DAJ NADZIEJE INNYM

Mam prośbę do was. Proszę o pomoc.

71d4918600020f0d4ff35f40

Ponieważ strona ma w przyszłości dawać nadzieje i pokazywać zaburzonym z jakich poziomów startowało się z terapią, to chciałbym abyście dodali swoje historie w zakładce dodaj swoją historie 

Ma to na celu również pokazanie, że da się wynurzyć z dna, którym często są próby samobójcze, problem alkoholowy  i inne autodestrukcyjne zachowania. 

Moim największym marzeniem jest być zdrową jak i zgromadzić tu osoby, które walczą z borderline, DDA, DDD lub innymi skutkami traumatycznych przeżyć. Wiem, że nie tylko mi się udaje z tego wyjść. Dostaje maile z informacjami od ludzi, że są postępy, że szukają różnych rozwiązań, zmieniają leki czy nawet lekarzy , co w końcu przynosi pozytywne skutki.

Jeśli czujesz, że możesz coś od siebie dać innym – proszę, nie krępuj się Tożsamość pozostaje anonimowa. 

Czytaj więcej

Forgetting All My Troubles

Co się dzieje kiedy wpadam w ten stan wściekłości ?

Taki chwiejny dzień rozpoznaję po tym,że chce mi się płakać..jestem taka rozczulona ..wzruszam się itp.

To niedobry stan. Chłonę wtedy wszystko jak sucha gąbka.  Muszę wtedy szybko stać się tą niedotykalską Anią !!

Przykład z dzisiaj :

 

Dzisiaj poszłam na spacer z moim chłopakiem. Siedziałam na ławce i patrzyłam jak mama buja dziecko ze swoim mężem. Zaczęłam ryczeć bo przypomniała mi się mama (pisząc to ryczę..)

Moja mama. Której mi cholernie brak..ta tęsknota mnie rozrywa na strzępy. Mam płakać..powiedział psycholog..mam płakać i przeżyć to wszystko, ale to trudne w miejscach publicznych. Ten cholerny smutek musiałam zdusić w sobie aby iść dalej .. zdusiłam go..ale on we mnie był. Za zasłoną z uśmiechu i odcięcia od emocji kryła się dziecięca rozpacz. To taki jakby mechanizm obronny,który zaczyna funkcjonować, kiedy pojawia się jakieś silnie ukryte uczucie, które chowałam każdego dnia przed rodzicami. Nie mogłam wiecznie czuć jak bardzo brakuje mi mamy. Musiałam się od tego odciąć aby przeżyć. Kiedy to teraz poczuję jest takie silne jak wtedy, kiedy odeszła….też kiedy odchodziła ode mnie każdego dnia popadając w nałóg alkoholowy . Traciłam ją.. błagając Boga aby nie robiła tego..walczyłam z alkoholem w domu przykrywając ten wstydliwy problem porywczym sprzątaniem..szorowaniem blatów, łazienki..żeby nie było czuć tego smrodu wódki i piwa. I właśnie dzisiaj zauważyłam, że jak mnie coś wkurwia to nerwowo zaczynam sprzątać i wkur..się, że jest taki syf !! Zamiast się zrelaksować bo jest po prostu niedziela, zabieram się za porządki i cały dzień gotuję tylko po to, żeby sobie dowalić zmęczenia.

Zmęczenie nie sprzyja bpd.. jakby rozchwiewa nastrój i daje ujście nerwom . Poczułam takie silne nerwy i zaczęłam bluźnić.. głośno oczywiście i z takim chamski akcentem.. 

(do brata)

-Musisz kurwa palić w pokoju, rzuciłam palenie a ty tu Kurwa palisz !! Mam dość tego smrodu..
(mój brat boi się tego stanu..zazwyczaj nie odzywa się i ucieka gdzieś w niewidoczne miejsce)
<Wietrze nerwowo pokój i zaczynam wkurwiona gadać do siebie>
- Za dużo mam kurwa ciuchów !! nie mam na nie miejsca.. już w dupie to mam, niech leżą gdzieś sobie. Po co ja je kupowałam !! ?? i tak w nich nie chodzę bo jestem gruba i brzydka !! (zaczynam nimi rzucać i pieniacko sobie ubliżać ..)
Co wtedy czuję ?
„mam tego wszystkiego kurwa dość, tylko ja tu sprzątam..jestem taką zjebaną kurą domową i najgorsze, że sama do tego doprowadzam..
Czuję, że jak odpuszczę ten PIERDOLONY ŚWIAT PRZESTANIE SIĘ KRĘCIĆ. Wszystko funkcjonuje bo ja funkcjonuje i mam dość !! Dość udawania.. chcę płakać.. być sama !! mam dość tego pierdolonego życia, które codziennie wygląda tak samo !!
Znowu biorę tę lamitrynę jak kaleka jakaś .. ?? ile to jeszcze lat potrwa??
Gdzie się mogę schować, żebyście mnie nie widzieli..  nienawidzę was bo jesteście normalni !! jednocześnie bardzo wam zazdroszczę i dlatego wrzucam wam, że nie ma porządku..  tylko ja coś robię ..ale zazdroszczę wam, że możecie sobie usiąść i porobić coś co lubicie nie przejmując się niczym.. !! Też tak chcę !!! nie potrafię bo jestem zjebana..”
..założyłam słuchawki i zaczęłam krzyczeć do brata ,
-Pierdolę !! nie jestem kurą ! mam wszystko w dupie!

Puściłam sobie Katie Melua „Miss about You” i zaczęłam pisać. A ta złość we mnie siedzi.. czuję, że będę płakać .. godzinę przed snem. Boje się tego !!

A wiecie o co chodzi?? cały czas o tę tęsknotę za mamą ..którą wyparłam kilka godzin temu.. nie przeżyłam jej .. nie wypłakałam do końca.. schowałam i wybuchła w formie wściekłości . Na nic.

O co chodzi w tym borderline? Czasami myślę, że w potrzebie zniszczenia. Uczucia niszczenia siebie i wszystkiego dookoła tylko dlatego, żeby odreagować te schowane uczucia.. te delikatne..ckliwe.

 

Taka mimozowata idę do łóżka..popłakać.

Oh gooood..

Forgetting All My Troubles

Czytaj więcej

Jutro.

Kim jestem?

Co czuję? Po co żyję ? Czego się boję ?

Nieustannie zadaję sobie te pytania. Może nie ja sobie je zadaje, a ta druga Anna,która we mnie jest.

Codziennie kurwa JUTRO.

Żyję karmiąc się jedynie nadzieją, że odpowiedzi..nadejdą jutro..

Nie potrafię dzisiaj odpowiedzieć sobie na żadne z tych pytań. Nie potrafię czuć własnego istnienia.

Ileż bólu w sobie przetrzymuję i w jakim celu? Dlaczego rodzice wyrządzili mi taką krzywdę i dlaczego nie wzięli tego bólu na siebie. Mama odeszła zaburzona,zniszczona przez ojca i raka.. .. Co takiego zaatakowało jej duszę, że pozwoliło jej krzywdzić własne dzieci ? Boże.. dlaczego wraz z jej śmiercią odeszły moje uczucia. Otępiałam. Jedyną miłością jaką znałam była miłość do rodziców. Żadnej innej nikt mi nie pozwolił doznać. Sama również nie mogłam sobie na nią pozwolić bo czułabym, że zdradzam samą siebie i przestanę mieć czas na ratowanie domu. Moja nadzieja na lepsze życie umarła. Wykonuję wszystkie obowiązki i gesty z pozoru zwyczajnie puste i formalne. Jednakże wciąż wierzę, że to jest lepsze niż każdy mój dzień wytargany siłą rzeczy wspomnień z życia. Nie czuję kompletnie nic poza bólem istnienia i to właśnie sprawia, że męczę się w każdej przestrzeni swojego życia. W związku,pracy i domu. Rano,w południe i wieczorem. Nie ma kurwa dnia i godziny bym nie czuła, że nie istnieja. Że po prostu jestem.

Zaburzona osobowość. Trauma.. poharatany układ nerwowy. Brak nadziei.. Jest mi tak cholernie trudno patrzeć mojemu chłopakowi w oczy i mówić mu, że nic nie czuję. Bo nie umiem…

Pęka mi serce bo mój każdy związek dotychczas kończył się toksycznie i zaraz po tym jak kończyło się zakochanie. Nie umiem go kochać..nie umiem żyć bez niego. Moja istność to bycie z nim. Bez zastanowienia chcę się budzić zawsze przy nim. Czując lęk i otępienie. Są dni kiedy jego uśmiech maluje na mojej twarzy jeszcze większy..Są dni kiedy nie chcę z nim być bo wstydzę się nic nie czuć. Wstydzę się powiedzieć, że wolę być sama. Nie pozwalam sobie na te uczucia.Od lat słyszałam, że jestem „zimną suką” bez uczuć. I tym siebie gnębię.

Boję się czasami..że to nie są lęki..a na prawdę go nie kocham. Boje się, że oszukuję samą siebie i jego.. Że powinnam to zakończyć, ale nie potrafię. Nigdy się z nim nie rozstałam..a z poprzednimi robiłam to codziennie. Mam wrażenie,że wręcz prowokuję rozstanie aby poczuć to „coś”

Jestem zmęczona wszystkim i nie wiem dlaczego wciąż nie wiem jak żyć dalej. I czy warto..

Znowu te pytania.. Znowu ta moja niewyraźna mina..smutek..lęk w oczach .i ścisk w gardle.

 

Myślę sobie, że i tak umrę bo przyjdzie dzień kiedy sobie już po prostu nie poradzę.

Leczę się 3 rok.. mam wiele terapii za sobą.. biorę leki.. mam super pracę i wspaniałego faceta w swoim życiu. Zaczęłam kolejną terapię i czuję jakbym traciła swoją tożsamość i przestawała istnieć. Coraz częściej myślę aby opisać ostatnią wolę na kartce papieru, zakleić..wysłać do brata i pojechać nad morze..wziąć garść leków i usnąć na plaży na zawsze.. słuchając przed snem szumu morza..

Tymczasem znów zapłakana idę spać.

I znowu KURWA JUTRO , znowu pójdę do pracy i wykonam swoje obowiązki na pełnym odcięciu emocjonalnym..potem zrobię kilkanaście długości na basenie..zważę się i pójdę spać..znowu zapłakana.

Mechanicznie.. tak bezdusznie.. jak zawsze..

Boję się. Na prawdę bardzo się tego wszystkiego boję.

Czytaj więcej

Kiedy nie mam już nic do stracenia..proszę o wszystko. Proszę o życie.

Głupia kłótnia sprawiła, że zraniłam .Ranię siebie za karę..za karę,że powiedziałam co czuję.

Nie umiem okazywać złości na zdrowym poziomie. Jestem małym niedojrzałym dzieckiem .Ofiarą przemocy i gwałtu moich emocji.. Nie mam siły dzisiaj iść dalej. A wiem, że muszę. To co czuję w środku to koszmar. Gdybym miała wybierać , między tym stanem a zderzeniem czołowym z pociągiem –   to bez zastanowienia wybrała bym to drugie. Jestem świadoma, że to przejdzie, a po spotkaniu z pociągiem już bym nie miała więcej szans..nadziei. Ale to właśnie ten ból istnienia właśnie odbiera mi wszystko. I zostaje mi wstyd. Wstyd, że potrafię tak ranić i gnoić siebie i innych. Po co ja to robię ??? Dlaczego jak zakropię alkoholem borderlajna to mam ochotę umrzeć. Dlaczego budzi się we mnie jakaś pobita i uwięziona bestia. Dlaczego facet, którego kocham i wzbudza we mnie radość staje się moim przyszłym zabójcą. Zabije mnie odrzuceniem. Czym jesteś borderline? Jesteś niekończącą się traumą paraliżującą moje „ja”

 

Bordeline..czemu więzisz mnie w klatce pełnej lęków i demonów. Mam dosyć tego wszystkiego. Ale może coś tam jest na końcu.. Jestem zmęczona wiecznymi atakami, lękami i patrzeniem jak nieumiejętnie przemierzam świat ..ale może kiedyś nauczę się cieszyć każdą chwilą. A może to nie choroba..tylko czemu mój mózg działa inaczej.

Boję się mieć męża..mieć dzieci. Na chwilę obecną nie myślę o tym. Jakby nie istniało..

 

Dlaczego kiedy już leżę bezradna na łóżku i wygłodniała to myślę o Bogu. Czemu sądzę, że i on się mną brzydzi. Czuję się jadem szatana zatruta…

Po każdym takim ataku i zranieniu coś we mnie pęka. Jakiś mur się wali. Nie potrafię się otworzyć na miłość Boga. Na uczucie mojego chłopaka.  Przytoczę tutaj wpis o zranionym sercu..

Trzy poziomy

W Bochni i gdzie indziej wielu ludzi nie słyszało wcześniej o wewnętrznym uzdrowieniu, a mimo to żyli. Wielu w dodatku dobrze i przyzwoicie. – Sama znam wielu takich. To po co nam to uzdrowienie? Bo to wpływa na jakość życia – mówi pani Magda.

Michał Piekara mówi, że każdy z nas doświadczył zranień. Cierpimy z powodu odrzucenia, agresji, obojętności, złamanego słowa, utraty czegoś w życiu. – Zranienia przekładają się na relacje. Jeśli w dzieciństwie dziecko często doświadczało braku zainteresowania ze strony ojca, powstaje głębokie poczucie odrzucenia. Taki człowiek boi się wchodzić w bliskie relacje – mówi Michał Piekara.

