Have a sex..or therapy?

Gdzieś ostatnio usłyszałam takie stwierdzenie. 

„Dobra terapia… dobra sesja u psychologa jest jak dobry seks”

Naprawdę. 

Uczucie jakie towarzyszyło mi zawsze po dobrej sesji było odprężające i zarazem bardzo silne. To trochę takie nie do wyjaśnienia komuś kto na terapii nie był. Może dlatego, że w gabinecie po prostu jestem naga. Dobry terapeuta rozbiera Cię pytaniami z mechanizmów i stara , abyś sam czy sama dotknęła tego najczulszego punktu. Tego, który wywołuje tyle emocji, że organizm ledwie sobie z tym radzi.. dlatego robisz wszystko aby tam nie docierać. Niestety jestem tego przykładem. Mi potrzeba bardzooo dużo czasu aby się otworzyć. Ale to otwieranie nie polega na tym, że mówię wszystko otwarcie… mówię sekrety itp. Nie. To kompletnie nie to. To ten stan, kiedy jestem sobą przy kimś. To się pojawia naprawdę przy osobach, którym ufam. Które przeszły ze mną często piekło bo najpierw je sukcesywnie odtrącałam.. sprawdzając czy mogę ufać. Wtedy przy takiej osobie jestem naga. Czuje sie wtedy bardzooo lekko, swobodnie.. 

Tak też jest w gabinecie. Potrzebuje ogrom czasu zanim terapeuta mnie rozszyfruje. Najpierw znajde z mln powodów, że jednak to jest słaby terapueta, że nie mam czasu na terapię, że dam rade, że szkoda mi kasy… 

A potem. Zaczynam rozumieć, że z każdą sesją jestem coraz mniej napięta. Coraz mniej mam „na sobie” i że po każdej sesji wychodzę…zapłakana… zmęczona… ale i bardzo odprężona. Może to brzmi trochę zabawnie, ale w „łóżku” ( chociaż niekoniecznie w łóżku )  często pozbywamy się napięcia i taki jest też cel terapii. To takie spotkanie w sferze intymnej. Bez widowni. Sami ze sobą. To jest czas kiedy puszczasz kontrolę. Lub jak ja…nie do końca. Kiedyś opowiem wam jak wygląda program terapii grupowej którą ukończyłam. To bardzo ważne abym to Wam opisała. Ale póki co idę spać. 

Dodam tylko jeszcze, że na terapie postanowiłam wrócić. Ale indywidualną. 

Raz – bo muszę coś tam dokończyć. 

Dwa – chce znowu poczuć to odprężenie. I zdjąć z siebie trochę ciężarów.

A propos seksu. Mam spory temperament. 

Ale tez i bujną wyobraźnie. Jestem obrzydliwie wrażliwą osobą. I sporo na mnie działa. Np.muzyka. 

Są tacy artyści, którzy biorąc mikrofon pobudzają zmysły.  Ale to tak bardzo, że aż mi się cos „odkleja” i potrafię coś naprawdę sporo wałkować:) 

Przykład:

Jak słyszę tę piosenkę w słuchawkach to trzęsę się jak galaretka. 

Majstersztyk! przeszywa całe ciało.

bye bye 

 

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *