..Jak się masz ? :)

Dawno nie pisałam.  Jestem szczęśliwa – dlatego zapomniałam o blogu czy nawet borderline. Potrzeba pisania o szczęściu jest mała i pewnie dzieje się tak dlatego, że szczęście łatwiej jest przeżywać samemu niż lęk, smutek czy odtrącenie .Ale przyszłam tu dzisiaj bo pragnę nauczyć się pisać o dobrych rzeczach, tak jak bardzo pragnęłam nauczyć się czuć radość i miłość. Pragnęłam tak wielu rzeczy i jak się teraz nad tym zastanowię – większość doświadczyłam bądź doświadczam na codzień. Wróciłam znad morza, zrelaksowana i uśmiechnięta. Fakt jest taki, że spokój niedawno nazywany był przeze mnie depresją.. dziś bardzo mi się podoba. Oh tak, czasami jest wręcz nudno. Ale siedzę tak i myślę sobie ” w końcu zasłużyłam na niego ! niech sobie będzie ”

Nie chcę psuć tego co trwa teraz ..a trwa bo to ja pragnę aby trwało. To ja za to odpowiadam. Mogę to zniszczyć ot tak..mogę pozwolić temu trwać.. Wszystko zależy ode mnie. Chwilami mnie nosi aby coś rozpierdzielić.. pokłócić się i sprawdzić kilka granic..ale po co ? Znowu będę się zbierała do kupy dniami.. zmęczę się i tak na prawdę nic konstruktywnego nie zadzieje się w moim życiu.Przyciągnij-szczęście-do-swojego-domu

John Rohn powiedział kiedyś mądrze,  że szczęście to nie jest coś co da się odłożyć na przyszłość, tylko coś to trzeba stworzyć teraz. I ja to w pełni rozumiem i podpisuję się pod tym. Szczęście nie jest też stacją do której zmierzamy.. jest sposobem podróżowania, a dlatego, że jeśli przybędziemy na stację szczęście nieprzygotowani to nic nam po celu podróży..

 

Szczęśce tworzymy sami. Może to brzmi niezrozumiale.. ale ja jestem zdania, że zaburzenie borderline zwyczajnie nie pozwala nam przybyć na stacje szczęście i cieszyć się nim. Musimy być świadomi, że to zaburzenie. Że to CHOROBA OSOBOWOŚCI !! Aby być szczęśliwym i świadomie przeżywać każdy dzień – trzeba się leczyć!! jak już wspominałam – samo nie przejdzie. No może z wiekiem.. po jakiś 20 latach.. faktycznie..potwierdzili to nawet naukowo.. ALE PO CO SIĘ MĘCZYĆ PRZEZ TE 20 LAT??

Do dziś nie odpuściłam sobie leczenia. Codziennie uczę się samej siebie i rozwijam swoją samoświadomość. Jestem szczęśliwa bo jestem. Kiedyś walczyłam z borderline każdego dnia. To chciało mnie o prostu zabić. Dziś , po 4 latach leczenia.. walczę o lepszą przyszłość. Poprawiam swoją jakość życia i ciągle coś nowego ..

Zastanawiałam się ostatnio czymże jest szczęście -> znalazłam definicje na WIKIPEDIA .

Pozwolę sobie przytoczyć i proszę o przeczytanie :

Szczęście jest EMOCJĄ , spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. Psychologia wydziela w pojęciu szczęście rozbawienie i zadowolenie.

W rozważaniach o jego naturze szczęście najczęściej określane jest w dwu aspektach:

  • mieć szczęście oznacza:
    • sprzyjający zbieg, splot okoliczności;
    • pomyślny los, fortuna, dola, traf, przypadek;
    • powodzenie w realizacji celów życiowych, korzystny bilans doświadczeń życiowych.
  • odczuwać szczęście oznacza: (bardzo ważne)

    • (chwilowe) odczucie bezgranicznej radości, przyjemności, euforii, zadowolenia, upojenia;

    • (trwałe) zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem; ocena własnego życia jako udanego, wartościowego, sensownego.

Są to aspekty rozdzielne.