Ludzi ranią różne rzeczy. Dopóki nie doświadczymy uzdrowienia wewnętrznego, musimy się liczyć ze skutkami tych zranień. – Zranione serca nie potrafią kochać. To się odzywa w trudnych momentach. W zranieniu nie potrafię np. żony poprosić o przebaczenie, nie potrafię zrezygnować ze swojej dumy – dodaje. Człowiek składa się z ciała, ducha, czyli psychiki, i duszy. Uzdrowienie może się dokonywać na każdym z tych trzech poziomów. Może być fizyczne, co jest oczywiste. – Jeśli mamy poranioną, pokaleczoną psychikę, krwawiące serce, Jezus może to uzdrowić. Trzeci poziom to nasza dusza, tu w kontekście uzdrowienia mówimy o sakramencie pokuty i pojednania – tłumaczy Michał Piekara.”

źródło: http://kosciol.wiara.pl/doc/2302119.Zranione-serce-nie-potrafi-kochac

 

Jeśli umrę zranię mojego chłopaka. Który we mnie wierzy.. i tylko on.

Czytaj więcej

Idę niby wprost..jednak skręcam gdzieś.

Idę niby wprost..jednak skręcam gdzieś.

Czuję niepokój związany z tą chorobą.

Weekend był koszmarny. Znowu dwudniowy silny atak. Tak na serio dopiero mnie puściło i odzyskuje siły. Co to do cholery jasnej jest?? skąd mi się to bierze.. nie było stresorów..albo o nich nie wiem, ale już w piątek czułam jakiś lekki migrenowy ból głowy i potem jazda.. jazda do niedzielnej nocy. Płacz i silne myśli samobójcze. Znów chciałam zostawić chłopaka i wmawiałam mu ,że to koniec , wykrzykując, że muszę umrzeć.

Zaciskałam pięści i prosiłam o śmierć

„Dlaczego ja ?? Dlaczego inni co chcą żyć umierają..a ja żyję i mam ten atak.. ”

Boże niech to się już skończy…- myślałam.

Ileż energii i łez . Ileż smutku i nerwów..przez chwilę mam wrażenie jakbym traciła świadomość. Nie było wr mnie – mnie…

I ten niesamowity ból. Ból istnienia.. „Dlaczego ja..co złego zrobiłam ,że mnie to dopada.. ”

 

Czytam o tym borderline . Coraz więcej artykułów, coraz więcej nowinek z dziedziny nauki na ten temat. Ja sama gdzieś stanęłam w miejscu. Znowu nie dbam o siebie, nie łykam tranu i ciągle się stresuje. Czekam na terapie indywidualną w Warszawie.. może to coś odblokuje we mnie. Nie chcę ranić mojego chłopaka..ale nie potrafię inaczej. Nie umiem tego zatrzymać.

Tak czasami mnie to wszystko wykańcza..niekoniecznie psychicznie..ale też niestety fizycznie co potem zaznacza się w mojej pracy i relacjach.

Jestem wypruta z emocji. Jest mi wszystko obojętne.. czy będę żyła, czy umrę ..

Co mi jest?

 

 

 

Czytaj więcej

Każdy swoim psychologiem

W pewnym sensie każdy jest swoim psychologiem. Jedną z dobrych wieści jest ta, że psychologia w odróżnieniu od innych dziedzin jest powszechna i mamy z nią doczynienia na co dzień. Dodam jeszcze, że ma z nią do czynienia każdy. Nie ,jak z niektórymi dziedzinami np. tylko astronauta. Psychologia jest dla każdego i często możemy z niej korzystać.

Dlatego też psychlogiem staje się każdy w momencie, kiedy zaczyna rozkładać swoją osobowość na części pierwsze czy chociaż się sobie przyglądać. Po wyciągnięciu pewnych wniosków korygujemy swoje zachowania tak aby żyło się po prostu lepiej.I Wszystko byłoby dobrze, dopóki nie stwierdzimy, że nie jesteśmy  w stanie tego zorbić, a w głowie zacznamy słyszeć pierwsze oznaki poirytowania.

