiecznych warunkach osiąga dorosłość. Ja musiałam dorosnąć mając 10 lat…powoli stawałam się rodzicem moich pijanych rodziców, a życia uczyłam od innych, nie zawsze właściwych osób.

Proces mojego dojrzewania był zaburzony, a więc ja byłam zaburzona.

W jednych sprawach radziłam sobie zbyt dobrze na swój wiek, a w innych fatalnie…

To terapia i dobry lekarz dają nam szanse na normalne zdrowe i pełne radości życie!!!

Proszę Cię.

Idź tą drogą co ja… nie patrz już w tył. Idź do przodu…ale już nie sam

 Znajdź terapie..znajdź wsparcie i nie czekaj ani dnia.

Każde zaburzenia psychiczne czy osobowości są do przepracowania. Borderline wyleczyło bardzooo wiele osób i żyją wśród nas.

Oni dopiero o tym zaczynają mówić….

Powodzenia !!!!

Czytaj więcej

Konstruktywny Lęk

cropped-obrona2b.jpg

Lęk przed nieznanym.   Dawno go nie czułam…aż zaraz dodam, że tęskniłam ..

Po pierwsze rozpoczynam 6 miesiąc ciąży..coraz bliżej rozwiązania…i ten lęk jestem w stanie zrozumieć. Chciałabym swoją córeczkę już dzisiaj przytulić i powiedzieć jak bardzo ją kocham..

Po drugie szukamy właśnie z narzeczonym mieszkania ( na kredyt ) co wiąże się z wieloma stresami i pożyczkami. Ledwo wiążę koniec z końcem..właściwie prawie ich nie wiążę .. a muszę wziąć pożyczkę ok 50000 na wkład własny ,notariusza i podatek…trzeba kupić też jakąś lodówkę i pralkę.. resztę mamy.

Dziecko w brzuchu…przeżywa to co ja. I myślę sobie..że takie dziecko przeżywa problemy rodziców do końca ich życia. Ja też byłam takim dzieckiem..

Nie wiem ile jeszcze czeka mnie stresów, ale taka jest dorosłość. Chciałabym o tym nie myśleć. . . ale podświadomie pojawia się lęk. Bezwarunkowo.

Dodatkowo dzisiaj zadzwonił mój 33 letni brat.Najpierw coś zagadał jak zawsze, a potem przeszedł do sedna, że nie ma kasy..bo nie ma pracy…itp..Mija już rok jak nie zdołał się ustabilizować i iść do pracy..Strasznie mnie to stresuje.. Jak można w tym wieku stąpać po kruchym lodzie i nie chcieć żyć bezpiecznie.. Jak można? W dodatku ostatnio obwinił mnie za swoją sytuacje i wpędził mnie w wyrzuty sumienia co jest typowe dla osobowości narcystycznej. A takiej jest mi najbliższy..

(Opis poniżej w odnośniku :

Osobowość narcystyczna. )  Zaczął manipulować moimi emocjami,atakować moją indywidualność oraz grozić mi, że odrzuci mnie za poglądy polityczne.W jakim świecie marzeń trzeba być? Jak można  rezygnować z różnych prac nie mając innych dochodów i żyć w świecie fantastycznym… jak to jest możliwe? Skąd biorą się tacy nieulękli ludzie, którzy tego zdrowego lęku nie mają ? Którzy tak mocno skupieni są tylko na wyższości swojego ego. Bardzo takim osobom współczuje, tak nieświadomie marnują swoje życie… Często to są zdolni ludzie, którzy mogli osiągnąć naprawde wiele..

Tak sobie pomyślałam, że lęk czasami pełni dobrą funkcje. Kształtuje nasz charakter.

Pełni również bardzo ważną funkcje – ochronną.

Dzięki Lękowi nigdy nie siedziałam na bezrobociu ( tylko na czas Terapii ) byłam zdolna przez lęk mimo płaczu i bólu iść do pracy i funkcjonować.Dzięki lękowi, nauczyłam się wielu rzeczy, wytrwałości.Dzięki lękowi leczę się z BPD …dzięki lękowi – żyję !

Wracając do braku lęku.Przeczytałam też również ostatnio jedną ciekawą rzecz. To właśnie w borderline osoba często czuje, że nie jest sobą i cierpi.. dlatego też szuka pomocy i leczy się. Są niebezpieczne zaburzenia np. osobowość narcystyczna, gdzie osoba nie jest świadoma swoich problemów i latami toczy się na dno nie wiedząc o tym.Boje się takich osób.. wywołują u mnie niechęć.. i wiele obaw.Nikt nie jest w stanie takim osobom przetłumaczyć i pomóc. Ja sama waliłam głową w mur próbując zmienić ojca..niedawno i brata.Takie osoby kulają się na dół i każdego kto im coś tłumaczy mają za wroga.. to bardzo bolesne dla bliskich takich narcystycznych osób. Wiem coś o tym . Sama kiedyś byłam w takim zaślepieniu..sama kiedyś byłam narcystyczna..bo i bpd ma sporo takich cech.. ale nie miałam siły dłużej żyć tak dzielnie..musiałam się poddać i upaść przed samą sobą.. i tu znowu dziękuję, że poczułam lęk przed przyszłością bez terapii. Zaczęłam się bać, że sama nie dam rady, nie jestem taka super i może się coś stać. Teraz boje się kiedy patrzę na swojego brata. Ojciec miał w oczach to samo. Głupia odwaga.. jakby byli poza systemem. Nie odpowiada im społeczeństwo, polityka i zasady . Nic im nie odpowiada.. są poza tym wszystkim. Każdego dnia żyją nadzieją, że to pokonają..zmienią. Cały świat jest dla nich wrogiem.. oni są wszechmocni…NIEUSTRASZENI !! A wszyscy wokół są krótko mówiąc-zjebani.

No i kolejny bodziec. Zadzwonił dzisiaj telefon… nieznany mi numer. Ręce zaczęły mi dygotać ..pomyślałam : ” Ojcu skończyły się pieniądze i pewnie wywalili go z wynajmu na ulice… i teraz dzwonią.. że gdzieś leży ” Poczułam strach.. poczułam, że nie chcę tego teraz i może już nigdy. Chcę aby umarł. Przynajmniej dla mnie.

To była moja koleżanka.. nie zapisałam jej numeru..

Ale te momenty strachu wystarczyły abym dzisiaj płakałam pisząc to ..wystarczyło bym bała się usnąć ..

Znowu będę miała koszmary . Boże.. tak bardzo chciałabym zacząć żyć swoim życiem. Nie martwić się o brata, który pewny siebie,odcięty od uczuć..żyje w swoim świecie i ojca,który od dawna żyje swoim życiem o level wyżej niż brat. Czyli już kompletnie pozbył sie bliskich zapewne obwiniając o to ich. Przecież oni zawsze szukają winnych swojego losu..

Dzisiaj pierwszy raz poczułam co czuła moja matka.. i bardzo za nią tęsknie. Teraz rozumiem.. dlaczego upadła..i jak to stopniowo mogło ją zabić..

Pracowała na nas mając nowotwór piersi..bo inaczej byśmy nie mieli na jedzenie.

Poświęciła się. Jakże głupie to było.Zawsze zależało jej na stabilności. Robiła opłaty…kiedy ojca wywalali z różnych firm za alkohol…kiedy ją bił i poniżał . Na drugi dzień szła do pracy pobita, żeby zarobić na nasze jedzenie. A taki mój brat..turla się z boku na bok.. żyjąc marzeniami.Ojciec żyje na koszt 90 letniej matki.Nc sobie z tego nie robią. Cały czas czekają na jakiś cud…

Mam wrażenie, że kobieca wrażliwość potrafi wykończyć samoistnie…

Gdybym podchodziła do tego na zimno – byłabym może zdrowa, spałabym i nie miała lęków..

Będąc małą dziewczynką martwiłam się o dorosłych rodziców. Chciałam zrobić wszystko, żeby przestali pić..ale oni nie byli świadomi. Sprzątałam w domu, żeby zmyć ten syf..błagałam by nie pili..

A oni? Nic sobie z tego nie robili. To ja byłam winna tej sytuacji. Nic nie warta..

I teraz mam.. koszmary…i setki godzin terapii za sobą..

Ja BPD i DDA.

Dziękuję bardzo.

Już wiem przynajmniej czego moim dzieciom robić nie mogę. Jestem tego świadoma.

Tylko jakim kosztem…

Usypiam zapłakana.. Naprawde.

 

Czytaj więcej

Dlaczego warto się leczyć ?

„Przebudzenie to duchowość.

Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrążeni we śnie. Żyją, śniąc. Nie budząc się, zawierają małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się ani razu. Pozbawiają się tym samym możliwości zrozumienia niezwykłości i piękna ludzkiej egzystencji. 

 

Wszystko co nas otacza jest takie, jakie być powinno !! Wszystko. Cóż za prawdziwy paradoks. Najtragiczniejsze jest to, że większość ludzi nie jest w stanie tego zrozumieć…bo są pogrążeni we śnie. „

Przebudzenie – Anthony de Mello , str. 7

 

I tymi słowami staram się Tobie przekazać czym może, a nawet na pewno jest Borderline, DDA, DDD..

To najstraszniejszy koszmar. Jeżeli nie chcesz się z niego wybudzić – proszę bardzo.. ale nie miej pretensji do innych, nie narzekaj na swoją pracę, na brak kasy, przyjaciół czy politykę. Wszystko co Ciebie otacza jest takie jak być powinno. Każdy jednak dostrzega otoczenie inaczej. Jedni się nim cieszą, inni są pogrążeni w swoim smutku do śmierci. Żeby jednak coś zmienić trzeba po pierwsze zrozumieć, że zaburzenia osobowości czy inne pozostałości po traumatycznym dzieciństwie to nie MY. Tzn..chm… trochę MY..ale nie w czystej odsłonie. Nie czujemy się sobą i cierpimy..a cierpienie jak wspominałam we wcześniejszych postach jest oznaką istnienia zdrowego JA. Dalej droga jest już, a raczej powinna być Ci dobrze znana.