 

Jeszcze jedno bardzo mi się podoba

„Według Arystotelesa szczęście to działanie zgodne z naturą. Ryby są szczęśliwe pływając, a ptaki latając. Ponieważ do natury człowieka należy przede wszystkim myślenie i tworzenie organizacji politycznej, najszczęśliwsze jest życie filozofa lub męża stanu. Arystoteles podkreślał też rolę zaspokojenia potrzeb fizjologicznych (uważał, że by być szczęśliwym trzeba być dobrze odżywionym)”

-źródło :WIKIPEDIA

I tak sobie myślę, że jeśli moja osobowość była zaburzona – ZRUJNOWANA przez ojca, mogę twierdzić , że moim szczęściem było gnojenie siebie, wyniszczenie i świadome plątanie się w patologicznych relacjach. To było zgodne z moją naturą.  A natura za dzieciaka była taka, a nie inna. Dorosłam – a świat okazał się inny. Ktoś mnie pokochał , ale inaczej niż tata … nie bił , nie wyzywał, więc robiłam to ja. Byłam pełna lęku przed nieznanym.. gdyby nie możliwość terapii – ZGODNIE Z NATURĄ POWOLI DOPROWADZIŁABYM SIEBIE DO UNICESTWIENIA.

Na szczęście odezwało się we mnie zdrowe „JA”,  które każdy w sobie ma.. Nie zapomnę nigdy pierwszych moich starć z borderline .. jak błagałam Boga na kolanach  o siłę.

Depresja  zabija.. DDA zabija…Borderline zabija.. wszystko to  może nas zabić.. za życia.

Jak dobrze, że dzisiaj czuję wygraną . Jedynym moim lękiem stał się wiatr, kiedy stoję z latawcem w wodzie.. To żywioł !

Uczę się właśnie kitesurfingu  .  3 dni temu stałam z latawcem w morzu i czułam lęk przed porwaniem mnie.

Rozwiało się po godzinie pływanie ..i zdecydowałam się zejść. Nie znam jeszcze dobrze technik radzenia sobie z wiatrem.. .. potrzebuję czasu. Powiedziałam instruktorowi , że nie chcę walczyć na siłę z lękiem.. przyjdzie czas, że dzięki próbom i samozaparciu nie będę się bała. Ale dzisiaj odpuszczam i chcę odpocząć. Ten wiatr jest dla mnie w pewnym sensie metaforą. Jest dla mnie takim borderlinem.. wieje i szarpię moim latawcem, a ten szarpie mną.

JAK NAUCZĘ SIĘ NIM STEROWAĆ I GO WYCZUJĘ – żadnego wiatru nie będę się bała . Dokładnie tak samo jest w terapii. Tak trzeba do tego podejść.

Choruję ?? Więc się leczę . Chyba, że nie chcę ! 🙂

Ale jak chcę.. to robię wszystko aby wyzdrowieć – dając sobie czas. Czas na wszystko.. bo terapia to są często lata.. a przez te lata musi się wiele zadziać.

Jeśli terapia nas wykańcza, warto odpoczywać. Brać L4 jak się da. Płakać kiedy czuje się potrzebę.. Spać ..dobrze jeść . Podsumowując : traktować siebie jak dziecko , własne dziecko o które dba się podczas choroby z największą troską. Po latach żaden „wiatr” nie będzie nam straszny…

 

Ja czuję się szczęśliwa. Stabilna.. jeszcze trochę obco w nowym życiu…ale już wiem, że przyszłość jest pewna. Nic mi się nie stanie..a jak się stanie – wiem co mam robić.

A wiem – bo chciałam wiedzieć .

 

 

A Wy ?

Jak się czujesz?

Jak się masz ? 🙂

Czytaj więcej

lęk przed nawrotami.

Życie po terapiach, bez żadnych leków wspomagających ustabilizowanie się jest nie tyle co trudne, ale przede wszystkim „dziwne”.Niekiedy Zamykając oczy boję się śnić. Po przebudzeniu, boję się żyć. Wsiadając do metro i patrząc na ludzi obawiam się, że zostanę zdemaskowana…w pracy robię to co muszę. Zero emocji. Manekin.

Nie umiem opisać jakie złe moce we mnie drzemią. Potworne wręcz.

Jaką wielką popędowość mam genach…..? popęd do autodestrukcji..chęć zniszczenia siebie. Zamroczona alkoholem lgnę do zła.. myślami cofam się kilka lat wstecz..widma sprzed lat próbują mnie zabić.

Z obrzydzeniem czuję ramiona innych mężczyzn..w snach zdradzam swojego mężczyzne, od którego oddalam się przez lęki….

Popęd w borderline jest draczny..i po coś?? TYLKO PO CO ??

PO CO  TAK CIĄGNIE mnie DO ZŁYCH WSPOMNIEŃ..DO ZŁYCH I BRUDNYCH MYŚLI ???

Po co tak kusi mnie do złych czynów?

Jak go zatrzymać ?? JAK ??? Proszę Boże.. pomóż mi wygonić ze zle demony … wynoście się ze mnie !! Proszę !!