Będąc nastoletnią dziewczynką w ogóle się nie zastanawiałam dlaczego uciekałam z domu, dlaczego piłam alkohol czy popalałam papierosy. Dlaczego na głos bluźniłam sądząc, że to takie „zajebiste”. Wszystko robiłam pod wpływem impulsu. Odreagowywałam gniew związany z alkoholizmem rodziców. Robiłam wszystko na złość w głowie snując plany>

„Niech się pierdolą. I tak wyjdę na dwór. Mają mnie w dupie więc ja też ich mam…”

Rodzice w okolicach drzwiach wyjściowych stawiali opór . Jedyne co radością w sercu mogłam zrobić to powiedzieć im prosto w twarz: „Wali od Ciebie alkoholem” . Za co oczywiście.. dostawałam w twarz.. Ojciec potrafił z refleksem chwyciś mnie za włosy, rzucić o ściane i zapytać : „Co ty kurwo powiedziałaś? „

Płacz..przeprosiny … i błagania. „Nic nic..tato,nigdzie nie wyjdę, zostanę w domu i się pouczę”

Po takich scenach siadałam w pokoju i płakałam. Zawsze wtedy pojawiał się ojciec i wyzywał mnie za to, że płaczę. Z czasem więc płakałam po cichu. Najczęściej w nocy.

I tak w mojej głowie z roku na rok rodziła się coraz większa złość i agresja. Nie mogłam przecież ciągle ładować jej w rodziców. Ciągle spali albo byli w pracy. Byli uzależnieni od alkoholu. Wszystkie problemy jakie przeżywałam w związku z dorastaniem musiałam pokonywać sama, a najczęściej zmuszona byłam rozmiawiać ze starszymi kolegami i koleżankami. Odpowiedzi na wiele pytań nie znam do dzisiaj.

Znienawidziłam siebie za to, że jestem gruba, brzydka i głupia. Nigdy nic nie usłyszałąm dobrego na swój temat. Jeśłi już tata z mamą mnie za coś chwalili czy prawili mi komplementy to wygląd. Zawsze byłam piękną dziewczyną. Z nauką miałam bardzo dużo problemów. Wiecie co z tym wszystkim jest najgorsze..

Że przez całe lata edukacji wyzywano mnie od leni śmierdzących i nierobów. A przecież ja nie miałam warunków. Od dziecka miałam ogromne problemy z koncentracją nad czym nikt nie pracował. Rodzice nie pytali mnie czemu nie możesz się skupić tylko krzyczeli na mnie, że jestem „roztrzepana”

Skutkiem tego były moje WIECZNE WYRZUTY SUMIENIA 

Które czuję do dzisiaj. Mam takie lęki przed wszystkim , że często czegoś po prostu nie zrobię . Tylko dlatego, że z góry zakładam klęske. Borderline to nic innego jak nienawiść do siebie. To duszenie w sobie agresji, gniewu i smutku. Która jest tak silna ,że gdybyśmy jej nie uwolnili przeciwko sobie albo innym – mogłaby nas wysadzić od środka.

Moi drodzy. Nie wiem jakie wy mieliście historie i jakie macie podłoże zaburzeń , ale ja NIGDY W ŻYCIU NIE USŁYSZAŁAM OD SWOICH RODZICÓW:

mama – „Kochanie, nie martw się , tata i ja będziemy przy Tobie jak będziesz się bała”

mama,tata -„Kochanie ja  wiem ,że nie możesz się skupić na szkole, ciągle leżymy pijani „

mama,tata -„Kochanie wiem, że nie możesz odrobić lekcji , musisz przecież robić wszystko za nas”

mama- „Nie masz kiedy się rozluźnić i odpocząć bo ciągle nadłśuchujesz czy tata mnie nie bije”

To są początki borderline..to są początki DDA i wielu innych zaburzeń związanych z patologią , dysfunckją w rodzinie i przemocą.

Teraz to widzę. Niezwykle trudno stawać się swoim psychologiem . Właśnie dlatego, że wymaga to powrotów to wypartych wspomnieć.Nawet teraz jak to robię dochodzi do procesów myśleniowych        tzw. mechanizmów obronnych. Na samą myśl robi mi się źle. Wyobraźcie sobie co się dzieje podczas podczas terapii, kiedy jesteśmy „zmuszeni” do rozmów i odkrywania tego na nowo.

Każdy z nas będąc dzieckiem właśnie po to utworzył te mechanizmy obronne , żeby przetrwać.

Ale zrobiliśmy to dlatego bo byliśmy sami i rodzice nie regulowali nam emocji, nie pracowali z nami nad naszymi uczuciami i nie rozmawiali z nami o problemach. W skutek czego nie wiemy jak nazwać nasze uczucia. Nie wiemy co się z nami dzieje. Dlaczego nasze życie jest pasmem nieszczęść..