Bierzesz telefon i szukasz psychologów, psychiatrów, grup.. albo wklepujesz swoje miasto w google, a po spacji borderline, terapia, poradnia zdrowia psychicznego…itp… iiii teeeee deeee…

Idziesz…próbujesz…

nie pasuje? zmieniasz.Masz prawo ! Płacisz te cholerne składki na NFZ i należy Ci się! Aha..znowu pomyślałaś/eś „nie będę czekała pół roku w kolejce !! ” no jasne…za pół roku zadzwonisz znowu jak będzie bardzo źle i powiesz to samo !! ( a mogłeś już być w gabinecie )

Czas i tak leci. Nie zatrzymasz go – nawet jakbyś chciał ! Więc w czym jest problem??  a no właśnie…. Głupio Ci ?

Problem jest w Tobie. Boisz się .. a co jeśli się uda? Kim ja będę !! ????????????

Ciągle źle i źle … do dupy leki…do dupy psycholog… do dupy to i tamto..no bo przecież ja nie potrafię się dostosować do społeczeństwa…przecież do mnie to przyjdzie zbawiciel…i wszystkie moje męki znikną – od tak ! Ha !

***

Ja korzystam z NFZ i prywatnie… jak mi się podoba. Co tydzień mam psychologa na NFZ w Warszawie..znalazłam … poczekałam.. i mam już swoje miejsce. Doceniam to.. szanuję .. w końcu godzina prywatnie z psychologiem to koszt ok. 120-150 zł w Warszawie… a tu? wspaniały psycholog..z powołania.. dla mnie – godzinę w tygodniu, na nfz. Wspaniale..

Korzystałam ze szpitali, terapii w zakładzie zamkniętym i dziennym. Na NFZ. Dobrze było. Też czekałam.. warto było.

Prywatnie chodzę do mojej Pani Dr  raz na dwa-trzy miesiące..pogadać ..spotkać się..przytulić i czuć się częścią jej życia.. niech widzi jak sobie radzę i niech ja widzę, że zawsze mogę na nią liczyć.

 

I chociaż nie jest łatwo mi dalej.

Nigdy życie nie będzie łatwe..beztroskie ..to cieszę się nim jak tylko potrafię . Czy nadal walczę ? NIE

To już nie jest walka. To jest codzienność.. troski, radość..problemy… to wszystko ma jakiś sens, którego nigdy wcześniej nie czułam..bo czułam tylko lęk.

 

Czytaj więcej

kryzys

Mam kryzys w związku/ życiu.

Oczywiscie zaczne od tego, że miałam dokladnie takie same kryzysy w każdym związku . Jednakże myślałam, że teraz wyzdrowiałam…z tego i moje uczucie będzie stabilne. Z dnia na dzień moj ukochany facet stał sie dla mnie obcy. I wiem, że to jest związane z bpd, dda i innymi traumami związanymi z dzieciństwem. Patrze na niego i wiem, że jest dla mnie najważniejszy…ale już się nim tak nie interesuje, nie przytulam go, nie całuje, nie tęsknie..mało tego..stał mi sie jakby obcy..nie kocham go. Nagle go nie kocham. Ot tak. I to jest typowe u mnie. Kocham , na drugi dzień nienawidze. Mam dość tego..to coś zabiera mi życie..od kilku miesięcy wpadam w lekką depresje. Dostałam ostatnio leki na depresje, ale w sumie mam je wziąć po miesiączce aby wykluczyć ciąże. Jestem załamana..przestałam nawet się chetnie myć..zaniedbałam się. Robię to co musze..i to nie jest wina moje faceta. On jest cudowny…i tak sobie myśle, ze moze lepiej jakbym odeszła i postanowiła cale zycie byc sama. To takie trudne być z kimś i żyć na odcięciu..nie czuć nic. Mam ochote usnąć i się już nie obudzić… Nawet nie płacze i nie jest mi smutno ..ranie go i jestem takim potworem bez serca. Typowa zimna suka..obwiniam sie za to, że nic nie czuje. Nawet nie czuje , że żyję..nic nie odczuwam. Zero emocji.

Od dziecka pamiętam miałam problem z Kocham-nie kocham. Jednego dnia Kochałam, drugiego nic nie czułam..

Mam umrzec?? Uciec od niego?? Zamknąć się gdzieś..

Najgorsza jest ta świadomość , że to jest niezmienne i marnuje mi życie. Nie wierze, ze przestałam go kochać z dnia na dzień..ale czuje, ze to wygasło. Cały czas myślę w lęku, że go nie kocham. Nie umiem być z kimś.Ale wiem, że zawsze tak mialam. Po rozstaniu kochałam bardziej niż przed. Debil .Isnty debil.

Jestem załamana… Jak nigdy. Błagaam…jak żyć w związku będąc chorą psychicznie. Wypaczoną ? Zobaczcie jak skrajne są moje wpisy.. Ale tak jest. Niby zdrowieje..

Ale to jest chyba już nieodwracalne kalectwo. Nieumiejętność permanentnego kochania.

Teraz rozumień dlaczego osoby chore na BPD tną sie i popełniają samobójstwo. To jest związane z silną potrzebą ulgi. Ja mam taką potrzebe..

Pociąć się i odczuć ból fizyczny ..odpocząć psychicznie..

Nie zrobie tego mam nadzieje, bo jestem po wielu terapiach i świadoma. Ale to okropny ból..