 

Miałam takie demony w sobie od dziecka.. nie sądzę aby rodzice byli temu winni. To chyba już JA. Cała niestety JA…

 

Boje się, że to wszystko wróci. Że zacznę żyć w lęku i stoczę się na dno. Zacznę pić i odetnę się uczuciowo od siebie i swoich uczuć. Zacznę na odcięciu imprezować..zmieniać partnerów jak rękawiczki , a o istnieniu uczuć zapomnę.

Będę się truła.. i powoli zabijała za życia.

Tego się boję . .. I płaczę.. pisząc to płaczę.. w bezradności usypiam…

Czytaj więcej

Ot tak!

Dlaczego nie piszę tak często jak jest ” normalnie ” pięknie ? Tak często, jak często piszę jak jest źle i beznadziejnie…

af894c04002368db50b3831e

Upadki i przeciwności losu również nadają życiu sens. .. gdyby nie one nie zdrowiałabym . Ot tak !

    Myślałaś ,że terapia daje Ci urlop od życia?? Oj ! ja tak myślałam !! Cholera , zapomniałam przez to wszystko jak się żyję. Zapomniałam przez liczne traumy, koszmary itp. Pogodzona z faktem, że czekają mnie lata leczenia i przekonana o porażce na jaką idzie mi ciężko pracować zrezygnowałam z życia i stałam się tylko wojownikiem.

     A teraz chcę pisać o powrotach. O tym jak trudno jest zostać i wywiesić białą flagę. O to opowieść o tym jak z oporami jest żyć po terapiach albo po prostu mając świadomość. Świadome życie jest niezmącone, bo mało w nim dzieje się już bez naszej wiedzy. Wszystko jest świadomą decyzją – naszą. Stajemy się odpowiedzialni za to, kiedy jest źle albo i dobrze. Zaczynamy decydować o tym jak możemy się czuć. Niekoniecznie musimy być gotowi na niektóre uczucia.Trudniejsze jest to co nieznane. Czyli w moim przypadku spokój, harmonia,uczucie zakochania czy radości. Jestem w stanie ułożyć sobie tak życie, dzień czy chwile aby to poczuć. Ale nie potrafię sterczeć w tym. Nie potrafię cieszyć się tym. Automatycznie budzi się we mnie niepokój, że zaraz to stracę albo, że to wszystko jest takie „nie moje”. Odsuwam się od tego co dobre i zaczynam siebie karać.. przywracać do pionu. Robię to już niestety świadomie co mnie śmieszy.Momentami wzrusza. Nie wiedzieć ciężko się odzwyczaić. Takich schematów jest wiele, zbyt wiele. Uzmysłowiłam sobie, że nie ma to po prostu sensu i z niektórych z nich już zrezygnowałam drogą wyboru. Dzieje się to we mnie na zasadzie schematu obronnego. Teraz już nie ma potrzeby aby owe schematy się włączały.

..

Dzięki temu działaniu w moim związku panuje większy spokój, zrozumienie.. kłótnie przerywam z trudem wywieszając białą flagę. Mówię ” Chciałabym żebyś ….. i dlatego tak się zachowuję „

„nie wiem po co się kłócę i co chcę osiągnąć.. po prostu mnie przytul”

” czuję od kilku dni to i to… i mam tego dość!! jest mi źle..i dlatego mam takie jazdy”

Te przykłady są banalne. Jednakże to przykłady jak przerwać TZW NAKRĘCANIE SIĘ.

To trzeba przerywać tak szybko jak się da – na siłę!! TO NAKRĘCANIE WYZWALA W NAS SKRAJNE EMOCJE do których dąży BPD, DDD i DDA ..  to takie poczucie normy.. kryzysu…

Jak się przyjrzymy temu schematowi z boku.. kilka razy a nawet setki razy.. to sami zobaczymy, że sami świadomie odgrywamy ten sam schemat w różnej postaci PO COŚ !! po to, żeby sobie dojebać wrażeń i zgnoić siebie tak jak robiono to w domu. Przynajmniej moim.

..

Uwielbiam po tym wszystkich tonąć w wyrzutach sumienia. To jest to co wdychałam w moim domu..wyrzut sumienia.. brzmi jak moje imię i nazwisko. Jak go nie ma..zrobię tak aby był. I teraz jak na to patrzę z boku to widzę..że robię to w  pełni świadomie ..po to ŻEBY POCZUĆ SWOJE ISTNIENIE.

Istnieje bo wyrzuty sumienia są moich jestestwem.

..

