Świadectwo dojrzałości

♥♥♥

Wyzdrowiałam… już dawno, ale po prostu bałam się to powiedzieć na głos.

Nie da się mnie już zdiagnozować.

Przyszedł moment, kiedy moja historia z bpd dobiega końca.Chociaż w pewnych aspektach życia moje skrajne emocje dadzą znać o sobie jeszcze nie raz. Ale nie da się pozbyć zaburzeń osobowości jak niepotrzebnych przedmiotów..one są częścią nas.

Byleby nie wpływały negatywnie na nasze życie

Zdrowe zachowania często mieszają się z tymi „zaburzonymi” . Nie można całe życie myśleć „jestem chora…”

Dzisiaj pozostał syndrom DDA i trauma po tym co było i ogromna potrzeba miłości oraz troski aby z wiekiem wyciszała się we mnie. . . życie od chwili usłyszenia diagnozy zmieniło się kolosalnie. 

Najpierw była diagnoza ⇒ potem spadałam w przepaść ⇒ później kilka lat się stabilizowałam ⇒ teraz mam etap gojenia ran…

Kiedy zaczynałam drogę leczenia byłam maksymalnie autodestrukcyjna, nie chciało mi się żyć, a moim glównym zajęciem było niszczenie siebie i innych.

Dzisiaj jestem stabilna.

Mam męża i dziecko, a co najważniejsze nauczyłam się Kochać siebie i moich bliskich. Wcześniej byłam chodzącą krwawiącą raną, która sobie tylko zasypywała tę ranę solą i wyła z bólu… nie było miejsca na miłość ani spokój. Nie było na to miejsca….

Życie dzisiaj jest równie trudne jak kiedy walczyłam z sobą czy bpd.

 Dzisiaj staram się ogarnać dom, dziecko, rodzinę i problemy dorosłej codzienności. To jest bardzo trudna rola – bycie dorosłą , odpowiedzialną matką i żoną.

I dzisiaj wiem, że bez tych lat terapii mogłoby mi to nie wyjść. Mogłabym to spieprzyć i zranić swoje dzieci czy męża… bo sama byłam zranionym dzieckiem, dorosłym dzieckiem alkoholików.

Nie byłam gotowa na to by się zmierzyć z dorosłością i tymi SILNYMI EMOCJAMI jakimi jest macierzyństwo, miłość, zazdrość… problemy typu brak pracy, brak kasy… brak czasu i samotność.

Emocje przezywałam zbyt mocno i rozwalało mnie to na części… wolałam je odreagować na kimś lub na sobie niż udusić się z bólu istnienia.

Dojrzałam.

Terapia pozwoliła mi dorosnąć…i dojrzeć emocjonalnie, a leki pozwoliły mi przetrwać proces dojrzewania w dorosłym życiu bo normalnie taki proces dzieje się przy wsparciu kochających rodziców, którzy pomagają nam regulować emocje i być..po prostu dzieckiem, które powoli w bezpiecznych warunkach osiąga dorosłość. Ja musiałam dorosnąć mając 10 lat…powoli stawałam się rodzicem moich pijanych rodziców, a życia uczyłam od innych, nie zawsze właściwych osób.

Proces mojego dojrzewania był zaburzony, a więc ja byłam zaburzona.

W jednych sprawach radziłam sobie zbyt dobrze na swój wiek, a w innych fatalnie…

To terapia i dobry lekarz dają nam szanse na normalne zdrowe i pełne radości życie!!!

Proszę Cię.

Idź tą drogą co ja… nie patrz już w tył. Idź do przodu…ale już nie sam

 Znajdź terapie..znajdź wsparcie i nie czekaj ani dnia.

Każde zaburzenia psychiczne czy osobowości są do przepracowania. Borderline wyleczyło bardzooo wiele osób i żyją wśród nas.

Oni dopiero o tym zaczynają mówić….

Powodzenia !!!!

Czytaj więcej

Koszmary

8a091fee00213e9a50ba919d

Mam pytanie do was. Szczególnie do osób po przemocowym dzieciństwie.

Miewacie koszmary?

Jeśli tak, to jakie najczęściej?

Koszmary SENNE często wpływają na nasz dzień. Przynajmniej u mnie.

Mam bardzo przemocowe „chore” koszmary..niczym teledyski Marlin Manson…gdybym nakręciła film z klatek moim koszmarów…to nikt nie byłby w stanie wysiedzieć w kinie 5 minut….

A ja muszę w tym kinie siedzieć czasami całą noc. Budzę się roztrzęsiona i pełna lęku. Po otwarciu oczu mam te swoje 5 minut, kiedy muszę dosłownie trzymać się prześcieradła, żeby nie iść do kuchni i nie podciąć sobie żył. Jestem wtedy tak zmęczona tymi obrazami, że śmierć staje mi się naprawde jedynym zerwaniem z łańcucha traumatycznych scen..

Męczyłam sie z koszmarami w ciąży każdej nocy. A teraz co jakiś czas… Nie wiem jak się z tego oczyścić.

Czytaj więcej

Uczucie jest faktem

Każde uczucie człowieka jest faktem. Nie można go ignorować, spychać na dalszy plan..tylko dlatego, że jest to uczucie złe,oohydne i „grzeszne”  W Borderline, kiedy pojawiają się takie uczucia zaczynamy siebie za nie karać, walczyć z nimi, wypierać je, obwiniać siebie, zakazywać sobie na ich odczuwanie i ubliżać sobie. To jak miotanie się skaleczonego gołębia .. Taki gołąb z krwawiącym skrzydłem czuje ogromny lęk przed byciem na lądzie. Ucieka przed ludźmi, wpada pod samochód..umiera schowany gdzieś w szczelinach budynków.

Ja też czasami czuję się jak połamany ptak. Wpadam w takie lęki w normalnym życiu bo boje się, że zaraz coś sie stanie. Targają mną wszelkie złe emocje..które są wynikiem traumatycznego dzieciństwa. Kiedy byłam małą dziewczynką naprawdę czułam agresje, chęć zabicia rodziców, siebie. To wszystko wyzwoliła we mnie przemoc. Teraz kiedy jestem w stabilnym związku i mam wspaniałe życie karcę siebie za każde złe uczucie. Tak mnie wytresowano jak byłam małą dziewczynką. Moje uczucia nie były faktem dla moich rodziców. One nie istniały.. Były negowane i wyśmiewane. Nie miałam prawa czuć jako dziecko..jako nastolatka, jako dorosła kobieta. Nie ufałam swoim uczuciom przez to, że byłam negowana. Nie wiedziałam kim jestem. Czułam się inna..

Teraz kiedy mam być matką zaczynam rozumieć, że negowanie uczuć dziecka spowoduje, że osobowość nie będzie spójna. Moje dziecko będzie uważało, że to czuje jest dziwne..inne..złe.

Teraz to wszystko rozumiem.

Skąd zaburzenie osobowości i tak trwały obraz osoby , który daje chorobowe objawy jak nerwice,psychozy,depresje. To oczywiste. Nie czuję się teraz inaczej niż ta mała negowana dziewczynka. Czuję po prostu, że mam dosyć nią dalej być, boje się i chcę odlecieć jak połamany ptak.. Czuję, że moje „skrzydła” źle się zrosły i nie potrafię już latać w normalnym życiu. Są dni..że najchętniej wyszłabym z domu, upiła się..padła na ulicy w jakiejś szczelinie i zdechła..

To pragnienie ulgi jest meritum choroby. Wciąga..

Tylko świadomość daje szanse na wybudowanie normalnego życia. A czas osłabia mechanizmy obronne wykreowane w dzieciństwie…

Dzisiaj mało wierzę, że mi sie uda. Mam zły dzień…

Jestem smutna, że tyle przeszłam..że jestem kompletnie sama ..mimo,że jestem w ciąży i mam cudownego faceta. Brakuje mi tych podstaw..tej miłości rodziców..ktorej chyba nigdy nie zaznałam.. (więcej…)

Czytaj więcej

Nawroty borderline

Zaczyna się od stresów i zmęczenia…przepracownia czy bezsennych nocy.

Potem lęk..

Lęk uruchamia cierpienie. Cały organizm zaczyna pracować w niezdrowy sposób.

Objawia się to następująco :

Na początku odczuwam lekki niepokój.. zaczynam mieć natrętne myśli przed snem, ubliżam sobie za te chore myśli…gorzej śpię, wybudzam się albo mam koszmary.

Potem czuję w ciągu dnia niepokój…lęk…

Organizm zaczyna fizycznie odreagowywać emocje w postaci ucisku w klatce piersiowej. Na oczy nachodzi zmęczenie.

Już w lustrze widzę, że mam „atak”. Poznaje po zapadniętych oczach i sińcach. Światło drażni, a głowa ćmi.

Zazwyczaj ataki trwały maks 3 dni. Ten akurat prawie 6 dni  w zmiennym nasileniu.

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że czujesz lęk podobny to tego jakby Cię związali, wrzucili do Ciemnej piwnicy,pobili, zgwałcili i powiedzieli, że przyjdą po Ciebie i Ciebie zabiją…tak się czuję kiedy mam atak. Tak bardzo się w sobie męczę, że najchętniej wyjęłabym nóż i pocięła się na kawałki żeby już się nie męczyć. Nigdy się nie ciełam..ale upijałam się albo uprawiałam seks. Taki seks cielesny, bez uczuć. Ja nie mam do nich dostępu w okresie trwania ‚ataku’ .To tzw. Derealizacja. I gdyby nie terapie wyszłabym z domu..zamówiła w barze kilka piw..i padła gdzieś na ulicy..a nóż widelec może by mnie ktoś zgwałcił i zabił.. I takie mam myśli kiedy mam atak. I za te myśli karam siebie…bo w domu mam kochającego narzeczonego,którego nie umiem ranić i dziecko w brzuchu. A te myśli uruchamiają mi się samoistnie w wyniku jakiś stresów. . i boje się wtedy, że myśli w czyny się zamienią..i jak w wyobraźni ..borderline przyjdzie po mnie i mnie zabije i zniszczy wszystko. I czuję to całym ciałem..jak bardzo się boję ..jak PTSD..    I mija kilka dni męki.. Wtedy patrzę na mojego narzeczonego..i znów czuję..znów go kocham..   Nie było mnie kilka dni.. Nie było mnie. Ale udało mi się to przeczekać bez autodestrukcji..jest stabilnie. Kiedyś te ataki były co chwile. Np. 3 dni atak, dwa dni przerwa i znowu. Teraz mam jeden na jakiś czas.. Bez  leków. Najważniejsze to mieć świadomość, że to choroba. I nie robić sobie wtedy krzywdy tylko zadbać o siebie w te dni. Ja wiem, że to trudne. Ale lepsze niż alkohol, samookaleczanie, przypadkowy seks czy narkotyki. No chyba, że pragnie się tego ‚zła’ co bardzo często sie zdarza..wtedy ma się podwójny problem. Trzeba szybko szukać jakiejś pomocy.. I mówić, że ma się chęć na czynienie sobie zła. Proszę pamiętać..że czasu nie da się cofnąć.   .  .

Czytaj więcej

borderline, a macierzyńswo.

113851963

Chciałabym poruszyć temat macierzyństwa u chorych na bpd mam. Jak sobie z tym wszystkim radzicie?

Czy zaburzenie nasiliło się w okresie ciąży. Po porodzie? Kiedy miałyście najtrudniejsze momenty? I jak sobie z nimi radziłyście czy nadal radzicie.

Jakie macie rady, cenne rady dla wszystkich przyszłych mam

Co z odstawieniem leków i wizytami u psychologa, czy lepiej przerwać terapie czy nie??

To są ważne informacje, które uważam powinny się znaleźć w sieci. Będe bardzo wdzięczna za informacje.

 

TikTak

 

 

 

Czytaj więcej

kryzys

Mam kryzys w związku/ życiu.

Oczywiscie zaczne od tego, że miałam dokladnie takie same kryzysy w każdym związku . Jednakże myślałam, że teraz wyzdrowiałam…z tego i moje uczucie będzie stabilne. Z dnia na dzień moj ukochany facet stał sie dla mnie obcy. I wiem, że to jest związane z bpd, dda i innymi traumami związanymi z dzieciństwem. Patrze na niego i wiem, że jest dla mnie najważniejszy…ale już się nim tak nie interesuje, nie przytulam go, nie całuje, nie tęsknie..mało tego..stał mi sie jakby obcy..nie kocham go. Nagle go nie kocham. Ot tak. I to jest typowe u mnie. Kocham , na drugi dzień nienawidze. Mam dość tego..to coś zabiera mi życie..od kilku miesięcy wpadam w lekką depresje. Dostałam ostatnio leki na depresje, ale w sumie mam je wziąć po miesiączce aby wykluczyć ciąże. Jestem załamana..przestałam nawet się chetnie myć..zaniedbałam się. Robię to co musze..i to nie jest wina moje faceta. On jest cudowny…i tak sobie myśle, ze moze lepiej jakbym odeszła i postanowiła cale zycie byc sama. To takie trudne być z kimś i żyć na odcięciu..nie czuć nic. Mam ochote usnąć i się już nie obudzić… Nawet nie płacze i nie jest mi smutno ..ranie go i jestem takim potworem bez serca. Typowa zimna suka..obwiniam sie za to, że nic nie czuje. Nawet nie czuje , że żyję..nic nie odczuwam. Zero emocji.

Od dziecka pamiętam miałam problem z Kocham-nie kocham. Jednego dnia Kochałam, drugiego nic nie czułam..

Mam umrzec?? Uciec od niego?? Zamknąć się gdzieś..

Najgorsza jest ta świadomość , że to jest niezmienne i marnuje mi życie. Nie wierze, ze przestałam go kochać z dnia na dzień..ale czuje, ze to wygasło. Cały czas myślę w lęku, że go nie kocham. Nie umiem być z kimś.Ale wiem, że zawsze tak mialam. Po rozstaniu kochałam bardziej niż przed. Debil .Isnty debil.

Jestem załamana… Jak nigdy. Błagaam…jak żyć w związku będąc chorą psychicznie. Wypaczoną ? Zobaczcie jak skrajne są moje wpisy.. Ale tak jest. Niby zdrowieje..

Ale to jest chyba już nieodwracalne kalectwo. Nieumiejętność permanentnego kochania.

Teraz rozumień dlaczego osoby chore na BPD tną sie i popełniają samobójstwo. To jest związane z silną potrzebą ulgi. Ja mam taką potrzebe..

Pociąć się i odczuć ból fizyczny ..odpocząć psychicznie..

Nie zrobie tego mam nadzieje, bo jestem po wielu terapiach i świadoma. Ale to okropny ból..

Kompletnie siebie nie rozumiem..nie wiem kim jestem. Czuję nawroty zaburzenia… brak empatii i odcięcie od emocji i uczuć.

Czytaj więcej

Miłość niepojęta

Niedziela…Musialam iść do kosciola. To jeden ze sposobow na odreagowanie skumulowanego napięcia.

21:30 ostatnia msza w mieście.. Pobiegałam, bo już dłużej nie mogłam znieść tego napięcia.Nie chciałam stoczyć się na samo dno.Mam wrażenie, że przed złem jedynie chroni mnie wiara.

Od kilu dni byłam rozstrojona. Chciałam po prostu być znowu sobą.Moja Dr twierdzi, że borderline objawia się w dwóch sferach.Od pasa w dół i od pasa w górę. Tym razem pierwsza wersja. Popędowość seksualna tak mi się nasila podczas ataków, że czuję się jak nimfomanka. I tu nie chodzi o czyny, ale o wyobraźnie. Zaczynam wyobrażać sobie jak zdradzam Damiana z jakimś obcym facetem na ulicy, upojona i ubrana jak dziwka. I te myśli uruchamiają karcenie. Natychmiast karam siebie wyzwiskami . Nie mogę przestać myśleć o seksie. Gapię się na innych i mam wrażenie , że myślą o tym co ja. Zaczyna atakować mnie lęk, że zaraz ktoś mnie zgwałci, a ja będę się cieszyła. A potem wróce do domu, spiszę testament i się zabije. Skrzywdzenie Damiana łączy się u mnie z końcem świata. Boje się tego..że nie podołam tej chorobie i któregoś dnia się rozlecę w pył. Kocham go, ale aby przetrwać ból istnienia wymyślam sobie autodestrukcyjne myśli, żeby zafndować sobie napięcie. Takie, jakim karmiono mnie za dzieciaka. Pamiętam z resztą , że już jako mała dziewczyna uwielbiałam podglądać pornole,które oglądał tata, gazety porno itp. Seks mnie odstresowywał. Ale tylko w wyobraźni. Stwierdziłam kiedyś ,że mam zespół demona nocy. Żeby usnąć musiałam sobie coś wyorbażać. To straszne.. wstydzę się siebie i nie wiem jak mam z tym żyć …

Weszłam do kościoła i pomyślałam „Spójrz  na mnie.. to ja, ta największa dziwka..kurwa ..niewarta byś mi cokolwiek wybaczał”

Moja relacja z Bogiem przypomina mi każdą inną.Niestabilna. Ale Tylko on sprawia, że łzy napływają mi do oczu i całe te szatańskie myśli wyciszają się  podczas mszy.

 

Kochajcie – mówi Jezus.. nawet jeśli ta miłość jest niezrozumiała czy niepojęta. Miłości czasami się nie widzi i nie da się jej zrozumieć. I jak tak Boga kocham..niezrozumiale.

Kochajcie jak potraficie..przestańce wyć i rozpaczać.

kazanie wycisnęło ze mnie ostatnie resztki napięcia.I bardzo dobrze !!!  Wróciłam  do domu i idę spać. Wiem, że kocham mojego faceta..całym sercem. Ale mając taką przeszłość i takie traumy za sobą.. i te brudne myśli w głowie..czasami myślę , że lepiej będzie go zostawić. I umrzeć..

Jednakże, kiedy na niego patrzę jak śpi.. wiem,że urodziłam się po to, żeby przerwać to pasmo nieszczęść kosztem swojego cierpienia.. wiem,że muszę to zło w sobie zaakceptować  i żyć z nim..

Może szary świt jutro przyniesie coś pięknego.

 

 

O to esencja borderline. Brak poczucia tożsamości i lęk przed życiem.. trudno to zrozumieć, ale nic nie daje siły by żyć . NIC !! Dla borderline nie ma takiej siły.Same niedorzeczności !!!! Tylko miłość może to pokonać. Ta niezrozumiała również.

Wierzę, że nauczę się żyć jeśli będę żyła wystarczająco długo.

Czytaj więcej

..Jak się masz ? :)

Dawno nie pisałam.  Jestem szczęśliwa – dlatego zapomniałam o blogu czy nawet borderline. Potrzeba pisania o szczęściu jest mała i pewnie dzieje się tak dlatego, że szczęście łatwiej jest przeżywać samemu niż lęk, smutek czy odtrącenie .Ale przyszłam tu dzisiaj bo pragnę nauczyć się pisać o dobrych rzeczach, tak jak bardzo pragnęłam nauczyć się czuć radość i miłość. Pragnęłam tak wielu rzeczy i jak się teraz nad tym zastanowię – większość doświadczyłam bądź doświadczam na codzień. Wróciłam znad morza, zrelaksowana i uśmiechnięta. Fakt jest taki, że spokój niedawno nazywany był przeze mnie depresją.. dziś bardzo mi się podoba. Oh tak, czasami jest wręcz nudno. Ale siedzę tak i myślę sobie ” w końcu zasłużyłam na niego ! niech sobie będzie ”

Nie chcę psuć tego co trwa teraz ..a trwa bo to ja pragnę aby trwało. To ja za to odpowiadam. Mogę to zniszczyć ot tak..mogę pozwolić temu trwać.. Wszystko zależy ode mnie. Chwilami mnie nosi aby coś rozpierdzielić.. pokłócić się i sprawdzić kilka granic..ale po co ? Znowu będę się zbierała do kupy dniami.. zmęczę się i tak na prawdę nic konstruktywnego nie zadzieje się w moim życiu.Przyciągnij-szczęście-do-swojego-domu

John Rohn powiedział kiedyś mądrze,  że szczęście to nie jest coś co da się odłożyć na przyszłość, tylko coś to trzeba stworzyć teraz. I ja to w pełni rozumiem i podpisuję się pod tym. Szczęście nie jest też stacją do której zmierzamy.. jest sposobem podróżowania, a dlatego, że jeśli przybędziemy na stację szczęście nieprzygotowani to nic nam po celu podróży..

 

Szczęśce tworzymy sami. Może to brzmi niezrozumiale.. ale ja jestem zdania, że zaburzenie borderline zwyczajnie nie pozwala nam przybyć na stacje szczęście i cieszyć się nim. Musimy być świadomi, że to zaburzenie. Że to CHOROBA OSOBOWOŚCI !! Aby być szczęśliwym i świadomie przeżywać każdy dzień – trzeba się leczyć!! jak już wspominałam – samo nie przejdzie. No może z wiekiem.. po jakiś 20 latach.. faktycznie..potwierdzili to nawet naukowo.. ALE PO CO SIĘ MĘCZYĆ PRZEZ TE 20 LAT??

Do dziś nie odpuściłam sobie leczenia. Codziennie uczę się samej siebie i rozwijam swoją samoświadomość. Jestem szczęśliwa bo jestem. Kiedyś walczyłam z borderline każdego dnia. To chciało mnie o prostu zabić. Dziś , po 4 latach leczenia.. walczę o lepszą przyszłość. Poprawiam swoją jakość życia i ciągle coś nowego ..

Zastanawiałam się ostatnio czymże jest szczęście -> znalazłam definicje na WIKIPEDIA .

Pozwolę sobie przytoczyć i proszę o przeczytanie :

Szczęście jest EMOCJĄ , spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. Psychologia wydziela w pojęciu szczęście rozbawienie i zadowolenie.

W rozważaniach o jego naturze szczęście najczęściej określane jest w dwu aspektach:

  • mieć szczęście oznacza:
    • sprzyjający zbieg, splot okoliczności;
    • pomyślny los, fortuna, dola, traf, przypadek;
    • powodzenie w realizacji celów życiowych, korzystny bilans doświadczeń życiowych.
  • odczuwać szczęście oznacza: (bardzo ważne)

    • (chwilowe) odczucie bezgranicznej radości, przyjemności, euforii, zadowolenia, upojenia;

    • (trwałe) zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem; ocena własnego życia jako udanego, wartościowego, sensownego.

Są to aspekty rozdzielne.

 

Jeszcze jedno bardzo mi się podoba

„Według Arystotelesa szczęście to działanie zgodne z naturą. Ryby są szczęśliwe pływając, a ptaki latając. Ponieważ do natury człowieka należy przede wszystkim myślenie i tworzenie organizacji politycznej, najszczęśliwsze jest życie filozofa lub męża stanu. Arystoteles podkreślał też rolę zaspokojenia potrzeb fizjologicznych (uważał, że by być szczęśliwym trzeba być dobrze odżywionym)”

-źródło :WIKIPEDIA

I tak sobie myślę, że jeśli moja osobowość była zaburzona – ZRUJNOWANA przez ojca, mogę twierdzić , że moim szczęściem było gnojenie siebie, wyniszczenie i świadome plątanie się w patologicznych relacjach. To było zgodne z moją naturą.  A natura za dzieciaka była taka, a nie inna. Dorosłam – a świat okazał się inny. Ktoś mnie pokochał , ale inaczej niż tata … nie bił , nie wyzywał, więc robiłam to ja. Byłam pełna lęku przed nieznanym.. gdyby nie możliwość terapii – ZGODNIE Z NATURĄ POWOLI DOPROWADZIŁABYM SIEBIE DO UNICESTWIENIA.

Na szczęście odezwało się we mnie zdrowe „JA”,  które każdy w sobie ma.. Nie zapomnę nigdy pierwszych moich starć z borderline .. jak błagałam Boga na kolanach  o siłę.

Depresja  zabija.. DDA zabija…Borderline zabija.. wszystko to  może nas zabić.. za życia.

Jak dobrze, że dzisiaj czuję wygraną . Jedynym moim lękiem stał się wiatr, kiedy stoję z latawcem w wodzie.. To żywioł !

Uczę się właśnie kitesurfingu  .  3 dni temu stałam z latawcem w morzu i czułam lęk przed porwaniem mnie.

Rozwiało się po godzinie pływanie ..i zdecydowałam się zejść. Nie znam jeszcze dobrze technik radzenia sobie z wiatrem.. .. potrzebuję czasu. Powiedziałam instruktorowi , że nie chcę walczyć na siłę z lękiem.. przyjdzie czas, że dzięki próbom i samozaparciu nie będę się bała. Ale dzisiaj odpuszczam i chcę odpocząć. Ten wiatr jest dla mnie w pewnym sensie metaforą. Jest dla mnie takim borderlinem.. wieje i szarpię moim latawcem, a ten szarpie mną.

JAK NAUCZĘ SIĘ NIM STEROWAĆ I GO WYCZUJĘ – żadnego wiatru nie będę się bała . Dokładnie tak samo jest w terapii. Tak trzeba do tego podejść.

Choruję ?? Więc się leczę . Chyba, że nie chcę ! 🙂

Ale jak chcę.. to robię wszystko aby wyzdrowieć – dając sobie czas. Czas na wszystko.. bo terapia to są często lata.. a przez te lata musi się wiele zadziać.

Jeśli terapia nas wykańcza, warto odpoczywać. Brać L4 jak się da. Płakać kiedy czuje się potrzebę.. Spać ..dobrze jeść . Podsumowując : traktować siebie jak dziecko , własne dziecko o które dba się podczas choroby z największą troską. Po latach żaden „wiatr” nie będzie nam straszny…

 

Ja czuję się szczęśliwa. Stabilna.. jeszcze trochę obco w nowym życiu…ale już wiem, że przyszłość jest pewna. Nic mi się nie stanie..a jak się stanie – wiem co mam robić.

A wiem – bo chciałam wiedzieć .

 

 

A Wy ?

Jak się czujesz?

Jak się masz ? 🙂

Czytaj więcej

lęk przed nawrotami.

Życie po terapiach, bez żadnych leków wspomagających ustabilizowanie się jest nie tyle co trudne, ale przede wszystkim „dziwne”.Niekiedy Zamykając oczy boję się śnić. Po przebudzeniu, boję się żyć. Wsiadając do metro i patrząc na ludzi obawiam się, że zostanę zdemaskowana…w pracy robię to co muszę. Zero emocji. Manekin.

Nie umiem opisać jakie złe moce we mnie drzemią. Potworne wręcz.

Jaką wielką popędowość mam genach…..? popęd do autodestrukcji..chęć zniszczenia siebie. Zamroczona alkoholem lgnę do zła.. myślami cofam się kilka lat wstecz..widma sprzed lat próbują mnie zabić.

Z obrzydzeniem czuję ramiona innych mężczyzn..w snach zdradzam swojego mężczyzne, od którego oddalam się przez lęki….

Popęd w borderline jest draczny..i po coś?? TYLKO PO CO ??

PO CO  TAK CIĄGNIE mnie DO ZŁYCH WSPOMNIEŃ..DO ZŁYCH I BRUDNYCH MYŚLI ???

Po co tak kusi mnie do złych czynów?

Jak go zatrzymać ?? JAK ??? Proszę Boże.. pomóż mi wygonić ze zle demony … wynoście się ze mnie !! Proszę !!

 

Miałam takie demony w sobie od dziecka.. nie sądzę aby rodzice byli temu winni. To chyba już JA. Cała niestety JA…

 

Boje się, że to wszystko wróci. Że zacznę żyć w lęku i stoczę się na dno. Zacznę pić i odetnę się uczuciowo od siebie i swoich uczuć. Zacznę na odcięciu imprezować..zmieniać partnerów jak rękawiczki , a o istnieniu uczuć zapomnę.

Będę się truła.. i powoli zabijała za życia.

Tego się boję . .. I płaczę.. pisząc to płaczę.. w bezradności usypiam…

Czytaj więcej

Ot tak!

Dlaczego nie piszę tak często jak jest ” normalnie ” pięknie ? Tak często, jak często piszę jak jest źle i beznadziejnie…

af894c04002368db50b3831e

Upadki i przeciwności losu również nadają życiu sens. .. gdyby nie one nie zdrowiałabym . Ot tak !

    Myślałaś ,że terapia daje Ci urlop od życia?? Oj ! ja tak myślałam !! Cholera , zapomniałam przez to wszystko jak się żyję. Zapomniałam przez liczne traumy, koszmary itp. Pogodzona z faktem, że czekają mnie lata leczenia i przekonana o porażce na jaką idzie mi ciężko pracować zrezygnowałam z życia i stałam się tylko wojownikiem.

     A teraz chcę pisać o powrotach. O tym jak trudno jest zostać i wywiesić białą flagę. O to opowieść o tym jak z oporami jest żyć po terapiach albo po prostu mając świadomość. Świadome życie jest niezmącone, bo mało w nim dzieje się już bez naszej wiedzy. Wszystko jest świadomą decyzją – naszą. Stajemy się odpowiedzialni za to, kiedy jest źle albo i dobrze. Zaczynamy decydować o tym jak możemy się czuć. Niekoniecznie musimy być gotowi na niektóre uczucia.Trudniejsze jest to co nieznane. Czyli w moim przypadku spokój, harmonia,uczucie zakochania czy radości. Jestem w stanie ułożyć sobie tak życie, dzień czy chwile aby to poczuć. Ale nie potrafię sterczeć w tym. Nie potrafię cieszyć się tym. Automatycznie budzi się we mnie niepokój, że zaraz to stracę albo, że to wszystko jest takie „nie moje”. Odsuwam się od tego co dobre i zaczynam siebie karać.. przywracać do pionu. Robię to już niestety świadomie co mnie śmieszy.Momentami wzrusza. Nie wiedzieć ciężko się odzwyczaić. Takich schematów jest wiele, zbyt wiele. Uzmysłowiłam sobie, że nie ma to po prostu sensu i z niektórych z nich już zrezygnowałam drogą wyboru. Dzieje się to we mnie na zasadzie schematu obronnego. Teraz już nie ma potrzeby aby owe schematy się włączały.

..

Dzięki temu działaniu w moim związku panuje większy spokój, zrozumienie.. kłótnie przerywam z trudem wywieszając białą flagę. Mówię ” Chciałabym żebyś ….. i dlatego tak się zachowuję „

„nie wiem po co się kłócę i co chcę osiągnąć.. po prostu mnie przytul”

” czuję od kilku dni to i to… i mam tego dość!! jest mi źle..i dlatego mam takie jazdy”

Te przykłady są banalne. Jednakże to przykłady jak przerwać TZW NAKRĘCANIE SIĘ.

To trzeba przerywać tak szybko jak się da – na siłę!! TO NAKRĘCANIE WYZWALA W NAS SKRAJNE EMOCJE do których dąży BPD, DDD i DDA ..  to takie poczucie normy.. kryzysu…

Jak się przyjrzymy temu schematowi z boku.. kilka razy a nawet setki razy.. to sami zobaczymy, że sami świadomie odgrywamy ten sam schemat w różnej postaci PO COŚ !! po to, żeby sobie dojebać wrażeń i zgnoić siebie tak jak robiono to w domu. Przynajmniej moim.

..

Uwielbiam po tym wszystkich tonąć w wyrzutach sumienia. To jest to co wdychałam w moim domu..wyrzut sumienia.. brzmi jak moje imię i nazwisko. Jak go nie ma..zrobię tak aby był. I teraz jak na to patrzę z boku to widzę..że robię to w  pełni świadomie ..po to ŻEBY POCZUĆ SWOJE ISTNIENIE.

Istnieje bo wyrzuty sumienia są moich jestestwem.

..

Piszę bo chcę wam pokazać, że pewnie robicie to samo. Piszę bo pragnę abyście ćwiczyli zatrzymywać świadomie ten schemat i „wyczuli” to czego brakuje wam do szczęścia. To taki moment, że czuje się do siebie szacunek i zwyczajnie nie chce się z sobą walczyć.. marnować czasu..

powiedz po prostu przestań i daj sobie spokój.

..

4 rok mija …od początku terapii. Jestem stabilna. I coraz częściej udaje mi się TO zatrzymać. Pozwalam sobie na bycie szczęśliwą.

Przyjrzyj się sobie. Niech Twoje JA zobaczy siebie z boku.. pomyśli PO CO TO ROBI i próbuje nauczyć się MYŚLEĆ NA NOWO i DZIAŁAĆ INACZEJ..

Odstawiłam leki i próbuję pożegnać lęk przed odstawieniem i nawrotem choroby.

Strach. Udaję cały czas, że go nie ma. A jest. Po odstawieniu leków boje się czegoś co może nawet się już nie pojawić. . .  biorę ten lek prawie dwa lata. Na tę chwilę muszę odstawić aby zobaczyć jak będzie. Wrócę do leków jak tylko będę musiała. O ile jeśli. To również była moja świadoma decyzja skonsultowana z lekarzem. Ufam mojemu lekarzowi, ale muszę też nauczyć się ufać sobie.Leki też niestety dawały mi pewien margines na jazdy. Nie zatrzymywałam niektórych „jazd” bo przecież robiły to leki..

Czytaj więcej