Kompletnie siebie nie rozumiem..nie wiem kim jestem. Czuję nawroty zaburzenia… brak empatii i odcięcie od emocji i uczuć.

Czytaj więcej

Miłość niepojęta

Niedziela…Musialam iść do kosciola. To jeden ze sposobow na odreagowanie skumulowanego napięcia.

21:30 ostatnia msza w mieście.. Pobiegałam, bo już dłużej nie mogłam znieść tego napięcia.Nie chciałam stoczyć się na samo dno.Mam wrażenie, że przed złem jedynie chroni mnie wiara.

Od kilu dni byłam rozstrojona. Chciałam po prostu być znowu sobą.Moja Dr twierdzi, że borderline objawia się w dwóch sferach.Od pasa w dół i od pasa w górę. Tym razem pierwsza wersja. Popędowość seksualna tak mi się nasila podczas ataków, że czuję się jak nimfomanka. I tu nie chodzi o czyny, ale o wyobraźnie. Zaczynam wyobrażać sobie jak zdradzam Damiana z jakimś obcym facetem na ulicy, upojona i ubrana jak dziwka. I te myśli uruchamiają karcenie. Natychmiast karam siebie wyzwiskami . Nie mogę przestać myśleć o seksie. Gapię się na innych i mam wrażenie , że myślą o tym co ja. Zaczyna atakować mnie lęk, że zaraz ktoś mnie zgwałci, a ja będę się cieszyła. A potem wróce do domu, spiszę testament i się zabije. Skrzywdzenie Damiana łączy się u mnie z końcem świata. Boje się tego..że nie podołam tej chorobie i któregoś dnia się rozlecę w pył. Kocham go, ale aby przetrwać ból istnienia wymyślam sobie autodestrukcyjne myśli, żeby zafndować sobie napięcie. Takie, jakim karmiono mnie za dzieciaka. Pamiętam z resztą , że już jako mała dziewczyna uwielbiałam podglądać pornole,które oglądał tata, gazety porno itp. Seks mnie odstresowywał. Ale tylko w wyobraźni. Stwierdziłam kiedyś ,że mam zespół demona nocy. Żeby usnąć musiałam sobie coś wyorbażać. To straszne.. wstydzę się siebie i nie wiem jak mam z tym żyć …

Weszłam do kościoła i pomyślałam „Spójrz  na mnie.. to ja, ta największa dziwka..kurwa ..niewarta byś mi cokolwiek wybaczał”

Moja relacja z Bogiem przypomina mi każdą inną.Niestabilna. Ale Tylko on sprawia, że łzy napływają mi do oczu i całe te szatańskie myśli wyciszają się  podczas mszy.

 

Kochajcie – mówi Jezus.. nawet jeśli ta miłość jest niezrozumiała czy niepojęta. Miłości czasami się nie widzi i nie da się jej zrozumieć. I jak tak Boga kocham..niezrozumiale.

Kochajcie jak potraficie..przestańce wyć i rozpaczać.

kazanie wycisnęło ze mnie ostatnie resztki napięcia.I bardzo dobrze !!!  Wróciłam  do domu i idę spać. Wiem, że kocham mojego faceta..całym sercem. Ale mając taką przeszłość i takie traumy za sobą.. i te brudne myśli w głowie..czasami myślę , że lepiej będzie go zostawić. I umrzeć..

Jednakże, kiedy na niego patrzę jak śpi.. wiem,że urodziłam się po to, żeby przerwać to pasmo nieszczęść kosztem swojego cierpienia.. wiem,że muszę to zło w sobie zaakceptować  i żyć z nim..

Może szary świt jutro przyniesie coś pięknego.

 

 

O to esencja borderline. Brak poczucia tożsamości i lęk przed życiem.. trudno to zrozumieć, ale nic nie daje siły by żyć . NIC !! Dla borderline nie ma takiej siły.Same niedorzeczności !!!! Tylko miłość może to pokonać. Ta niezrozumiała również.

Wierzę, że nauczę się żyć jeśli będę żyła wystarczająco długo.

Czytaj więcej

..Jak się masz ? :)

Dawno nie pisałam.  Jestem szczęśliwa – dlatego zapomniałam o blogu czy nawet borderline. Potrzeba pisania o szczęściu jest mała i pewnie dzieje się tak dlatego, że szczęście łatwiej jest przeżywać samemu niż lęk, smutek czy odtrącenie .Ale przyszłam tu dzisiaj bo pragnę nauczyć się pisać o dobrych rzeczach, tak jak bardzo pragnęłam nauczyć się czuć radość i miłość. Pragnęłam tak wielu rzeczy i jak się teraz nad tym zastanowię – większość doświadczyłam bądź doświadczam na codzień. Wróciłam znad morza, zrelaksowana i uśmiechnięta. Fakt jest taki, że spokój niedawno nazywany był przeze mnie depresją.. dziś bardzo mi się podoba. Oh tak, czasami jest wręcz nudno. Ale siedzę tak i myślę sobie ” w końcu zasłużyłam na niego ! niech sobie będzie ”