Piszę bo chcę wam pokazać, że pewnie robicie to samo. Piszę bo pragnę abyście ćwiczyli zatrzymywać świadomie ten schemat i „wyczuli” to czego brakuje wam do szczęścia. To taki moment, że czuje się do siebie szacunek i zwyczajnie nie chce się z sobą walczyć.. marnować czasu..

powiedz po prostu przestań i daj sobie spokój.

..

4 rok mija …od początku terapii. Jestem stabilna. I coraz częściej udaje mi się TO zatrzymać. Pozwalam sobie na bycie szczęśliwą.

Przyjrzyj się sobie. Niech Twoje JA zobaczy siebie z boku.. pomyśli PO CO TO ROBI i próbuje nauczyć się MYŚLEĆ NA NOWO i DZIAŁAĆ INACZEJ..

Odstawiłam leki i próbuję pożegnać lęk przed odstawieniem i nawrotem choroby.

Strach. Udaję cały czas, że go nie ma. A jest. Po odstawieniu leków boje się czegoś co może nawet się już nie pojawić. . .  biorę ten lek prawie dwa lata. Na tę chwilę muszę odstawić aby zobaczyć jak będzie. Wrócę do leków jak tylko będę musiała. O ile jeśli. To również była moja świadoma decyzja skonsultowana z lekarzem. Ufam mojemu lekarzowi, ale muszę też nauczyć się ufać sobie.Leki też niestety dawały mi pewien margines na jazdy. Nie zatrzymywałam niektórych „jazd” bo przecież robiły to leki..

Czytaj więcej

DAJ NADZIEJE INNYM

Mam prośbę do was. Proszę o pomoc.

71d4918600020f0d4ff35f40

Ponieważ strona ma w przyszłości dawać nadzieje i pokazywać zaburzonym z jakich poziomów startowało się z terapią, to chciałbym abyście dodali swoje historie w zakładce dodaj swoją historie 

Ma to na celu również pokazanie, że da się wynurzyć z dna, którym często są próby samobójcze, problem alkoholowy  i inne autodestrukcyjne zachowania. 

Moim największym marzeniem jest być zdrową jak i zgromadzić tu osoby, które walczą z borderline, DDA, DDD lub innymi skutkami traumatycznych przeżyć. Wiem, że nie tylko mi się udaje z tego wyjść. Dostaje maile z informacjami od ludzi, że są postępy, że szukają różnych rozwiązań, zmieniają leki czy nawet lekarzy , co w końcu przynosi pozytywne skutki.

Jeśli czujesz, że możesz coś od siebie dać innym – proszę, nie krępuj się Tożsamość pozostaje anonimowa. 

Czytaj więcej

Myśli samobójcze

8a091fee00213e9a50ba919d

Mam dzisiaj fatalny dzień. Ty też skoro tu jesteś. No ale dobrze..że jesteś tutaj..

 

Opowiem Ci co ja teraz czuę… I proszę pamiętaj, że to minie i będzie dobrze. Musisz mieć tego świadomość.

 

Brak empatii, brak hamulców.. doprowadza mnie do tego,że mam ochotę zabić mojego chłopaka, a potem siebie. Mega silna agresja..jakaś dzika bestia we mnie wstępuje. O to kim jestem po przemocowym domu.

Niedorozwinięta.

Niedojrzała emocjonalnie.

W momencie odcięcia od empatii popełniam zło którego w danym momencie nie postrzegam.

NA TYM WŁAŚNIE POLEGA BPD czy inne zaburzenia psychiczne powstałe w wyniku wychowania w agresywnym środowisku.

To co dla mnie jest złe..dla innych jest dobre. I na odwrót. Dzisiaj wyzwiska, a za 20 lat będę może biła dzieci. Dzisiaj może powinnam to zatrzymać? nie niszczyć życia innym. Cały dzień męczę się z myślami „jak się zabić” nie wiem…skoczyć z mostu do Wisły? a jak przeżyję..?? skoczyć z Pałacu Kultury? najlepiej skoczę pod metro..ale zawsze byłam zła na tych co to zrobili bo spóźniałam się przez to do pracy..otruć się..nie wiem… i tak cały dzień … I wiem..że terapie leczą..ale zapominam czasami o swojej chorobie ..dzisiaj wróciła

Imahinacja o popełnieniu samobójstwa przynosi mi ulgę…

Poważnie myślę nad rozstaniem z moim chłopakiem.Niech idzie w świat i układa sobie życie z normalną. Jestem na etapie przygotowania się do rozstania..jednakże trudne to..bo dopiero co na prawdę mu zaufałam..i pokochałam. Ale nie mogę dłużej ranić. Mniej inwazyjnie będzie jeśli sama z sobą stworze związek…

 

Dzisiaj jestem zmęczona życiem. Czuję ból istnienia. Ale wiem, że to choroba.