Co najgorsze: CZEKAMY AŻ TO WSZYSTKO SAMO PRZEJDZIE.. PRZEJDZIE NAM..WYROŚNIEMY Z TEGO…

NIE – z ręką na sercu przysięgam, że nie. Samo nie przejdzie. Im wcześniej wejdziecie w ten trydny proces. Tym lepiej. Nawet teraz jak myślicie o tym, żeby coś z tym zrobić mechanizmy obronne wypierają tą myśl.. i tak już chodzicie z tym bagażem ciężkich doświadczeń o kilka lat za długo..mając dalej nadzieje, że samo się poukłada.

A co jeśli nie? ..

Zastanawialiście się chociaż chwilę nad odpowiedzią?

Znajdź odpowiedź w sobie. Zrób coś do jasnej cholery zanim obudzisz się i będziesz żałować.

Czytaj więcej

Strach

Otóż około pół roku temu powiedziałam mojemu ojcu (psychopacie) ze nie chce z nim nigdy w zyciu miec juz kontaktu. Tata pije do dziś, znęca się psychicznie nad swoją matką i z nią mieszka. Ona go z resztą broni całe życie i chwali za jego czyny . Wg niej to moja matka była „kurwą ” i zmarnowała mu życie..a ja np jestem dziwką .kiedyś jakoś to znosilam ..teraz jak mam takie 3 lata terapii to na ich myśl trzęsę się i płaczę. Mam koszmary .. widzę jak ojciec nas bije itp. Jak myślę o tym to tak aż mnie zaciska w klatce i brakuje mi oddechu.. na słowo ojciec reaguje jakby mi sie zaczynał jakiś atak padaczki..to straszne..

Nie odzywam sie juz pół roku i on do mnie. Podobno sprzedał mieszkanie z babcią i wynajmują (ma długi) chla dalej i nic nie robi. Boję się ,że lada dzień sąd wystąpi o alimenty dla niego ,ktore mam płacić ja..mam ochotę go zabić..życzę mu śmierci i czuję lęk.. myślę ,że gdyby umarł ja przestałabym się codziennie bać …czuć ten lęk.. strach..czuję go od dziecka i mam wrażenie ,że jest coraz silniejszy …paraliżuje mnie :(

 

Boję się siebie ,że kiedyś będę taka jak on. Będę taką suką .. będę wyzywać i krzywdzić.. bluźnić.. bić dzieci.. boje się siebie..że będę jakąś psychopatką.
Są dni ,że budzę się agresywna.. mam ochotę wszystkich wyzwać i zabić ojca.. mam dość..wtedy chce się też zabić.

 

jak dalej z tym żyć…. czując strach. Strach przed ojcem do dziś.

Czytaj więcej

Psychoza borderline

Padło pytanie, jak wygląda moja psychoza??

Najczęściej pojawia się kiedy jestem wykończona stresorami:

to jest: pracą, lękami, złym snem… autodestrukcją .

Czuję się na początku lekko odrealniona, jakby za szybą, chociaż cały czas jestem w pełni świadoma. Zaczyna mnie „nosić”

próbuje jakoś wyciszyć to niepokojące uczucie…ale im bardziej próbuję tym nasilają się lęki.

Myślę wtedy,żeby się napić alkoholu, wyjść gdzieś. Napięcie i niepokój jest tak silne ,że aż „rozsadza” mi głowę. Zaczynam wpadać w histerie i mam jakby taki atak psychotyczny. W pełni świadoma czuję się tak wykończona ,że nachodzi mnie agresja i gniew. Mam rozne rodzaje zaburzeń psychotycznych. Czasami out, najczęściej IN. Ostatnio miałam out. Wpadłam w histerie ,zaczęłam mieć jakieś urojenia,wyzywałam byłą mojego chłopaka od kurw i dziwek,jego przyjaciółkę.. podając tak sprecyzowane argumenty na poziomie służb specjalnych. Szok. Posuwam się wtedy zbyt daleko i ranię ciosem prosto w serce… wyładowuję w ten sposób emocje .

W wyniku projekcji, urojeń zachowywałam się jakby coś we mnie wstąpiło. Jak psychopata odcięty od uczuć. Dążyłam do zniszczenia jego…do wyrzutów sumienia, czekałam aż mnie uderzy,wyzwie albo cos podobnego… a on nic. Czekałam aż potraktuje mnie jak mój ojciec…uderzy..skopie i pozbawi poczucia jakiejkolwiek wartości.

Dalej niszczyłam ten związek.

Dodam ze takie odreagowanie uruchomiło jedno piwo. Kazałam mu wypierdalać… spakowałam się w nocy i chciałam uciec. Nie wiedziałam co się dzieje, nie poznawał mnie. Jak zaczęło przechodzić byłam dumna,zmęczona..na tzw. Odcięciu.