Nie chcę psuć tego co trwa teraz ..a trwa bo to ja pragnę aby trwało. To ja za to odpowiadam. Mogę to zniszczyć ot tak..mogę pozwolić temu trwać.. Wszystko zależy ode mnie. Chwilami mnie nosi aby coś rozpierdzielić.. pokłócić się i sprawdzić kilka granic..ale po co ? Znowu będę się zbierała do kupy dniami.. zmęczę się i tak na prawdę nic konstruktywnego nie zadzieje się w moim życiu.Przyciągnij-szczęście-do-swojego-domu

John Rohn powiedział kiedyś mądrze,  że szczęście to nie jest coś co da się odłożyć na przyszłość, tylko coś to trzeba stworzyć teraz. I ja to w pełni rozumiem i podpisuję się pod tym. Szczęście nie jest też stacją do której zmierzamy.. jest sposobem podróżowania, a dlatego, że jeśli przybędziemy na stację szczęście nieprzygotowani to nic nam po celu podróży..

 

Szczęśce tworzymy sami. Może to brzmi niezrozumiale.. ale ja jestem zdania, że zaburzenie borderline zwyczajnie nie pozwala nam przybyć na stacje szczęście i cieszyć się nim. Musimy być świadomi, że to zaburzenie. Że to CHOROBA OSOBOWOŚCI !! Aby być szczęśliwym i świadomie przeżywać każdy dzień – trzeba się leczyć!! jak już wspominałam – samo nie przejdzie. No może z wiekiem.. po jakiś 20 latach.. faktycznie..potwierdzili to nawet naukowo.. ALE PO CO SIĘ MĘCZYĆ PRZEZ TE 20 LAT??

Do dziś nie odpuściłam sobie leczenia. Codziennie uczę się samej siebie i rozwijam swoją samoświadomość. Jestem szczęśliwa bo jestem. Kiedyś walczyłam z borderline każdego dnia. To chciało mnie o prostu zabić. Dziś , po 4 latach leczenia.. walczę o lepszą przyszłość. Poprawiam swoją jakość życia i ciągle coś nowego ..

Zastanawiałam się ostatnio czymże jest szczęście -> znalazłam definicje na WIKIPEDIA .

Pozwolę sobie przytoczyć i proszę o przeczytanie :

Szczęście jest EMOCJĄ , spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. Psychologia wydziela w pojęciu szczęście rozbawienie i zadowolenie.

W rozważaniach o jego naturze szczęście najczęściej określane jest w dwu aspektach:

  • mieć szczęście oznacza:
    • sprzyjający zbieg, splot okoliczności;
    • pomyślny los, fortuna, dola, traf, przypadek;
    • powodzenie w realizacji celów życiowych, korzystny bilans doświadczeń życiowych.
  • odczuwać szczęście oznacza: (bardzo ważne)

    • (chwilowe) odczucie bezgranicznej radości, przyjemności, euforii, zadowolenia, upojenia;

    • (trwałe) zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem; ocena własnego życia jako udanego, wartościowego, sensownego.

Są to aspekty rozdzielne.

 

Jeszcze jedno bardzo mi się podoba

„Według Arystotelesa szczęście to działanie zgodne z naturą. Ryby są szczęśliwe pływając, a ptaki latając. Ponieważ do natury człowieka należy przede wszystkim myślenie i tworzenie organizacji politycznej, najszczęśliwsze jest życie filozofa lub męża stanu. Arystoteles podkreślał też rolę zaspokojenia potrzeb fizjologicznych (uważał, że by być szczęśliwym trzeba być dobrze odżywionym)”

-źródło :WIKIPEDIA

I tak sobie myślę, że jeśli moja osobowość była zaburzona – ZRUJNOWANA przez ojca, mogę twierdzić , że moim szczęściem było gnojenie siebie, wyniszczenie i świadome plątanie się w patologicznych relacjach. To było zgodne z moją naturą.  A natura za dzieciaka była taka, a nie inna. Dorosłam – a świat okazał się inny. Ktoś mnie pokochał , ale inaczej niż tata … nie bił , nie wyzywał, więc robiłam to ja. Byłam pełna lęku przed nieznanym.. gdyby nie możliwość terapii – ZGODNIE Z NATURĄ POWOLI DOPROWADZIŁABYM SIEBIE DO UNICESTWIENIA.

Na szczęście odezwało się we mnie zdrowe „JA”,  które każdy w sobie ma.. Nie zapomnę nigdy pierwszych moich starć z borderline .. jak błagałam Boga na kolanach  o siłę.

Depresja  zabija.. DDA zabija…Borderline zabija.. wszystko to  może nas zabić.. za życia.

Jak dobrze, że dzisiaj czuję wygraną . Jedynym moim lękiem stał się wiatr, kiedy stoję z latawcem w wodzie.. To żywioł !

Uczę się właśnie kitesurfingu  .  3 dni temu stałam z latawcem w morzu i czułam lęk przed porwaniem mnie.

Rozwiało się po godzinie pływanie ..i zdecydowałam się zejść. Nie znam jeszcze dobrze technik radzenia sobie z wiatrem.. .. potrzebuję czasu. Powiedziałam instruktorowi , że nie chcę walczyć na siłę z lękiem.. przyjdzie czas, że dzięki próbom i samozaparciu nie będę się bała. Ale dzisiaj odpuszczam i chcę odpocząć. Ten wiatr jest dla mnie w pewnym sensie metaforą. Jest dla mnie takim borderlinem.. wieje i szarpię moim latawcem, a ten szarpie mną.