….

Czytaj więcej

Miłość do samoodtrącenia

Gnój.

Taki sobie o to GNÓJ. Wszechobecny w moim życiu.  Ja też kiedyś byłam takim GNOJEM

Wywołuję go w dorosłym życiu, kiedy tylko czuję, że nic się nie dzieje i właściwie patrząc na sytuację oczami „zdrowej” osoby to jest zajebiście.

Doszłam do wniosku przy pomocy mojego terapeuty, że jestem uzależniona od pewnych schematów niszczenia siebie. Jest taka część mnie, której nie ujawniam nikomu. Tą częścią jest bulimia kompulsywna. Może nie tylko ona,ale zapewne wiele kompulsów razem tworzy właśnie tę część, której absolutnie nie chcę się pozbywać. Dlaczego?? Dlatego samego powodu co alkoholik nie może rzucić alkoholu – bo bez niego czuje, że nie przeżyje . Ból i wyrzuty sumienia nadają sens mojemu życiu, bo to nimi zagłuszyłam cierpienie, zamiast czuć smutek i popadać w melancholie karmiłam siebie wyrzutami sumienia. To bardzo łatwe. Wystarczy każdego dnia słyszeć od rodziców, że zjebało się im życie.

„Odkąd się urodziłaś mam spierdolone życie”

„Przez Ciebie kur… pije bo się urodziłaś ”

Czułam się gównem każdego dnia. Kiedy tak do mnie mówili szarpałam się z nimi , plułam im w twarz, zapitą twarz, przepychałam ich i rzucałam się z nimi na ziemie, po czym kilka dni płakałam i klękałam przed obrazkiem Jezusa błagając o wybaczenie. Modliłam się na głos jak byłam sama w domu rozmawiając z obrazkiem :

„Boże.. błagam.. spraw abym już nigdy w życiu nie uderzyłam mamusi…proszę, niech przestaną pić.. błagam Boże.. będę najlepszą córką na świecie, niech tylko przestaną pić.. ”

Rodzice bili mnie wieczorem i zachlani szli spać.. po czym rano mama przychodziła do pokoju i mnie całowała,budząc do szkoły. Zdarzało się ,że krzyczałam, żeby wypier… z pokoju..

W takich domach nie ma granic !! NIE MA GRANIC – pojęcie granica nie istnieje. 

Rodzice biją małe dzieci..te z czasem dorastają i biją się wszyscy w domu. Przemoc w domu staję się normą. Szacunek nie istnieje. Do lodówki nie mogłam się zbliżyć za karę ..wiele razy oberwałam kiedy skradałam się w nocy do lodówki. Ojciec uważał, że jestem na jego utrzymaniu ..i skoro wylałam mu wódkę do zlewu to mam nie żreć. 

W takim domu nie istnieje nic prócz lęku !! lęk przysłania osobowość. A ta niedojrzała nie jest zdolna by zbudować miłość do samego siebie. Samoodtrącenie rodzi się z chwilą rozpoczęcia odtrącania siebie nawzajem z rodzicami. To taka podstawa w życiu każdego człowieka. Aby wybudować silną, niezależna osobowość trzeba mieć oparcie w najbliższych będąc dzieckiem. Kiedy Ci odtrącają, nie można zbudować stałej i bezpiecznej relacji z samym sobą. To zwyczajnie niemożliwe. Zaczynamy więc budować z sobą taką relacje, jaką stworzyło się dorastając w takim a nie innym środowisku. Nie umiałam kochać..nie szanowałam siebie . Chciałam siebie zniszczyć. Bo…matka zniszczyła nas i siebie. Po jej śmierci przestałam mieć w stosunku niej wyrzuty sumienia, zaczęłam więc odtwarzać swoje schematy obronne z dzieciństwa dla wywołania uczuć, czyli np.kreować sytuacje wzbudzające wyrzuty sumienia, a te trzymały dystans do samej siebie. Uczucie wyrzutów i wstydu.. sprawiają , że żyję.. i gdy tylko ich brak znam doskonale wypracowane sposoby na wywołanie ich z jaskini podświadomości.  Moim asem w rękawie jest moja bulimia. Kiedy nic się nie dzieje..zaczynam obsesyjnie patrzeć w lustro z obrzydzeniem..zaczynam o siebie dbać..kiedy się udaje i chudnę ..obżeram się..i płaczę, że jestem gruba i brzydka..

 

Jest !! wtedy myślę jest !! udało się ..czuję !! Czuję to…

Zmęczona płaczem idę spać..by na drugi dzień czuć się jak gówno..i znów ratować siebie. Bo przecież moje życie życiem nie było. Moje życie zawsze było przetrwaniem.