Zwymiotowałam z nerwów. Poprosiłam go zapłakana aby się kolo mnie położył . Zaparzył mi melisę. Wzięłam ok. 150 mg. Lamitryny. Usnęłam w jego rzmionach. Rano dalej czułam się obco. Lęki. Roztrzęsienie. TAK JAKBYŚ KTOŚ MNIE DZIEŃ WCZEŚNIEJ KOPNĄŁ W GŁOWĘ…

Cały dzień ryczałam mając wyrzuty sumienia. Znowu bałam się siebie. Nie czułam siebie..nie było we mnie mnie. Bałam się.. trwało to i trwało. …

Usnęłam…miałam koszmary.

Wstałam..znowu nie mogłam nic zjeść. Czułam się obco.. otoczenie było dziwne. To wszystko Mona opisać tak, jakbym nie była w rzeczywistości, ale patrzyła na nią z boku. Jakby moje ja…patrzyło na mnie.

Wieczorem zażyłam 20 mg. Setaloftu.. doraznie jakby.. :/ pomogło.. napiecie zeszło…usnęłam..

Dodam ze ostatnia taka psychozohisterie miałam ok roku temu. Kiedyś miałam je codziennie. Byłam wtedy wrakiem.

Dam rade . Jeszcze nie jedna przede mnż. Mój chłopak walczy ze mną. Nie jestem tym sama.

NIGDY NIE BĄDŹ Z TYM SAM / SAMA… a jeśli jesteś . . . odezwij się do nas tutaj.

Czytaj więcej

NAJGORSZA JEST SAMOTNOŚĆ

Dawno nie zaglądałam. To chyba dobrze.

Nic w sumie się ciekawego u mnie nie działo .Wakacje..urlop..morze.. urlopy w pracy też nieco dały mi w kość zastępując kierownika. Zawsze te braki rąk do pracy wykańczają zastępujących. Praca na tyle mnie wykańczała ,że do domu wracałam z płaczem. Miałam przez to wiele nawrotów. Ciężkich chwil. Tym razem nie radziłam sobie z nimi sama. radziliśmy sobie z  tym razem z moim mężczyzną . Będąc ofiarą przemocy , porzuconym i niekochanym dzieckiem , żyjącym w lęku .. ciężko jest porzucić samotność.

Brzmi to nieco dziwnie, bo wydawałoby się ,że człowiek zrobi wszystko aby nie być samotnym. Co jeśli człowiek wychował się w samotności ? Czy ta zmiana na bycie z kimś..dzielenie z kimś życia nie powoduje właśnie rozwalenia tej pogmatwanej i zaburzonej spójności JA.

Jestem zdania ,że tak. Czuję doskonale jak sypie się moje JA zbliżając się do mojego chłopaka. Ostatnio nawet zaliczyłam nawet psychozę po dwóch dniach bliskości. Zaliczyłam ją , bo mój mózg żywił się lękami przez dwa dni. To dużo jak na mnie. Te okresy wytrzymałości mam coraz krótsze. Ale to raczej dobrze ,że robię się mniej zlagrowana.

Cytuję „CZŁOWIEK ZLAGROWANY – termin używany na określenie osobowościowych cech człowieka, jakie wykształciły się w nim pod wpływem przeżyć w obozie niemieckim. Zlagrowanie człowieka przejawiało się w odrzuceniu wszelkich wartości humanistycznych i egoistycznym dążeniu do ocalenia własnej biologicznej egzystencji. Termin pochodzi od niemieckiego wyrazu „Konzentrazionlager” – obóz koncentracyjny. Analizę postawy człowieka zlagrowanego przeprowadził Tadeusz Borowski w opowiadaniach obozowych.”

To tak dla tych co nie wiedzą o tym,że są zlagrowani ( dla mnie to znaczy zaburzeni)

To dla tych , dla  których dom stał się obozem . A zaburzenia osobowości wykształciły się aby przetrwać wtedy. Dla tych ,którym te same zaburzenia  jedynie niszczą życie. Radość.

Nie chciałabym ,aby ktoś z was wątpił ,że można wyzdrowieć. Ale tak jest. Może zawsze będzie.. ale to część nas. To właśnie brak nadziei i zwątpienie czuliśmy cały czas . Czekaliśmy aby ktoś w końcu nas pokochał.. a teraz kiedy ktoś nas pokochał – nie umiemy tego odwzajemnić bo kiedyś musieliśmy przestać kochać ,aby nie cierpieć. To smutne – wiem. Ale trzeba wierzyć ,że wszystko da się odzyskać. Wszystko poza jednym. Czas. Tego już nie da się odzyskać. Ale to nic.. im więcej go teraz wykorzystamy tym mniej go stracimy. Iść.. iść … w stronę słońca :) nie patrząc na to jak bardzo cierpimy, nie patrząc na to jak silny mamy lęk przed kolejnym krokiem.