JAK NAUCZĘ SIĘ NIM STEROWAĆ I GO WYCZUJĘ – żadnego wiatru nie będę się bała . Dokładnie tak samo jest w terapii. Tak trzeba do tego podejść.

Choruję ?? Więc się leczę . Chyba, że nie chcę ! 🙂

Ale jak chcę.. to robię wszystko aby wyzdrowieć – dając sobie czas. Czas na wszystko.. bo terapia to są często lata.. a przez te lata musi się wiele zadziać.

Jeśli terapia nas wykańcza, warto odpoczywać. Brać L4 jak się da. Płakać kiedy czuje się potrzebę.. Spać ..dobrze jeść . Podsumowując : traktować siebie jak dziecko , własne dziecko o które dba się podczas choroby z największą troską. Po latach żaden „wiatr” nie będzie nam straszny…

 

Ja czuję się szczęśliwa. Stabilna.. jeszcze trochę obco w nowym życiu…ale już wiem, że przyszłość jest pewna. Nic mi się nie stanie..a jak się stanie – wiem co mam robić.

A wiem – bo chciałam wiedzieć .

 

 

A Wy ?

Jak się czujesz?

Jak się masz ? 🙂

Czytaj więcej

lęk przed nawrotami.

Życie po terapiach, bez żadnych leków wspomagających ustabilizowanie się jest nie tyle co trudne, ale przede wszystkim „dziwne”.Niekiedy Zamykając oczy boję się śnić. Po przebudzeniu, boję się żyć. Wsiadając do metro i patrząc na ludzi obawiam się, że zostanę zdemaskowana…w pracy robię to co muszę. Zero emocji. Manekin.

Nie umiem opisać jakie złe moce we mnie drzemią. Potworne wręcz.

Jaką wielką popędowość mam genach…..? popęd do autodestrukcji..chęć zniszczenia siebie. Zamroczona alkoholem lgnę do zła.. myślami cofam się kilka lat wstecz..widma sprzed lat próbują mnie zabić.

Z obrzydzeniem czuję ramiona innych mężczyzn..w snach zdradzam swojego mężczyzne, od którego oddalam się przez lęki….

Popęd w borderline jest draczny..i po coś?? TYLKO PO CO ??

PO CO  TAK CIĄGNIE mnie DO ZŁYCH WSPOMNIEŃ..DO ZŁYCH I BRUDNYCH MYŚLI ???

Po co tak kusi mnie do złych czynów?

Jak go zatrzymać ?? JAK ??? Proszę Boże.. pomóż mi wygonić ze zle demony … wynoście się ze mnie !! Proszę !!

 

Miałam takie demony w sobie od dziecka.. nie sądzę aby rodzice byli temu winni. To chyba już JA. Cała niestety JA…

 

Boje się, że to wszystko wróci. Że zacznę żyć w lęku i stoczę się na dno. Zacznę pić i odetnę się uczuciowo od siebie i swoich uczuć. Zacznę na odcięciu imprezować..zmieniać partnerów jak rękawiczki , a o istnieniu uczuć zapomnę.

Będę się truła.. i powoli zabijała za życia.

Tego się boję . .. I płaczę.. pisząc to płaczę.. w bezradności usypiam…

Czytaj więcej

Ot tak!

Dlaczego nie piszę tak często jak jest ” normalnie ” pięknie ? Tak często, jak często piszę jak jest źle i beznadziejnie…

af894c04002368db50b3831e

Upadki i przeciwności losu również nadają życiu sens. .. gdyby nie one nie zdrowiałabym . Ot tak !

    Myślałaś ,że terapia daje Ci urlop od życia?? Oj ! ja tak myślałam !! Cholera , zapomniałam przez to wszystko jak się żyję. Zapomniałam przez liczne traumy, koszmary itp. Pogodzona z faktem, że czekają mnie lata leczenia i przekonana o porażce na jaką idzie mi ciężko pracować zrezygnowałam z życia i stałam się tylko wojownikiem.

     A teraz chcę pisać o powrotach. O tym jak trudno jest zostać i wywiesić białą flagę. O to opowieść o tym jak z oporami jest żyć po terapiach albo po prostu mając świadomość. Świadome życie jest niezmącone, bo mało w nim dzieje się już bez naszej wiedzy. Wszystko jest świadomą decyzją – naszą. Stajemy się odpowiedzialni za to, kiedy jest źle albo i dobrze. Zaczynamy decydować o tym jak możemy się czuć. Niekoniecznie musimy być gotowi na niektóre uczucia.Trudniejsze jest to co nieznane. Czyli w moim przypadku spokój, harmonia,uczucie zakochania czy radości. Jestem w stanie ułożyć sobie tak życie, dzień czy chwile aby to poczuć. Ale nie potrafię sterczeć w tym. Nie potrafię cieszyć się tym. Automatycznie budzi się we mnie niepokój, że zaraz to stracę albo, że to wszystko jest takie „nie moje”. Odsuwam się od tego co dobre i zaczynam siebie karać.. przywracać do pionu. Robię to już niestety świadomie co mnie śmieszy.Momentami wzrusza. Nie wiedzieć ciężko się odzwyczaić. Takich schematów jest wiele, zbyt wiele. Uzmysłowiłam sobie, że nie ma to po prostu sensu i z niektórych z nich już zrezygnowałam drogą wyboru. Dzieje się to we mnie na zasadzie schematu obronnego. Teraz już nie ma potrzeby aby owe schematy się włączały.