Teraz kiedy życie życiem się staje.. ukrywam swoją miłość do samoodtrącenia bo wiem..że nie przeżyję bez tego.. nie będę potrafiła cieszyć się spokojem..

Obsesyjnie myślę o żarciu na samą myśl, że może być dobrze. Im jest lepiej tym bardziej się boję, że będzie dobrze i tak już zostanie.

 

TT

Czytaj więcej

Sekret

Jestem tak spiąca, a mimo tego lubię tu coś nabazgrać. Robię to bo lubię i mimo małego zainteresowania blogiem jakoś systematycznie aktualizuje swoje nastroje. Piję właśnie meliskę, z dwóch saszetek. Piję taką herbatkę codziennie od prawie roku. Śpię po niej jak zabita. Melisa ma działanie rozkurczające, co bardzo potrzebne jest mojemu organizmowi. Ponieważ bpd, dda i inne są przyczyną stresów, odczuwam wiele dolegliwości somatycznych, takich jak zaparcia i nerwobóle, bóle kończyn oraz kręgosłupa. Otóż zaparcia pojawiły się chwilę potem jak rzuciłam palenie, a wraz z zaparciami bóle głowy i wzdęcia. Czułam jak toksyny siedziały we mnie nawet i tydzień, a wszystko przez nerwy, które znalazły swoją kryjówkę w jelicie grubym. Cieszę się, że po tylu latach dbam o zdrowie, zaczęłam szanować siebie częściej niż niszczyć.

Mam jutro terapie i to będzie kolejne spotkanie na którym wyleję trochę z siebie. DOBRZE,że zachowuję w tym temacie pewną regularność. To sprawia, że jestem stabilniejsza. Jutro chciałabym poruszyć temat właśnie tego szacunku do siebie, który właściwie od niedawna buduję. W tym temacie staram się być powściągliwa co może mi szkodzić. Pewne myśli o sobie są tylko moje, ale to również nie jest dobre. Ubliżam sobie co do wyglądu i obsesyjnie wyyzwam się od grubasów i brzydali. Nie było w życiu dnia, abym przestała się martwić kilogramami. Martwi mnie również to, że objadanie się jest największym kalibrem broni przeciwko sobie. Kiedy tylko wpadam autodestrukcje potrafię się tak objeść, że z przepełnienia wymiotuję. Jem sporo, tak aby mieć wyrzuty sumienia. Czuję się uwięziona i jednocześnie zmęczona myślami o wadze.

Poruszam ten temat bo to jeden z moich sekretów, pozostałości po bpd. Niewiele już mi pozostało do przeżycia w terapii. Czasami myślę, że bronie się w ten sposób przed wyzdrowieniem.

TT

Czytaj więcej

widzę piękno

cropped-migdałowiec-biały-2

Ah jak pięknie może być, jeśli chcemy zanurzyć się w tym pięknie. To bardzo trudne, bo my ofiary wojny jaką toczyliśmy często zbyt długo i za wcześnie, nie pozwalamy sobie na chwilę zapomnienia, odczuwanie radości, uśmiech i spontaniczność. I co to w ogóle jest pytam siebie czując, że to wszystko wydaje mi się takie obce. Ale kiedy pogrążamy się w tym pięknie z wiarą, że je ujrzymy to czas sam sprawi, że tak się właśnie stanie. To cudowne, że istnieje takie coś jak świadomość, która nas uspokaja i daje nadzieje. Im większa tym łatwiej jest znosić np chwilowe odrętwienie emocjonalne czy beznamiętność. Tak bywa, tak mamy i nie ma się czego bać..czas sprawia ,że wszystko co złe wraz z nim przemija i wygasa na zawsze przepracowane i odpuszczone.

Gdyby nie terapie, lamitrin na który w końcu sie zgodziłam i wiara w sens tego całego wysiłku- nie udało by się ujrzeć piękna. Poczuć go i pozwolić sobie na nie.

Z tym mam największy problem i nawet teraz czuję pisząc to, że jutro tak nie będzie…boje się, że tak nie będzie.

 

A może będzie

??

głupio się przyznać, że to ode mnie zależy i może to ja wygrywam z demonami przeszłości..

 

 

Czytaj więcej

Forgetting All My Troubles

Co się dzieje kiedy wpadam w ten stan wściekłości ?

Taki chwiejny dzień rozpoznaję po tym,że chce mi się płakać..jestem taka rozczulona ..wzruszam się itp.

To niedobry stan. Chłonę wtedy wszystko jak sucha gąbka.  Muszę wtedy szybko stać się tą niedotykalską Anią !!