Nie użalaj się nad sobą. Nie żałuj zmarnowanych dni..

Nie potrafisz.. więc żyj dalej godząc się na to jak to teraz wygląda. Przecież nic nie dzieje się od razu. Jeśli widzisz jak wiele robisz czego nie chcesz – to znaczy ,że w głębi duszy odzywa się Twoje zdrowe JA . Idź… samo się poukłada. Tylko pamiętaj. Aby się poukładało zbuduj sobie dobre środowisko. Otaczaj się dobrymi ludźmi. Buduj z nimi więzi i twórz relacje . Nieważne jak trudne to będzie. Mądrzy ludzie nie będą Ciebie oceniać . Zrozumieją . Wystarczy ,że spotkasz jedną taką osobę . Już ona da Ci nadzieje na więcej. Rozmawiaj z sobą. Naucz się relaksować. Ja wiem,że uważasz ,że to bez sensu, ale ważny jest relaks. Dbaj o siebie. Opiekuj się sobą.. i daj sobie czas. Miłość? Nawet nie wiesz.. kiedy się pojawi. Szczególnie ta do siebie. To właśnie na nią czekasz.. będąc samotnym człowiekiem. Nie ma nic gorszego niż czuć się samotnym samym ze sobą.

Mi się udaję. Mam wspaniałego chłopaka, uczę się dostrzegać miłość . Dlaczego nie napisałam kochać? Bo to każdy potrafi.. tak mi się wydaje . Jedni to rozwijają inni nie mogą. Ale każdy ma to u podstaw. Jako dziecko już zaczyna kochać swoją matkę..

Ja Kocham mojego chłopaka..całym sercem. Boję się pokochać bo czasami mam wrażenie ,że będę to odczuwać to zbyt silnie . Ale to się również samo wyklaruje. Bardziej martwi mnie fakt ,że ja nie dostrzegam miłości. Zjawisko póki co dla mnie obce. I tak się zastanawiam.. jak to dostrzec.. ??

Ja wiem, że z czasem..

Jestem też pewna jednego : KAŻDY KOCHA INACZEJ. Pochłaniałam wiele lektur ,które odpowiedzą mi na pytanie czym jest miłość, jakie ma cechy, gdzie ją odnaleźć ,jak ją budować itp. Przy tym bardzo się dołowałam czytając historie innych o Wielkiej Miłości ,zachwytach itd….. teraz wiem,że każda miłość wygląda inaczej.

.. Teraz zadaję sobie pytanie : JAK JĄ DOSTRZEC ..KIEDY JEST WOKÓŁ NAS..I W NAS..  CZY JEŚLI NIE MA JEJ W NAS NIE DA SIĘ JEJ DOSTRZEC . . .. wszystko się zapętla.

NIE WIEM.

Czytaj więcej

Kiedy miesza się to czego nie ma z tym co jest.

…To mówimy o nieświadomości. Dzisiaj zrozumiałam,ze to wcale nie jest takie proste…

I  To jest to kolejny etap mojej terapii.

Oddzielać.

Ambiwalencja rowniez jest do wyleczenia … sic!!

Musze wspomniec o jeszcze jednym. Cale zycie byłam sama. Miałam przyjaciół,ale ich nie doceniałam… nigdy jednak nie miałam rodziny i miłości. Teraz mam chłopaka,ktory bardzo mnie Kocha…i wspiera w terapii..po prostu mnie kocha…i ja jego z kazdym dniem coraz bardziej…mimo tego,ze bardzo go ranie… on wie,ze nie ranie wtedy jego,ale siebie. Bo tak bardzo go Kocham,ze staje sie dla mnie jedynym zrodlem bolu…ktorego bardzo czesto pragne podczas acting in. No tak…uderzam w niego aby cierpial…kiedy cierpi ja mam wyrzuty sumienia i siebie karce..bo tylko kiedy siebie karce czuje ,ze zyje. Ale on to wie…i jest nam łatwiej grac w otwarte karty. Mowie mu wszystko…okropne rzeczy… nigdy nikomu tyle nie mowilam… odslonilam sie..i jak go atakuje mowie mu po co i co mi to daje…wtedy odroznia prawde od manipulacyjnych atakow… wierzy,ze one z miloscia przemina…a zaburzenie sie wyciszy..im dluzej z nim jestem tym jestem spokkjniejsza i dojrzewam…otulona jego miloscia..milosc moze wszystko.

Czytaj więcej