..

Dzięki temu działaniu w moim związku panuje większy spokój, zrozumienie.. kłótnie przerywam z trudem wywieszając białą flagę. Mówię ” Chciałabym żebyś ….. i dlatego tak się zachowuję „

„nie wiem po co się kłócę i co chcę osiągnąć.. po prostu mnie przytul”

” czuję od kilku dni to i to… i mam tego dość!! jest mi źle..i dlatego mam takie jazdy”

Te przykłady są banalne. Jednakże to przykłady jak przerwać TZW NAKRĘCANIE SIĘ.

To trzeba przerywać tak szybko jak się da – na siłę!! TO NAKRĘCANIE WYZWALA W NAS SKRAJNE EMOCJE do których dąży BPD, DDD i DDA ..  to takie poczucie normy.. kryzysu…

Jak się przyjrzymy temu schematowi z boku.. kilka razy a nawet setki razy.. to sami zobaczymy, że sami świadomie odgrywamy ten sam schemat w różnej postaci PO COŚ !! po to, żeby sobie dojebać wrażeń i zgnoić siebie tak jak robiono to w domu. Przynajmniej moim.

..

Uwielbiam po tym wszystkich tonąć w wyrzutach sumienia. To jest to co wdychałam w moim domu..wyrzut sumienia.. brzmi jak moje imię i nazwisko. Jak go nie ma..zrobię tak aby był. I teraz jak na to patrzę z boku to widzę..że robię to w  pełni świadomie ..po to ŻEBY POCZUĆ SWOJE ISTNIENIE.

Istnieje bo wyrzuty sumienia są moich jestestwem.

..

Piszę bo chcę wam pokazać, że pewnie robicie to samo. Piszę bo pragnę abyście ćwiczyli zatrzymywać świadomie ten schemat i „wyczuli” to czego brakuje wam do szczęścia. To taki moment, że czuje się do siebie szacunek i zwyczajnie nie chce się z sobą walczyć.. marnować czasu..

powiedz po prostu przestań i daj sobie spokój.

..

4 rok mija …od początku terapii. Jestem stabilna. I coraz częściej udaje mi się TO zatrzymać. Pozwalam sobie na bycie szczęśliwą.

Przyjrzyj się sobie. Niech Twoje JA zobaczy siebie z boku.. pomyśli PO CO TO ROBI i próbuje nauczyć się MYŚLEĆ NA NOWO i DZIAŁAĆ INACZEJ..

Odstawiłam leki i próbuję pożegnać lęk przed odstawieniem i nawrotem choroby.

Strach. Udaję cały czas, że go nie ma. A jest. Po odstawieniu leków boje się czegoś co może nawet się już nie pojawić. . .  biorę ten lek prawie dwa lata. Na tę chwilę muszę odstawić aby zobaczyć jak będzie. Wrócę do leków jak tylko będę musiała. O ile jeśli. To również była moja świadoma decyzja skonsultowana z lekarzem. Ufam mojemu lekarzowi, ale muszę też nauczyć się ufać sobie.Leki też niestety dawały mi pewien margines na jazdy. Nie zatrzymywałam niektórych „jazd” bo przecież robiły to leki..

Czytaj więcej

widzę piękno

cropped-migdałowiec-biały-2

Ah jak pięknie może być, jeśli chcemy zanurzyć się w tym pięknie. To bardzo trudne, bo my ofiary wojny jaką toczyliśmy często zbyt długo i za wcześnie, nie pozwalamy sobie na chwilę zapomnienia, odczuwanie radości, uśmiech i spontaniczność. I co to w ogóle jest pytam siebie czując, że to wszystko wydaje mi się takie obce. Ale kiedy pogrążamy się w tym pięknie z wiarą, że je ujrzymy to czas sam sprawi, że tak się właśnie stanie. To cudowne, że istnieje takie coś jak świadomość, która nas uspokaja i daje nadzieje. Im większa tym łatwiej jest znosić np chwilowe odrętwienie emocjonalne czy beznamiętność. Tak bywa, tak mamy i nie ma się czego bać..czas sprawia ,że wszystko co złe wraz z nim przemija i wygasa na zawsze przepracowane i odpuszczone.

Gdyby nie terapie, lamitrin na który w końcu sie zgodziłam i wiara w sens tego całego wysiłku- nie udało by się ujrzeć piękna. Poczuć go i pozwolić sobie na nie.

Z tym mam największy problem i nawet teraz czuję pisząc to, że jutro tak nie będzie…boje się, że tak nie będzie.

 

A może będzie

??

głupio się przyznać, że to ode mnie zależy i może to ja wygrywam z demonami przeszłości..