Przykład z dzisiaj :

 

Dzisiaj poszłam na spacer z moim chłopakiem. Siedziałam na ławce i patrzyłam jak mama buja dziecko ze swoim mężem. Zaczęłam ryczeć bo przypomniała mi się mama (pisząc to ryczę..)

Moja mama. Której mi cholernie brak..ta tęsknota mnie rozrywa na strzępy. Mam płakać..powiedział psycholog..mam płakać i przeżyć to wszystko, ale to trudne w miejscach publicznych. Ten cholerny smutek musiałam zdusić w sobie aby iść dalej .. zdusiłam go..ale on we mnie był. Za zasłoną z uśmiechu i odcięcia od emocji kryła się dziecięca rozpacz. To taki jakby mechanizm obronny,który zaczyna funkcjonować, kiedy pojawia się jakieś silnie ukryte uczucie, które chowałam każdego dnia przed rodzicami. Nie mogłam wiecznie czuć jak bardzo brakuje mi mamy. Musiałam się od tego odciąć aby przeżyć. Kiedy to teraz poczuję jest takie silne jak wtedy, kiedy odeszła….też kiedy odchodziła ode mnie każdego dnia popadając w nałóg alkoholowy . Traciłam ją.. błagając Boga aby nie robiła tego..walczyłam z alkoholem w domu przykrywając ten wstydliwy problem porywczym sprzątaniem..szorowaniem blatów, łazienki..żeby nie było czuć tego smrodu wódki i piwa. I właśnie dzisiaj zauważyłam, że jak mnie coś wkurwia to nerwowo zaczynam sprzątać i wkur..się, że jest taki syf !! Zamiast się zrelaksować bo jest po prostu niedziela, zabieram się za porządki i cały dzień gotuję tylko po to, żeby sobie dowalić zmęczenia.

Zmęczenie nie sprzyja bpd.. jakby rozchwiewa nastrój i daje ujście nerwom . Poczułam takie silne nerwy i zaczęłam bluźnić.. głośno oczywiście i z takim chamski akcentem.. 

(do brata)

-Musisz kurwa palić w pokoju, rzuciłam palenie a ty tu Kurwa palisz !! Mam dość tego smrodu..
(mój brat boi się tego stanu..zazwyczaj nie odzywa się i ucieka gdzieś w niewidoczne miejsce)
<Wietrze nerwowo pokój i zaczynam wkurwiona gadać do siebie>
- Za dużo mam kurwa ciuchów !! nie mam na nie miejsca.. już w dupie to mam, niech leżą gdzieś sobie. Po co ja je kupowałam !! ?? i tak w nich nie chodzę bo jestem gruba i brzydka !! (zaczynam nimi rzucać i pieniacko sobie ubliżać ..)
Co wtedy czuję ?
„mam tego wszystkiego kurwa dość, tylko ja tu sprzątam..jestem taką zjebaną kurą domową i najgorsze, że sama do tego doprowadzam..
Czuję, że jak odpuszczę ten PIERDOLONY ŚWIAT PRZESTANIE SIĘ KRĘCIĆ. Wszystko funkcjonuje bo ja funkcjonuje i mam dość !! Dość udawania.. chcę płakać.. być sama !! mam dość tego pierdolonego życia, które codziennie wygląda tak samo !!
Znowu biorę tę lamitrynę jak kaleka jakaś .. ?? ile to jeszcze lat potrwa??
Gdzie się mogę schować, żebyście mnie nie widzieli..  nienawidzę was bo jesteście normalni !! jednocześnie bardzo wam zazdroszczę i dlatego wrzucam wam, że nie ma porządku..  tylko ja coś robię ..ale zazdroszczę wam, że możecie sobie usiąść i porobić coś co lubicie nie przejmując się niczym.. !! Też tak chcę !!! nie potrafię bo jestem zjebana..”
..założyłam słuchawki i zaczęłam krzyczeć do brata ,
-Pierdolę !! nie jestem kurą ! mam wszystko w dupie!

Puściłam sobie Katie Melua „Miss about You” i zaczęłam pisać. A ta złość we mnie siedzi.. czuję, że będę płakać .. godzinę przed snem. Boje się tego !!

A wiecie o co chodzi?? cały czas o tę tęsknotę za mamą ..którą wyparłam kilka godzin temu.. nie przeżyłam jej .. nie wypłakałam do końca.. schowałam i wybuchła w formie wściekłości . Na nic.

O co chodzi w tym borderline? Czasami myślę, że w potrzebie zniszczenia. Uczucia niszczenia siebie i wszystkiego dookoła tylko dlatego, żeby odreagować te schowane uczucia.. te delikatne..ckliwe.

 

Taka mimozowata idę do łóżka..popłakać.

Oh gooood..

Forgetting All My Troubles

Czytaj więcej

Jutro.

Kim jestem?

Co czuję? Po co żyję ? Czego się boję ?

Nieustannie zadaję sobie te pytania. Może nie ja sobie je zadaje, a ta druga Anna,która we mnie jest.

Codziennie kurwa JUTRO.

Żyję karmiąc się jedynie nadzieją, że odpowiedzi..nadejdą jutro..

Nie potrafię dzisiaj odpowiedzieć sobie na żadne z tych pytań. Nie potrafię czuć własnego istnienia.

Ileż bólu w sobie przetrzymuję i w jakim celu? Dlaczego rodzice wyrządzili mi taką krzywdę i dlaczego nie wzięli tego bólu na siebie. Mama odeszła zaburzona,zniszczona przez ojca i raka.. .. Co takiego zaatakowało jej duszę, że pozwoliło jej krzywdzić własne dzieci ? Boże.. dlaczego wraz z jej śmiercią odeszły moje uczucia. Otępiałam. Jedyną miłością jaką znałam była miłość do rodziców. Żadnej innej nikt mi nie pozwolił doznać. Sama również nie mogłam sobie na nią pozwolić bo czułabym, że zdradzam samą siebie i przestanę mieć czas na ratowanie domu. Moja nadzieja na lepsze życie umarła. Wykonuję wszystkie obowiązki i gesty z pozoru zwyczajnie puste i formalne. Jednakże wciąż wierzę, że to jest lepsze niż każdy mój dzień wytargany siłą rzeczy wspomnień z życia. Nie czuję kompletnie nic poza bólem istnienia i to właśnie sprawia, że męczę się w każdej przestrzeni swojego życia. W związku,pracy i domu. Rano,w południe i wieczorem. Nie ma kurwa dnia i godziny bym nie czuła, że nie istnieja. Że po prostu jestem.

Zaburzona osobowość. Trauma.. poharatany układ nerwowy. Brak nadziei.. Jest mi tak cholernie trudno patrzeć mojemu chłopakowi w oczy i mówić mu, że nic nie czuję. Bo nie umiem…

Pęka mi serce bo mój każdy związek dotychczas kończył się toksycznie i zaraz po tym jak kończyło się zakochanie. Nie umiem go kochać..nie umiem żyć bez niego. Moja istność to bycie z nim. Bez zastanowienia chcę się budzić zawsze przy nim. Czując lęk i otępienie. Są dni kiedy jego uśmiech maluje na mojej twarzy jeszcze większy..Są dni kiedy nie chcę z nim być bo wstydzę się nic nie czuć. Wstydzę się powiedzieć, że wolę być sama. Nie pozwalam sobie na te uczucia.Od lat słyszałam, że jestem „zimną suką” bez uczuć. I tym siebie gnębię.

Boję się czasami..że to nie są lęki..a na prawdę go nie kocham. Boje się, że oszukuję samą siebie i jego.. Że powinnam to zakończyć, ale nie potrafię. Nigdy się z nim nie rozstałam..a z poprzednimi robiłam to codziennie. Mam wrażenie,że wręcz prowokuję rozstanie aby poczuć to „coś”

Jestem zmęczona wszystkim i nie wiem dlaczego wciąż nie wiem jak żyć dalej. I czy warto..

Znowu te pytania.. Znowu ta moja niewyraźna mina..smutek..lęk w oczach .i ścisk w gardle.

 

Myślę sobie, że i tak umrę bo przyjdzie dzień kiedy sobie już po prostu nie poradzę.

Leczę się 3 rok.. mam wiele terapii za sobą.. biorę leki.. mam super pracę i wspaniałego faceta w swoim życiu. Zaczęłam kolejną terapię i czuję jakbym traciła swoją tożsamość i przestawała istnieć. Coraz częściej myślę aby opisać ostatnią wolę na kartce papieru, zakleić..wysłać do brata i pojechać nad morze..wziąć garść leków i usnąć na plaży na zawsze.. słuchając przed snem szumu morza..

Tymczasem znów zapłakana idę spać.

I znowu KURWA JUTRO , znowu pójdę do pracy i wykonam swoje obowiązki na pełnym odcięciu emocjonalnym..potem zrobię kilkanaście długości na basenie..zważę się i pójdę spać..znowu zapłakana.

Mechanicznie.. tak bezdusznie.. jak zawsze..

Boję się. Na prawdę bardzo się tego wszystkiego boję.

Czytaj więcej