 

 

Czytaj więcej

Forgetting All My Troubles

Co się dzieje kiedy wpadam w ten stan wściekłości ?

Taki chwiejny dzień rozpoznaję po tym,że chce mi się płakać..jestem taka rozczulona ..wzruszam się itp.

To niedobry stan. Chłonę wtedy wszystko jak sucha gąbka.  Muszę wtedy szybko stać się tą niedotykalską Anią !!

Przykład z dzisiaj :

 

Dzisiaj poszłam na spacer z moim chłopakiem. Siedziałam na ławce i patrzyłam jak mama buja dziecko ze swoim mężem. Zaczęłam ryczeć bo przypomniała mi się mama (pisząc to ryczę..)

Moja mama. Której mi cholernie brak..ta tęsknota mnie rozrywa na strzępy. Mam płakać..powiedział psycholog..mam płakać i przeżyć to wszystko, ale to trudne w miejscach publicznych. Ten cholerny smutek musiałam zdusić w sobie aby iść dalej .. zdusiłam go..ale on we mnie był. Za zasłoną z uśmiechu i odcięcia od emocji kryła się dziecięca rozpacz. To taki jakby mechanizm obronny,który zaczyna funkcjonować, kiedy pojawia się jakieś silnie ukryte uczucie, które chowałam każdego dnia przed rodzicami. Nie mogłam wiecznie czuć jak bardzo brakuje mi mamy. Musiałam się od tego odciąć aby przeżyć. Kiedy to teraz poczuję jest takie silne jak wtedy, kiedy odeszła….też kiedy odchodziła ode mnie każdego dnia popadając w nałóg alkoholowy . Traciłam ją.. błagając Boga aby nie robiła tego..walczyłam z alkoholem w domu przykrywając ten wstydliwy problem porywczym sprzątaniem..szorowaniem blatów, łazienki..żeby nie było czuć tego smrodu wódki i piwa. I właśnie dzisiaj zauważyłam, że jak mnie coś wkurwia to nerwowo zaczynam sprzątać i wkur..się, że jest taki syf !! Zamiast się zrelaksować bo jest po prostu niedziela, zabieram się za porządki i cały dzień gotuję tylko po to, żeby sobie dowalić zmęczenia.

Zmęczenie nie sprzyja bpd.. jakby rozchwiewa nastrój i daje ujście nerwom . Poczułam takie silne nerwy i zaczęłam bluźnić.. głośno oczywiście i z takim chamski akcentem.. 

(do brata)

-Musisz kurwa palić w pokoju, rzuciłam palenie a ty tu Kurwa palisz !! Mam dość tego smrodu..
(mój brat boi się tego stanu..zazwyczaj nie odzywa się i ucieka gdzieś w niewidoczne miejsce)
<Wietrze nerwowo pokój i zaczynam wkurwiona gadać do siebie>
- Za dużo mam kurwa ciuchów !! nie mam na nie miejsca.. już w dupie to mam, niech leżą gdzieś sobie. Po co ja je kupowałam !! ?? i tak w nich nie chodzę bo jestem gruba i brzydka !! (zaczynam nimi rzucać i pieniacko sobie ubliżać ..)
Co wtedy czuję ?
„mam tego wszystkiego kurwa dość, tylko ja tu sprzątam..jestem taką zjebaną kurą domową i najgorsze, że sama do tego doprowadzam..
Czuję, że jak odpuszczę ten PIERDOLONY ŚWIAT PRZESTANIE SIĘ KRĘCIĆ. Wszystko funkcjonuje bo ja funkcjonuje i mam dość !! Dość udawania.. chcę płakać.. być sama !! mam dość tego pierdolonego życia, które codziennie wygląda tak samo !!
Znowu biorę tę lamitrynę jak kaleka jakaś .. ?? ile to jeszcze lat potrwa??
Gdzie się mogę schować, żebyście mnie nie widzieli..  nienawidzę was bo jesteście normalni !! jednocześnie bardzo wam zazdroszczę i dlatego wrzucam wam, że nie ma porządku..  tylko ja coś robię ..ale zazdroszczę wam, że możecie sobie usiąść i porobić coś co lubicie nie przejmując się niczym.. !! Też tak chcę !!! nie potrafię bo jestem zjebana..”
..założyłam słuchawki i zaczęłam krzyczeć do brata ,
-Pierdolę !! nie jestem kurą ! mam wszystko w dupie!

Puściłam sobie Katie Melua „Miss about You” i zaczęłam pisać. A ta złość we mnie siedzi.. czuję, że będę płakać .. godzinę przed snem. Boje się tego !!

A wiecie o co chodzi?? cały czas o tę tęsknotę za mamą ..którą wyparłam kilka godzin temu.. nie przeżyłam jej .. nie wypłakałam do końca.. schowałam i wybuchła w formie wściekłości . Na nic.

O co chodzi w tym borderline? Czasami myślę, że w potrzebie zniszczenia. Uczucia niszczenia siebie i wszystkiego dookoła tylko dlatego, żeby odreagować te schowane uczucia.. te delikatne..ckliwe.

 

Taka mimozowata idę do łóżka..popłakać.

Oh gooood..

Forgetting All My Troubles

Czytaj więcej